Pozorne zebranie myśli – fasadowe rekolekcje

9

Media obiegły ostatnio informacje o księdzu, który spoliczkował ucznia, i o niezdrowym zainteresowaniu seksualnością w tekście ulotki przygotowującej dzieci do spowiedzi. Wszystkie te opowieści łączy jeden element – rekolekcje wielkopostne. To z ich powodu uczniowie opuszczają mury szkół i tłumnie idą do kościołów pod opieką nauczycieli. Za katechizację rekolekcyjną i ochroniarską działalność nauczycieli płacą podatnicy.

Nie mam nic przeciwko rekolekcjom, choć sam niewiele z nich pamiętam, gdy jeszcze w ramach rzymskokatolickiej katechezy w nich uczestniczyłem. Nie pamiętam, czy chciałem, czy musiałem – raczej to drugie. Rekolekcje były – przynajmniej wówczas – radosnym wyłomem ze szkolnej rzeczywistości. Lwia część chodziła, nieliczni opuszczali, ale wszyscy z różnych powodów byli zadowoleni. Świadome rekolekcje – już w wieku dorosłym – odbyłem z własnej woli, już nie w Kościele rzymskokatolickim, ale też nie w ewangelickim. Jakoś forma księdza stającego na podwyższeniu i mówiącego do posłusznie zgrupowanej młodzieży o tym i owym to nie moja bajka.

Z pewnością jest wiele miejsc, w tym szkół, w których rekolekcje są poważnie traktowane przez prowadzących i uczestników. Nie wszędzie egzekwowany jest reżim obowiązkowości i wciąż poszukiwane są alternatywne formy w większym stopniu gwarantujące zebranie myśli, a czasem nawet roztrzaskanie religijnego widzimisię, aby później znów zebrać kawałki. Właśnie, zebrać na nowo, jakby ponownie skolekcjonować to, co cenne. Oby takich miejsc więcej! Nie da się tego jednak zrealizować, jeśli rekolekcje pozostaną stadną powinnością opłacaną przez państwo, czyli podatników. Nie da się tego zrobić, jeśli będą tym, z czym się najczęściej kojarzą – prowizorką.

Trudno oczekiwać tutaj rzeczywiście dobrej zmiany. Zbyt mocno interesy kasty purpuratów i prokościelnej władzy są powiązane. Zbyt silne są współzależności i ideologiczna opieka sprawowana przez jednych ku pożytkowi i na wymierną korzyść drugich. Szkoda w tym wszystkim samej idei rekolekcji, uczciwych i sumiennych kapłanów, prawdziwego duszpasterstwa i – nie na końcu – samych uczniów.

  • Defender

    Tyle jadu i populistycznych zarzutów pod antyklerykalną publiczkę, jak na jeden artykuł, to do Pana zupełnie niepodobne. A w istocie rzeczy, Pana narracja jest niemal tożsama z argumentami przeciw prowadzeniu katechezy w szkołach.
    Rekolekcje są kolejną szansą na dotarcie do młodzieży lub choćby – co też ważne – zostawienia w niej pewnego śladu czy nawet mglistego wspomnienia na przyszłość. Nigdy nie wiadomo, kiedy takie drobne ziarenka rzucane przez siewców osiągną w dorosłym życiu masę krytyczną i zaowocują nawróceniem.
    To, że szansa nie jest w pewnych przypadkach należycie wykorzystywana, jest jednak słabym argumentem, żeby w ogóle z tej szansy rezygnować.
    Zwłaszcza, że sposób prowadzenia rekolekcji zmienił się diametralnie w ostatnich latach. Coraz częściej są powierzane wspólnotom ewangelizacyjnym, energicznym grupom kleryków, itp., a w przekazie stawiają na świadectwo i osobowe doświadczenie relacji z Bogiem. Przykładowo, w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej prowadzi je Szkoła Nowej Ewangelizacji w… hali widowiskowej. W Warszawie, podzielono kleryków na trójki pod przewodnictwem diakona i rozesłano do szkół. W parafiach, które znam, niemal zawsze rekolekcje owocują dojściem nowych osób do grup młodzieżowych (takich jak Oaza).

  • Nie jestem gorącym zwolennikiem katechezy w szkołach. Wręcz przeciwnie.

  • Cleo

    Tez nie mogę się otrząsnąć, chyba zażyję waleriany: „Stadna powinność opłacana przez państwo…,prowizorka ….interesy kasty purpuratów i prokościelnej władzy…..wspólzależności i ideologiczna opieka….ochroniarska działalność nauczycieli ….”
    Chyba pan Redaktor coś odreagowuje …? A może to dlatego, ze pan Redaktor widzi tylko tę „fasadę”? Wobec tego zapraszam na piątkowe medytacje, pod nazwą ADORACJA KRZYŻA, w Kosciele Seminaryjnym na Krakowskim Przedmieściu, godz.20. Myslę że trochę chrześcijańskiej duchowości wielkopostnej nie zaszkodzi i nam luteranom…..

  • Defender

    Te adoracje są rzeczywiście wyjątkowe.

  • Cleo

    Cieszę się z Pańskiej opinii.

  • Pani jak zwykle nie na temat

  • Cleo

    Niestety, ma Pan całkowitą rację, panie Redaktorze. O czym ja piszę…? Przecież duchowość luterańska już dawno zaniknęla ….. Nie widać i nie słychać ….Większość wyznawców, przynajmniej w diecezji warszawskiej, zaczęła adorować …. współczesną teologię protestancką. W moim odczuciu, siermiężnej wyznawczyni KEA, teologowie z ChATu zajeli miejsce Apostolów Jezusa. Już prawie nie ma miejsca dla Krzyża i cierpienia i pokuty, słychać tylko o „wolności chrzescijanskiej” i nowoczesnym podejściu do kerygmatu …… Więc szukam tej duchowości u innych braci w wierze ….

  • Andrea

    Ciekawe, że tu akurat Państwo zgadzają się z Redaktorem Naczelnym, że owe adoracje są wyjątkiem, nie normą, o której pisze.

  • Cleo

    Panie Andrea, subiektywne widzenie kwestii rekolekcji katolickich przez pana Red. Bruncza z KEA – nie może tworzyć ‚normy’.