Ciasteczko zamiast hostii

15

Parafia rzymskokatolicka p.w. św. Karola Boromeusza w Madrycie znana jest w mieście jako „czerwona parafia z dzielnicy Vallecas”. Założona przed 30 laty skupia przede wszystkim bezdomnych, byłych więźniów, narkomanów i emigrantów. Metropolita madrycki, kardynał Antonio Maria Rouco podjął decyzję o likwidacji parafii – informuje tradycjonalistyczny portal kreuz.net, powołując się na dziennik „El Pais”.

W parafii pracowało trzech kapłanów, którzy odprawiali mszę św. w cywilnym stroju, ponieważ, jak twierdz ks. Enrique de Castro, nazywany również czerwonym księdzem, poprosili ich o to parafianie. Ponadto do mszy duchowni nie używali hostii, a zwykłych ciasteczek, które kupowały w sklepie matki dzieci, ponieważ te nie zrozumiałyby znaczenia hostii. Liturgia powinna dopasowywać się do nowych czasów i społecznej rzeczywistości – twierdzi ksiądz de Castro.


2 kwietnia archidiecezja madrycka oficjalnie poinformowała o zamknięciu parafii. W budynkach zostanie urządzona stacja Caritasu. Komunikat nie wspomina nic o nadużyciach liturgicznych w byłej już parafii, a samym duchownym dziękuje za dotychczasową służbę. Księżom zaproponowano możliwość kontynuowania działalności charytatywnej, a wiernym zalecono uczestniczenie we mszy św. w dwóch sąsiednich parafiach. Duchowni zapowiedzieli jednak, że nie podporządkują się woli kardynała i nie mogą zrozumieć „dlaczego biskup nie podziela naszej wiary”.

komentarze

  • ksawery

    Jeśli na początku nie było sprzeciwu, to wszyscy myśleli, że wszystko jest ok…

  • gosc

    jak dla mnie to jakis zart :p moze to byla informacja primaapprilisowa na kreuz.net?


    Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? (Mar. 8,36)

  • Dario

    Redaktorzy kreuz.net maja dosc osobliwe poczucie humoru, ale to akurat nie był żart.


    Dariusz Bruncz
    dariusz.bruncz@ekumenizm.pl

  • Mirosaw Kropid

    Oto co pisza Hiszpanie:

    Ksiądz Enrique de Castro jest popularnym symbolem walki o prawa dla najbiedniejszych i dlatego znany jest jako „czerwony” proboszcz z Vallecas. Teraz jednak, z nakazu arcybiskupa Madrytu, kardynała Rouco, jego kościół w Entrevías ma zostać zamknięty i przemieniony na ośrodek Caritasu. Kardynał oskarża księdza Castro i dwóch jego towarzyszy, innych księży, o realizowanie nieodpowiedniej liturgii i katechezy. Księża i parafianie już jednak zapowiedzieli, że nie podporządkują się decyzji hierarchy.

    W ostatni wtorek biskup pomocniczy Madrytu, Fidel Herraez, wezwał na rozmowy księży z parafii Św. Karola Boromeusza: Javiera Baeza, Pepe Díaza i wspomnianego już z nazwiska Enrique de Castro. Według księdza Baeza odbył się nad nimi „autentyczny sąd”.

    W spotkaniu uczestniczyli również proboszcz Vallecas, Angel Matesanz, z sekretariatu diecezji Roberto Serres i przedstawiciel Caritasu. Biskup Herraez oświadczył trzem księżom, że parafia zostanie zamknięta, a jako iż z taką dedykacją pracują z najbiedniejszymi i z najbardziej potrzebującymi, to zamiast liturgii i katechezy parafialnej, mają teraz pracować z nimi w ramach Caritasu. Jak stwierdzili później, decyzja pozostawiła ich, trzech księży, dosłownie z otwartymi ustami, ponieważ kilka miesięcy wcześniej ten sam biskup miał u nich w parafii wizytację i przy odjeździe powiedział, że odjeżdża oczarowany prowadzoną przez nich działalnością. Jak powiedział jednak ksiądz Baeza, oczekiwali już jednak najgorszego, ponieważ jakiś czas później został wezwany przez biskupa, który tym razem powiedział, że nieodpowiednio udzielają sakramentów, bez indywidualnej spowiedzi nie ma przebaczenia, a w ich „parafii nie ma Boga”. 

