Antymariawicka propaganda po niemiecku, czyli ‚Mariavitensekte’ x. Gajkowskiego

1

W 2016 roku przypada 110. rocznica wyznaniowej samodzielności mariawityzmu. Zasięg idei mariawickich, odnoszących się nie tylko do zagadnień teologii i duchowości, ale też do szeroko rozumianych aspektów społecznych (edukacja, dobroczynność) był istotnie ograniczony przez czynniki polityczne (okres zaborów) oraz kościelne.

W skład tych ostatnich należałoby zaliczyć zarówno stopniowe krystalizowanie się mariawickiego proprium w obszarze dogmatyczno-mistycznym, organizacyjno-kościelnym, liturgicznym, diakonijno-edukacyjnym, a także zewnętrzne uwarunkowania kościelne, dotyczące relacji z Kościołem rzymskokatolickim. Machina apologetyczna, jaką strona rzymskokatolicka wytoczyła pod adresem mariawityzmu była imponująca. Przy użyciu wszystkich dostępnych środków podjęto wzmożone wysiłki propagandowe, których celem było zdyskredytowanie mariawityzmu (w tym szczególnie św. Marii Franciszki oraz pierwszych kapłanów mariawitów), ukazanie go jako religijnej anomalii, wynikłej z fanatycznej nadgorliwości, obłąkania, urojonych wizji, a także jako agentury rosyjskiego prawosławia. Mariawityzm rozwijał się bowiem głównie na terenie zaboru rosyjskiego, jednak publikacje dotyczące nowego ruchu religijnego pojawiały się również w pozostałych zaborach, w carskiej Rosji oraz krajach Europy Zachodniej.

Jednym z ważniejszych autorów antymariawickiej polemiki był ks. Jan Gajkowski, niezwykle płodny pisarz, tłumacz i społecznik, wielce zasłużony dla diecezji sandomierskiej Kościoła rzymskokatolickiego. Gajkowski, posługujący się również pseudonimem „Kazimierz Gajkowski”, był żarliwym przeciwnikiem mariawityzmu. Silne poczucie misji skłoniło go do napisania w 1909 pamfletu przeciwko św. Marii Franciszce pod wymownym tytułem: Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Gajkowskiemu wytoczono proces. Sąd przyznał rację mariawitom, argumentując, że ks. Gajkowski dopuszcza się szczucia jednej grupy społeczeństwa na drugą, burząc porządek i spokój. Duchowny otrzymał karę pozbawienia wolności w wysokości trzech tygodni i dzięki interwencji władz kościelnych mógł ją odbyć na Jasnej Górze. Refleksja jednak nie trwała długo. Gajkowski, który już wcześniej stworzył kilka antymariawickich tekstów, przystąpił do pracy nad niemieckojęzyczną publikacją, która do dziś pozostaje najobszerniejszym przedwojennym tekstem o mariawityzmie, napisanym poza środowiskiem mariawitów.

Wydana nakładem własnym w Krakowie w 1911 roku prawie 100-stronicowa książka Mariavitensekte miała przybliżyć niemieckojęzycznym czytelnikom w zaborze austriackim i poza nim fenomen mariawityzmu. Przedmowa książki jest obiecująca. Autor wyjaśnia, że przyczynkiem do napisania książki są pojawiające się w prasie niemieckiej, francuskiej i włoskiej teksty poświęcone mariawitom. Duchowny diagnozuje, że publikacje te zawierają informacje niedokładne, nie tylko w kwestii popularności mariawityzmu, stąd też konieczne jest całościowe spojrzenie. Gajkowski dodaje, że w Polsce ukazało się wiele artykułów i małych broszurek o „sekcie mariawitów”, wspominając przy tym publikację Kantaka Mankietnicy i mankietnictwo. Gajkowski zauważa jednak, że autor nie posługiwał się literaturą mariawicką, stąd jego własna publikacja – Die Mariavitensekte – opierać ma się głównie na mariawickich dokumentach.

Już na samym wstępie ks. Gajkowski stwierdza, że:

Chrześcijańska Polska jest jedynym krajem w Europie, którego naród, mimo wielkiego wpływu krajów sąsiedzkich nie przyjął trwale żadnej herezji. Dzięki energii słynnego kardynała Zbigniewa Oleśnickiego już w XV w. wytępiono husytyzm. Owszem, również i luteranizm, zwinglianizm, ale szczególnie kalwinizm i arianizm znalazły wśród polskiej szlachty wielu zwolenników, jednak gdy tylko postanowienia Soboru Trydenckiego wprowadzone zostały w życie kościelne i jezuici z całą siłą wystąpili przeciwko tym herezjom, zaczęły one wygasać. W XVII wieku cała Polska była znów katolicka i pozostała taką do dziś.

