Brazylia: Masowe przejścia katolików na protestantyzm

38

O tym, że Kościół rzymskokatolicki w Ameryce Południowej traci sporo wiernych na rzecz Kościołów protestanckich, szczególnie ewangelikalnego i zielonoświątkowego typu, wiadomo od dawna. Jednak opublikowane właśnie badania z Brazylii pokazują rozmach tej tendencji na przykładzie regionu.

Na podstawie badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Sao Caetano na zlecenie diecezji Santo Andre, fala wystąpień z Kościoła rzymskokatolickiego do Kościołów protestanckich nie tylko nie ustaje, ale też postępuje. Jak informuje austriacka agencja KAP, tylko w metropolii Sao Paulo liczna katolików w ciągu ostatnich 50 lat zmniejszyła się o połowę – jedna trzecia wiernych przeszła do różnych Kościołów protestanckich i zwiększyła się również liczba bezwyznaniowców.

Badania pokazują, że w siedmiu regionach administracyjnych, będących sercem brazylijskiego przemysłu samochodowego, jeszcze w latach 60. XX wieku katolicy stanowili ponad 90% chrześcijan. Do 2010 roku współczynnik ten wynosił 56%, a w mijającym roku mniej niż 47%. Ponad 1/3 byłych katolików wiąże się z Kościołami ewangelikalnymi i zielonoświątkowymi, jedynie ok. 8% znajduje nowy dom duchowy w tradycyjnych Kościołach protestanckich – u prezbiterian (reformowanych), metodystów czy luteran. Niecałe 5% zmienia religię (głównie na buddyzm), a ok. 4% przyłącza się do lokalnych grup religijnych, często z synkretycznym systemem wierzeń.

Jako powód wystąpienia z Kościoła rzymskokatolickiego, ankietowani podawali najczęściej „niezadowolenie“ z zamykania się Kościoła na dialog ze społeczeństwem i niewystarczającą obecność w slumsach. Poza tym krytykowano również brak otwarcia misyjnego i ospałość struktur kościelnych. – Weźmiemy sobie te informacje do serca – zapewnia bp Carlos Cipollini, ordynariusz diecezji Santo Andre, liczącej obecnie 2,3 mln wiernych.

We wrześniu 2016 roku opublikowano również wyniki badań przeprowadzonych przez Hiszpański Instytut Studiów Strategicznych, dotyczące tendencji na kontynencie. Odpływ wiernych z Kościoła rzymskokatolickiego odnotowują również mniejsze kraje, szczególnie Nikaragua, Honduras i El Salwador.

>> Ekumenizm.pl: Katolicy nadal tracą na rzecz ewangelikalnych

  • Piotr Nawrot

    Super 🙂 Czekam na spis ludnosci Brazylii w 2020r będą ciekawe statystyki , aż w końcu protestanci wyprzedzą rzymskich katolików w Brazylii i innych krajach łacińskich. To tylko kwestia czasu. Ludzie oświeceni – reformują się 🙂

  • Andrzej Bajenski

    W moim przekonaniu to nie jest żadne przechodzenie na protestantyzm, ale zwyczajne dołączanie do ewangelicznego nurtu chrześcijaństwa. Ludzie chcą być naśladowcami Chrystusa w modelu wynikającym przede wszystkim z Tradycji Apostolskiej Nowego Testamentu.

  • naruciakk

    Jest to niebywale smutne, że ludzie odchodzą od prawdziwej wiary do błędnych protestanckich modyfikacji.

