Z raju do piekła

10

W styczniu br. na przejściu granicznym z obwodem kaliningradzkim w Gronowie, zgłosiły się do Straży Granicznej (SG) dwie obywatelki Tadżykistanu. Błagały o pomoc. Obydwie są chrześcijankami nawróconymi z islamu. Były wielokrotnie maltretowane, grożono im śmiercią. Polska najpewniej odeśle kobiety z powrotem do ich kraju.

Kobiety wzięły taksówkę z Kaliningradu, kazały się zawieźć do przejścia granicznego z Polską. Na granicy funkcjonariusz Straży Granicznej poinformował je o konieczności posiadania wizy na wjazd do Polski. Młodsza zaczęła płakać, starsza – jak zeznał funkcjonariusz SG – powiedziała, że:

„nie może wrócić do kraju, ponieważ spotkają je tam tortury, są prześladowane i muszą uciekać, bo przeszły na chrześcijaństwo i jej bracia chcą ją zabić.”

10 stycznia 2017 r. Adolat Karimova wraz z córką Dilafruz Yusupovą poprosiły o azyl w Polsce. We wniosku Adolat napisała:

„Chcę zostać w Polsce. Nie chcę wracać do Tadżykistanu. Boję się brata i tego, że w końcu mnie zabije, chcę żyć spokojnie, chodzić do kościoła. W Tadżykistanie nie mogę tak żyć.”

Adolat była dziennikarką w lokalnej gazecie oraz fizykoterapeutką. Mieszkała razem z córką. Jej mąż zginał podczas wojny w Afganistanie. Według lokalnych zwyczajów kobietami musi się opiekować mężczyzna, a rola ta, po śmierci męża, przypadła najstarszemu bratu Adolat, który stał się ich opiekunem i panem. Pobożny muzułmanin spełniał te obowiązki.

Wszystko zmieniło się w 2000 roku.  Kobiety konwertowały z islamu na chrześcijaństwo. Stało się to w niezarejestrowanym, działającym w podziemiu Kościele zielonoświątkowym. W piśmie z 17 stycznia br. do polskiego Urzędu ds. Cudzoziemców Adolat opisuje to wydarzenie:

Ja, Karimova Adolat Khalilovna, (…) w 2000 r przyjęłam Chrystusa za swego Pana, i w tym samym roku byłam ochrzczona. Urodziłam się w rodzinie muzułmańskiej. Moja rodzina, a szczególnie mój brat, byli przeciwko chrześcijanom. Uwierzyłam w Chrystusa z powodu choroby. Bardzo ciężko chorowałam, leczono mnie według naszych zwyczajów, po muzułmańsku. Przychodzili z meczetu i czytali Koran i sury, ale mój stan ciągle się pogarszał. Zaczęłam tracić wzrok i nie mogłam chodzić. Potem moja siostra w tajemnicy wezwała z kościoła pastora Li, misjonarza z Chin, z którymi Tadżykistan sąsiaduje. On mówił o Jezusie i nauczał. Dowiedział się o mojej chorobie i przyszedł do mnie. Kiedy zobaczył, w jakim jestem stanie, powiedział tylko takie słowa: Córko moja, Jezus bardzo cię kocha, On ciebie uleczy. Następnie odmówił modlitwy, potem zostawił mnie i odszedł. Następnego dnia doszłam do siebie, choroba mnie opuściła i wyzdrowiałam. W tajemnicy zaczęłam chodzić do kościoła. Zaczęłam czytać Biblię. (…)”

Brat Adolat dowiedział się o nawróceniu siostry. Znalazł w jej torebce Biblię. Wpadł w szał, zaczął się awanturować, domagał się, aby zerwała kontakty z chrześcijanami i wyrzekła się nowej wiary. Krzyczał, że to nie jest jej religia. Adolat odpowiedziała, że nie może tego zrobić, bo Jezus umarł za jej grzechy, uratował ją. Brat zamknął ją więc na tydzień w mieszkaniu i groził, że jeśli ucieknie, to ją zabije.

