Do wniosku tego prowadzi go uważna analiza danych statystycznych. Dowodzą one, że choć chrześcijaństwo wypierane jest z krajów zachodnich przez agresywny sekularyzm, to jednak zdobywa kolejnych wiernych w Afryce czy Azji oraz zachowuje swój stan posiadania w Ameryce Łacińskiej.
Jenkins zwraca uwagę na fakt, że na samych tylko Filipinach ochrzczono w ciągu jednego roku więcej dzieci niż w Polsce, Hiszpanii, Włochach i Francji. Z 18 milionów chrztów udzielonych przez katolików w 1998 roku - 8 milionów udzielono w Ameryce środkowej i Południowej, 3 miliony w Afryce i niemal tyle samo w Azji.
Dynamiczny rozwój liczbowy, a także spora dzietność nowych katolików sprawi, że ze wszystkich wyliczeń wynika, że za 25 lat chrześcijan będzie 2.6 miliarda, a większość z nich mieszkać będzie na terenach tzw. Trzeciego Świata.
Największą rolę do odegrania w światowej polityce, ale też kształtowania oblicza Kościoła będą mieli, zdaniem Jenkinsa, chrześcijanie z Afryki, których za 25 lat ma być 228 milionów. To oni staną bowiem na linii walki z islamem, który również zdobywa sobie w Afryce licznych wyznawców.
Rozwój chrześcijaństwa właśnie w tych regionach świata - sprawi, że ... powróci ono do swoich konserwatywnych standardów moralnych. Chrześcijaństwo to, według Jenkinsa, będzie takie jak to w pierwszych wiekach: mistyczne, purytańskie moralnie, profetyczne i z ogromną ilością męczenników. Bez wątpienia odrzuci ona również zachodnią (a)moralność w dziedzinie seksualnej.
Widać to zresztą już na przykładzie tego, co dzieje się we Wspólnocie Anglikańskiej. Tam wartości tradycyjnie chrześcijańskich w sporze o ordynacje aktywnego homoseksualisty na biskupa bronią właśnie anglikanie z krajów afrykańskich.
Jenkins zwraca jednak uwagę również na to, że i w zsekularyzowanym Zachodzie coraz więcej młodych ludzi, wychowanych poza jakąkolwiek religią odkrywa dla siebie chrześcijaństwo, często w jego najbardziej ortodoksyjnych w kwestiach moralnych nurtach.