Więcej roztropności węży w sprawach tego świata

1

Kompromis w sprawie aborcji nie jest z oczywistych powodów dla Kościoła rzymskokatolickiego rozwiązaniem docelowym, jednak projekt Stop aborcji, który został przygotowany przez Instytut Ordo Iuris i poparty przez środowiska pro-life, jest projektem złym, który może bardziej zaszkodzić niż pomóc pełnej ochronie życia – mimo zapisów, które zapewniają nienarodzonym takie same prawa jak narodzonym.

W tej chwili wyjątkami, w których lekarz może legalnie dokonać aborcji są: zagrożenie życia lub zdrowia matki, ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu oraz istnienie uzasadnionego przypuszczenia, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (np. gwałtu ale również pożycia dobrowolnego z osobą poniżej lat 15). W praktyce dokonuje się rokrocznie w Polsce około 1000 aborcji, z których przeważająca większość to aborcja płodów z podejrzeniem upośledzeniem – przeważnie zespołu Downa, bo to jest stosunkowo łatwo wykryć.

Dodajmy jeszcze, że dokonanie aborcji poza dopuszczalnymi wyżej wyjątkami jest zagrożone karą do lat dwóch, przy czym nie dotyczy to kobiety, która poddała się aborcji. Dodatkowo sąd może odstąpić od wymierzenia kary wobec osoby dokonującej aborcji.

Projekt ustawy przygotowany przez Instytut Ordo Iuris znosi wszystkie wyjątki dopuszczalności aborcji. Spowodowanie śmierci dziecka poczętego zagrożone jest sankcją od 3 miesięcy do 5 lat. Przy czym wobec matki dziecka poczętego sąd będzie mógł odstąpić od wymierzenia kary. Spowodowanie śmierci dziecka poczętego nieumyślnie zagrożone jest sankcją do 3 lat. Za nieumyślne poronienie nie będzie karana matka, ale i tak brzmi to zadziwiająco bo wygląda, że każde poronienie powinno być objęte śledztwem, żeby ustalić powody i nieumyślnego winnego. Samoistne poronienia w pierwszych trzech miesiącach ciąży zdarzają się nader często. Czy efektem takiego zapisu nie będzie niechęć lekarzy do podejmowania się wczesnej opieki nad ciężarną, a później tłumaczenia się z ewentualnych konsekwencji działań? Nie będzie, co prawda, karany lekarz, jeżeli jego działania ratujące życie kobiety doprowadzą do śmierci dziecka poczętego. Jednak nawet uniknięcie odpowiedzialności karnej nie znosi tego, że każde poronienie to przynajmniej wszczęcie dochodzenia i udowadnianie braku winy.

Projekt wprowadza też definicję dziecka poczętego od momentu połączenia dwóch komórek – męskiej i żeńskiej – czyli zapłodnienia.

Zapisy te mogą stać się powodem do wycofania wszystkich środków antykoncepcyjnych, których działanie polega na niedopuszczeniu do zagnieżdżenia się zapłodnionej komórki jajowej. Dla wielu to pewnie piękna wizja tylko czy da się ją zrealizować i nie zniechęcić ludzi do tych, którzy taki ideał wszystkim narzucą? Wielkim sukcesem Kościoła i obrońców życia jest nie tylko fakt, iż od 1993 roku po prawie półwieczu istnienia możliwości legalnej aborcji na życzenie nie tylko wprowadzono prawo ograniczające aborcję, ale też przeważająca większość społeczeństwa uważa, że prawo powinno chronić również dzieci poczęte. Za pełną dopuszczalnością aborcji opowiada się jedynie 13%. Natomiast również większość popiera dotychczasową ustawę, przy czym nieznaczna większość (53%) opowiada się za dopuszczeniem aborcji w przypadku zaistnienia upośledzenia płodu, gdyż spora część zdaje sobie sprawę z amoralnego aspektu tej sytuacji – gdyż znaczy to, że uważamy osoby niepełnosprawne np. z zespołem Downa za niepełnowartościowe. Jednocześnie jest to w tej chwili główny powód dokonywania aborcji w Polsce. Czy nie lepszym zatem byłoby popracowanie nad zmianą w tym zakresie? To znaczy, zarówno nad dalszym przekonywaniem co do niezbywalnej godności osób niepełnosprawnych, zwiększeniu pomocy dla rodzin z osobami niepełnosprawnymi i określeniu definicji ciężkiego uszkodzenia płodu, które może ograniczyć liczbę aborcji „eugenicznych”.