Gdy sytuacja się trochę uspokoiła Adolat z córką znowu wymykały się na nabożeństwa. Brat co jakiś czas wpadał w furię, wtedy zaczynał bić drewnianą laską, bił wszędzie, ale głównie po nogach, żeby kobieta siedziała w domu. Co jakiś czas próbował je nawrócić na islam, otwierał wtedy Koran i kazał czytać. Tłumaczył, że ma prawo je teraz zabić, jeśli nie powrócą do islamu. W końcu łapał Adolat za włosy i uderzał głową o Koran. Krew lała się z nosa.

Nogi Adolat pokryte były krwiakami, w końcu kości nie wytrzymały i po którejś z awantur brat złamał jej nogę. Gdy córka Adolat, Dilafruz, opowiada o tym, płacze. Wujek bił ją po twarzy, raz tylko uszkodził jej żuchwę. Często, gdy była świadkiem maltretowania matki, ze stresu traciła przytomność. Wujek zapowiedział, że wyda ją za porządnego muzułmanina, który z głowy jej wybije chrześcijańskie głupoty, a w razie czego, to zna kilku mężczyzn, którzy ją chętnie zgwałcą.

Ze złamaną nogą Adolat trafiła w końcu do szpitala, założono jej gips, okazało się, że ma też uszkodzony kręgosłup i wymaga operacji. Będąc w szpitalu postanowiły z córką, że jak tylko gips zdejmą i matka trochę wydobrzeje, uciekną od rodziny, najdalej, jak się da. Najlepiej tam, gdzie bez strachu będą mogły chodzić na nabożeństwa. Do dzisiaj kobieta ma problemy z chodzeniem. Rany na nogach i ślady pobicia na całym ciele potwierdził polski lekarz podczas obdukcji

Udało się im uciec do Rosji. Przez trzy miesiące tułały się po różnych miejscach. Przychylni ludzie starali się im pomóc. Żyły z oszczędności, które zabrały z domu. Starały się uzyskać status uchodźcy, ale nie chciano przyjąć ich wniosków z przyczyn proceduralnych. Być może chodziło o brak łapówki. Kończył im się legalny pobyt na terenie Federacji Rosyjskiej i zdecydowały się szukać pomocy na granicy polsko-rosyjskiej.

Sąd Rejonowy w Braniewie postanowił 12 stycznia umieścić kobiety w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców w Kętrzynie. Tam spędziły pół roku w pokoju i bloku z muzułmankami, które szybko odkryły, że kobiety czytają Biblie zamiast Koranu. Czuć było niechęć niektórych. Zaczęły się bać. Prosiły o przeniesienie do innej części ośrodka.

Ośrodek odwiedza regularnie pastor miejscowego zboru Kościoła Zielonoświątkowego, ks. Arkadiusz Jurgiełajtis. Kobiety podczas pierwszej wizyty nie kryły wzruszenia – w końcu jest nadzieja na wsparcie. W końcu ktoś się z nimi pomodli i nie będą same.

Spotykali się co tydzień przez pół roku. Pastor widząc coraz słabszą kondycje psychiczną kobiet, poprosił o ich zwolnienie z ośrodka i zadeklarował w piśmie do Naczelnika SG mieszkanie, utrzymanie i pomoc w aklimatyzacji. Dodatkowo lekarz psychiatra zalecił natychmiastowe wyjście kobiet z ośrodka.

Kobiety po sześciu miesiącach wyszły na wolność i w końcu zobaczyły Polskę nie zza krat. Pastor Arek przywiózł je z ośrodka wprost do nowego domu. Zamieszkały przy kościele, w służbowym mieszkaniu sąsiadującym z kaplicą. W czasie, gdy pastor wynosił z samochodu torby z ich rzeczami i zakupami, Adolat zajrzała do kaplicy i już tam została. Po dłuższej chwili pastor przyszedł do niej. Kobieta siedziała w ławce, przed krzyżem i stołem komunijnym z otwartą Biblią. Miała pochyloną głowę, modliła się i szlochała. Na podłodze była kałuża łez.

