Prawosławni będą bronić Moskwy przed homopropagandą

94

Obronę moralności publicznej w Moskwie zapowiadają prawosławni. Decyzję o zorganizowaniu akcji przeciwko osobom naruszającym zasady moralnej podjęto podczas dzisiejszego posiedzenia Rady Prawosławnych Organizacji Społecznych.

– Społeczeństwo rosyjskie nie powinno uznawać propagandy homoseksualnej za dopuszczalną, szczególnie, gdy dociera ona do dzieci i młodzieży – wyjaśniał intencje organizatorów akcji ojciec Wsiewołod Czaplin. – Wiemy, że homokultura w znacznym stopniu nakierowana jest na przyciągnięcie do siebie nowych młodych ludzi, a szczególnie mocno nakierowana jest ona na nastolatków – uzupełnił prawosławny duchowny.


 


Jego zdaniem homo-parada, która ma się odbyć w Moskwie została zorganizowana w takim miejscu i czasie by przyciągnąć jak najwięcej młodych ludzi. – To jest jawna próba oddziaływania na młodzież. Nie ma gwarancji, że dzieci i młodzież nie okażą się mimowolnymi świadkami tej akcji – podkreślał o. Czaplin i uzupełniał, że akcja przeciwko demoralizacji obejmować ma nie tylko homo-propagandę, ale również narkomanię i prostytucję.


 


Poza zaplanowaną akcją prawosławni zapowiadają także, że wyjdą naprzeciw paradzie gejowskiej, by sprzeciwić się demoralizacji. – Wyjdziemy, aby wyrazić swój sprzeciw. To jest nasz obywatelski obowiązek – podkreśla Jurij Agieszcziew, kordynator Rady Prawosławnych Organizacji Społecznych.

komentarze

  • alba3

    Popi niech sie zajmą lepiej  bezdomnymi dzieciakami, wałęsającymi się po Moskwie czy Petersburgu a nie urzadzaniem kolejnej orgii obłudy spod znaku „obrony ponoćwartosci ponoćchrzescijańskich”. Nikt tak nie osmiesza chrzescijaństwa jak tego typu domorosli jego obrońcy- drobni,zakłamani politykierzy. Bardzo to papistowskie.

    Panie Terlikowski, powiedz pan, co dla papisty gorsze: „schizma” czy paziolubstwo?


    kalwinista-taboryta

    NO POPERY!

  • Toudeusz

    no i potwierdza się to co przedtem pisałem – Pan Terlikowski tylko o gejach pisać potrafi. Homofobia? niieee – bardziej już obsesja, czy jakieś natręctwo. Jeżeli tak ma wyglądać ‚normalność’ to wolę być nienormalny.

  • Toudeusz

    chociaż może to nie obsesja czy natręctwo czy jakaś ukryta niespełniona fascyznacja? mówcie co chcecie ale poświęcenie czasu i energii tego rzędu na jeden jedyny temat(na frondzie też tego pełno) musi wiązać się z jakiegoś rodzaju szczególnym zainteresowaniem wobec owego tematu. Dla mnie ten przypadek jest smutny. Jestem ciekawy czy z porównywalną zawziętością P. Terlikowski walczy z antykoncepcją, pornografią, rozwodami, onanizmem itd. O ile mi wiadomo to też należy do „przypadków wypacznia seksualności”. W życiu się tylu słów o gejach nie naczytałem ile wyszło spod klawiatury Pana Redaktora. Co więcej – słowa te odnoszą odwrotny skutek do tych jaki autor zamierzał. Dzięki temu P. Terlikowski stał się swoim najgorszym wrogiem – stał się „homo-propagatorem”. W ‚promocji homoseksualizmu’ równych sobie w moich oczach nie ma.

  • Cortes

    Rosjanie mogą naśladować chrześcijan z Serbii, którzy jakiś czas temu nie pozwolili na przejście podobnej parady.

    Szkoda że w Polsce dominuje jednak Bractwo Kapłańskie Świętego Spokoju i nie reaguje ono na takie jawne akty obrazy moralności i zdrowego rozsądku.


    Re-turn your revolt into style.

  • krzysieklos

    Będę się modlił, by żaden z uczestników moskiewskiej parady nie został pobity, obrażony, skrzywdzony. Teologia po Holokauście mówi: Bóg jest po stronie krzywdzonych i opuszczanych, po stronie wyszydzanych i bitych, po stronie oplutych i mordowanych; Bóg jest po stronie miłości. Ale jak ciągle słyszę nie dotyczy to homoseksualistów.

  • asujet

    Każda parada musi się liczyć z kontrparadą. Zresztą po co na ulice wychodzić w celu demonstracji swoich seksualnych zachowań?


    dulcis memoria

  • asujet

    Porównanie sytuacji gejów do holocaustu jest mocno przesadzone. Zwykła demagogia. Że się też żydzi nie burzą na tego typu teksty? Gdy ktoś porównał niedawno aborcję do shoah, to oburzenie było spore.


    dulcis memoria

  • krzysieklos

    Proszę czytać ze zrozumieniem. Nie dałbym nikomu do ręki takiego argumentu, że porównuję problemy mniejszości z Holokaustem. Mówię tyle, że istnieje pogląd, że Bóg jest zawsze po stronie krzywdzonych i opluwanych. Choć – jest wielu uważa – nie dotyczy to homoseksualistów.

  • Cortes

    Widzi pan, taka jest logika "postępowców":

    – religia jest sprawą prywatną i nie wolno jej manifestować w miejscach publicznych

    – seksualność nie jest sprawą prywatną ale polityczną i dlatego oni organizują parady.

    To się chyba nazywa dwój-myślenie.


    Re-turn your revolt into style.

  • gosc

    A orientacja seksualna sprowadza sie (jedynie) do seksualnych zachowan?


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • Cortes

    Gdy narody chrześcijańskie były zagrożone przez komunizm, to chrześcijanie zwalczali, piórem i mieczem, komunizm.

    Obecnie rodziny i narody chrześcijańskie są zagrożone przez tzw rewolucję sexualną (której twórcami byli i są ci sami, co zmajstrowali komunizm) i chrześcijanie stawiają opór jednemu z przejawów tej rewolucji – paradom homoseksualistów, organizowanym przez kulturowe i duchowe wnuki marksistów.


    Re-turn your revolt into style.

  • decent

    Niegdys chrzescijanscy fanatycy zaciekle bronili instytucji niewolnictwa wskazujac palcem na odpowiednie cytaty biblijne rzekomo potwierdzajace wole Boza, ktora oni sami sobie ubzdurali i probowali narzucic calemu spoleczenstwu. Dzisiaj podobna metoda demoralizuja wielu zdezorientowanych ludzi odnosnie homoseksualizmu. Ta zaklamana religijna sitwa nieustannie potrzebuje wrogow, by konsolidowac wlasne szeregi i utwierdzic siebie w megalomanskim przekonaniu o swej wyzszosci moralnej. Warto przy tym wyjasnic, ze ludzie bioracy udzial w gejowskich paradach nie tyle demonstruja wlasne preferencje seksualne, ile bronia sie przed dyskryminacja i przesladowaniami ze strony osobnikow zarazonych religijna homofobia.

  • krzysieklos

    Pomagałem w ubiegłych latach organizować parady w Warszawie. I nie czuję się kulturowym i duchowym wnukiem marksistów. Czuję się dzieckiem Boga.

  • Toudeusz

    niech Pan da sobie spokój – nie chce mi czytać o globalnych spiskach gejowskiej żydo-komuchy. Powtarzam – dla mnie Pan Terlikowski w ‚popagandzie homoseksualizmu’ równych sobie nie ma. Tak właśnie tym piórem walczy, że jego słowa obracają się przeciw Niemu i odnoszą odwroty skutek. Ja się gejów nie boję i nie uważam za stosowne przyrównywać ich do komunistów, a tym bardziej nazywać ich ‚duchowymi spadkobiercami marksizmu’. Większość tych strasznych i śmiertelnie niebezpiecznych gejów jakich znam osobiście, o Marksie może powiedzieć tylko tyle, że kojarzy, że z rosji i coś tam z komunizmem miał jakieś powiązanie i tyle. Uogólnianie i demonizacja to bardzo wygodny zabieg, bo zwalnia z myślenia i wprowadza kategoryzację ‚my dobrzy i oni źli’ – nastawia ludzi przeciw sobie nawzajem. Poza tym, homoseksualiści nie są żadną spójną grupą – mają różne poglądy, upodobania itd. nie są ‚partią’, ‚zgrupowaniem’ czy czymś w ten deseń, więc wrzucanie ich do jednego wora i przyrównywanie go do konkretnego zgrupowania uważam za niestosowne, niewłaściwe i niemiarodajne. Bać się 7% mniejszości.. absurd.
    Ale przecież „My mamy Prawo i według niego ci ludzie powinni umrzeć!”.

    Czemu się opierasz – to przetrwa.
    Słyszeliście, że powiedziano przodkom ‚oko za oko! ząb za ząb!’ – a ja Wam mówię: nie stawiajcie oporu złemu.

    Co jest z Boga, to przetrwa, a zgodnie z Jego obietnicą – bramy piekielne jego Kościoła nie przemogą. Ja więc nie widzę powodów do obaw. Ufam.

