Narzeczona podała księdza do sądu
- 3 kwietnia, 2007
- przeczytasz w 2 minuty
Ks. Diego Arroyo ma stawić się 30 kwietnia na rozprawę sądową w Castanhal, w Brazylii, ponieważ pozew przeciw niemu wniosła Marcela de Lima Ferreira, której ksiądz miał udzielić ślubu 25 lutego ubiegłego roku. Kobieta domaga się teraz odszkodowania w wysokości około 100 tysięcy dolarów, ponieważ ksiądz nie dopełnił swoich obowiązków.
Ks. Diego Arroyo ma stawić się 30 kwietnia na rozprawę sądową w Castanhal, w Brazylii, ponieważ pozew przeciw niemu wniosła Marcela de Lima Ferreira, której ksiądz miał udzielić ślubu 25 lutego ubiegłego roku. Kobieta domaga się teraz odszkodowania w wysokości około 100 tysięcy dolarów, ponieważ ksiądz nie dopełnił swoich obowiązków.
Ślubu Marceli udzielił ksiądz z innej parafii, który jednak również zirytował pannę młodą, ponieważ nie pozwolił na akompaniament muzyczny w kościele zamówionej przez narzeczoną grupie wokalnej. Dodatkowo młodzi, musieli czekać ponad dwie godziny, aż udało się dostarczyć z parafii księdza Arroyo dokumenty ślubne. „To, co miało stać się najszczęśliwszą chwilą mojego życia, przemieniło się w udrękę i horror”, powiedziała dziennikarzom pani Marcela.
Ksiądz Arroyo broni się mówiąc, że nie odmówił celebracji ślubu, ponieważ w ogóle o nim nie wiedział. Po udzieleniu tego dnia trzech ślubów duchowny, nie wiedząc o tym, że ma się odbyć jeszcze czwarta uroczystość, wsiadł do samochodu i odjechał do swojej parafii. Wszystkiemu winne miało być, według księdza celowe wprowadzenie go w błąd i ogóle zamieszanie. W parafii w Castanhal trwa bowiem konflikt pomiędzy Diecezją, a grupą tzw. bezdomnych, z dawnym proboszczem parafii Chrystusa Króla, księdzem Jonaszem na czele, którzy decyzją biskupa i na mocy wyroku sądu zostali usunięci z pomieszczeń kościelnych przez policję. Teraz parafią zajmuje się dojeżdżający tam ksiądz Arroyo, którego jednak, poprzez intrygę księdza Jonasza, osoba pracująca w sekretariacie parafii nie powiadomiła o czwartym ślubie.
Reprezentująca księdza Arroyo pani adwokat Solange Mota uważa, że to pani Marcela powinna stanąć przed sądem, a nie ksiądz, ponieważ „w złej wierze” chce jedynie zdobyć odszkodowanie na „Bogu ducha winnym” księdzu. Zdaniem adwokat, pani Marceli powinna najpierw pójść z zażaleniem do biskupa Diecezji, a nie od razu wnosić tak bagatelna sprawę do sądu.