  • Nakkach

    Odejście od KRK do ewangelicyzmu to przejście na protestantyzm.
    Proszę pamiętać, że Tradycja chrześcijaństwa (od czasów Chrystusa) jest zakorzeniona w KRK, który z tego powodu nazywany jest apostolskim. Protestantyzm powstał dopiero w XVI wieku

  • Andrzej Domański – Wąsowicz

    Słowo Boże stało się Ciałem.. Jak będziesz czytał Słowo Boże poznasz Jezusa

    zobaczysz ,że nie przyszedł na świat zakładać żadnej religii, ale by ponieść za nas karę za nasze grzechy.I mamy to wszystko z Łaski za darmo. Mamy to przyjąć z wiarą ,nic nie dokładać czy dopłacać do tej doskonałej ofiary na krzyżu. Żaden , nawet najwspanialszy dobry uczynek miłosierdzia nie przybliży cie do Boga, tylko szczera pokuta ,odwrócenie się od swoich nieprawości ,

    przyjęcie zbawienia dokonanego na krzyżu i wyznanie Jezusa swoim Panem i Zbawicielem. Ot cala prosta ewangelia, droga do zbawienia, Czytaj Słowo
    Boże i bądź mu posłuszny, czyli wykonuj to co Pan Jezus przykazał.

  • Cleo

    Zechciej zauważyć, ze katolicy i ewangelicy odmawiają to samo CREDO (nicejsko-konstantynopolitańskie), wiec gdzie ta błędna protestancka interpretacja …

  • rangelso

    A dlaczego uważasz że współczesne chrześcijaństwo ma być sukcesorem kościoła tradycji zachodniej czyli KRK a nie wschodniej czyli np Kościoła Ortodoksyjnego ? Przecież zarówno przynależność kulturowa jak i język liturgii i piśmiennictwa pierwszego kościoła to greka nie łacina. Zresztą do dzisiaj w nazewnictwie i liturgii KRK używa się wielu zwrotów przeniesionych z greki chociażby sama nazwa kościoła katolickiego – καθολική εκκλησια

  • macli

    Protestantyzm w XVI, a katolicyzm w XI. 500 lat różnicy to nie tak wiele. Istnieją znacznie starsze Kościoły.

  • Andrzej Bajenski

    Zwykle nie rozmawiam publicznie z nieznajomymi, ale w tym przypadku raz jeszcze zaakcentuję moje przekonanie, że to katolicyzm wyrasta z ewangelicznego chrześcijaństwa opartego na Tradycji Apostolskiej. Protestantyzm w swojej genezie i podstawach to w zasadzie zreformowany rzymski katolicyzm.

  • Nakkach

    Przepraszam, źle się wyraziłem. Miałem na myśli ogół KK w różnych obrządkach.

  • Defender

    A ja czekam na najnowszy spis w Korei Południowej, gdzie dzieje się dokładnie odwrotnie. Od kilku dekad katolicyzacja postępuje tam pełną parą i być może już w nowym spisie trendy (wzrostowy katolicki i spadkowy protestancki) się przetną. Wydaje się, że w szybkiej ewangelizacji protestanci lepiej się sprawdzają, ale po pewnym czasie ci zewangelizowani zaczynają szukać czegoś solidniejszego.

  • Defender

    Brazylia jest jednak wysoce odrębna, bo portugalskojęzyczna.
    Bardzo tajemniczy jest ostatni akapit notki – bo pomija milczeniem, co się dzieje w największych krajach hiszpańskojęzycznych, typu Argentyna (ojczyzna papieża) czy Chile. Czyżby jednak zaczynał działać spodziewany efekt Franciszka, więc nie ma się czym pochwalić?

  • Jakub Klamecki

    Przepraszam, ale co Pan za farmazony mówi? Pełnia zbawienia jest TYLKO w Kościele Katolickim, założonym przez Chrystusa. I to u nas jest pełnia także Tradycji. Bo co to protestantyzm? Rzesza wspólnot, w których byle kto może się uważać za autorytet do interpretacji Pisma Świętego. Jeżeli dla Pana „ewangeliczną tradycją” są Świadkowie Jehowy czy mormoni (wyrastający wprost z założeń reformacji), to mi ręce opadają

