Awantura o rodzinę i homoseksualizm u polskich luteran?

60

Czy polskich luteran czeka awantura o seks i rozumienie rodziny? Najwyraźniej tak – przynajmniej taka wydaje się intencja pewnego wystąpienia podczas synodu największej liczebnie diecezji luterańskiej w Polsce.

Podczas Synodu Diecezji Cieszyńskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego synodałowie wysłuchali wystąpienia ks. Leszka Czyża (Wisła Malinka) nt. spojrzenia na rodzinę i seksualność człowieka. Wystąpienie prezentowało nie tylko co najmniej kontrowersyjne tezy „biblistyczne”, ale też propagowało treści duszpastersko niebezpieczne i nieodpowiedzialne – przynajmniej tak wynika ze zmodyfikowanego tekstu wystąpienia, które ukazało się drukiem w Głosie Parafialnym Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Ustroniu. Tekst został sygnowany przez jeszcze jednego duchownego, ks. Marka Londzina (Dzięgielów).

Tekst przypomina obwieszczenie urzędu nauczycielskiego. Wysuwa roszczenie, że bynajmniej nie chodzi o prywatną opinię dwóch duchownych, magistrów teologii ewangelickiej, ale o autentyczne świadectwo Pisma Świętego. Co więcej autorzy nie dopuszczają innej refleksji, zabezpieczając się ekskluzywnymi stwierdzaniami „niezgodny z Pismem”, „Pismo potępia” itd. oraz stawiając de facto swoją analizę tekstu biblijnego na równi z samym tekstem. Ale od początku.

Małżeństwo i rodzina

Autorzy przywołują cytaty z Pisma Świętego, dotyczące stworzenia człowieka (nie ma rozgraniczenia na różne antropologie ukazywane w dwóch różnych opisach stworzenia świata!), przykazań i związku małżeńskiego. Obok Pisma występuje „autorytet wspierający” w postaci publikacji nieżyjącego profesora teologii ewangelickiej prof. W. Benedyktowicza (metodysty). Autorzy stwierdzają, że „współżycie seksualne według zaleceń Boga może mieć miejsce jedynie między jednym mężczyzną i jedną kobietą, wewnątrz trwałej i nierozerwalnej relacji, którą jest związek małżeński. Każdy inny wyraz seksualności jest niezgodny z Pismem Świętym i przez nie potępianym.

Powstaje pierwsze pytanie: gdzie? W którym miejscu Pismo Święte określa „wolne związki” oraz „związki homoseksualne” jako rodzaje niemoralności? Rozumiem, że abp Marek Jędraszewski z Łodzi ma swoje powody, ale czy księża luterańscy ze Śląska Cieszyńskiego również? Te same? Mimo że autorzy powtarzają słowo rodzina, to jednak nie mówią wyraźnie, o jaki model rodziny im chodzi – czy chodzi o rodzinę starotestamentalną z czasów nomadycznych, czy może o rodzinę taką, jak ją widzieli autorzy pism nowotestamentowych, a może ojcowie Reformacji? Autorzy zauważają, że „wiele dzieci wychowuje się w rodzinach niepełnych z różnych powodów – śmierć jednego z rodziców, rozwód rodziców, niepełne rodziny, adopcyjne. Nie są to absolutnie rodziny gorsze, ale żaden z tych modeli nie był pierwotnym zamiarem Boga.” Skąd to autorzy wiedzą i czym zatem są te rodziny, jeśli nie „pierwotnym zamiarem Boga” – nie wiadomo. Można spekulować na różne sposoby, tym bardziej jeśli dodamy inne modele społecznego współżycia, a przecież i model rodziny – co za banał – zmieniał się na przestrzeni lat.

Odmieniane przez przypadki pojęcie małżeństwa istnieje w tekście jako oczywistość stała, a pojęcia typu „miłość małżeńska” wyekstrahowane ze starożytnych kontekstów zaprezentowane jako normatywne. Tak na marginesie: w hebrajskim Starego Testamentu nie istnieje słowo małżeństwo, a mąż i żona są synonimami mężczyzny i kobiety. Pojęcie rodziny oddaje słowo dom, bardzo pojemne znaczeniowo.