Później była już tylko radość. Członkowie miejscowego zboru odwiedzają je codziennie, zabierają na spacery, wspólnie się modlą i czytają Biblię. Kobiety stale odkrywają różnice kulturowe. Dilafruz była zaskoczona strojem dziewczyn w miejscach publicznych.

Odsłonięte nogi, ręce, ramiona. W Tadżykistanie, gdybym tak się pokazała, pewnie by mnie już porwali” – mówi z uśmiechem.

Jak informują organizacje broniące praw człowieka, w Tadżykistanie dochodzi do częstych gwałtów na kobietach i powszechny jest też handel ludźmi.

Niecodzienny był też dla niej widok trzymającej się za ręce pary. Taka manifestacja uczuć na ulicy byłaby nie do pomyślenia w jej kraju. Dla jej mamy krepujące były odwiedziny nowych znajomych z kościoła. Ona przecież nic nie miała, a kultura nakazuje oprócz herbaty czy kawy podać posiłek, a oni w dodatku przynosili z sobą jedzenie dla nich.

Dziwią się też, że nie ma w tygodniu całonocnych modlitw. W Tadżykistanie zbierali się tak przynajmniej jedną noc w tygodniu. Na dom, gdzie odbywały się nocne spotkania, napadała grupa mężczyzn, czasami z policyjną obstawą. Bili niezbyt mocno, za to krzyczeli i trzeba było uciekać do domu. Ich pastora aresztowano na pięć dni, wrócił z połamanymi palcami.

Na pytanie, jak się czują teraz w Polsce, odpowiadają, że jak w raju. Uczą się języka polskiego, chcą iść do pracy, cieszą się z nowych przyjaźni i nie chcą wracać do piekła.

Ich sytuacja prawna jest już prawie przesądzona. Rada ds. Uchodźców odmówiła nadania im statusu uchodźców i udzielenia ochrony. Argumentowano w decyzji z 10 maja br., że sytuacja w Tadżykistanie nie jest taka zła. Dyktatura jest stabilna, a prześladowania religijne wprawdzie mają miejsce, ale są i zarejestrowane, oficjalne Kościoły. Wprawdzie pastor Jurgiełajtis w piśmie do Rady zwraca uwagę, że kobiety należą do nielegalnego i prześladowanego przez władze Kościoła, powołuje się przy tym na dane Amerykańskiej Komisji ds. Wolności Religijnej, ale Rada zdaje się ignorować te argumenty.

Rada ds. Uchodźców wydaje się nie rozumieć również sytuacji kulturowej w środowisku muzułmańskim, kiedy to najstarszy mężczyzna w rodzie „opiekuje” się kobietami niezamężnymi. W sentencji odmownej decyzji Rada stwierdziła, że złożone zeznania przez Adolat są „zupełnie nielogiczne” ws. kontaktów z bratem:

„Z jednej strony mówi się o tym, że brat jej nienawidzi, bije ją i grozi zabójstwem, z drugiej strony przedstawiany jest jako osoba troszcząca się o los Wnioskodawczyni i jej sytuację materialną”.

Rada również nie rozumie dlaczego kobiety nie zwróciły się o pomoc do państwa tadżyckiego. Kobiety zeznały wprawdzie, że w sprawie przemocy w rodzinie państwo nie ingeruje, że w takich sytuacjach idzie się do meczetu i do imama na skargę, ale w ich przypadku groziłoby to śmiercią, ponieważ są konwertytkami z islamu, ale ta argumentacja nie przekonała Rady.

Po zwolnieniu z ośrodka SG Adolat i Dilafruz otrzymały „decyzję o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu”. Właściwie w każdym momencie mogą zostać deportowane. Czekają wraz z całym zborem zielonoświątkowym na to, co będzie dalej.

Dilafruz zaskarżyła decyzję Rady ds. Cudzoziemców do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. W uzasadnieniu zarzuciła Radzie, że ich decyzja spowodowana była brakiem: 

„świadomości realiów o sytuacji w kraju, a w szczególności na temat sytuacji kobiet, które zmieniły wiarę z islamu na chrześcijaństwo i ich traktowania przez muzułmańskie rodziny i społeczności oraz realnych możliwości uzyskania przez nie pomocy w kraju.”