  • Jakub Klamecki

    Katolicyzm… W XI wieku… A Luter był pewnie bojownikiem o wolność 😉
    KRK trwa nieprzerwanie od czasów Jezusa. Te „starsze” Kościoły to odłamy schizmatyckie i heretyckie. Radziłbym wpierw poczytać, a nie gadać coś takiego

  • Jakub Klamecki

    Oświeceni reformatorzy wpierw wyprzedzą, a potem zaczną tępić katolików. Historia approves 😉

  • Jurek Przeniczka

    Większość przypadków zmiany wyznania nie wynika z wyboru lepszej doktryny, ale z praktyki eklezjalnej. Feudalny i klerykalny model Kościoła nie przetrwa ani w Ameryce Południowej ani w Europie. Kościół musi stać się realną a nie nominalną wspólnotą a wówczas proces protestantyzacji wyhamuje. Wszyscy wierzący muszą stać się uczniami i braćmi a nie „ludem” widzianym przez 10 minut w roku w ramach kolędy.

  • macli

    Kościoły założone osobiście przez poszczególnych apostołów to heretyckie odłamy, a instytucja utworzona w średniowieczu w celach generalnie politycznych „trwa nieprzerwanie od czasów Jezusa”. Udało się to Panu.

  • Andrzej Bajenski

    Panie Jakubie ma Pan ciekawe poglądy i nie ciekawy styl wypowiadania się 🙂 ale odniosę się jedynie do zasadniczego. Z Nowego Testamentu wiemy, ze zbawienie jest TYLKO w Chrystusie, a nie w tym czy tamtym jednozbawczym kościele. „Kto ma Syna ma żywot wieczny”, „Kto wierzy w Syna ma życie wieczne”.

  • Cleo

    Panie Klamecki, a propos tej „pełni Zbawienia w Kosciele Katolickim” to polecam Panu wspaniały artykuł ks.prof. Wacława Hryniewicza ( z KUL) pt. „Zbawiciel jest polifoniczny”.
    A poza tym warto, żeby Pan pogłębił swoja wiedze na temat protestantyzmu, bo powtarza Pan prymitywne banały – wstyd!

  • rangelso

    poproszę o link chętnie poczytam, a tak na marginesie wiesz w ogóle kiedy i kto po raz pierwszy użył wyrażenia „kościół katolicki” i w jakim kontekście ?

  • Andrea

    pierwsze ocalałe świadectwo użycia zwrotu ‚kościół katolicki” znajdujemy w spuściźnie Ignacego Antiocheńskiego (30-107) w liście do kościoła w Smyrnie (8,2) – tu możesz zobaczyć kontekst: http://www.ccel.org/l/lake/fathers/ignatius-smyrnaeans.htm

  • sidi nowy

    Dzienniczek św Faustyny jeszcze przeczytaj.

  • rangelso

    Dziękuję, wracając do oryginalnej tezy Jakuba Klameckiego jakoby KRK trwał niewzruszenie od czasów Jezusa udokumentowany fakt historyczny wskazuje jedynie na to że być może już wcześniej a na pewno od 107 r n.e. posługiwano się terminem „wspólnota powszechna” lub „uniwersalna” w rozumieniu wierzących trwających w nauce o Chrystusie bo o powszechności kościoła w dzisiejszym sensie nie mogło być jeszcze wtedy mowy – kościół działał w podziemiu i był stosunkowo nieliczny (pod koniec I wieku liczba wierzących raczej nie przekraczała 10 000 osób). Dodatkowo ten dokument traktuje o sprawach wspólnot zlokalizowanych we wschodniej części ówczesnego Cesarstwa Rzymskiego a potem na terenie Bizancjum więc jeśli już doszukujemy się korzeni i sukcesji to należałoby je przypisać do Kościoła Tradycji Wschodniej a nie KRK który formalnie zaczął istnieć dopiero po wielkiej schizmie z XI wieku i zasięgiem nie obejmował tych terenów…