  • Toudeusz

    a co się stało z „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby Królestwo moje było z tego świata, moi słudzy biliby się o mnie”?

    Ja rozumiem, że człowiek może na coś nie wyrażać aprobaty. Jednak uważam, że chrześcijanie powołani są do innych działań niż ‚kontrdziałań’, które odzwierciedlają metody i sposoby działania ‚tego świata’.

    Nie zgadza się Pan z postulatami osób homoseksualnych i jest to dla mnie w pełnej mierze do przyjęcia i zaakceptowania. Jednak mam takie pytanie – modli się Pan za te osoby? czy tylko pisze i mówi jacy oni źli i paskudni? jeżeli Pan faktycznie wierzy, że ci ludzie są dotknięci jakąś ‚zarazą’ czy ‚nieuporządkowaniem duszy’ to czy stać Pana na współczucie dla Nich i o modlitwę czy inne formy pomocy? zawsze myślałem, że prawidłową reakcją na widok osoby chorej jest współczucie i chęć pomocy, a nie demonizacja i potępianie, pozostawianie samych sobie.

  • Cortes

    Może się pan czuć kim chce.

    Wg mnie ktoś kto organizuje rewolucję czy to komunistyczną czy sexualną działa na rzecz władcy Mordoru.


    Re-turn your revolt into style.

  • Cortes

    Kościół, jedyny słuszny interpretator nauki Chrystusa, organizował krucjaty, inkwizycję, walki z heretykami i poganami, ewangelizował pół świata, więc proszę nie wciskać kitu, że chrześcijaństwo to jakiś ideologia quasi buddyjskiego odwrócenia się od świata i nirwany.


    Re-turn your revolt into style.

  • Toudeusz

    całe szczęście nie w Pana rękach sąd.

  • Cortes

    Katolicy nie chcą budować Królestwa Bożego na ziemi, gdyż jest to niemożliwe. Z drugiej jednakże strony, mamy do wyboru – organizować ustrój i politykę na sposób jak najbliższy ideału lub jak najdalszy.

    I owszem, współczuję homoseksualistom, jest mi ich żal, choć szczerze to nigdy się o nich jeszcze nie modliłem. Tyle że działacze gejowscy ( w odróżnieniu od wielu szeregowych homoseksualistów), zawodowi rewolucjoniści i szerzyciele zgorszenia za brukselsko-waszyngtońskie pieniądze nie zasługują na współczucie, ale na odpór.


    Re-turn your revolt into style.

  • Cortes

    Nie w moich rękach osąd, ale mamy Tradycję, nauczanie Kościoła, Ojców Kościoła i papieży i to pozwala na poznanie obiektywnej wykładni chrześcijaństwa a nie tworzenia swoich fideistyczno-subiektywistycznych i relatywistycznych opinii o chrześcijaństwie, opartych o jakieś pretensjonalne subiektywne wywody w stylu – „Jestem dzieckiem Boga”.


    Re-turn your revolt into style.

  • Toudeusz

    zabawne jest to co Pan mówi. Za te rzekome „ewangelizowanie połowy świata” środkami jakie Pan wyżej wymienia, przepraszał w imieniu tegoż Kościoła Jan Paweł II nazywając je ‚zbrodniami Kościoła’, a Benedykt XVI podtrzymał to stanowisko. Mnie zadziwienie nie opuszcza widząc jak raz Pan powołuje się na nieomylność w interpretowaniu nauk Chrystusa przez Pana wyznania, a innym razem jawnie przeciw tej interpretacji Pan występuje. Kult wyznania, to proszę Pana, jest bałwochwalstwo. Tylko ja nie wiem czy można to nawet pod kult wyznania podciągnąć, czy już pod kult własnych wyobrażeń i zachcianek jak to wyznanie powinno wyglądać i co głosić.
    Mam nadzieję, że nigdy nie będzie miał Pan żadnych ludzi pod sobą, którzy uwierzą Pana słowom i nie pójdą w świat ewangelizować prętem i ogniem. Gdyby Hitler tych osób nie miał, pewnie skończyłby jak zwykły sfrustrowany, mały i smutny człowiek, wyżywający się na kasjerkach w sklepie, czy wypisujący swoje żale i jedynie słuszne pomysły na zbawienie świata na internetowych forach tego typu.

  • Toudeusz

    Całe szczęście mamy Tradycję, nauczanie Kościoła, Ojców Kościoła i papieży które pozwalają na poznanie obiektywnej wykładni chrześcijaństwa, a nie Pan Cortesa, który uważa, że wie lepiej od wyżej wymienionych. Robi Pan dokładnie to co Pan zarzuca drugiemu. Hipokryzja i tyle.

  • Cortes

    Tego typu argumenty były stosowane już przez chrześcijańską modernę przed II wojną światową.

    Maritain i inni francuscy teolodzy z jego kręgu w latach 30-tych XX wieku uważali, że Polska nie powinna dążyć do ustroju państwa katolickiego, ale że powinna dać równouprawnienie i pełną tolerancję dla … komunizmu, masonerii i wszelkich sekt. Była to tzw "praktyka ubogich środków".

    Maritain i jego francuscy przyjaciele krytykowali II RP za militaryzm, reakcjonizm, ciemiężenie chłopów i robotników, ale jednocześnie mieli oni ciepłe słowa dla… Związku Radzieckiego, który wg nich przeprowadzał odważne i ciekawe reformy społeczne. (co charakterystyczne – moderniści chrześcijańscy absolutnie krytykują wszelkie używanie jakiejkolwiek przemocy motywowanej religijnie, ale z drugiej strony gremialnie poparli oni tzw teologów wyzwolenia, którzy chcieli zabijać w imię równości społecznej i rewolucji socjalistycznej. A więc walka w imię Chrystusa nie, ale już walka w imię socjalizmu – tak!)

    Gdy Polska walczyła o śmierć i życia z bolszewizmem, oni kazali nam stosować "ubogie środki"…Takie same myślenie doprowadziło francuskich modernistów do poparcia hiszpańskich republikanów i socjalistów w wojnie lat 1936=1939, tych samych co zamordowali 5 tysięcy katolickich duchownych.

    Także nie są to nowe argumenty i opinie, ale mające takie same złe intencje, a z argumenty te odparli już przed II wojną światową polscy duchowni – o. Bocheński i o. Jacek Woroniecki.


    Re-turn your revolt into style.

  • krzysieklos

    No cóż, myślałem, że dyskusje prowadzi się tutaj bardziej w duchu ekumenizmu. Trudno. Nie będę tu więcej zabierał głosu. Dodam, że poza papieżami i tradycjami kościoła jest jeszcze Ewangelia. Ale odnoszę wrażenie, że to w tej dyskusji nie istotne, bo miłowanie bliźnich podobnie jak stawanie w obronie opluwanych nie dotyczy homoseksualistów. Życzę więcej ducha ekumenizmu.

  • Toudeusz

    Pana słowa, wszystkie, stanowią dla mnie całkowite wypaczenie Ewangelii. Dla Pana Ewangelia to przykrywka, pewnego rodzaju usprawiedliwienie dla własnych teorii i działań z nich wynikających. W Pana słowach nie znajduję krzty zaufania względem Stwórcy, krzty nadziei Zbawiciela. Kiedy Pana czytam mam wrażenie, że Duch świat opuścił i pozostawił Nas samych sobie. Pana teorie stanowią dla mnie całkowite zaprzeczenie obietnic Boga względem nie tylko Kościoła, ale wszystkich Ludzi bez wyjątku. Pisać, że nie zgadzam się z Panem w żadnej mierze w żadnym temacie, pisać nie muszę. Oczywiście dla Pana będzie to kolejny dowód na Pana praworządność.

  • Cortes

    Bł. Jan Paweł II przepraszał za błędy i nadużycia poprzednich wieków, a nie za same te wydarzenia.

    No chyba że ma Pan twarde dowody, że Jan Paweł II przeprosił za… ewangelizację Ameryki Południowej albo zbrojną obronę chrześcijańskiej Europy przed islamem.


    Re-turn your revolt into style.

  • Toudeusz

    coś Pan tam napisał, a ja czytam tylko ‚bla bla bla’.

  • Toudeusz

    w interpretowaniu Nauk Kościoła, Słów Papieskich czy autorytetów kościelnych wg własnych zachcianek, równych Pan nie ma.

  • Cortes

    Tyle że działacze homoseksualni nie są w tym sporze stroną atakowaną(niestety), ale atakującą. To oni chcą wprowadzać swoje brudne nauczania do szkół podstawowych i nauczać w tym duchu nasze dzieci. To oni za pomocą totalitarnej demokracji zamykają usta obrońcom tradycyjnej wizji rodziny i życia.

    Chrześcijanin nie służy zachciankom człowieka, lecz służy Bogu. Widocznie niektórzy teologię pomylili z antropologią.


    Re-turn your revolt into style.