Jeszcze do niedawna małżeństwa nie miały wiele wspólnego z miłością, a były transakcją handlową przeprowadzaną ponad głowami – są kultury i religie, które wciąż w ten sposób rozumieją „święty związek małżeński”, wyrażając jednocześnie oburzenie wszelkimi przejawami moralnego permisywizmu, oddającemu hołd duchowi tego zepsutego świata. Dziewictwo miało w tym kontekście konkretną cenę. Nie inaczej było w „czasach biblijnych”, w których za żonę trzeba było zapłacić, a ponadto tolerowano poligamię – oczywiście w jedną stronę: mężczyzna mógł mieć żon kilka, żona jednego męża. Zapewne poligamia starożytnych patriarchów i tolerowanie konkubinatów były w zamyśle Bożym, niepełne rodziny już nie. Rzeczywistość zaskoczyła Pana Boga?

Zanurzone w starożytnej rzeczywistości przepisy dotyczące natury małżeństwa (Hebr 13,4), a przywoływane przez autorów tekstu (mała uwaga: ap. Paweł nie jest autorem Listu do Hebrajczyków), nie wyjaśniają jednak niezwykle złożonego konglomeratu pojęć jak: czystość, rozpusta, czy – w innych miejscach – nieprzyzwoite słowa. Czym jest w ogóle czystość? Jak należy ją rozumieć i z czego wynika zło tzw. wolnych związków, a więc osób, które z różnych przyczyn nie decydują się na zawarcie związku małżeńskiego?

Homoseksualizm

W obszernym fragmencie poświęconym homoseksualizmowi autorzy już na samym wstępie dekretują: „Na podstawie wielu wersetów Pisma Świętego musimy jasno powiedzieć, że homoseksualizm jest grzechem.” Jednak parę akapitów dalej autorzy przekonują: „Nie stawiamy znaku równości między skłonnościami homoseksualnymi i czynami homoseksualnymi. Biblia nie potępia samych skłonności lecz czyny homoseksualne (…) posiadanie skłonności nie oznacza, że się popełnia grzech.” Pomijając już dziwną interpretację homoseksualizmu w kontekście luterańskiej nauki o grzechu, to wypada zapytać: skoro autorzy „patrząc z biblijnej perspektywy” na homoseksualizm, stwierdzają raz, że jest on grzechem, a za chwilę, że skłonności już nie, to najwyraźniej autorzy nie rozumieją tak naprawdę, czym w ogóle jest (homo/hetero)seksualizm, zamykając się w wigwamie seksualnych fobii. Na dobrą sprawę nie polemizują z rzeczywistością, a raczej ze swoim odbiorem rzeczywistości, bo przecież „obojętne, co na ten temat mówi współczesna kultura”.

Dowód? Czytamy, że „patrząc na temat homoseksualizmu z biblijnej perspektywy, absolutnie nie da się zaakceptować stwierdzenia, iż miłość w obrębie jednej płci wypływa z Bożego aktu stworzenia” – tutaj autorzy ogłaszają, że dwie osoby tej samej płci, nawet jeśli się kochają, popełniają grzech – nie podają dowodu ani empirycznego, ani biblijnego (skoro „Biblia nie mówi”, to pewnie jest to „grzechem”). Dokonują stwierdzenia, które z perspektywy duszpasterskiej, czy po prostu ludzkiej jest wyrazem pychy, małoduszności i obrazu Boga pełnego bezwzględności i surowości. Za chwilę jednak księża konstatują: „Obojętnie, co na ten temat mówi współczesna kultura, nie znajdujemy na obronę takiego stanowiska ani jednego wersetu biblijnego, za to wiele potępiających współżycie seksualne osób tej samej płci.”

W tym momencie homoseksualizm przestaje być uczuciem niezgodnym z „Bożym porządkiem” i znów staje się czystym seksem – tutaj następuje szereg cytatów, które w ocenie autorów mają popierać ich tezy, tyle tylko, że żaden z cytatów nie odnosi się do homoseksualizmu takiego, jaki dzisiaj znamy i ile o nim wiemy. W końcu nieważne, co na ten temat mówi kultura (czymkolwiek ona dla autorów jest). Ważne już chyba jest, co mówi kultura i kontekst historyczny w sprawie niewolnictwa niezakazanego, a wręcz przyjętego ze zrozumieniem jeszcze na kartach Nowego Testamentu. Kultura nie jest chyba taka zła, bo najwyraźniej autorzy tekstu ulegają tejże kulturze, medialnej narracji tudzież innym niewidzialnym wpływom łącząc kwestie rodziny z homoseksualizmem, jakby jedno warunkowało/definiowało drugie.

