Szkoda życia nienarodzonego

45

Kościół rzymskokatolicki w Polsce przyspiesza sekularyzację i de facto szkodzi sprawie życia nienarodzonego. Posługując się gorącą linią z obozem rządzącym wpisuje się w społeczno-polityczną awanturę, w której nikt nie wygra, a wszyscy przegrają – szczególnie dzieci nienarodzone.

W 2007 roku Jarosław Kaczyński słusznie argumentował, że nie należy zmieniać ustawy antyaborcyjnej, która – jak na warunki europejskie – jest dość restrykcyjna. Dziś jest inaczej. Ponoć się coś zmieniło. Co? Można się domyślać. W ciągu najbliższych dni, tygodni i miesięcy będziemy mimowolnymi uczestnikami kolejnej, ideologicznej awantury, która doprowadzi do dalszej polaryzacji, ale też ośmieszania wartości fundamentalnych jak choćby ochrona życia nienarodzonego. To właśnie życie nienarodzone stało się przedmiotem politycznej walki, a walkę o życie z płaszczyzny nauczania, kształtowania postaw i ewangelizacji przeniosła się na arenę inwektyw i hasła „macica jest moja” tudzież wieszaka.

Biskupi rzymskokatoliccy poszli na łatwiznę i za pomocą listu pasterskiego zafundowali swoim wiernym, a przy okazji pozostałym Polakom, polityczną połajankę. I to ręka w rękę z partyjnymi funkcjonariuszami. Nie bawią mnie ustawki w kościołach i wiece feministek podczas mszy. W takich przypadkach powinna zainterweniować Policja za zakłócenie kultu religijnego, a krzykacze powinni ponieść zasłużoną karę. Większość oburzonych zagłosuje nogami, po cichu, bez demonstracji, co najwyżej pokiwaniem głowy i alienacją.

O życie można i trzeba walczyć inaczej. Biskupi sprzymierzyli się z tronem. Nie nauczyli się niczego.

>> Ekumenizm.pl: Więcej roztropności węży w sprawach tego świata