  • Toudeusz

    nie potrafię sobie wyobrazić by z ust bł. Jana Pawła II miałoby wyjść chociaż jedno słowo jakie wychodzi z Pana ust. Nie ma znaczenia co Pan mówi, bo ja osobiście nigdy nie chciałbym być osobą, która brzmi jak Pan. Tak samo nie ma znaczenia jak Pan świat postrzega – nigdy nie chciałbym być osobą, która jak Pan wygląda. Tu nie chodzi o Rzymskikatolicyzm, o to kto ma racje, a kto jej nie ma. Trudno mi wyobrazić sobie by Chrystus miałby przypominać kogoś takiego jak Pan i trudno mi jest wyobrazić sobie by ktokolwiek kto Pana słucha miałby nazwać Pana słowa Dobrą Nowiną i za ich sprawą uwierzyć Chrystusowi. Jest Pan w podobnej sytuacji do Pana Terlikowskiego – Pana słowa odnoszą całkowicie odwrotny skutek, wręcz odpychają.
    Jeszcze raz przypominam, że treść Pana słów to czy ma Pan rację czy nie, nie ma tutaj absolutnie żadnego znaczenia.

  • Cortes

    Absolutnie nie ma Pan racji, gdyż nawet sam Chrystus w pewnym momencie wziął do ręki bat i schłostał nim plecy przekupniów. Jakież to … niechrześcijańskie?

    To również Chrystus powiedział "Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je. a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je."

    To co Pan proponuje to nie chrześcijaństwo, tylko jakaś ideologia ala’ buddyzm, gdzie nasza rodzina jest atakowana, a my nie bronimy się, ale pytamy napastników, czy nie mają ochoty na herbatę.


    Re-turn your revolt into style.

  • alba3

    @decent

    Jak zwykle stosuje Pan uproszczenia, półprawdy by podeprzeć swoje wątpliwe, ahistoryczne tezy. Jacyż to „chrześcijańscy fanatycy” popierali niewolnictwo? Jefferson? Waszyngton?! Jeśli juz pan szukasz chrzesciajńskich fanatyków to raczej poszukaj  wśród abolicjonistów. W tym kraju szerzy sie nowe zjawisko – laicki (czy raczej ateistyczny) papizm. Polega to na tym, że nowooswieceni expapisci, swój neoficki zapał zwracaja się nie przeciw religii rzymskiej, ale marginalnym dla papizmu Pismu Świetemu i Jezusowi. Dziwic sie potem,że jezuici (sami przecież ateisci) czerpia swoje antychrzescijańskie „argumenty” z forów takich czy innych Wolnomyslących. Ci  pseudo-wyzwoleni w koło potrafia tylko klepać to co im katechetka w podstwówce o >heretyckich fundamentalistach< naopopwiadała. Najsmieszniejsze jest to, że oni wszyscy, tak czy inaczej, na końcu wracaja do wiary rzymskiej …tak jak to pokazano w „Powrocie do Brideshead”. Wracaja jak pies do…wiadomo czego.


    kalwinista-taboryta

    NO POPERY!

  • asujet

    Ja do końca nie wiem, co to jest orientacja seksualna


    dulcis memoria

  • asujet

    Muszę wziąc w obronę Costeza, owszem bł. Jan Paweł II przepraszał za błędy Kościoła, jednak nigdy nie padło sformułowanie, że same wyprawy krzyżowe były błędem. Jestem głęboko przekonany, że nie. To jest hasło wytrych, którym chętnie posługują się ci, co z Kościołem walczą, jednak wystarczy sięgnąć do opinii historycznych i poczytać trochę na ten temat.


    dulcis memoria

  • asujet

    Alba za to jest pełen szacunku dla historycznych faktów. Mógłby pisać podręczniki do nauczania historii w Związku Radzieckim albo Korei Północnej:)


    dulcis memoria

  • asujet

    I jeszcze jedno, nie wszyscy homoseksualiści identyfikują się z tym, co „w ich imieniu” próbuje się przeforsować. Nie wszyscy są za legalizacją związków, adopcją dzieci, organizowaniem parad i nie wszyscy mają lewicowe poglądy. Dlatego niech się nie mówi powszechnie, że występuje się w obronie homoseksualistów, a jedynie w obronie tych, którzy myślą podobnie jak gejowski aktyw.


    dulcis memoria

  • mora

    A co konkretnie pan Terlikowski napisał tu o gejach? Czy Pan Terlikowski wypowiada
    się o gejach, czy wypowiada sie o ludziach, którzy wypowiadaja sie o gejach?

  • mora

    „To oni za pomocą totalitarnej demokracji zamykają usta obrońcom tradycyjnej wizji
    rodziny i życia”
    Abstrahując od problemu godziwości czy niegodziwości homoseksualizmu – chciałabym
    dowiedzieć się, co to jest ta „totalitarna demokracja”. Ponadto ciekawi mnie, jak
    to się stało, ze nie zdołali zamknąć Twoich ust, Cortes… Podjąłes jakieś
    szczególne działania obronne?

  • mora

    Czy wypowiedz Terlikowskiego nie jest w gruncie rzeczy meta-wypowiedzią?

  • Cortes

    Totalitarna demokracja to ustrój, który zmusza w Anglii katolickie ośrodki adopcyjne do oddawania dzieci parom jednopłciowym, ustrój który przesłuchuje na komisariacie nastolatka(!) bo ten nazwał kolegę "pedałem", ustrój który nakłada karę na szwedzkiego pastora za nazwanie homosexualizmu grzechem a rodziców zmusza administracyjnie do posyłania dzieci na zajęcia "wychowania sexualnego", gdzie kilkuletnie dzieci mogą usłyszeć o "wesołej rodzinie dwóch samców-pingwinów".


    Re-turn your revolt into style.

  • Toudeusz

    Proszę Panią, chodzi o temat. Nie zauważyła Pani, że większość artykułów jakie wychodzą spod palców Pana Terlikowskiego dotykają w jakiś sposób tematu homo a Kościół, homo a społeczeństwo, homo a … ? Mi w żadnym wypadku nie chodzi o zajmowanie stanowiska w kwestii samego zjawiska homoseksualności, jednak trudno mi nie zauważyć, że zainteresowanie tym tematem P. Terlikowskiego jest nadmierne, czy nawet staje się wyłącznie. Zbyt mało jest dla mnie w jego artykułach słów o ekumenizmie, a jak mniemam, w tym celu portal powstał, a nie w celu osądu moralnego homoseksualizmu, bo stanowisko w tej kwestii jest w KRK od lat znane i niezmienne. Tak jak napisałem – dziwi mnie, że podobne artykuły autorstwa P. Redaktora nie dot. np rozwodów, pornografii, masturbacji, antykoncepcji.. tylko zawsze homoseksualizmu.
    Owszem, nie podoba mi się również, czy przede wszystkim, język jaki stosuje Pan wobec samych osób homoseksualnych, uważam, że strasznie ich demonizuje i przede wszystkim uogólnia. Nadal nie chodzi mi o stanowisko KRK wobec tych osób, jednak uważam, że nawet jeżeli zgadzamy się z tym stanowiskiem, to jednak zawsze trzeba pamiętać, że dotyczy to LUDZI. Jeżeli nawet uważamy homo za grzech to jednak nie widzę powodu by traktować go ciężej niż np rozwody i antykoncepcję. Coraz częściej jednak widzę, że ‚grzech grzechowi nie równy’, a ludzie wbrew temu co mówią – utożsamiają grzech z grzesznikiem. Tylko naturalnie i w tej kwestii zachodzi pewna selekcja. Jest to bardzo wygodne – nie traktujemy w taki sam sposób osób jawnie stosujących antykoncepcję czy onanizujących się, bo pewnie i nam kiedyś zdarzyła się taka ‚wpadka’. Jakoś identyfikujemy się z tą grupą i wiemy, że wydając wyrok na nią wydajemy też na siebie. Tak samo nie używamy tak ostrego języka wobec osób rozwiedzionych, ponieważ możliwe, że i w naszej rodzinie(bliższej czy dalszej) zdarzyły się takie przypadki – i ponownie mamy czemu, a raczej KOMU współczuć. Natomiast jeżeli chodzi o osoby homoseksualne to większość z ludzi Kościoła zachowuje się wobec nich bardzo agresywnie, bo nie mają z czym się identyfikować – skoro ja w tym względzie mam czyste sumienie, mam więc pełne prawo rzucać kamienie. Rozumie Pani?
    Niezależnie od tego jak postrzegamy to zjawisko, zawsze trzeba pamiętać, że po drugiej stronie stoi konkretny Człowiek, osoba i w pierwszym rzędzie należy się jej nasze zrozumienie i współczucie, także pomoc czy skierowanie w dobre ręce. Zwalczać ogień ogień moim zdaniem nie jest dobrym pomysłem, a już na pewno nieewangelicznym i przynoszącym odwrotny skutek.
    Ja osobiście znam wiele osób homoseksualnych w tym też kobiety(bo przecież homo to tylko ten paskudny gej, prawda?) i widzę, że zwyczajnie opinie społeczne czy Kościelne na ich temat nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistym życiu, czy wręcz stoją z nim w sprzeczności. Dlatego mnie osobiście oburza podobne traktowanie tych osób i szerzenie kłamstw(tak, kłamstw) na ich temat. Uważam, że robienie z nich śmiertelnych wrogów publicznych nr 1 jest absurdalne i przestało mnie to śmieszyć. Uważam, że mamy poważniejsze problemy, dot większej grupy ludzi i niosących ze sobą poważniejsze skutki. Coraz częściej temat osób homoseksualnych jest zwyczajnym tematem zastępczym odwracającym uwagę od naprawdę poważnych problemów, w których niejednokrotni sami mamy udział. I właśnie jest to o tyle łatwiejsze i wygodniejsze, bo łatwiej jest wymagać od kogoś niż od siebie samego.