Stanowisko Kościoła

W końcowej części tekstu autorzy stawiają kilka tez:

„Nie powinniśmy jako Kościół Ewangelicko-Augsburski ignorować ani lekceważyć tematu homoseksualizmu”

Pełna zgoda. W Kościele temat ten nie jest ignorowany, jest obecny, ponieważ w tym Kościele BYŁY, SĄ i BĘDĄ osoby homoseksualne – zarówno świeccy, jak i księża – które bez stosowania zafiksowanych na seksualności klisz potrzebują i mają prawo do duszpasterskiego pokrzepienia jako tacy sami grzesznicy jak księża-autorzy tekstu. Kościół nie musi się obsesyjnie wypowiadać na każdy temat narzucany przez media, czy inne związki wyznaniowe (bez względu na ich wielkość – czy to będzie ogromny Kościół rzymskokatolicki czy mały Kościół ewangelicko-reformowany). Nie optuję za milczeniem, choć uważam, że sprawa seksualności to nie sprawa Kościoła, księdza czy kogokolwiek innego, a prywatna sprawa i odpowiedzialność każdego człowieka w granicach przewidzianych prawem i szacunkiem wobec drugiego człowieka. Niemniej sugerowanie, jakoby zagadnienie homoseksualizmu było palącym problemem Kościoła, stawiającym na próbę jego wiarygodność, jest nadużyciem. Nie seksem, homo- czy heteroseksualizmem żyje Kościół, a Ewangelią o Jezusie Chrystusie, a w Ewangelii o homoseksualizmie nic nie ma.

„Nie możemy powiedzieć, że nie mamy na ten temat sprecyzowanego zdania”

Owszem możemy, bo nie mamy jasno sprecyzowanego zdania. Mamy co prawda oświadczenie ws. in vitro, ale to jeszcze nie znaczy, że jest to stanowisko luterańskie par excellence. To stanowisko Synodu nie jest w żadnym razie wiążące dla luteran. W kwestii homoseksualizmu Kościół w wymiarze instytucjonalnym nie wypracował stanowiska. Podejmowane były dość żałosne próby stworzenia dokumentu-potworka, niemniej synodałowie zachowali trzeźwość umysłu i nie dopuścili do dalszego procedowania. Temat jest zbyt ważny i poważny, aby pozostawić go jedynie w rękach księży i to tych, którzy swoje przemyślenia na ten czy inny temat uważają za prawdę objawioną im nie inaczej niż w Piśmie Świętym.

„To nas zawstydza w wiarygodnym świadectwie przed światem chrześcijańskim, jak i niechrześcijańskim”

Zawstydza kogo i gdzie? Kto i w czyim imieniu przemawia? Wydaje się, że Kościół zawstydzać mogą o wiele bardziej istotniejsze kwestie i zaniedbania, a nie brak określonego dokumentu w mocno zideologizowanej i zseksualizowanej sprawie.

„Oczekiwania społeczne zmuszają nas do zajęcia stanowiska w tej sprawie”

Czyli zatem kultura, opinia publiczna i wszystkie inne niesakralne faktory mają jednak znaczenie?

„I nie można mieć wątpliwości, że Kościół, który powstał w oparciu o zasadę Sola scriptura, nie zajmie w tej kwestii inne stanowisko niż przedstawione w Piśmie Świętym.”

Pomijam szantaż zawarty w powyższym stwierdzeniu (czytaj: tylko takie rozumienie Pisma, jakie my mamy, jest dopuszczalne). Nie wiem, o jakim Kościele mówią księża. Kościół Ewangelicko-Augsburski NIE POWSTAŁ w oparciu o zasadę Sola scriptura, bo jej jeszcze w obecnej formie nie było. Pojawiła się nieszczęśliwie jako zasada formalna w XIX wieku. Wcześniej mówiono o Schriftprinzip, która nie jest jednak tym samym, a wiąże się z chrystocentryczną hermeneutyką Pisma Świętego, w którym odnajdujemy Słowo Boże. Luter wprawdzie parokrotnie używa tego terminu, jednak nie jest on jeszcze obładowany bagażem nadużyć, a oznacza przede wszystkim chrystocentryczną optykę krzyża.