  • Andrea

    Polskie tłumaczenie καθολικὴ (ἐκκλησία) jako „powszechny” jest dość dyskusyjne. Kościół nie był katolicki dlatego, że obejmował cały świat, że był liczny, czy był „wszędzie”. Powszechność w takim sensie oddawało bardziej greckie słowo „ekumeniczny” – powszechny (ekumeniczny) był sobór, bo gromadził „wszystkich” biskupów; „ekumenicznym” był też biskup Nowego Rzymu – przewodził w pierwszeństwie wszystkim Kościołom. Inna rzecz, że z czasem owa ‚ekumeniczność’ oznaczała „całe” cesarstwo: Sobór Trullanski stosuje w swoich kanonach rozróżnienie na Kościół-ekumenę jako ziemie pozostające w granicach cesarstwa i „ziemię barbarzyńców” takie jak m.in. Stary Rzym.
    Katolicki natomiast oznaczało związek z Chrystusem. Kościół był katolicki, nawet nieliczny, jeżeli był w nim był Chrystus. Każdy Kościół, w którym zwiastowany był ten sam Chrystus i sprawowana ta sama Eucharstia, był tym samym, jednym, katolickim Kościołem. W tym znaczeniu można mówić o katolickości jako powszechności: nie w terytorialnym czy liczebnym zakresie, lecz społeczności z żyjącym i zwiastowanym jednym i tym samym Chrystusem.

  • rangelso

    Reasumując teza że „KRK trwa nieprzerwanie od czasów Chrystusa” jest błędna jeśli już to kościół „katolicki” w przytoczonym przez ciebie sensie czyli Chrystusowy i w swoim wczesnym stadium niedenominacyjny – w takim sensie katolikiem mógłby być również protestant. Warto nadmienić że wyrażenie „katolik” lub „katolicki” nie występuje ani razu w Piśmie Świętym a „ἐκκλησία” to nie kościół tylko zgromadzenie i to nie tylko wierzących więc operujemy na terminach umownych powołanych do życia lub dostosowanych do potrzeb denominacji już po czasach obejmujących wydarzenia opisane w Nowym Testamencie….

  • Andrea

    Teza „KRK trwa nieprzerwanie od czasów Chrystusa” jest tezą teologiczną i jej poprawność zależy od teologicznych założeń i celów, które w sposób prymarny zakładamy. Ma swoje miejsce w ramach teologicznego systemu rzymskokatolickiej eklezjologii i rozpatrując ją w tych ramach, jest tezą poprawną. To taki jakby kawałek z puzzle. Jeśli używamy go w ramach określonego obrazka, wybranego do układania, to znajdziemy dla niego poprawne miejsce. Jeżeli przeniesiemy na inny, i będziemy chcieli wpasować, nie uda nam się. Powiemy wówczas, że jest „błędny”. Wszystko zależy jednak od obrazka, który pierwotnie wybraliśmy do układania.

  • Cleo

    p. Defenderze, czy mogę zapytać, co jest takie „mniej solidne” – Pana zdaniem – w protestantyzmie. Bo miewam podobne wątpliwości, zwłaszcza obecnie, gdy ewangelicyzm robi się taki poprawno-neoliberalny ……

