Bíblia na Mont Everest
- 30 grudnia, 2006
- przeczytasz w 2 minuty
Kiedy przyjaciel poprosił Philippe Martineza, aby ten poprowadził francuską wyprawę na szczyt Everestu, na początku nie chciał się na to zgodzić. Od 1981r. był przewodnikiem górskim, znał dobrze Everest, ale teraz był ewangelickim pastorem, miał żonę, czwórkę dzieci i przede wszystkim, 52 lata i problemy ze zdrowiem. Wejście na tak dużą wysokość nawet w młodym wieku jest bardzo niebezpieczne dla organizmu.Z biegiem czasu Martinez czuł, że jednak Bóg dodawał mu odwagi. […]
Z biegiem czasu Martinez czuł, że jednak Bóg dodawał mu odwagi. Miał otrzywać różne znaki, a zwłaszcza ten najważniejszy — wyleczenie jego żony, Brigitte, z raka. W końcu zaczął przygotowywać wyprawę.
Szerpowie nazywają Everest „Chomolungma”, czyli „bogini Ziemi”. Pastor Martinez jednak przeczytał w Psalmie 95, że „Pan jest wielkim Bogiem i wielkim Królem ponad wszystkimi bogami: głębiny ziemi są w Jego ręku i szczyty gór należą do Niego”.
Wejście na Everest doświadczonym alpinistom zajmuje pięć dni i na wysokości 8 tysięcy metrów powoduje wiele trudności wfunkcjonowaniu ludzkiego organizmu. Kiedy jednak wyprawa dotarła na szczyt, wszyscy zdjęli maski tlenowe i zaintonowali hymn do „Boga gór Ziemi”, po czym doszło do symbolicznego aktuumieszczenia na szczycie małej Biblii. W ten sposób wyprawa postanowiła wyrazić, że Słowo Boże powinno być stawiane w tym świecie jak najwyżej i być głoszone aż po najdalsze krańce ziemi.
Lekarze radzili pastorowi, aby nie przebywała na szczycie dłużej niż 10 do 15 minut, ale on pozostał tam bez większego problemu przez ponad godzinę. Zejście z Everestu odbyło się również bez żadnych trudności. Wszyscy schodzili ze świadomością, że dane im było przeżyć coś wyjątkowego.
Następnego dnia dowiedzieli się, że pewien francuski alpinista, który dotarł na szczyt wkrótce po nich, zginął podczas powrotu.