Kościół Ewangelicko-Augsburski nie powstał w wyniku jakiejkolwiek zasady, XIX-wiecznej, czy XVI-wiecznej, a jest wyrazem miłości do Chrystusa, posłuszeństwa wobec Jego Dzieła i woli, którą odnajdujemy w Piśmie Świętym, ale nie tylko. Doskonałe i nieomylne Słowo Boże, które dzięki Reformacji wolno nam odnajdywać w Piśmie Świętym, jest świadectwem miłości, bezgranicznej, a zarazem samoograniczenia się Boga dla nas. W Kościele luterańskim Pismo odczytujemy, wpatrując się w Chrystusa, przez Niego, w Nim i z Nim. Pismo to nie uniwersalny koktajl z cytatami na każdą okazję, ale kluczowy kierunkowskaz w życiu chrześcijanina. To nie narzędzie straszenia wiecznym potępieniem, odrzuceniem czy czymkolwiek innym, ale – pośród wszystkich swoich niedoskonałości – przesłanie Wielkiego Bożego Miłosierdzia.

galeria

komentarze

  • Awi

    Nie rozumiem, dlaczego pan Redaktor sugeruje, że to będzie „awantura” , a nie kulturalna „dyskusja” wyznawców Koscioła Ewangelicko-Luterańskiego w Polsce…?

  • Łukasz Gaś

    Darku, dziękuję za Twój tekst. Z powodu choroby nie mogłem być na Synodzie. Przedrukowany referat (nie wiem, czy w całości oddaje to co było przekazane), ale to co zostało wydrukowane bardzo mnie zasmuciło…

    Czekam na uczciwe, wykorzystującą także współczesną wiedzę medyczną o człowieku i rozważną egzegezę biblijną dyskusję, na ten temat w naszym Kościele… Liczę, że zanim Synod wyda oficjalne stanowisko będzie bardzo ostrożnie przepracowane i pracy będzie towarzyszyła pokorna modlitwa o mądrość w używaniu słów i powoływaniu się na Słowo Boże.

    Zdaję sobie sprawę, że swoim komentarzem, wielu mogę się narazić. Stanowisko mojego Kościoła przyjmę z pokorą i chcę wierzyć, że zostanie wypracowane w duchu miłości, pokoju i wzajemnego szacunku. Dzisiaj mam nadzieję, że ów głos będzie dużo bardziej zachowawczy…

    Tego nam wszystkim życzę w Roku Kościelnym, w którym prowadzi nas tak ważne wskazanie apostoła Pawła (Rz 15,7)

    ks. Łukasz Gaś

  • redakcja ekumenizm.pl

    Łukaszu, bardzo dziękuję za słowa i wpis.

  • Łukasz Cieślak

    Bardzo mądre słowa. Oby nie zabrakło modlitwy, dyskusji i namysłu. Oraz przekonania, że wszyscy jesteśmy tak naprawdę „poganami i celnikami” (zob. Mt 18:15-18)

  • Montsegur

    Tak: u luteran, jak również u anglikan i muzułman…

    Co proszę? Ze profesor Miodek „dopuszcza” stosowanie formy „luteran”?

    Dopuszcza – czytałem wtedy wypowiedź prof Miodka – natomiast nie PROPAGUJE tej formy. Nigdy nigdzie nie napisał, że TRZEBA KONIECZNIE pisać z błędami. Jeden profesor „dopuszcza”, inny profesor „nie dopuszcza”. Ale ostatecznie, gdy się wie, że jakaś forma jest ewidentnie błędna, to chyba jednak lepiej jej nie stosować. Ja przez całe lata pisałem „mahometanów” zamiast „mahometan”. I u Was w Serwisie czytelniczka „Chantal” wreszcie uparła się poinformować mnie (kilka lat temu), że stosuję formę błędną. Zatem PRZESTAŁEM ją stosować, gdy się przekonałem, że „Chantal” miała rację. I przyznałem jej tę rację, ten komentarz chyba w Serwisie jeszcze istnieje.

    Haha!: „W grupie ekumenicznej bylo dwoch luteran i czterech anglikan, a wsrod tych anglikan trzech Amerykan.”

  • Darqha

    Przyznaję, że nie znam się aż tak (jak prof. Miodek 😉 ). Ale też mnie razi forma „u luteran”.

  • Montsegur

    I bardzo słusznie, że razi, bo jest po prostu niepoprawna. Gdyby w mowie polskiej było rozróżnienie np „ten luteranin” i „ta luterana”, to wtedy poprawne byłoby „tych luteran”, ale wtedy chodziłoby o kobiety jedynie. Mogę sobie wyobrazić, że taka „luterana” w czasach dawniejszych, choćby wyglądająca tak jak ta poniżej, już swoją powagą i surowością wejrzenia przegnałaby wszelkich możliwych oponentów…

  • Montsegur

    …albo ta:

  • TK

    Gratuluję rozsądku i odwagi.