  • Toudeusz

    czyli cel uświęca środki, tak? wyprawy krzyżowe same w sobie były nastawione na słuszny cel, a że wyrżnęło się przy okazji parę osób to już trudno – wypadek przy pracy.

    Gdyby przebiegły one w inny sposób, może byłyby i one słuszne. Ale właśnie dlatego, że sięgnięto po takie a nie inne metody, czyni je niemoralnymi i po prostu – złymi. Cel może i był wzniosły, ale to nie wystarczy. Bo można porównać to np do sytuacji ciąży której matka umrze w czasie jej trwania, uśmiercając również dziecko.*

    *proszę nie dopowiadać sobie mojego stanowiska do wymienionej sytuacji.

  • Toudeusz

    zgoda, ale niech też druga strona pamięta o tym by nie wylewać dziecka z kąpielą.

  • Toudeusz

    gdyby Pan jeszcze rozumiał sens wypowiedzi Jezusa w przywołanych przez Pana fragmentów.. wyrywanych dodatkowo z kontekstu. I niech mi Pan nie zarzuca „osobistej interpretacji Pisma” bo w tym wypadku musiałby Pan wydać wyrok na samego siebie. Przywołane przez Pana fragmenty były już ‚rehabilitowane’ na tyle sposobów i jest to tak powszechne i znane, że człowiekowi truno nie spojrzeć na Pana z politowaniem. Przedszkolna teologia. Znowu Pan to robi – wywęsza Pan bezrefleksyjnie na siłę coś co na pierwszy rzut oka da Panu prawo do głoszenia pierdół. Zasłania się Pan Jezusem i jego Ewangelią do głoszenia i usprawiedliwiania własnych uprzedzeń i kompleksów. I niech już Pan da spokój z tym buddyzmem bo tylko bardziej się Pan ośmiesza. Mam z nim tyle wspólnego co koń z maską. Nawet Pan nie wie jakiego wyznania jestem, ale i tak wie Pan lepiej, prawda? Panu nie zależy na Prawdzie. Panu zależy na tym by mieć rację. I dlatego jeszcze długo się nie dogadamy. Gdyby mi ktoś w podobny do Pana sposób Ewangelię głosił, w życiu bym w Nią nie uwierzył.

  • Toudeusz

    niech Pan jeszcze sobie zapamięta – jak Pan traktuje innych ludzi, taki i Oni będą Pana traktować. Jak chcecie by ludzie Wam czynili i Wy im czyńcie – ma Pan wyłącznie to, czego sam Pan chce.

  • Cortes

    Grzech homoseksualizmu został przez Kościół chrześcijański potępiony w następujących okolicznościach:

    W porządku chronologicznym to było tak:
    314 – synod w Ancyrze w Galacji ( kanony 16,17),
    567 – II synod w Tours we Francji ( kanon 14 ),
    693 – XVI synod w Toledo w Hiszpanii ( kanon 3 ),
    829 – synod w Paryzu ( kanony 34 i 69 ),
    909 – synod w Trosly ( kanon 15 ),
    1049 – synod w Remis,
    1102 – synod w Londynie ( kanony 28 i 29 ),
    1102 – synod w Nablusie ( kanony 8-11 ),
    1212 – synod w Paryżu,
    1214 – synod w Rouen,
    1215 – Sobór Laterański IV ( kanon 14 ),
    1216-1219 – synod w Angers,
    1246 – synod w Bezieres

    Następujący Ojcowie i Doktorzy Kościoła potępiali homoseksualizm:

    św. Justyn męczennik (100-165), św. Ireneusz z Lyonu (130-202), św. Hieronim (340-420), św. Jan Chryzostom (347-407), św. Augustyn (354-430); św. Piotr Damian (1007-1072) ; św. Tomasz z Akwinu (1225-1274)

    Także jak Pan widzi to co ja mówiłem, to nie jest żadna MOJA subiektywna interpretacja chrześcijaństwa. No ale Pan pewnie wie lepiej niż synody, sobory, Św Augustyn i Św. Tomasz.


    Re-turn your revolt into style.

  • mora

    Eh… Wystarczy przeczytać choćby „Krzyżowców” Zofii Kossak, by mieć przez dłuższy
    czas nocne koszmary. Trudno tę autorkę posadzać o manipulowanie faktami w celu
    atakowania Kościoła, prawda? Wyrzynanie chrześcijan na terenach opanowanych przez
    islam, którzy egzystowali tam przez długie lata pod rządami muzułmanów, czy
    zagłada mieszkańców Jerozolimy podczas pierwszej wyprawy krzyżowej (od 65 do 75
    tys. ludzi, mordowanych „jak leci”, bez różnicy płci i wieku)to są rzeczy
    straszne… Wyprawy krzyzowe na pewno przyniosły Europie ogromne korzyści w
    postaci otwarcia horyzontów intelektualnych na zdobycze innych kultur, ale za jaką
    cenę…

  • mora

    W pełni zgadzam się ze zdaniem, że nie należy nigdy utożsamiać grzechu z
    grzesznikiem. Krytyka homoseksualizmu absolutnie nie moze ranić poczucia godności
    osoby homoseksualnej – określenia „pedał”, „ciota”, „lesba” ranią wyjątkowo
    głęboko, bo dotyczą tego, co jest najbardziej „osobiste”, intymne, skierowane
    przecież „ku” innej osobie, nie przeciwko niej…
    Chodzi mi tylko o to, ze w odniesieniu do tego konkretnego artykułu można autorowi
    zarzucić jedynie dobór tematu (być moze rzeczywiście powraca on obsesyjnie), nie
    treść wypowiedzi, bo ta treść jest akurat neutralna. Jest to „wypowiedz o
    wypowiedzi”, a treści krytyczne wobec homoseksualizmu zawiera ta wypowiedz
    podrzędna, której autorami są osoby wymieniane przez Terlikowskiego, nie on sam.
    To po prostu dla uporządkowania problemu…

  • Cortes

    Ja nie zgadzam się z taką atencją wobec "godności ludzkiej".

    Czy Pani tak samo z godnością traktowałaby pedofila czy gwałciciela? Czy w tych przypadkach też należy oddzielać grzech od grzesznika?

    Ja odpowiadam przecząco. Myślenie Pani kojarzy mi się z takim lewicowym hasłem- "nie oceniajmy innych ludzi".

    A przecież bez oceniania innych, ci co źle czynią nie będą mogli się poprawić. Co jest ważniejsze – czyjeś samopoczucie czy jego zbawienie?


    Re-turn your revolt into style.

  • gosc

    Mysle, ze sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.

    Mozna byc za legalizacja zwiazkow, nawet samemu w takim zwiazku z jakiegokolwiek (np. swiatpogladowego czy osobistego) powodu nie zyjac. W imie respektu dla innych, ich zycia, ich zwiazku, ich milosci, w imie przekonania o tym, ze ludzie powinni byc rowni wobec prawa, bez wzgledu na to jaki styl zycia reprezentuja. Podobnie jest z organizowaniem parad. Rzecz nie w tym czy mnie sie taka parada akurat podoba czy bym sie na nia wybral, rzecz w tym czy powinno sie jej zakazywac.

    Mysle, ze ‚aktywisci’, aczkolwiek przyznaje, ze czesto sposob ich dzialania nie wzbudza mego entuzjazmu i nie wszystkie cele, ktore sobie stawiaja, sa rowniez moimi, walcza o prawa dla szerszej grupy ludzi, anizeli tylko ich poplecznicy. Co wiecej, walcza o rzeczy, ktore powinny byc drogie nie tylko tzw. ‚srodowisku’.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • mora