Jakkolwiek analiza i wnioski ks. Gajkowskiego nie odpowiadają prawdzie, to jednak dokumentują atmosferę polemiki międzywyznaniowej początku XX wieku. Mariawityzm ukazywany początkowo jako przejściowy fenomen, dezawuowany jako problem dyscyplinarny, psychiczny, polityczny czy ambicjonalny, rzadko spotykał się z polemiką teologiczną. Natomiast idee mariawickie, w tym przede wszystkim filary mariawityzmu – adoracja Przenajświętszego Sakramentu i Dzieło Wielkiego Miłosierdzia – pozostawały w swojej integralności stosunkowo nieznane. Tym bardziej istotne są słowa ks. Gajkowskiego, który przybliżając niepolskiemu czytelnikowi fenomen mariawityzmu, mówi o „bardzo wymagającej herezji”, zastanawiając się, jak w epoce racjonalizmu i religijnego sceptycyzmu możliwe było powstanie „heretyckiej sekty”.

Gajkowski opisuje sytuację religijną w Polsce, stawiając tezę, że żaden inny naród nie musi cierpieć z powodu narodowości i religii jak Polacy pod panowaniem caratu. Następnie nakreśla kontekst historyczny, uwydatniając martyrologię Polski przez pryzmat prześladowania Kościoła rzymskokatolickiego przez prawosławny carat. Kościół funkcjonuje nie tylko jako strażnik prawdziwej wiary, ale też ostoja polskiej kultury. Gajkowski opisuje przeciwności, z jakimi zmaga się kler rzymskokatolicki pod panowaniem Rosji. Duchowni ukazywani są jako reprezentanci całego społeczeństwa (w domyśle: rzymskokatolickiego), znoszącego prześladowania ze względu na wiarę.

Narracja jest dobrze przemyślana i subtelnie prowadzi czytelnika ku postrzeganiu mariawityzmu jako wyniku zaniedbań, za które obwiniać należy przede wszystkim zaborcę. Gajkowski pisze, że z powodu zasygnalizowanych trudności, związanych m.in. z przemieszczaniem się, brakiem swobód duszpasterskich, uzyskaniem wykształcenia wyższego „nie mogły seminaria w Polsce oraz jedyna Akademia Duchowna w St. Petersburgu dla Polski, Litwy i Rosji, wykazać się znaczącą kadrą naukową i dlatego też wzbudziły wśród wychowanków niewystarczającą miłość do studiowania; także w odniesieniu do duchowego wychowania młodzieży wiele spraw pozostawiały wiele do życzenia.”

Z powyższych trudności wynika jasna konstatacja:

Jest oczywiste, że w danych warunkach, pewna część duchowieństwa musiała się wykoleić i nie miała na uwadze moralnego oraz kulturalnego podniesienia narodu, a doprowadziła do jego upadku (…) Tak, lud w rosyjskiej części Polski jest religijny i pobożny, ale bardzo niewykształcony, przesądny i łatwy do zwiedzenia; wykształceni, szczególnie w miastach, pozostają w większości obojętni.

Gajkowski krótko omawia prześladowania zgromadzeń zakonnych, by przejść do zgromadzenia mariawitów powstałego „z powodu pychy swojej założycielki”. Sam mariawityzm nazwany jest „koleiną źle rozumianego mistycyzmu”.

Szkicując powstanie mariawityzmu, ks. Gajkowski nie dotrzymuje obietnicy i posługuje się artykułami polskojęzycznej prasy, która publikowała opinie osób niechętnych mariawityzmowi, a przede wszystkim św. Marii Franciszce Kozłowskiej, przekonując na podstawie prasowych doniesień i antymariawickiej propagandy produkowanej przez duchowieństwo rzymskokatolickie, że „Kozłowska już wtedy [1893 r.] ulegała napadom nerwowym, była kłótliwa i żądna zemsty.” Założycielka mariawityzmu ukazywana jest jako wyrachowana fanatyczka religijna, która posiada niezwykłą moc łamania kapłańskiej woli. Nie brakuje seksualnych aluzji, sugerujących łamanie przez Mateczkę i kapłanów norm obyczajowych.