  • mmbork

    Mam wielką prośbę do autora by napisał coś więcej o tym co rozumie przez słowa: „Kościół Ewangelicko-Augsburski NIE POWSTAŁ w oparciu o zasadę Sola scriptura, bo jej jeszcze w obecnej formie nie było. Pojawiła się nieszczęśliwie jako zasada formalna w XIX wieku..”
    Zawsze mi się wydawało, że Luter ogłaszając swój sprzeciw wobec nadużyć Watykanu twierdził, że uzna swoje poglądy za błędne tylko wtedy jeśli jego przeciwnicy wykażą mu ich sprzeczność z Biblią a nie tradycją. Taka postawa wydaje się fundamentem zasady Sola scriptula. Sądziłam, że jest to zarazem jeden z nielicznych elementów który łączy wszystkich protestantów niezależnie od stosowanej hermeneutyki i wykładni Pisma.

  • Szymon Pawlas

    a mnie razi forma „u luteranów”. bo sugeruje, że jesteśmy jakimś zakonem katolickim. i opinia egzaltowanego Miodka mało mnie tu obchodzi.

    w języku polskim istnieje cała seria konfesjonimów [tzn. nazw wyznawców itp.] utworzonych od imienia bądź nazwiska założyciela, zakończonych w mianowniku l. poj. na „-anin”, które w dopełniaczu liczby mnogiej przyjmują krótką formę „-an”: „mahometan” [a nie *mahometanów], „zwinglian” [a nie *zwinglianów], „arian” [a nie *arianów], „pelagian” [a nie *pelagianów] itd. wyjątkiem są jedynie nazwy zakonów: „franciszkanów”, „dominikanów”, „augustianów”. i pewnie w wyniku błędnego potraktowania luteran jako zakonu pojawiła się ta w moim odbiorze dziwaczna forma „luteranów”. swoją drogą, jak słyszę / widzę „luteranów”, to mi się wizualizuje absurdalna tabliczka z napisem „KOŚCIÓŁ OO. LUTERANÓW”. 😀

    wspomniane przez Montsegura wyrazy „anglikanin” i „muzułmanin” wprawdzie również oznaczają wyznawców, jednak są zbudowane inaczej niż „luteranin” – nie od nazwiska założyciela, tylko od nazwy państwa bądź od nazwy samej religii [po polsku to może słabo widać, ale już w arabskim (i angielskim) wyrazie „muslim” widać ten sam rdzeń spółgłoskowy, obecny również w wyrazie „islam”. analogicznie zwolennicy haskali, czyli żydowskiego oświecenia, to maskilowie].

  • Darqha

    Dziękuję za wyczerpującą wypowiedź. Przyznam, że to przekonuje. Tylko te przyzwyczajenie 🙂 Ja po raz pierwszy z tą formą spotkałem się właśnie na tym portalu.

  • Awi

    No to ja zajrzałam do „Slownika poprawnej polszczyzny” PWN, pod red. prof. Andrzeja Markowskiego. A tam: Mianownik lm.: luteranie (nie: luterani) Dopelniacz lm.: luteranów (nie: luteran, nie: luteraninów).
    No dobrze, ale jaki to wszystko ma związek z meritum artykułu red.Bruncza? Czy to dyskusja zastępcza?

  • Darqha

    Droga @Awi dzięki „drzewiastemu” systemowi komentarzy „Disqus” można wreszcie dyskutować pod artykułem bez bałaganu. Zwyczajnie odnosisz się do poruszonej części tematu (tu wątek odmiany słówka). A jeśli chcesz poruszyć nowy wątek to komentujesz bezpośrednio pod artykułem. Być może części osób tymczasowo sprawia to problem i wprowadza chaos, ale jest to wygodniejsze i na dłuższą metę czytelniejsze. Trzeba się przyzwyczaić tak jak do „u luteran” 😉

  • Darqha

    I tak bym pewnie powiedział „luteranka”, jakoś brzmi tak grzeczniej 😉

  • Awi

    Przeczytałam załączony artykuł pastora Leszka Czyża i pastora Marka Londzina. Powiem tak: nie znam innej podstawy czy innego źródła wiary chrześcijańskiej aniżeli Słowo Boże zapisane w Księgach Starego i Nowego Przymierza Boga z czlowiekiem …. Jako chrześcijanka mogę tylko pochylić sie w pokorze nad tym Słowem ….