    Podczas wtorkowego spotkania trzej księża podnieśli jednak oficjalny bunt. Odpowiedzieli biskupowi, że parafia nie jest ich, ale należy do ludzi i jeśli archydiecezja chce, to niechaj ich z tamtąd wyrzuci, ale sami nie odejdą. W kurii archydiecezjalnej nikt nie chciał rozmawiać oficjalnie z dziennikarzami, ale anonimowo powiedziano im, że niezgoda pomiędzy kardynałem Rouco i księdzem Enrique de Castro trwa już od dawna. Dla kardynała parafia ta ma być gniazdem herezji. Dla przykładu, nie stosuje się tam spowiedzi indywidualnej, a zamiast hostii czasem używa się rogalików lub innego, jedzonego przez Hiszpanów pieczywa. Ostatnio cierpliwość kardynała miała się wyczerpać, chociaż ten jest świadomy spowodowanego swoją decyzją szoku, ponieważ chodzi o ikonę społeczną, inny sposób spojrzenia na Kościół, którego działalność owych trzech księży w parafii św. Karola Boromeusza była symbolem. Wie również, że środki masowego przekazu ukażą jego decyzję jako walkę hierarchii z Kościołem biednych.

    Rzeczywiście, owe anonimowe źródło dziennikarzy w kurii madryckiej miało rację, ponieważ już się mówi o walce księży biednych i uciśnionych i ich parafian przeciw niesprawiedliwej decyzji hierarchów. W różnych miejscach zaczęto przeprowadzać zebrania, gdzie są przygotowywane strategie i gesty mające ukazać niezadowolenie ludzi. Niektórzy wręcz pragną zamknąć się w katedrze La Almudena i modlić się tam do skutku, aż decyzja o zamknięciu parafii zostanie odwołana.

    Księża mają za sobą wiele grup społecznych, z którymi współdziałają, jak Koordynacja Dzielnic, czy Matki Przeciw Narkotykom. Poza tym, jak uważają księża, specjaliści od Prawa Kanonicznego twierdzą, że usunąć proboszcza i zamknąć jakąś parafię nie jest tak łatwo, jak to uczynił kardynał, który przeskoczył cały szereg odpowiednich wymagań. Trójka hiszpańskich księży i ich parafianie oświadczyli już, że nie podporządkują się decyzji kardynała Rouco i mają zamiar walczyć do końca w obronie parafii i dotychczasowej działalności.

  • Mirosaw Kropid

    W Brazylii sam kiedys poszedlem na parafie, gdzie ksiadz, Brazylijczyk z lini teologii wyzwolenia, przedtem odprawial msze równiez na miejscowym bimbrze i przy uzyciu ciasteczek z wyciagu maki z mandioki. Zaprzestal tego dopiero, kiedy pewna starsza juz zakonnica, zgorszona, doniosla o tym do biskupa. Nie byl on tutaj odosobniony w takim dzialaniu. Produkty i symbole lokalne wedlug niektórych ksiezy, zakonnic i liderów lepiej sluza zblizeniu Jezusa ku miejscowemu ludowi. Slawne np. byly usilowania kiedys zastapienia „baranka Bozego” swinka Boza” w liturgii mszalnej na Papui Nowej Gwinei. Przeciez tam nikt nie znal owcy, ale za to swinki kobiety nawet karmily wlasna piersia, tak bliskie i drogie bylo im to zwierzatko. Sa to oczywiscie nagecia, które czesto trzeba hamowac, ale zarazem pewne próby ewangelizacyjne ludzi rzeczywiscie przejmujacych sie tym, aby Jezus i Jego Ewangelia byli znani i bliscy ludziom w kazdym zakatku swiata. Ciekawy temat dla misjologów. 