Zaletą tekstu Gajkowskiego jest dość obszerne ukazanie treści Objawień, nawet jeśli umiejscowione są one w narracji zdecydowanie negatywnej, momentami wręcz prześmiewczej. Kapłani przystępujący do Dzieła określani są za pomocą „niezależnych i obiektywnych opinii” jako osoby nie do końca zrównoważone pod względem psychicznym i emocjonalnym. Przykładem są choćby opisy dotyczące pierwszego ministra generalnego kapłanów mariawitów, ks. M. Jana Kowalskiego, a w momencie publikacji Mariavitensekte, Biskupa Mariawitów.

Gajkowski jako pewniki podaje zasłyszane plotki lub zdania skrajnie subiektywne, ukazując je jako informację prawdziwą. Dotyczy to również praktyk religijnych przypisywanych mariawitom, w tym szczególnie kwestii połykania obrazka z wizerunkiem Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Ani w Objawieniach, ani w publikacjach mariawickich nie ma tekstu, potwierdzającego tą praktykę znaną skądinąd w środowiskach związanych z oo. redemptorystami i częściowo dopuszczonej przez Święte Oficjum. Kwestia połykania obrazków pojawia się w tekście kilkakrotnie.

Gajkowski oskarża ponadto mariawitów o praktykowanie ikonoklazmu w przejmowanych kościołach oraz stosowanie kar cielesnych poprzez zmuszanie dzieci do czterogodzinnego klęczenia przed Najświętszym Sakramentem. Zarzuca mariawitom, że wbrew dekretom, wynikającym z delegalizacji ich działalności przez biskupów miejsca, nie ustawali w religijnym zapale. Winą mariawitów była – wg Gajkowskiego – zbytnia gorliwość w adoracji Przenajświętszego Sakramentu i częstsza Komunia. Jak stwierdza polemista:

Samo w sobie było to dobre, ale w odniesieniu do nieświadomego ludu dlatego złe, ponieważ chłopi, a w szczególności kobiety nie wypełniały domowych obowiązków, wywołując złość swoich mężów i dzieci, w ten sposób niegodnie przyjmując Sakrament Ołtarza.

Ponadto ks. Gajkowski zarzuca mariawitom, iż nauczają o narodzinach… Antychrysta, który już przyszedł na świat (1911 r.) i ma 3,5 względnie 4,5 roku. Dziwnie brzmi również zarzut, że mariawici nie wymagają spowiedzi przed przyjęciem Komunii i samą Eucharystię traktują jako pokutę.

Materiał opracowany przez ks. Gajkowskiego szczegółowo podejmuje również kalendarium związane z nieudanymi próbami zalegalizowania zgromadzenia mariawitów, zakulisowych działań i ostatecznie rozłamem instytucjonalnym. Dość szczegółowo opisana jest pielgrzymka Marii Franciszki Kozłowskiej i grupy kapłanów do Rzymu. W tym kontekście dochodzi do ciekawego, „ekumenicznego” porównania w nawiązaniu do mariawickiej prasy:

Tak jak kiedyś Luter, tak teraz mariawici byli oburzeni wszystkim, co widzieli w Rzymie. Jezus miał dać do zrozumienia Marii Franciszce, że Następca Piotra okłamuje Go dziś tak samo, jak kiedyś uczynił to sam Piotr, a mianowicie poprzez swoje życie, które tak bardzo odbiega od Jego wzoru.

Kontekst luterański pojawia się jeszcze pod koniec pisma, gdy ks. Gajkowski mówi o bliskości mariawitów i luteranów w sprawie „bezpośredniej interpretacji Pisma Świętego”.

Mimo obiecujących zapowiedzi krytyka pod adresem mariawitów wymykała się ks. Gajkowskiemu spod kontroli. Obwiniając kapłanów mariawitów o podburzanie ludu i zachęcanie do denuncjowania oskarżanych o niemoralne postępowanie duchownych, sandomierski duchowny podsumowuje:

Są zwierzęta, które z upodobaniem odwiedzają nieczyste miejsca i żrą nieczyste rzeczy; tak też mariawiccy duchowni poszukiwali, zbierali i wymyślali najbardziej skandaliczne relacje z życia prawowiernych kapłanów, i publikowali je.

