Milczenie i modlitwa, ale nie bezradność – Kościoły w Niemczech po zamachu terrorystycznym w Berlinie

2

Brutalny zamach terrorystyczny obok ewangelickiego Kościoła Pamięci w Berlinie wywołał szok w Niemczech i falę solidarności na świecie. Zginęło 12 osób, w tym polski kierowca TIR-a. Dzień po tragedii odbyło się ekumeniczne nabożeństwo żałobne w Kościele Pamięci, który jest jednym z najbardziej wymownych symboli pokoju i pojednania w Berlinie.

Pozostawiona po nalotach alianckich zniszczona wieża Kościoła Pamięci jest trwałym pomnikiem wojny, ale też apelem o pojednanie. To jakby otwarta rana – przypominał podczas liturgii ewangelicki biskup Berlina i Brandenburgii Markus Dröge. Tym bardziej zamach terrorystyczny w Berlinie skierowany przeciwko niewinnym ludziom uczestniczącym w tradycyjnym jarmarku bożonarodzeniowym nabiera dodatkowego wymiaru – jest nie tylko atakiem na symbole zachodniej cywilizacji, ale i uniwersalne orędzie życia w pokoju i zgodzie.

Najgorszą odpowiedzią, jakiej można udzielić na bezsens tej tragedii jest wypowiedzenie wojny kulturowej, zamknięcie się w prostej hermeneutyce nieufności, podejrzliwości i nienawiści. Nie jest trudno zbijać kapitał polityczny na tragedii, jeszcze łatwiejsze jest budowanie na strachu i wrogości, uleganie prostym pseudooczywistościom w zrozumiałym skądinąd odruchu poszukiwania prostych odpowiedzi i rozwiązań.

Odpowiedzią na zamach i zagrożenie nie może być jednak ani naiwność i upiększanie rzeczywistości, ani jej bliźniacza siostra – ksenofobia wystrojona w szaty pozornej mądrości i politycznej przebiegłości. – Ból wypala – mówił bp Dröge, dodając, że nie można zwieść się podszeptom, sugerującym inną drogę niż budowanie porozumienia. W modlitwie uczestniczyli ewangelicy, katolicy, prawosławni, ale także przedstawiciele judaizmu i islamu oraz reprezentanci najwyższych władz państwowych z prezydentem RFN Joachimem Gauckiem i kanclerz Angelą Merkel na czele.

Niestety, budowanie porozumienia i dialogu stało się w narracji publicznej synonimem łatwowierności i kulturowej kapitulacji chrześcijaństwa. Jednak w tej narracji owo chrześcijaństwo przestaje być właściwie tym, czym jest i do czego jest powołane. Błyskawicznie po zamachu berlińskie kościoły różnych wyznań otworzyły swoje podwoje – instynktownie ludzie wchodzili do nich, nawet jeśli wnętrza świątyń i treść nadziei głoszonej przez chrześcijan jest im obca. W murach chrześcijańskich świątyń próbowali odnajdywać nie tyle odpowiedzi, co miejsce na wypowiedzenie żalu, bezsilności i współczucia. To jest prawdziwa siła chrześcijańskiej nadziei, którą widać nie tylko w Berlinie, ale i w zrujnowanych kościołach Aleppo, w publicznie wypowiadanym credo przez koptów przed zaatakowaną Bazyliką św. Marka w Kairze.

Nie jesteśmy islamizowani

Kościoły w Niemczech – przede wszystkim Kościół rzymskokatolicki i ewangelicki –są obiektem ataków z powodu ich zaangażowania w kwestii uchodźców.

W opublikowanym dziś wywiadzie z metropolitą kolońskim kardynałem Rainerem Woelki, byłym arcybiskupem Berlina, hierarcha nie pozostawia wątpliwości, jakie jest stanowisko Kościołów w Niemczech. Gdy dziennikarz KNA przytoczył niedawną wypowiedź kardynała: ‘Nawet jeśli niektórzy nie chcą już tego słuchać, to i tak będę zwracał uwagę na cierpienia uchodźców’ zapytał: „Po czym poznaje Ksiądz Kardynał, że niektórzy nie chcą już słuchać?’ Duchowny odpowiedział:

Po tym, że politycy wskazują na fakt, że w tym roku ‘dzięki Bogu’ trafiło do Niemiec mniej uchodźców. Chcą, abyśmy uwierzyli, że mamy problem z tymi ‘burzycielami naszego porządku’ i nareszcie poradziliśmy sobie z problemem. Ale to jest jedno wielkie kłamstwo, sugerujące, że możemy trzymać ludzi na dystans lub – używając słów filozofa Wolframa Eilenbergera – że możemy żyć w pozbawionym murów rajskim ogrodzie.

Kardynał sprzeciwił się kolportowanej opinii, jakoby w Niemczech następowała islamizacja, przypominając, że uchodźcy stanowią jedynie procent całego społeczeństwa.

Z kolei dzień przed zamachem Ewangelicki Kościół Berlina i Brandenburgii ogłosił, że w latach 2015/2016 ok. 500 uchodźców przyjęło chrzest. Statystyki nie obejmują chrztów dokonanych w Kościołach ewangelickich i ewangelikalnych, nie należących do EKD.

Jednak także dobre statystyki, zamiast wzbudzać radość i nadzieję, częściej generują nieufność – częściej są pożywieniem do karmienia strachu i nieufności niż zwykłego dziękczynienia. Przedstawiciele Kościoła ewangelickiego jasno podkreślają podczas kursów dla katechumenów, że chrzest nie jest przepustką do uzyskania pozwolenia na pobyt i starają się maksymalnie wydłużyć okres przygotowania.

>>Ekumenizm.pl: Demon multikulti

galeria