    „Czy Pani tak samo z godnością traktowałaby pedofila czy gwałciciela? Czy w tych
    przypadkach też należy oddzielać grzech od grzesznika?”
    Nie wiem, czy JA umiałabym stanąć na wysokości zadania, mam kiepskie wyobrażenia
    na temat własnego morale :(…
    Szanowanie godności OSOBY nie sprowadza się do banalnego dbania o jej „dobre
    samopoczucie”. Przeciwnie, to wzgląd na tę godność osoby wymaga od nas czasem
    zburzenia jej dobrego nastroju czy samozadowolenia, ale celem musi być OSOBA,
    nie NASZE samozadowolenie z racji odgrywania roli mentora. To wyklucza ponizanie
    drugiego człowieka…Zwróć uwagę na sposób, w jaki Jezus rozmawiał z
    grzesznikami, czy te spotkania nie służyły uświadomieniu im im, ze zostali
    stworzeni do czegoś „lepszego”, niż grzech? Sobór Watykański II przypomniał o
    tym, że w sakramencie pokuty potępiony jest grzech, nie grzesznik. Inaczej
    przecież nie ma sensu sama idea rozgrzeszenia… CZy zauważyłeś, w jaki JPII
    (choć nie wiem, czy to jest dla Ciebie jakiś autorytet)rozmawiał z ludzmi, wśród
    których byli niewątpliwi grzesznicy, mający krew na rękach przedstawiciele tego
    czy innego reżimu? Nie zauważyłam nigdy braku akceptacji CZŁOWIEKA, nie
    zauważyłam dezaprobaty dla OSOBY, choć Papież niejednokrotnie wyrażał jasno i
    wyrażnie dezaprobatę dla określonych działań… Sposób skłaniania się w stronę
    Jaruzelskiego czy Castro, pełna szacunku uwaga, z jaką słuchał słów ich czy Ali
    Agcy – widzisz w tym potępienie człowieka? We wspomnieniach o Matce Teresie z
    KAlkuty wciąż przewija się motyw takiej właśnie postawy szacunku wobec ludzi,
    również tych,których postępowania nie mogła akceptować… Słyszałeś o postaci
    Sługi Bozej Stanisławy Leszczyńskiej, położnej, która odbierała porody kobiet w
    oświęcimskim obozie? Za kazdym razem po przyjęciu porodu łamała polecenie
    doktora Mengele, który kazał noworodki topić w wiadrze z wodą. Za kazdym razem,
    stawiając się przed tym zbrodniarzem, na pytanie, dlaczego nie wykonała
    polecenia, patrząc mu prosto w oczy, bez pretensji, pogardy czy gniewu z
    rozbrajajacą szczerością wyjaśniała: „Dzieci nie wolno zabijać”… Ta kobieta
    przeżyła obóz! Myślę, że to spokojna odwaga, połączona z szacunkiem do Mengele,
    w którym szanowała drugiego człowieka, nie jego obozową wszechwładzę, jest
    tajemnicą zachowania jej przy życiu, choć w myśl obowiazujących przepisów
    wielokrotnie zasłużyła na śmierc…
    Podobny szacunek należy się człowieczeństwu gwałciciela czy pedofila. (Nie jest
    to postulat bezkarności!) Dlaczego więc nie mielibyśmy szanować ludzkiej
    godności homoseksualisty? A przy okazji: Nawet konsekwentne trzymanie się
    założenia, że ten typ relacji jest przykładem erotycznego pociągu „żle
    skierowanego”, nie upoważnia nas do porównywania jej z gwałtem czy pedofilią, bo
    nie występuje tu bezbronna, poddana przemocy ofiara…
    Przywołałeś w którymś miejscu scenę wypędzenia przekupniów ze Świątyni…
    Zainteresuj się kontekstem historycznym tej sceny – to nie chodziło o kilku
    przekupniów, oni nie pracowali „na własną rękę”, lecz w ramach olbrzymiego
    dochodowego przedsiębiorstwa, które urządził sobie ze Świątyni ówczesny
    arcykapłan. To był rodzaj handlowego monopolu, rozkręconego na niewyobrażalną
    skalę. Zerował na szczerych religijnych uczuciach pobożnych Zydów – musieli oni,
    chcąc złożyć ofiarę, kupować ofiarne zwierzęta od arcykapłana, bo tylko takie
    uzyskiwały jego „certyfikat jakości” (na ofiarę oddawano zwierzę bez skazy). Był
    to proceder przynoszący krociowe zyski, oparty na instrumentalnym potraktowaniu
    kultu Bożego. Wywoływał ogromne oburzenie wśród wielu środowisk żydowskich –
    między innymi faryzeuszy…Mozna powiedzieć, że Jezus potępił tutaj system, nie
    konkretnych ludzi…

  • mora

    Ukaranie pastora za samo nazwanie homoseksualizmu grzechem łamie jedną z
    podstawowych zasad demokracji – prawo do wolność wypowiedzi, która (podobnie jak
    inne demokratyczne wartości) ma charakter POWSZECHNY – jeśli przysługuje gejowskim
    aktywistom, to przysługuje i ich oponentom, jeśli zaś nie przysługuje oponentom,
    to nie przysługuje także aktywistom.

  • Cortes

    Doceniam Pani dłuższą wypowiedź, niemniej jednak sprawia ona, że my chrześcijanie powinniśmy postawić sobie kilka pytań.

    – Czy sposób rozprawy Kościoła z albigensami i katarami był zgodny z poszanowaniem godności ludzkiej?

    – Czy sposób w jaki potraktowano choćby Jana Husa był zgodny z powyższą zasada, z humanizmem?

    – Ojcowie patrystyki i scholastyki, augustyniści, tomiści, skotyści i ockhamiści byli humanistami i zwolennikami poszanowania godności człowieka?

    I last but not least…

    – Czy stosując zasadę antropocentryzmu, humanizmu i "poszanowania ludzkiej godności" Kościół i chrześcijaństwo… przetrwałoby do dnia dzisiejszego (biorąc pod uwagę najazdy islamu i wewnętrzną anarchię herezjarchów)…

    Moim zdaniem naprawdę warto trochę pomyśleć nad tymi pytaniami.


    Re-turn your revolt into style.

  • gosc

    Ale jednak utozsamia ja Pan z zachowaniami seksualnymi.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • asujet

    nie do końca, zawsze było mi bliższe określenie „skłonności” aniżeli „orientacja”.


    dulcis memoria

  • mora

    „- Czy sposób rozprawy Kościoła z albigensami i katarami był zgodny z
    poszanowaniem godności ludzkiej?

    – Czy sposób w jaki potraktowano choćby Jana Husa był zgodny z powyższą zasada,
    z humanizmem?”

    Pozwolę sobie dodać do tych dwóch pytań dodać jeszcze jedno, tego samego
    rodzaju: Czy rozprawienie się z Tomaszem Morusem przekreślało zasadę
    poszanowania ludzkiej godności?
    Być moze rozpętam burzę taką odpowiedzią – ale moim zdaniem TAK, w kontekscie
    całego, że tak powiem, światopoglądu ówczesnych ludzi i w sytuacji, gdy podsądny
    świadomie nie chciał skorzystać z możliwości odwołania swoich poglądów. Z punktu
    widzenia sędziów posłanie heretyka (także „heretyka katolickiego”) na śmierć
    daje mu szansę zbawienia – okupuje on życiem błędną wiarę. Z punktu widzenia
    podsądnego, „jego prawda” warta jest poświęcenia życia. Ta okrutna gra wymagała
    zgody obydwóch stron. Jeśli proces Jana Husa przebiegał zgodnie z przyjętymi
    normami inkwizycji, mógł on właściwie do ostatniej chwili odwołać swoje „błędy”
    i ocalić życie. Nie chciał tego zrobić, podobnie jak Tomasz Morus nie chciał
    złożyć przysięgi królowi… Nie widzę w tym intencji instrumentalnego
    traktowania osoby, intencją tą było raczej jej dobro (zbawienie wieczne),
    jakkolwiek by to perwersyjnie dzisiaj brzmiało… Albigensi i katarzy byli
    „nawracani” (o ile wiem)czesto zbiorowo i bez różnicy wieku, więc to już inna
    para kaloszy – niemniej szczęscie wieczne indywidualnego człowieka (grzesznika)
    było sprawą nadrzędną, nie był on zdegradowany do roli „nawozu historii”. Nie
    bronię wojen religijnych ani inkwizycji, staram się tylko zrozumieć intencje,
    które kierowały tymi ludzmi. Idee humanizmu dojrzewały przez wiele stuleci, ale
    moim zdaniem inspiracje dla tego rozwoju (choć przebiegał on czasem w konflikcie
    z chrześcijaństwem) płynęły z samego chrześcijaństwa, które jest zdolne do
    swoistej autorefleksji… Trzeba było stuleci, by sobie uświadomić, ze pewne
    metody w gruncie rzeczy godzą w zasady, których pierwotnie mają bronić – toteż
    chrześcijanie są wręcz zobowiązani, by stawiać sobie pytania podobne tym, które
    wymieniłeś…
    Tak, filozoficzne podwaliny dla nowożytnego humanizmu z jego ideą suwerenności i
    godności osoby ludzkiej odnajdujemy już w średniowiecznym racjonalizmie, którego
    głównymi przedstawicielami byli właśnie scholastycy, w tym takze (jeśli nie
    przede wszystkim) wymieniony przez Ciebie Tomasz z Akwinu…

  • mora

    korekta: w zdaniu o Tomaszu Morusie miało być: nie przekreślało 🙂

  • asujet

    Można być, jeśli uważa się je za normalne.


    dulcis memoria

  • Cortes

    Jakiś czas temu czytałem książkę "Prawa człowieka i ich krytyka" autorstwa prof Adama Wielomskiego i dr Pawła Bały. W swojej książce podają oni przykłady dwóch typów krytyki ideologii prawo-człowieczej. Krytyka substancjalna, odrzucająca całkowicie samą ideę praw człowieka oraz krytyka akcydentalna, odrzucająca jedynie pewne elementy ideologii praw człowieka lub jej skutki.

    Do przedstawicieli krytyki substancjalnej doktryny praw człowieka autorzy zaliczyli "tradycyjne nauczanie katolickie".

    Cytat:

    " W związku z zanikiem dyskursu prawo-człowieczego w XIX wieku, prawa te expressis verbis nie pojawiają się w dokumentach papieskich, choć krytykowane są rozmaite idee, które współcześnie stanowią ich zawartość. Elementów takich dopatrzyć można się min. w Mirari vos (1832) Grzegorza XVI, gdzie potępiono zasadę wolności religijnej, sumienia i druku[3]. Przeciwko ideom stanowiącym dziś istotę praw człowieka wypowiadał się wielokrotnie Syllabus Piusa IX (1864), gdzie potępione zostały min. zasady wolności religijnej, a przede wszystkim racjonalistyczne fundamenty liberalnych koncepcji wolnościowych[4].