Także w odniesieniu do kwestii związanej z przejmowaniem budynków autor stwierdza:

Winni wrogości obydwu stronnictw byli wpierw mariawici, później tam i ówdzie również prawowierni duchowni. Pierwsi oczerniali i znieważali nieustannie Kościół katolicki i jego kapłanów, judząc lud mariawicki przeciwko prawowiernym duchownym, podczas gdy katolicy uświadamiali niebezpieczeństwa mariawickiej nauki, niewystarczająco jednak podkreślając, że jakiekolwiek środki przemocy przeciwko wrogom wiary katolickiej są niedozwolone.

Podejmując temat obyczajności mariawickich sióstr i kapłanów, ks. Gajkowski nie zawahał się bez jakiejkolwiek weryfikacji rozpowszechniać opinie pojawiające się w procesach antymariawickich, których celem było m.in. zdezawuowanie osoby św. Marii Franciszki. Za narzędzie posłużyła niespecjalnie skrywana manipulacja:

Świadek Koszutski wyznał, że był świadkiem, gdy malarz Gajewski zobowiązał się w redakcji gazety ‘Niedziela’, do namalowania kopii fotografii, która przedstawia Kozłowską w szatach pontyfikalnych. Oryginał fotografii G. otrzymał od pewnego duchownego.

Podobne i bardziej rozbudowane „rewelacje” powtarzano w różnych miejscach, szczególnie z podtekstem seksualnym. Gajkowski – jak inni polemiści – mówi o orgiach, twierdząc, że podczas spowiedzi przeprowadzanych przez Mateczkę (sic!), sugeruje ona zakonnicom, że nierząd z kapłanami nie jest grzechem.

Traktat Mariavitensekte zawiera również typowy i dość znany zarzut pod adresem mariawitów, a kolportowany szczególnie przez koła narodowo-rzymskokatolickie, jakoby legalizacja Kościoła Mariawickiego przez rosyjskiego ministra spraw wewnętrznych 28 listopada 1906 roku była przejawem szczególnej przychylności caratu wobec nowej denominacji:

Ten potwierdzający dokument przyznawał pięćdziesięciu tysiącom mariawitów korzystniejsze prawa aniżeli dwunastu milionom katolików w Rosji.

Jednym z kluczowych wniosków i prognoz Gajkowskiego w odniesieniu do mariawitów jest … „rozpłynięcie się tej nowej gałęzi starokatolickiej w rosyjsko-prawosławnym morzu”. Na poparcie tej tezy, Gajkowski powołuje się na jeden tytuł prasowy z Rosji, według którego mariawici przejdą do rosyjskiej Cerkwi, stając się tym samym mostem, po którym przejdą wszyscy Polacy.

Ks. Gajkowski kończy swoje rozważanie stwierdzeniem:

Kościół katolicki w Polsce będzie miał jeszcze przez długi czas  w mariawityzmie niebezpiecznego wroga, tym bardziej niebezpiecznego, że sekta ta, jak już powiedzieliśmy, wspierana jest na różne sposoby przez rząd i rosyjskie duchowieństwo, w większości również przez konserwatywną rosyjską opinię publiczną, polskich socjalistów oraz radykalne siły.

Tekst ks. Jan Gajkowskiego jest ważnym dokumentem historycznym, ukazującym szereg aspektów – nie tylko religijnych – związanych z narodzinami mariawityzmu. Publikacja ta stanowi nie tyle martwy dokument, co wciąż istniejące w świadomości religijnej uprzedzenia, dotyczące mariawitów, a w dalszej perspektywie innych mniejszości wyznaniowych. Ahistorycznie rzecz ujmując, książka Gajkowskiego jest również przykładem, jak nie należy uprawiać teologii, jak łatwo brak zrozumienia i uprzedzenia mogą wykrzywić obraz i relacje, które po ponad 110 latach wciąż trudno jest zmienić czy nawet skorygować.


Mariavitensekte. Einige Blätter aus der neuesten Kirchengeschichte Russisch-Polens von Kasimir Gajkowski, Krakau 1911.

  • serio Święte Oficjum dopuszcza jako praktykę religijną połykanie obrazków? nawet jeśli dopuszcza[ło?] tylko „częściowo” [w jakim sensie?], to i tak jest to dość szokujące. 🙂

    można prosić jakieś przykłady takiej praktyki? jedyne, co mi się z tym trochę kojarzy, to starotestamentowe „zjedz ten zwój i idź, a mów do domu izraelskiego.” [Ez 3:1b]