  • karneol

    Już myślałem, że u nas obowiązuje biblicyzm jako teologia (ew. kryptokatolicyzm) a tu tekst całkiem, jak na polski kontekst, zaskakujący. Szczególnie cenny ostatni akapit – o tym praktycznie się nie mówi. A bez (chrześcijańskiej) wolności jaką dają trzy reformacyjne „sola” (słuszne przypomnienie, że „tylko Pismo” jest zasada formalną), dyskusja np. o homoseksualizmie, czy, co wydaje mi się ważniejsze, o ordynacji kobiet, jest właściwie zablokowana. Trzeba powrotu do istotnych źródeł Reformacji.

  • Szymon Pawlas

    no cóż, najwidoczniej „Słownik poprawnej polszczyzny” PWN pod red. prof. Andrzeja Markowskiego w tym akurat temacie się myli. nie widzę żadnego uzasadnienia dla uznawania długich form dopełniacza liczby mnogiej tego wyrazu za jedyne poprawne. podtrzymuję swoje twierdzenie, że rozpowszechnienie formy „luteranów” wynika z błędnej analogii do wyrazów oznaczających jednak trochę inną kategorię – członków zgromadzeń zakonnych, a nie wyznawców konkretnego Kościoła.

  • Awi

    Gdyby w mianowniku bylo „luterani”, nie miałabym nic przeciwko formie „luteran” w dopelniaczu. Ale w mianowniku mamy „luteranie”! (tak jak np.wegetarianie; przeciez nie mówimy: „wegetarian” lecz „wegetarianów”) ……..

  • krzysieklos

    Szanowny Panie Dariuszu. Bardzo serdecznie dziękuję za ten tekst. To dla mnie ważne, że zdecydowanie, z przekonaniem i emocją stanął Pan – tak to odebrałem – w obronie m.in. osób homoseksualnych w Kościele. Zamykanie drzwi kościoła przed osobami homoseksualnymi, wykluczanie ich, wytykanie palcem, deprecjonowanie, czasem nawet dehumanizowanie jest dla mnie postawą nieakceptowalną; niechrześcijańską. Nie rozumiem, jak można budować wspólnotę ludzi wierzących w Jezusa głosząc przy tym i propagując postawy poniżania i wykluczania innych. Wierzę, że Miłość i Miłosierdzie zwyciężą. 🙂 Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam.

  • Montsegur

    Dla mnie to nie tyle „dyskusja zastepcza” ile przypomnienie czegos, o czym pisze juz od 10 lat tutaj, usilujac przekonac Redaktorow do poprawniejszej polszczyzny.

    Natomiast nie zdziwilbym sie, gdyby sie to okazalo nienajgorzszym tematem do dyskusji zastepczej, bo o tym homoseksualizmie to juz na portalach pisze sie tak wiele, jakby to byla jakas nowa „religia, ten caly homoseksualizm. Jeszcze tylko transgender dodac i transwestytyzm, no i molestacje seksualne odmian wszelakich…

    Gdyby przynajmniej dyskusje o tym homo byly bardziej merytoryczne, to jeszcze. Ale one sa zamiast tego ogroooomnie szerokie, doslownie nieraz cale watki i lancuchy komentarzy sa wytapetowane tym „zagadnieniem”. tak, wiem – ja tez „tapetowalem”, ale to bylo lata temu.

    Jeden z Czytelnikow tego portalu ma swoja strone. Ale gdy tam zajrzalem kilka lat temu, tez tam bylo tak „gejowo”, ze zaraz stamtad „wyszedlem” i nie zajrzalem tam juz nigdy…

    Nie wiem jak pozostalych, ale mnie juz „gejowszczyzna” smiertelnie nudzi. Nie dam sie do niej „przekonac”, koniec, kropka. Po prostu temat mi sie przejadl tak, ze zaczynam go „zwracac”. „Was zuviel ist ungesund”…

  • Awi

    Darqha, dzięki, chyba nareszcie to pojęłam ….ale blędów nie wykluczam.

  • Awi

    Montsegur, obawiam sie, że to nie jest tylko nowa „religia” czy moda, lecz usiłowania przebudowy tradycyjnej cywilizacji chrzescijanskiej.
    Co do twojej „luterany”, to jeden z moich znajomych wynalazł jeszcze „gorszy” termin: [i]luteranica[/i] 😉

  • Awi

    Nie wyszło mi z tą kursywą dla słowa ‚luteranica’ ….