Pierwsza rozprawa odbędzie się w lipcu br. Pastor Arek wciąż szuka adwokata, który podjąłby się tej sprawy, jednak zbór w Kętrzynie nie dysponuje wystarczającymi środkami, choć stara się pomóc na wszelkie sposoby. Pokochali swoje siostry z Tadżykistanu.

galeria


W Tadżykistanie istnieje zakaz niezarejestrowanej działalności religijnej. Podziemne wspólnoty konwertytów biorą na siebie cały impet prześladowań ze strony państwa, jak i rodziny, przyjaciół oraz lokalnych społeczności. W Światowym Indeksie Prześladowań stworzonym przez organizację Open Doors, Tadżykistan zajął 35. miejsce.

Adam Ciućka

  • Cleo

    Mam nadzieję, ze nagłośnienie tej sprawy, tutaj na tym portalu, a także w innych mediach, pomoże zmienić decyzję Rady ds. Uchodzców. Rzeczywiscie, decyzja bezduszna. Chwała pastorowi Arkowi. Adwokaci – odezwijcie się!!!
    Proponuję też: Helsińska Fundacja Praw Człowieka, 00-018 Warszawa, ul. Zgoda 11, tel. 22.556 44 40

  • Eliza Naruszewicz

    Zgłoście się do fundacji „Estera” Miram Shaded.

  • Onufry

    Decyzja, na pierwszy rzut oka bezduszna.
    Ciekawi mnie jednak jak te Panie przedostały się na teren enklawy w Królewcu?

  • Jakub Julian Płaniewski

    Uciekły jakoś do FR (łapówka, strażnicy graniczni się zlitowali ?), do Kaliningradu dotarły samolotem. Fakt to nie są czeczeńscy bojcy ATO, których Polska przyjęła by jako uchodźców od ręki

  • Onufry

    Gdyby to od mojej decyzji zależało, to bym dał tym paniom pozwolenie na pobyt w Polsce i niech sobie radzą same, czy z pomocą dobrych ludzi, a jak widać, tacy się znaleźli.
    Pozwolę sobie jednak zauważyć, że sytuacja jest poniekąd modelowa. Uchodźcy uciekają z niebezpiecznego kraju do kraju bezpiecznego (tu: Rosja) i nie zostają tam, bo???
    Z Czeczenami, których ja bym za nic do Polski nie wpuścił, sytuacja formalnie inna, bo oni z Rosji wiali. Ale i tu po drodze jest zazwyczaj Ukraina, w której o azyl jakoś się nie starają.
    Każdy chce jechać tam, gdzie miska większa i lepsze zasiłki.

  • Adam Ciućka

    Nie zostają tam, bo Rosja ich nie chce. Taka jest tam polityka azylowa (podobna jak u nas), że praktycznie uniemożliwia się przyjęcie wniosku azylowego Po 3 miesiącach legalnego pobytu w FR, musiały wracać do Tadżykistanu, więc w desperacji próbowały do Europy.

  • Onufry

    Rozumiem i współczuję tym paniom. Dziwię się jednak dlaczego wydały dodatkową kasę na przelot do Królewca (bo jak tam się dostały) zamiast od razu próbować dostać się do Finlandii, Łotwy, Estonii. Ktoś im chyba kiepsko doradził.
    Oczywiście inaczej byłoby gdyby Polska oficjalnie za jeden z elementów polityki imigracyjnej uznała ochronę chrześcijan przed prześladowaniami z powodu wiary, ale, gdy tylko takie deklaracje z ust polityków padają, np. sprawa uchodźców z Syrii, to podnosi się głośny wrzask.

  • Adam Ciućka

    Tam miały znajomych. Z Tadżykistanu wyjechały właśnie do nich, Nie można było jednak zostać w FR dłużej niż trzy miesiące.

  • Dorota Rezel

    fundacja „Estera”dostarczy prawnikow i ochrony

  • Robert Basinsky

    ekumenizm nie ma nic wspólnego z Kościołem Katolickim … no może nie do końca, bo to choroba KK.