List byłego lidera \"Toronto blessing\"

W latach dziewięćdziesiątych w świecie zielonoświątkowym głośno było o zborze Kościoła Vinyard z Lotniska w Toronto w Kanada, wyrzuconego potem ze Wspólnoty zborów Vinyard. Liderzy tego zboru akceptowali i promowali wiele dziwnych, a dla wielu wręcz absurdalnych praktyk duchowości charyzmatycznej, która zaistniała pod nazwą „Toronto blessing”.

W pewnym momencie, żona pastora tego zboru, Carol Arnott, opisała te praktyki, jako nawet coś o wiele lepszego aniżeli seks.


Przeżywano tam, a potem na całym świecie, wielkie ożywienie, o którym miały świadczyć najróżniejsze „namaszczenia przez Ducha Świętego”. Informowano o niezwykłych zjawiskach, jak np. złotych plombach, które w sposób nadprzyrodzony miały wyrastać w jamie ustnej wiernych. Przede wszystkim jednak niekontrolowany, głośny śmiech w czasie nabożeństwa, omdlenia i padanie pod mocą Ducha, były wizytówką ruchu „Toront blessing” i mialy być wyrazem szczególnej obecności Bożej. 

Tłumaczono, że osoby zachowujące się tak podczas nabożeństw były „pijane Duchem Świętym”, więc wszystkie te objawy były właściwe, przekonywujące i potrzebne innym  wierzącym.  Fala takich zjawisk rozlała się po całym świecie nie omijając także naszego kraju. Klasyczne kościoły zielonoświątkowe z reguły zdystansowały się od tych zjawisk, charyzmatycy jednak, także z kościołów historycznych, przyjmowali je jednak z entuzjazmem.

Dzisiaj Paul Gowdym jeden z ówczesnych liderów tego zboru nie potrafi zrozumieć, dlaczego potrzebował aż tyle czasu, aby dojść do wniosku, że wszystko to było niewłaściwe, niepotrzebne, a wręcz obraźliwe dla Ducha Świętego. Jego ostrzegawczy list, dzisiaj już rozpowszechniony w wielu zielonoświątkowych Kościołach USA i świata, można przeczytać w oryginalnej formie na stronie www.discernment-ministries.org