Może to i kompromis, ale jeżeli byłby skuteczny to czyż chrześcijanie – zgodnie z zaleceniem Jezusa – nie powinni być roztropni jak węże? Przekonywanie natomiast, że nie wolno ocalić życia kosztem innego życia jak to klasyczna teologia moralna przedstawia dla większości ludzi jest czymś nie do pojęcia, jeżeli nie odstręczającym. Bo jeżeli moje działanie może doprowadzić do uratowania jednego życia kosztem np. przyspieszenia śmierci drugiej osoby, a brak działania doprowadzi do śmierci obu to wybór dla wielu wydaje się oczywisty. A osoby opowiadające się za pierwszym rozwiązaniem uważane za bezduszne, jeżeli nie okrutne. To nie są teoretyczne rozważania bo na przykład w słynnym przypadku rozdzielenia bliźniaczek syjamskich z Malty to przedstawiciele Kościoła uważali, że lekarze nie mają prawa dokonywać operacji, która spowoduje śmierć jednej z bliźniaczek. Zdaniem lekarzy, zaniechanie doprowadziłoby do śmierci obu dziewczynek – tyle, że w dłuższej perspektywie.

W kodeksie karnym obecnie obowiązującym zabicie noworodka przez matkę pod wpływem porodu jest zagrożone taką samą sankcją jak ta przewidziana za wywołanie umyślnego poronienia (czyli od 3 miesięcy do 5 lat). Tyle, że w drugim wypadku (np. za farmakologiczne wywołanie poronienia przez kobietę w drugim miesiącu ciąży pochodzącej z gwałtu) sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary albo odstąpić od jej wymierzenia. Jak rozumiem, założeniem twórców projektu Stop aborcji jest zrównanie praw dziecka poczętego z narodzonym i przyznanie temu pierwszemu takiej samej ochrony. Jednak w rzeczywistym świecie odczucie żalu po śmierci noworodka jest niewątpliwie silniejsze i dłuższe niż żal i poczucie straty po poronieniu. Mamy wbudowane takie mechanizmy psychologiczne i raczej się tego nie zmieni. Mało kto z nas jest skłonny przeżywać tak samo śmierć embrionu czy wczesnego płodu i śmierć noworodka. Stąd nawet przeciwnicy aborcji mogą być zaskoczeni taką samą penalizacją kar. Zwłaszcza, że nikt nie ma wątpliwości, że noworodek jest człowiekiem, a jednak jego zabicie przez matkę zagrożone mniejszą karą niż zabicie dziecka już kilkumiesięcznego. Dodajmy do tego, że zgodnie z prawem kanonicznym aborcja, a nie dzieciobójstwo jest objęta ekskomuniką. Do tej pory tłumaczono to faktem, że dziecko narodzone jest objęte ochroną prawną i jego zabicie jest karane, a dziecko nienarodzone – nie – stąd silniejsza sankcja ze strony prawa Kościoła skutkująca wykluczeniem z tegoż. Po przyznaniu równie silnej ochrony w prawie karnym poczętym – niektórzy mogą dojść do wniosku, że noworodkobójstwo jest czynem mniejszego kalibru niż doprowadzenie do poronienia embrionu.

Nie mam wątpliwości, że inicjatorzy projektu wprowadzający ochronę życia od poczęcia mają dobre intencje i celem ich jest ochrona przed eliminacją najmniej chronionych we wszystkich państwowych ustawodawstwach. Jednak tak jak z wielu złych rzeczy, których Bóg sobie nie życzy wyprowadza on dobro (Salomon był największym królem Izraela mimo, iż począł się wbrew woli Bożej) tak też i niektóre dobre czyny potrafią się obrócić w zło (wielu z nas może uważać, że świat wyglądałby lepiej gdyby pewien mały chłopiec o imieniu Adolf nie został uratowany przed śmiercią przez utonięcie przez przechodnia). Obawiam się, że inicjatywa ustawodawcza Stop aborcji – mimo jak najlepszych intencji – w rezultacie może też przynieść zło i oby nie przeważyło nad dobrem jakim jest szczytna idea ochrony nienarodzonych.

>> Ekumenizm.pl: Szkoda życia nienarodzonego