Szkoci nie chcą chodzić do kościoła

5

Liczba osób uczęszczających na chrześcijańskie nabożeństwa w Szkocji spadła w ciągu ostatnich 15 lat z 12 na 7%. Dziś jedynie 390 tys. uczęszcza na nabożeństwa – wynika z danych przedstawionych w raporcie Scottish Church Census. Według prognoz liczba osób czynnie zaangażowanych w życie swoich Kościołów może spaść przed 2025 rokiem to niespełna 290 tys.

Według danych spadek liczby uczestników nabożeństw dotyczy wszystkich głównych wspólnot chrześcijańskich – reformowanego Kościoła Szkocji, Kościoła rzymskokatolickiego i Kościoła episkopalnego (anglikańskiego) oraz innych mniejszych Kościołów.

Wyjątek stanowią niezależne wspólnoty zielonoświątkowe, które odnotowują wprawdzie niewielki, ale stabilny wzrost.

  • Defender

    1. A na przekór tym ogólnym tendencjom w rejonie Aberdeen odnotowano na przestrzeni tych 15 lat wzrost, co obserwatorzy jednoznacznie przypisują… napływowi dużej grupy Polaków akurat do tego regionu.
    2. Druga ciekawa tendencja jest taka, że co prawda zdanie „spadek liczby uczestników nabożeństw dotyczy wszystkich głównych wspólnot chrześcijańskich” jest formalnie prawdziwe, tyle że ten spadek jest bardzo zróżnicowany i w Kościele Katolickim stosunkowo niewielki (podczas gdy w Kościele Szkocji aż dwukrotny!). Jeżeli ten trend utrzyma się jeszcze przez rok, to liczba uczęszczających do kościoła katolików przekroczy analogiczną liczbę dla wyznania dominującego od czasów reformacji, czyli Kościoła Szkocji.
    Szkocja krajem katolickim? Ciekawa perspektywa…

  • Averroes

    To pytanie, które zadaję sobie od jakiegoś czasu. Co jest źródłem sukcesu Kościoła Katolickiego w UK? Nie tylko spadek wiernych jest dosyć powolny (nawet przy uwzględnieniu imigracji), ale i „jakość” brytyjskiego Kościoła jest niezaprzeczalna. Portal brytyjskich Jezuitów thinkingfaith.org jest jednym z najlepszych chrześcijańskich portali jakie znam. I to wszystko mimo tego, że Kościół w UK jest relatywnie liberalny i „kosmopolityczny”.
    Tymczasem po drugiej stronie Oceanu, KrK przeżywa armagedon. Gdyby nie gigantyczny napływ imigrantów z Ameryki Łacińskiej, liczba amerykańskich katolików zmniejszyłaby się o 1/3 w ciągu ostatnich 20 lat.
    UK i USA to jeden język, ten sam krąg kulturowy i taki sam kierunek ewolucji społeczno-obyczajowej. Jaka różnica sprawia że oba kościoły tak różnie sobie radzą? To zupełnie szczere pytanie, bez złośliwości. Istnieje jakieś proste wyjaśnienie?

  • Defender

    Myślę, że w USA problemem jest katolicyzm kulturowy, który zwyczajnie przestaje działać w którymś kolejnym pokoleniu imigrantów. Oraz na pewno, patrząc na biskupów en masse, Kościół amerykański nie jest mniej „liberalny” niż w UK.
    Natomiast w Brytanii za Kościołem nadal stoi nieprzecenialne dziedzictwo męczenników z czasów krwawej Beth, a potem wieki dyskryminacji (przecież jeszcze do teraz tronu ustawowo nie może objąć katolik), które paradoksalnie umocniły Kościół. I nawet liberalizm brytyjskich biskupów nie jest w stanie całkowicie tego czynnika zniszczyć.
    Ponadto, w Brytanii imigranci katoliccy szybko zaczynają odgrywać znacznie ważniejszą rolę. Przykładowo, za sprawy ewangelizacji w narodowym sanktuarium w Walsingham odpowiada… Zygmunt Rakowicz. A inny Polak, własnym uporem i determinacją, przyczynił się do odnowienia kaplicy maryjnej w Katedrze Westminsterskiej. Polacy przynieśli też ze sobą nowe spojrzenie na formy pracy duszpasterskiej – przykładowo, jak grzyby po deszczu mnożą się kręgi małżeńskie Domowego Kościoła.

  • Kamil Rosiak

    Skandale pedofilskie w USA. Nie było takich w UK o ile się nie mylę. Moim zdaniem też wysoki poziom u Brytyjczyków pisarstwa teologicznego jest obecnie. Nie ma w ogóle porównania z Jankesami.

  • Herakliusz

    Umiłowani Siostry i Bracia Szkoci!
    Zaprawdę powiadam Wam Najdostojniejsi Siostry i Bracia,
    – godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne obnażać prawdziwe
    oblicza kościelnych szamanów, oszustów, seksualnych dewiantów,
    społecznych pasożytów, specjalistów od interpretowania życzeń
    Pana Stwórcy Wszechrzeczy, znawców niepokalanych poczęć i
    wiecznych dziewictw, którzy na twarzach noszą od wieków faryzejską
    maskę pokory oraz pobożności, w ustach świętobliwie pieszczą
    słowa miłości, miłosierdzia i przebaczenia, ale serca zawsze mają
    kamienne i zimne, dusze pychą i rozpustą, zaś usta obłudą i
    hipokryzją wypełnione a dłonie wiecznie głodne mamony. Rzymski
    katolicyzm jest szkołą szalbierstwa, hipokryzji i cynizmu. Toż to
    ten ewangeliczny „Wielki Babilon, matka wszetecznic i obrzydliwości
    ziemi. Tej ziemi! Nie ma kłamstwa, na które nie byliby gotowi, gdy
    chodzi o zwalczanie przeciwnika; nie ma bredni, której by w swoje
    owieczki (i baranki) nie spodziewali się wmówić. Sprowadzają
    walkę do tumanienia i terroryzowania najciemniejszych w nadziei, że
    w ten sposób zawsze będą mieli większość.
    +++++++++++++++
    Czyż jego wyznawcy nie słyszą „głosu z nieba mówiącego: „Wyjdźcie
    z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów i
    aby was nie dotknęły plagi na niego spadające. Bo grzechy jego
    narosły aż do nieba i Bóg przywołał na pamięć jego
    niesprawiedliwe uczynki” (Ap 18. 4).