    Spór pomiędzy koncepcją praw człowieka a Kościołem katolickim dotyczy więc nie istnienia praw wyższych niż prawo stanowione, ale ich rozumienia. Przy tym jest to spór znacznie poważniejszy niźli spór o interpretację charakteryzujący krytyki akcydentalne – jest to zupełnie przeciwstawna koncepcja, tak pod względem źródeł filozoficznych, jak i ich praktycznych implikacji.

    Należy stwierdzić, że zasadniczy spór między dyskursem prawo-człowieczym a tradycyjnym katolicyzmem tkwi w określeniu podmiotu prawa. Dla ideologii praw człowieka jest nim człowiek i dlatego eksponuje ona jego prawa; dla katolicyzmu jest to Bóg, z czego dla człowieka wynika obowiązek oddawania Mu hołdu.

    Logika praw człowieka zakłada, że punktem wyjściowym refleksji jest samotny człowiek (jak w stanie natury w myśli nowożytnej), który z racji tego, że jest człowiekiem posiada sprecyzowany katalog naturalnych uprawnień. Milcząco zakłada się więc, że jest istotą dobrą i racjonalną, która dobrowolnie tworzy społeczeństwo, aby uzyskać instytucjonalne gwarancje swoich uprawnień, gdzie podejmuje się decyzje polityczne co do działań wspólnoty, ale nie co do przyrodzonych uprawnień. Celem życia ludzkiego jest tedy wolność, która stanowi drogę do jednostkowego szczęścia. Nauka Kościoła wszystko to widzi inaczej. Człowiek otrzymał od Boga dar życia, ale dziedzicznie obciążony jest grzechem pierworodnym. Grzech ten powoduje, że rozum ludzki trwale został skażony defektem i dlatego człowiek ulega namiętnościom, wskutek czego bardzo często wybiera zło jako łatwiejszy i przyjemniejszy model życia. Człowiek powinien jednak – wbrew namiętnościom – kierować się rozumem i wybrać dobro. Istotą wolności jest więc umiejętność samoograniczenia wolnej woli i wybór dobra, które nie zawsze jest przyjemne i łatwe. Brak wolności wyboru, odrzucenie alternatyw, samozdeterminowanie się ku dobru oznacza osiągnięcie wolności wyższego typu, gdzie człowiek podporządkowuje się Bogu i jego prawom[5]. O ile więc koncepcja praw człowieka akcentuje swobodę wyboru jakiejkolwiek z opcji, o tyle katolickie prawo naturalne wolnością nazywa podporządkowanie się woli Boga i samowyrzeczenie swobody wyboru. "


    Re-turn your revolt into style.

  • gosc

    A co mialoby w nich nibt btc ´ninormalnego´? Dwoje kochajacych sie ludzi?


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Sklonnosci do czego?


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • Cortes

    Nie każde uczucie jest dobre.

    Nie w każdej konfiguracji.

    Dla dobra wspólnoty i dla dobra naszych rodzin, dzieci, powinniśmy potępiać złe tendencje, a propagować te dobre.


    Re-turn your revolt into style.

  • asujet

    nic złego w kochających się ludziach, ileż to przypadków heroicznej miłości choćby np. kardynał Newmann i jego bliski przyjaciel duszpasterz. Jednak odnośnie wspólżycia dostrzegam już pewien problem, wiedząc i będąc przekonanym, że ta sfera jest zarezerwowana dla małżonków. I nie zmienię mojego zdania w tej kwestii.


    dulcis memoria

  • Cortes

    Natomiast co do używania ostrych, żołnierskich słów w kierunku uczestników takich parad to chciałbym zauważyć pewną sprawę.

    Nakłanianie chrześcijan, zwłaszcza mężczyzn do rezygnacji z używania dosadnych i spartańskich słów, jest dążeniem do feminizacji chrześcijańskich mężczyzn.

    Stwórca stworzył mężczyzn z takim a nie innym temperamentem. Polscy chrześcijańscy żołnierze walczący podczas II wojny światowej używali ostrych, dosadnych i żołnierskich słów. Podobnie polscy chrześcijańscy sarmaci z XVII wieku rzucali tęgie klątwy na szwedzkich, ruskich i kozackich przeciwników. Podobnie chrześcijańscy rycerze z epoki średniowiecza w sytuacjach konfliktu używali barwnego języka w stosunku do pogan czy heretyków.

    Także ta namowa powstrzymania się od używania żołnierskich słów jest przejawem przede wszystkim political correctness, i tak często bywa ona wykorzystywana do uczynienia chrześcijan bezbronnymi (no bo przecież postępowcy nie żądają powstrzymania się od ostrego i obraźliwego języka od liberałów, socjalistów czy samych działaczy gejowskich!).


    Re-turn your revolt into style.

  • mora

    Problematyka praw człowieka jest bardzo złozona, a różne wnioski i uogólnienia –
    ryzykowne. Widać to doskonale na przykładzie cytatów, jakie zamieściłeś. (Przy
    okazji – wciąż jest w nich uzywane okreslenie ‚katolicki’; pozwolisz, ze bedę
    odnosić sie do ujęć bliskich tradycji tomistycznej).

    „…krytykowane są rozmaite idee, które współcześnie stanowią ich [praw
    człowieka] zawartość…” – Tak, są krytykowane, bo istnieją różne interpretacje
    „praw człowieka”, różne ich rozumienie (podobnie, jak istnieją różne ujęcia
    prawa natury, których częścią sa przeciez prawa osoby) i w związku z tym
    istnieje także dyskusja…

    „Przeciwko ideom stanowiącym dziś istotę praw człowieka wypowiadał się
    wielokrotnie Syllabus Piusa IX (1864)” – Co stanowi tę „istotę praw człowieka”?
    Wolność oderwana od rozumu? Jesli tak, to rzeczywiście jest to oś całego
    sporu… Jeśli prawa człowieka są wrodzone i obiektywne, to ODCZYTUJEMY je za
    pomocą rozumu, a nie dowolnie ustalamy. A co to znaczy „dziś”? Wczoraj ludzie
    rodzili sie z innymi prawami, a jutro urodzą się z innymi? Autorzy jakoś to
    precyzują?

    „Spór pomiędzy koncepcją praw człowieka a Kościołem katolickim dotyczy więc nie
    istnienia praw wyższych niż prawo stanowione, ale ich rozumienia.” – Tak, w
    koncepcjach odwołujących sie do tradycji tomistycznej istnienie praw
    przysługujących „z natury” istocie ludzkiej – praw ważniejszych, wyższych niz
    prawo stanowione – jest rzeczą bezsporną. Kontrowersje dotycza natomiast ich
    rozumienia.
    „Przy tym jest to spór znacznie poważniejszy niźli spór o interpretację
    charakteryzujący krytyki akcydentalne – jest to zupełnie przeciwstawna
    koncepcja, tak pod względem źródeł filozoficznych, jak i ich praktycznych
    implikacji.” – Na pewno są to koncepcje odmienne i w niektórych aspektach
    wyrażnie rozbieżne. Chętnie zapoznałabym sie z rozwinięciem myśli na temat
    „praktycznych implikacji”…

    „Należy stwierdzić, że zasadniczy spór między dyskursem prawo-człowieczym a
    tradycyjnym katolicyzmem tkwi w określeniu podmiotu prawa. Dla ideologii praw
    człowieka jest nim człowiek i dlatego eksponuje ona jego prawa; dla katolicyzmu
    jest to Bóg, z czego dla człowieka wynika obowiązek oddawania Mu hołdu.” –
    Przesadne eksponowanie roli pojęcia Boga. Nie uzasadnia ono bezpośrednio idei
    prawa naturalnego, w tym praw człowieka – jest takim uzasadnieniem ostatecznym,
    idacym najdalej, ale nie niezbednym…

    „Logika praw człowieka zakłada, że punktem wyjściowym refleksji jest samotny
    człowiek (jak w stanie natury w myśli nowożytnej), który z racji tego, że jest
    człowiekiem posiada sprecyzowany katalog naturalnych uprawnień. Milcząco zakłada
    się więc, że jest istotą dobrą i racjonalną, która dobrowolnie tworzy
    społeczeństwo, aby uzyskać instytucjonalne gwarancje swoich uprawnień, gdzie
    podejmuje się decyzje polityczne co do działań wspólnoty, ale nie co do
    przyrodzonych uprawnień”. – Nie ma tutaj sprzeczności z ujęciami katolickimi, w
    których punktem wyjścia także jest człowiek-osoba, istota obdarzona rozumem i
    wolna wolą, posiadająca z racji osobowej godności przyrodzone uprawnienia, które
    muszą być respektowane przez społeczność. Wątpliwości budzi natomiast
    „sprecyzowany katalog” tych uprawnień – jeśli ich „odczytywanie” jest dziełem
    rozumu, a rozum to poznanie dyskursywne, jakim cudem mamy mieć dostęp tak od
    razu do sprecyzowanego i pełnego „katalogu uprawnień”?! My je raczej mozolnie,
    krok po kroku, poznajemy, a poznanie to jest uzaleznione od refleksji nad ludzką
    natura (stad wspomniane wcześniej różnice w rozumieniu praw człowieka).