  • dluhomil

    Jezu, ludzie opamietajta sie:) We mszy zarcie nie jest najwazniejsze! Priorytetem jest rodząca sie wspolnota wiernych, ktora sie szanuje, pomaga sobie i dzieli sie w imie Jezusa.  Jezeli ciacha wadzą kardynalowi, to niech walnie sobie Marsa.


    **dluhomil**

  • gosc

    Co ci heretycy nie wymyślą… Przecież już w Ewangeliach pisze, że Pan Jezus odprawiał Mszę Św. po łacinie, tyłem do apostołów, odziany w trydencki ornat. I podobno nawet w Ewangelii Św. Mateusza pisało, że znał się z abp. Lefebvrem, ale po ostatnim Soborze moderniści wycieli ten fragment.

    😀


    Saimaa Oulu

  • Atimeres

    Jeżeli sie nie mylę, to w mszy najwazniejszy jest Chrystus, który się ofiaruje pod postacia chleba Ojcu na chwałę, a ludziom na pokarm.
    Chleb ma być czytelnym sakramentalnym znakiem Chrystusa – Chleba życia. Z tej racji nie mozna używać rodzajów chleba, który się zle kojarzy, zaskakuje lub dziwi. O rodzaju chleba musi decydować nie lokalny gust tego czy owego duszpasterza lub uczestników (Eucharystia jest sakramentem całego Kościoła), lecz po prostu Kościół, z jego pasterzami!

  • Atimeres

    Normalny chrześcijanin raczej wie, że liturgię nie kształtują prywatne gusty jednostek, lecz jest sprawa Kościoła jako całosci.

  • gosc

    Stąd też apostołowie przed Ostatnią Wieczerzą zakupili opłatki w klasztorze sióstr magdalenek, niedaleko od Jerozolimy. Ale ten fragment też wycięli moderniści 😉


    Saimaa Oulu

  • Atimeres

    Mam to zrozumieć jako obronę ciasteczek i rożków w liturgii Eucharystii?

  • gosc

    Powiadam, nie mam czego bronić 🙂 Jednakże wydaje mi się bardzo karykaturalne, gdy Europejczyk biega w dalekowschodnim ubraniu i w otoczeniu wizerunków o szerokich obliczach i skośnych oczach mamrocze w ledwo co zrozumiałym dla niego języku mantry 😉 Podobnie nie wyobrażam sobie Azjaty ubranego w barokowe, europejskie szaty, w świętym języku łacińskim stosującego terminologie zaczerpniętą z kultury semickiej 🙂


    Saimaa Oulu

  • Atimeres

    Liturgia nie jest teatrem ulicy, ale jest znakiem rzeczywistości nadprzyrodzonej. Dlatego nie musi sie adaptować do codzienności. Właśnie powinna od niej odbiegać. Stąd własnie rodzi sie np. tęsknota za niezbyt zrozumiałą łaciną w mszy albo oficjalny zakaz muzyki a la dyskoteka.

  • gosc

    Co do pierwszego zdania mogę się zgodzić. Natomiast dalej nie widzę zasadności, by Azjata, czy Murzyn ubierał się w europejskie, barokowe szaty i mówił językiem starożytnych Rzymian stosując sposób myślenia Semity sprzed 2000 lat. Oczywiście jest to na swój sposób ciekawe 😉


    Saimaa Oulu

  • Atimeres

    Liturgiczne symbole, przez to, że nawiązuja do innego kręgu kulturowego (judeo-hellenistycznego) oraz do minionych form sztuki, nie są nam przez się zrozumiałe, a tylko przez ich używanie i interpretacje. Dlatego prawie jednakowo jest obca w kręgu kultury hinduskiej, jak i we współczesnych zdechrystianizowanych środowiskach europejskich.
    Przecież klękanie nie jest nigdzie, poza liturgią, praktykowane; składanie rąk też (chyba tylko własnie w Indiach i na Dalekim Wschodzie!), wyciąganie rąk do modlitwy – tylko w niektórych krajach romańskich, ornat, alba, komża czy stuła na kapłanie nie są rozpoznawalne w dzisiejszej Europie.
    Te znaki tylko tam są rozpoznawalne i jako tako zrozumiałe, gdzie odbywa sie liturgia katolicka.