  • Darqha

    Błądzić, rzecz ludzka 😀 Cieszę się jeśli byłem pomocny.

  • Montsegur

    To raczej jest „religia” usiłująca postawić na głowie pojęcia normalności i anomalii…

    Haha!! „Luteranica” to jeszcze nienajgorzej. Co by powiedzieć o terminie „luterucha”?

  • Anthony

    Liczę, że dojdzie do rozłamu, podziału, rozdwojenia. Co dla mnie ciekawe, zawsze myślałem, że diecezja cieszyńska jest ostoją luterskiego tradycjonalizmu. Choć może ks. Gaś to przypadek odosobniony.

  • Anthony

    Proponuję powrót do staropolskich „lutrów”, „luterskiej teologii”, „luterskiego zboru”. Niech żyje tradycja 😉

  • Jakub Cieślar

    Najwyraźniej dlatego, że jest świadomy tego, że sam nie potrafi powstrzymać w swoim utworze literackim jawnej niechęci do osób i poglądów, z którymi się nie zgadza.

  • Jakub Cieślar

    „Zamykanie drzwi kościoła przed osobami homoseksualnymi, wykluczanie ich, wytykanie palcem, deprecjonowanie, czasem nawet dehumanizowanie jest dla mnie postawą nieakceptowalną; niechrześcijańską.”

    A przesadzanie jest wykrzywianiem rzeczywistości.

  • redakcja ekumenizm.pl

    Panie Jakubie, Pan po prostu, najzwyczajniej w świecie kłamie (nie mów fałszywego świadectwa!)

  • Awi

    „Liczę, że zanim Synod wyda oficjalne stanowisko….”
    A konkretnie, w jakiej kwestii homoseksualnej Synod ma wydać stanowisko? No bo tych kwestii jest wiele …. Czy to ma oznaczac, że odtąd nauczanie Kosciola Ewangelicko-Augsburskiego będzie uzaleznione od wyniku głosowania po przeprowadzonej dyskusji?

  • Awi

    Mysle, że kazdy chrzescijanin jest w duzym stopniu „biblicystą”, tak jak wyznawca Islamu – koranistą …

  • Montsegur

    Kiedyś nawet w polskiej poezji pisano: „luterku, luterku”…

  • herezjarcha

    Nie wyszło Ci z tą kursywą, ponieważ nawiasy zastąpiłaś []
    Ale to możesz poprawić, korzystając z dobrodziejstwa możliwości edycji.
    luteranico :))

  • herezjarcha

    Liczę, że dojdzie do rozłamu, podziału, rozdwojenia…
    I to będzie ten twórczy wkład polskiego luteranizmu w zbliżającą się rocznicę Reformacji. Twórczy, przez duże Tfu!

  • karneol

    Nie można, moim zdaniem, tak porównywać. Biblia pełni inną rolę w chrześcijaństwie niż Koran w islamie. Biblicyzm to pewne, dość wąskie, podejście do Biblii, traktujące ją np. jako zbiór religijnych i etycznych nakazów i zakazów dla jednostki i społeczeństw (taka postawa jest chyba bliska traktowaniu Koranu w islamie). Jednak sądzę, że współczesne rozumienie czym jest Słowo Boże i badania tekstu biblijnego metodą historyczno-krytyczną uniemożliwiają takie podejście do Pisma św.

  • Szymon Pawlas

    mówimy i tak, i siak. ale „wegetarianin” to nie jest nazwa wyznania utworzona od nazwiska. powtórzę: wszystkie nazwy wyznań utworzone od nazwiska, imienia itp. i zakończone w mianowniku l. poj. na „-anin” mają krótką formę dopełniacza l. mn.

    i nie rozumiem tej analogii:

    „Gdyby w mianowniku bylo „luterani”, nie miałabym nic przeciwko formie „luteran” w dopelniaczu.”

    jak rozumiem chodzi o liczbę mnogą. jedyny wzór, który by tu pasował [tzn. Mlm -i/y, Dlm -Ø], to odmiana wyrazów rodzaju żeńskiego typu „kobieta” – „kobiety” – „kobiet”. poza tym bezkońcówkowa forma dopełniacza liczby mnogiej może występować tylko w wyrazach rodzaju nijakiego oraz w wyrazach rodzaju męskiego zakończonych w mianowniku liczby pojedynczej na „-anin”, o które się tu właśnie spieramy.

    przykro mi, ale taki jest język polski, trzeba się z tym pogodzić. 😛

    a jako pracę domową polecam zapoznać się z tabelami deklinacji polskich rzeczowników. 🙂

  • Szymon Pawlas

    a tutaj ankieta przeprowadzona wśród samych zainteresowanych, w której zdecydowanie [67:5] wygrywa forma krótsza. 🙂 polecam uwadze również dyskusję pod ankietą.