  • Defender

    Rozwijając moją myśl, chodziło mi z grubsza o to, że w typowych okolicznościach przyrody np. w takiej Korei znacznie łatwiej zostać protestantem, zwłaszcza ewangelikalnym (w tym zostać ochrzczonym) niż katolikiem. Do pierwszego wystarczy – oczywiście maksymalnie upraszczając – uznanie Chrystusa za Pana i Zbawiciela. Do drugiego normalnie konieczny jest dość długi katechumenat.
    Natomiast wydaje się, iż po pewnym czasie pierwszej fascynacji osobową relacją z Chrystusem, w tych, u których obudziła się wiara, zaczynają się rodzić głębsze potrzeby, zwłaszcza dotyczące Eucharystii, wysokiej liturgii, jednoznacznej i autorytatywnej nauki w sprawach „kontrowersyjnych”, jedności eklezjalnej, itp.
    To łącznie określiłem – może niezbyt fortunnie – „czymś solidniejszym”, w odróżnieniu od mgławicowej eklezjologii protestanckiej i tolerowania różnic w tak fundamentalnych sprawach, jak to, czy chrzcić dzieci, czy Eucharystia jest tylko symbolem, czy stan zbawienia można utracić, czy czynny homoseksualizm jest grzechem, itp. itd.
    Tak jakby po pewnym czasie nowi chrześcijanie zaczynali się rozglądać szerzej niż tylko po zborze, który ich zewangelizował, i śmielej zadawać coraz dojrzalsze pytania o naturę Kościoła i autorytet głoszących (zwłaszcza gdy w sąsiednim zborze/kościele głosi się co innego…).
    Kiedy w latach osiemdziesiątych zorientowano się, co się dzieje w Korei (masowy odpływ protestantów do Kościoła Katolickiego), w obozie protestanckim, zwłaszcza w USA (bo to Amerykanie schrystianizowali Koreańczyków) podjęto bardzo poważną refleksję, dlaczego tak się dzieje. Napisano wiele książek (np. „Sibling Rivalry in Korea”), próbowano przeciwdziałać, ale na niewiele to się zdało i trend się utrzymuje do dziś. Wszystko, co wiemy, to nadal tylko hipotezy. Jest to zatem pewien fenomen.
    Bo co się dzieje w Brazylii, to z grubsza wiemy. Ewangelizacja kontynentu była bardzo płytka, ludzie nie mieli żadnej osobowej więzi z Chrystusem i przypominali bardziej niezewangelizowanych pogan niż chrześcijan. W takich warunkach (jakby misyjnych), protestanci wydają się radzić sobie – jak napisałem na początku – lepiej (przy czym wydaje się, że do czasu).
    W takiej Polsce, gdzie ewangelizacja – wbrew pozorom – była jednak znacznie głębsza, po pierwszych sukcesach ewangelikalni od wielu lat osiągnęli szklany sufit na poziomie ok. 30-50 tys.

  • Defender

    Rozwijając moją myśl, chodziło mi z grubsza o to, że w typowych okolicznościach przyrody np. w takiej Korei znacznie łatwiej zostać protestantem, zwłaszcza ewangelikalnym (w tym zostać ochrzczonym) niż katolikiem. Do pierwszego wystarczy – oczywiście maksymalnie upraszczając – uznanie Chrystusa za Pana i Zbawiciela. Do drugiego normalnie konieczny jest dość długi katechumenat.
    Natomiast wydaje się, iż po pewnym czasie pierwszej fascynacji osobową relacją z Chrystusem, w tych, u których obudziła się wiara, zaczynają się rodzić głębsze potrzeby, zwłaszcza dotyczące Eucharystii, wysokiej liturgii, jednoznacznej i autorytatywnej nauki w sprawach „kontrowersyjnych”, jedności eklezjalnej, itp.
    To łącznie określiłem – może niezbyt fortunnie – „czymś solidniejszym”, w odróżnieniu od mgławicowej eklezjologii protestanckiej i tolerowania różnic w tak fundamentalnych sprawach, jak to, czy chrzcić dzieci, czy Eucharystia jest tylko symbolem, czy stan zbawienia można utracić, czy czynny homoseksualizm jest grzechem, itp. itd.
    Tak jakby po pewnym czasie nowi chrześcijanie zaczynali się rozglądać szerzej niż tylko po zborze, który ich zewangelizował, i śmielej zadawać coraz dojrzalsze pytania o naturę Kościoła i autorytet głoszących (zwłaszcza gdy w sąsiednim zborze/kościele głosi się co innego…).
    Kiedy w latach osiemdziesiątych zorientowano się, co się dzieje w Korei (masowy odpływ protestantów do Kościoła Katolickiego), w obozie protestanckim, zwłaszcza w USA (bo to Amerykanie schrystianizowali Koreańczyków) podjęto bardzo poważną refleksję, dlaczego tak się dzieje. Napisano wiele książek (np. „Sibling Rivalry in Korea”), próbowano przeciwdziałać, ale na niewiele to się zdało i trend się utrzymuje do dziś. Wszystko, co wiemy, to nadal tylko hipotezy. Jest to zatem pewien fenomen.
    Bo co się dzieje w Brazylii, to z grubsza wiemy. Ewangelizacja kontynentu była bardzo płytka, ludzie nie mieli żadnej osobowej więzi z Chrystusem i przypominali bardziej niezewangelizowanych pogan niż chrześcijan. W takich warunkach (jakby misyjnych), protestanci wydają się radzić sobie – jak napisałem na początku – lepiej (przy czym wydaje się, że do czasu).
    W takiej Polsce, gdzie ewangelizacja – wbrew pozorom – była jednak znacznie głębsza, po pierwszych sukcesach ewangelikalni od wielu lat osiągnęli szklany sufit na poziomie ok. 30-50 tys.