    „Celem życia ludzkiego jest tedy wolność, która stanowi drogę do jednostkowego
    szczęścia.” – Jak ja lubię takie sformułowania… To w koncu wolność jest celem,
    czy drogą do szczęścia – bo jeśli jest „drogą do” to jest środkiem, a nie celem,
    a celem jest szczęście… Etyka katolicka jest etycznym eudajmonizmem, gdzie
    celem człowieka także jest jego szczęście.
    „Nauka Kościoła wszystko to widzi inaczej. Człowiek otrzymał od Boga dar życia,
    ale dziedzicznie obciążony jest grzechem pierworodnym. Grzech ten powoduje, że
    rozum ludzki trwale został skażony defektem i dlatego człowiek ulega
    namiętnościom, wskutek czego bardzo często wybiera zło jako łatwiejszy i
    przyjemniejszy model życia.” – A teoretycy społeczeństwa liberalnego nie
    przyjmują do wiadomości, ze człowiek ulega namiętnościom i często wybiera zło
    jako wygodniejsze? To po co ludzie chcą uzyskać instytucjonalne zagwarantowanie
    swych uprawnien, jeśli nie z lęku przed zagrożeniem/złem ze strony innych ludzi?

    „Człowiek powinien jednak – wbrew namiętnościom – kierować się rozumem i wybrać
    dobro. (…) Brak wolności wyboru…” – Jaki brak wolnosci? Bo człowiek coś
    „powinien”? Wolna wola umozliwia nam powiedzenie „nie” wszelkiej powinności,
    sama powinność nie determinuje nas jeszcze do działania.
    „Odrzucenie alternatyw, samozdeterminowanie się ku dobru oznacza osiągnięcie
    wolności wyższego typu, gdzie człowiek podporządkowuje się Bogu i jego
    prawom[5]” – Przypominam, ze to „odrzucenie alternatyw” jest kwestią wolnej
    woli, a więc samo w sobie jest alternatywą, a „samozdeterminowanie się” równiez
    jest kwestią wyboru (sam siebie determinuję, zamiast: zostałem zdeterminowany.)

    „O ile więc koncepcja praw człowieka akcentuje swobodę wyboru jakiejkolwiek z
    opcji… ” – Sorry… Jakiejkolwiek? Jak daleko sięga „swoboda wyboru” – czy
    uznanie istnienia praw człowieka też jest kwestią wyboru? Chyba nie bardzo,
    skoro te prawa są określane jako wrodzone i obiektywne. A moze swobodnie
    decydujemy, czy bedziemy te prawa respektować? Tak, taką swobodę również w myśl
    etyki katolickiej zawsze mamy, bo mamy swobodę wybrać dobro lub je odrzucić…
    XVIII-wieczne teorie państwa liberalnego zadbały o to, by tę „swobodę” jednak w
    praktyce ograniczyć za pomocą sankcji prawnych, albowiem „granicą dla mojej
    wolności jest wolność drugiego człowieka”. Ponieważ zasadą jest POWSZECHNOŚĆ
    podstawowych praw, „moje” prawo zawsze jest ograniczane analogicznym prawem
    innych…

    „…o tyle katolickie prawo naturalne wolnością nazywa podporzadkowanie się woli
    Boga” – ujęłabym to inaczej: Katolicka teoria prawa naturalnego zobowiązuje mnie
    do respektowania praw osoby, ponieważ te prawa są obiektywne, nie zależą od
    mojego widzimisię, wynikają z natury osoby (a natura jest stworzona przez Boga –
    to jest to ostateczne uzasadnienie, które sprawia, ze prawo naturalne moze być
    nazwane prawem Bozym). „Samowyrzeczenie się swobody wyboru” samo w sobie też
    jest, jak by nie było, wolnym wyborem…

    Myslę, że udało mi się przynajmniej pokazać, ze linie demarkacyjne i
    rozróżnienia przeprowadzone w zacytowanych fragmentach, nie są takie
    oczywiste…
    Problematyka praw człowieka staje się bardziej klarowna na tle sporu między
    racjonalizmem a woluntaryzmem prawnym. Jeśli natomiast chodzi o (ogólnie mówiąc)
    liberalistyczne ujęcia, kluczowy jest stosunek wolnosci do (pozostałych) praw
    człowieka; nie muszę chyba dodawać, ze uzależnienie treści praw człowieka (ich
    „zawartości”) od swobodnego uznania zburzyłoby samą ideę tych praw. Przestają
    one wówczas być obiektywne i wrodzone, stają się kwestią czystej konwencji,
    częścią prawa stanowionego…

  • asujet

    To że każdy w pewien sposób interpretuje Pismo Św., nie powinno aż tak Pana dziwić. Chrześcijańskie ruchy progejowskie też to robią, interpretując Biblię w taki sposób, aby pasowało do głoszonych przez nich tez (opowieść o Dawidzie i Jonatanie (internetowe gejowskie portale wręcz się rozpływałja z zachwytu) , domu Łazarza, Marii, Marty i Jezusa, św. Pawle ukrywającym swoje skłonności i z tego względu gnanym po wodach basenu Morza Śródziemnego), pomijając przy tym dosadne fragmenty z Pisma Św odnośnie stosunków homoseksualnych lub interpretując je jako odnoszące się tylko i wyłącznie do prostytucji męskiej (ciekawe skąd ten pomysł?). Inne interpretacje Pisma w zależności od opcji ideologicznych przedstawiają Jezusa i apostołów niemalże jako hipisa czy pacyfistę lat 70 (make love no war), co tyle ma wspólnego z Pismem, co nic. Dlatego, aby sie nie pogubić, warto się trzymać uznanej i wielowiekowej Tradycji dotyczącej interpretowania Pisma.


    Dobranoc, Kwiecie Różany

  • asujet

    Skłonności seksualne do osobnika tej samej płci, nabyte bądź wrodzone, czego medycyna jeszcze nie rozstrzygnęła i pewnie raczej nie zozstrzygnie, które można jednak kontrolować i nie nie iść za ich głosem.


    Dobranoc, Kwiecie Różany

  • asujet

    Zgadzam się, próbuje się wmówić, że religia to jedynie sprawa serca, jakiegoś bardzo wewnętrznego uczucia i tylko tego, co nieuchronnie powoduje jej redukcję do sfery prywatnej. W przypadku parad homoseksualistów twierdzi się, że jedynie chodzi o „słuszne” prawa dla tej grupy, jednak to właśnie podczas tego typu parad demonstruje się zachowania seksualne (np. prawie nadzy faceci na platformach samochodów). Zamiast nawoływać do wierności, to rozdaje się prezerwatywy „na wszelki wypadek”. Czemu to służy? Sam kiedyś widziałem taką paradę „miłości” w Berlinie, po jej zakończeniu pobliski park Tergarten roił się od kopulujących mężczyzn. Piszę jak było.


    Dobranoc, Kwiecie Różany

  • mio

    To zainteresowanie Redaktora homoseksualizmem chyba rzeczywiście ma podłoże psychologiczne. Jakaś niepogodzona kwestia. Stale rozgrzebana… Tak to wygląda.
    Poza tym faktycznie jedną z pierwszych książek o homoseksualizmie przeze mnie przeczytanych była książka autorstwa Pana Redaktora. Zdziwił mnie prymitywizm pozycji, gdyż w wymowie przypominała ona tabloid choć autor miał „dr” przed nazwiskiem – o zgrozo. Dzięki tej pozycji lepiej zrozumiałem grząski grunt lękowych fobii, uprzedzeń i wrogości.


    Życie nie jest dążeniem do szczęśca za wszelką cenę, lecz dążeniem do miłości bez względu na cenę jaką trzeba zapłacić…

  • gosc

    A ja oczekuje od kazdego, by nie stosowal okreslen grubianskich, powszechnie uznawanych za obrazliwe, prostackich, kipiacych agresja. Jego swiatopoglad i przekonania religijne/polityczne/spoleczne nie odgrywaja tutaj roli. Miast ‚idealu’ zolnierskosci odwolywalbym sie raczej do idealu rycerskiego, ktorego integralna czescia byla oglada i dobre maniery.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Innymi slowy Panska ocena zalezy od tego czy ‚to robia’… No coz, widac racje moga miec cii, ktorzy twierdza, ze obsesja seksualna jest nieodlaczna czescia spojrzenia na te kwestie rzymskiego katolika. Wie Pan, gdy widze dwoje kochajacych sie ludzi, ostatnie, co mi przychodzi do glowy, to zastanawiac sie nad tym, co robia (i czy w ogole cos robia) w lozku. Przeciez ta sfera nie jest (a w kazdym razie byc nie powinna) zadna odrebna sfera w ludzkim zyciu. Erotyka, seks powinny byc wyrazem tego, co ludzi ze soba laczy. Uzaleznianie oceny moralnej zwiazku od tego czy jest w nim seks czy nie jest stawianiem spraw na glowie, nie mowiac juz o tym, ze np. z biblijnego punktu widzenia ograniczenie sfery seksu do malzenstwa jest co najmniej trudne do obrony. Nie te czasy, nie te pojecia, nie te normy…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Nagosc = seks?