  • Cleo

    Dziękuję za Pańską wypowiedź. Potwierdza ona moje niewesołe ostatnio refleksje na temat obecnego ewangelicyzmu.

  • karneol

    cyt.: „…po pewnym czasie pierwszej fascynacji osobową relacją z Chrystusem, w tych, u których obudziła się wiara, zaczynają się rodzić głębsze potrzeby, zwłaszcza dotyczące Eucharystii, wysokiej liturgii, jednoznacznej i autorytatywnej nauki w sprawach „kontrowersyjnych”, jedności eklezjalnej, itp.”
    Pan nazywa „głębszymi potrzebami” wysoką liturgię, autorytatywną naukę itd. ? Czyżby „osobowa relacja z Chrystusem”, wiara, były rzeczą pomniejszą ? Wydaje mi się, że ten zwrot ku protestantyzmowi wynika z braku akcentu właśnie na wiarę w nauczaniu KK, a nadmiaru „wysokiej liturgii” czy „autorytatywnej nauki w sprawach kontrowersyjnych” – jak Pan pisze. Protestantyzm (myślę tu głównie o luteranizmie) kładzie (albo przynajmniej powinien kłaść) w swym głoszeniu akcent główny właśnie na wierze w Chrystusa (idąc w tym za ap. Pawłem); z tej wiary wynika cała reszta…
    Choć nie wiem, czy nie jest to jakaś idealizacja stanu faktycznego.

  • Defender

    „Czyżby „osobowa relacja z Chrystusem”, wiara, były rzeczą pomniejszą?”
    1. Nie, osobowa relacja jest zawsze najważniejsza. Mnie chodziło o środki stosowane do jej budowania.
    Ewangelikalizm oferuje dość ubogi arsenał, który wielu zdaje się wystarczać tylko do pewnego czasu. U części nowych chrześcijan, w miarę krzepnięcia wiary, rodzi się z czasem swoisty głód sakramentów (zwłaszcza Eucharystii), które w połączeniu z wysoką liturgią, poczuciem pełnej jedności wiary z ponad miliardem chrześcijan i autorytatywną nauką w kwestiach wiary i moralności pomagają im w budowaniu pogłębionej relacji z Bogiem.
    2. Jak w ogóle nie ma tej osobowej relacji (zwłaszcza przy bardzo płytkiej ewangelizacji danego narodu), to oczywiście liturgia czy sakramenty same w sobie stają się często „puste” i mało owocne, więc dzieje się to, co w Brazylii.
    Natomiast schemat, który opisałem powyżej, zdaje się być wytłumaczeniem fenomenu koreańskiego.
    3. Gdzieś u amerykańskich ewangelikalnych czytałem, że w ostatnich latach nieco podobne trendy zaczynają się pojawiać w USA: zwrot ku wysokiej liturgii i nawet sakramentom, choć jeszcze bez wyraźnych przepływów denominacyjnych, ale jednak przy dość zdecydowanym wyhamowaniu „zielonego tsunami” – które wielu wydawało się falą nie do zatrzymania.