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Tylko ze go w koncu NIE UKARANO… Ale o tym jak sie ta szwecka historia skonczyla, juz sie oczywiscie nie pisze…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    To jest klasyczne ‚bledne kolo’, prosze Pana. Redukujac zjawisko homofilii/homoseksualizmu do sfery ‚sklonnosci seksualnej’ (przez kwestionowanie istnienia szerszego ZJAWISKA KULTUROWEGO zwanego orientacja – wrodzona czy nabyta, bo jej geneza, zreszta najpewniej nader zlozona, nie ma w tym kontekscie najmniejszego znaczenia!), przeprowadza Pan krytyke jego demonstrowania w sferze publicznej.

    Dla mnie np. grupa (prawie) nagich mezczyzn (czy kobiet) na platformie samochodu ma w sobie cos nieodparcie aseksualnego (by nie powiedziec antyseksualnego), z tego powodu chocby, ze seks mocno kojarze z intymnoscia. Nagosc publiczna staje sie przez to dla mnie aseksualna, nawet jesli ci panowie wykonuja wlasnie ruchy frykcyjne, a Panie staja w najbardziej ponentnych pozach. Moze im sie to tak kojarzy (a moze i nie), ale mnie np. wrecz odwrotnie. Bo widzi Pan, do gorszenia, jak do tanga, ‚trzeba dwojga’. Moze. gdyby poswiecal Pan cokolwiek mniej uwagi sferze seksualnej (niezaleznie od tego czy realizujac ja czy tez ‚heroicznie’ starajac sie ja w sobie zdusic), mniej by Pana ‚gorszylo’, a przy okazji zwrocilbt Pan uwage i na fakt, ze bycie homo, hetero, trans czy bi zawiera wiecej interesujacych rzeczy anizeli tylko to nieszczesne ‚lozko’ (a wlasciwie jak najbardziej ‚szczesne’, przynajmniej jesli mniej neurotycznie do niego podchodzic)…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Ciekawej nomenklatury Pan uzywa. ‚Ruch progejowski’ interpretujacy Pismo? A gdyby ktos zaczal mowic o ‚ruchu propapistycznym’ interpretujacym Pismo (zreszta co najmniej rownie problematycznie, ale to mniejsza)? Mnie sie wydaje, ze ruchy rzadko zajmuja sie takimi rzeczami jak interpretacja Pisma. Co najwyzej wykorzystuja pewne interpretacje. ktore z kolei moga powstawac pod wplywem pewnych ruchow (np. pod wplywem ‚ruchu (pro-)Jezusowego’dokonano (re-)interpretacji Pism Hebrajskich; i to takiej przy ktorej bledna te pomysly, ktore Pana tak dziwia…). Skad wzielo sie to nawiazanie do prostytucji, mozna akurat po prostu wyczytac w pracach egezegetycznych: ze znaczenia slowa, ktorego uzyl sw. Pawel (jednego z dwoch: znaczenie drugiego jest akurat bardzo niepewne, wyglada bowiem na to, ze jest to neologizm). Wystarczy siegnac po literature.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • asujet

    A jakie czasy, jakie podejście, jakie normy? I kto o tym decyduje? Jeśli byłoby to takie czasy, takie podejście i takie normy, to nie byłoby żadnego problemu


    Dobranoc, Kwiecie Różany

  • asujet

    Ale kopulowanie w parku=sex:)


    Dobranoc, Kwiecie Różany

  • asujet

    Próbuje się nam wmówić, że jest to jakaś odrębna tożsamość, nie jestem o tym w żadnym stopniu przekonany.. Raczej nazywam to odchyłem od normy


    Dobranoc, Kwiecie Różany

  • Cortes

    A w Anglii zmuszano katolickie ośrodki adopcyjne do oddawania dzieci parom homoseksualnym, czy nie?


    Re-turn your revolt into style.

  • Cortes

    To byłoby zresztą ciekawe, móc spytać się średniowiecznych rycerzy, co sądzą o homoseksualistach (nie homoseksualizmie).


    Re-turn your revolt into style.

  • mora

    Nie ukarano? To dobrze. To w gruncie rzeczy finał korzystny dla obydwóch stron
    tego ideologicznego sporu. Ograniczając w sposób nieuzasadniony (bo oczywiście
    takie ograniczanie moze mieć powazne uzasadnienie, np. stosowanie inwektyw czy
    otwarte wzywanie do nienawiści) wolność wypowiedzi oponentom, podcinamy tę
    przysłowiową gałąź…

  • gosc

    Zgadzam sie z Toba, moro. Od samego poczatku uwazalem to, co spotkalo tego zielonoswiatkowego kaznodzieje za niesprawiedliwe. Pytanie jednak jak to sie dzieje, ze, chociaz jego losy bez problemu mozna przesledzic w sieci, w polskich mediach podaje sie tylko pierwsza czesc calej historii? Co komu po takim szczuciu?


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    A co przeszkadza Panu w uznaniu ‚tego’ za odrebna tozsamosc. Czego ‚temu’ brakuje, albo – czego jest w ‚tym’ za duzo?


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    To jakies Panskie ukryte marzenia czy do czego sie to odnosi?


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    To juz prosze miec pretensje do Biblii, prosze Pana, ze jakos nie do konca zgadza sie pod tym wzgledem z nauczaniem Panskiego Kosciola o malzenstwie (nad ktorego sakramentalnym charakterem dyskutowano w Kosciele przez jakies 1000 pierwszych lat).


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • asujet

    Na pewno znajdziemy więcej argumentów biblijnych na obronę sakramentalnego charakteru małżeństwa niż na obronę, a nawet istnienie „homoseksualnej tożsamości”. Dlatego biblijnego oparcia dla tej opcji zwyczajnie nie ma. Jedynie jest mowa o aktach, które są dosyć mocno piętnowane. I tego się staram trzymać.


    Dobranoc, Kwiecie Różany

  • gosc

    Zapewniam, ze istnieje wiele zjawisk kulturowych, na ´poparcie´ ktorych nie znajdzie Pan slowa w Biblii… Znaczy to, Panskim zdaniem, ze one nie istnieja?


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • asujet

    Ja nie twierdzę, że ono nie istnieje, ale trzymam się zwyczajnie z daleka, ot tyle


    Dobranoc, Kwiecie Różany

  • gosc

    Prosze sie przyjrzec swoim wlasnym wypowiedziom w tym watku. Pan za kazdym razem pisze cos innego wlasciwie…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Nie poznalem tych spraw szczegolowo. Wiem, ze grozono im odebraniem panstwowych subsydiow, co w konkretnej sytuacji niektorych z nich bylo rownoznaczne ze zniknieciem z powierzchni ziemi. Nie jestem zwolennikiem takich dzialan (zreszta ujal sie wowczas za nimi rowniez Arcybiskup Canterbury, o ile sobie przypominam), ale z drugiej strony moge sobie wyobrazic, ze jesli otrzymuje  ona od panstwa pieniadze, panstwo ma prawo wymagac, by dana placowka nie dzialala w sposob sprzeczny z kierunkiem dzialan tegoz panstwa, obowiazujacym prawem etc.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • asujet

    A gdzie Pan się doszukał tej niespójności? To że, wiem, że tzw. tożsamość homoseksualna w niektórych głowach istnieje, nie od razu uznaję jej istnienie obiektywnie. Dyskutuje się o tym, dużo pisze i nie dopuszcza innego myślenia na ten temat (np. że jest to nieprawidłowość).


    Dobranoc, Kwiecie Różany

  • gosc

    Chodzi mi o to, ze raz  podwaza Pan istnienie takiej tozsamosci innym razem twierdzi, ze ´jedynie´ sam sie chce od ´tego´ trzymac z daleka. Od czego zatem: czegos, czego nie ma, badz istnieje tylko w niektorych glowach? Czego tu sie bac (poza soba samym)?

    Przy okazji: osobiscie uzycie okreslenia ‚tozsamosc’ nie ‚zalatwia’ dla mnie kwestii oceny moralnej tejze. W koncu, gdy sw. Pawel pisze ‚nie ma sprawiedliwego ani jednego, nie masz kto by dobrze czynil’ to tez opisuje jakis rodzaj ludzkiej tozsamosci, nieprawdaz? Odwolujac sie do tego okreslenia, nie mialem wiec bynajmniej na mysli, ze, jesli uznamy homoseksualizm za tozsamosc, to bedziemy tym samym fertig. Chodzilo mi o cos zupelnie innego: o to, by nie redukowac homoseksualizmu/homoerotyzmu/homofilii jedynie do sfery seksualnej. Chodzi mi mianowicie o to, ze manifestowanie opcji ‚homo’ nie jest, a w kazdym razie byc nie musi, od razu manifestowaniem sfery stricte seksualnej, podobnie jak manifestowanie swego heteroseksualizmu nie musi polegac od razu na manifestowaniu seksualnosci. Osoby wychodzace np. na ulice po to, by sie zamanifestowac jako LGBT manifestuja pewna (wlasciwa czy nie – to inna kwestia) tozsamosc osobnicza (i grupowa), pewien wzorzec kulturowy, pewna sume upodoban i przekonan etc., etc.  


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father