  • Herbert

    „po pewnym czasie pierwszej fascynacji osobową relacją z Chrystusem, w tych, u których obudziła się wiara, zaczynają się rodzić głębsze potrzeby, zwłaszcza dotyczące Eucharystii, wysokiej liturgii, jednoznacznej i autorytatywnej nauki w sprawach „kontrowersyjnych”, jedności eklezjalnej, itp.
    (…) „czymś solidniejszym”, w odróżnieniu od mgławicowej eklezjologii protestanckiej i tolerowania różnic w tak fundamentalnych sprawach, jak to, czy chrzcić dzieci, czy Eucharystia jest tylko symbolem, czy stan zbawienia można utracić, czy czynny homoseksualizm jest grzechem, itp. itd.
    Tak jakby po pewnym czasie nowi chrześcijanie zaczynali się rozglądać szerzej niż tylko po zborze, który ich zewangelizował, i śmielej zadawać coraz dojrzalsze pytania o naturę Kościoła i autorytet głoszących (zwłaszcza gdy w sąsiednim zborze/kościele głosi się co innego…).”
    WOBEC OBECNEGO KRYZYSU TOZSAMOSCI W KEA POPIERAM TEN WPIS CALKOWICIE!

  • Herbert

    „po pewnym czasie pierwszej fascynacji osobową relacją z Chrystusem, w tych, u których obudziła się wiara, zaczynają się rodzić głębsze potrzeby, zwłaszcza dotyczące Eucharystii, wysokiej liturgii, jednoznacznej i autorytatywnej nauki w sprawach „kontrowersyjnych”, jedności eklezjalnej, itp.
    (…) „czymś solidniejszym”, w odróżnieniu od mgławicowej eklezjologii protestanckiej i tolerowania różnic w tak fundamentalnych sprawach, jak to, czy chrzcić dzieci, czy Eucharystia jest tylko symbolem, czy stan zbawienia można utracić, czy czynny homoseksualizm jest grzechem, itp. itd.
    Tak jakby po pewnym czasie nowi chrześcijanie zaczynali się rozglądać szerzej niż tylko po zborze, który ich zewangelizował, i śmielej zadawać coraz dojrzalsze pytania o naturę Kościoła i autorytet głoszących (zwłaszcza gdy w sąsiednim zborze/kościele głosi się co innego…).”
    WOBEC OBECNEGO KRYZYSU TOZSAMOSCI W KEA POPIERAM TEN WPIS CALKOWICIE!

  • Bupsz

    Czemu mnie to nie dziwi? Tajemnicą Poliszynela jest, że KK idzie na ilość a nie jakość stąd jego „turbociśnienie” na chrzest niemowląt, komunię i bierzmowanie w jak najmłodszym wieku. A jak młody człowiek pyta się, gdzie w tym wszystkim sens, to się mu w 120% przypadków odpowiada, że „bo tak już jest” lub inne „nie pyskuj”.. Ładnie to puentuje cytat z bajki Madagaskar: „Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu”.

  • Herakliusz

    Nie bez zaczernia są też afery pedofilskie i nadużycia finansowe w Watykanie

  • Herakliusz

    Tak ale wcześniej od tej watykańskiej zarazy odszedł (1054) Kościół Wschodni zwany Prawosławnym. Pięć wieków później natchniony Duchem Świętym Luter wypiął się na skorumpowany Kościół rzymski. Widocznie Bóg tak chciał. Zresztą wpisał w Pismo zwane Świętym:
    „Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające. Bo grzechy jego narosły aż do nieba i Bóg przywołał na pamięć jego niesprawiedliwe uczynki” (Ap 18. 4).

  • Herakliusz

    Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat
    (1J.4:1).
    ++++++++++++
    Wszystko wskazuje na to że fałsz płynie z Watykanu.