  • Montsegur

    Proponuje jeszcze ktotsza forme: „tych lutr”. Krocej chyba sie juz nie da…

  • Montsegur

    Niekoniecznie „katolickim zakonem”. Masz takie przyklady:

    baptystÓW
    anglikanÓW
    adwentystÓW
    anabaptystÓW
    katarÓW (o!!!)
    waldensÓW
    mennonitÓW

    No, dalsze, pozachrzescijanskie to:

    judaistÓW (to chyba tez nie zakon katolicki…)
    muzulmanÓW (no, ale by to wygladalo: „zakon katolicki” rozstrzelal karykaturzystÓW – tez „zakon”…)

    A jak juz muzulmanow wspomniec, to od razu nastepna forma:
    islamistÓW (w jej poprawnym rozumieniu jako naukowcow, a nie zamachowcow…)

  • Szymon Pawlas

    czuję się jak dziad. jak dziad gadający do obrazu.
    z podanych przez Ciebie konfesjonimów tylko jeden ma w mianowniku liczby pojedynczej wygłos „-anin”: „anglikanin”. tylko że podstawą jest tutaj nazwa geograficzna, a nie czyjeś imię bądź nazwisko, jak w przypadku luteran.
    przeczytaj jeszcze raz moje komentarze i je zrozum. pozdrawiam.

  • protestancik

    Drogi Jakubie! Pełna zgoda. Pan Dario w swoim tekście, który miał być obroną jego dowolnego i luźnego podejścia do natchnionego Bożego Słowa – Pisma, zapomniał jedynie o wolności i szacunku dla tych z nas, którzy w przeciwieństwie do niego „nie dostają orgazmu” (mówiąc kolokwialnie) przy czytaniu wypocin Schleiermachera, Bartha i innych zwodzicieli. Dziwi mnie, że osoba uchodząca za tak liberalną i relatywistyczną, szafuje tak stronniczymi sformułowaniami, jak choćby: „Podejmowane były dość żałosne próby”. Autor nie stroni od wartościowania, subiektywnych ocen, tylko zastanawiam się względem jakiego obiektywnego kryterium. Żeby to były wyłącznie jego skromne, subiektywne „wyznania” i „świadectwa”, można byłoby to zrozumieć. Ale uznaje on swoje stwierdzenia za Prawdę niemal z nieba objawioną, rzucając tu i ówdzie jakimś uzasadnieniem tak ogólnikowym, podawanym na zasadzie oczywistej oczywistości, jakby dla wszystkich było jasne, że jest tak, jak mówi. Może wydaje mu się, że czytają go tylko wykładowcy ChAT’u – faktycznie, o tym nie pomyślałem. Wszystkich niedowiarków odsyła Pan Dario do zastępu podobnych sobie teologów, którzy jak papugi powtarzają to samo od półwiecza, mając wrażenie, że wciąż są nowocześni i na topie. My przynajmniej tacy być nie chcemy!!!

    No i ta zasada sola scriptura, która według Dario nie oznacza tego, co oznacza (!!!), ale „przede wszystkim chrystocentryczną optykę krzyża”. To, że w centrum luteranizmu stoi teologia krzyża, to fakt, z którym nikt przecież nie polemizuje! Tyle, że teologia krzyża stoi tu gdzie stoi, czyli w centrum luterańskiej nauki, WŁASNIE Z POWODU ZASADY SOLA SCRIPTURA, bowiem według luteranów centralną nauką Pisma – normy normującej luteranizmu – jest Ewangelia, czyli nauka o krzyżu, a konkretnie usprawiedliwieniu przez ten krzyż. Ale tego usprawiedliwienia przez krzyż to Dario już nie rozwinie, bo okazałoby się, że luterańskie rozumienie krzyża nie do końca pasuje do Dzieła Wielkiego Miłosierdzia, którego jest fanem, stąd lepiej mówić ogólnie, „o krzyżu”. To wyraz ekumenicznego wyczucia, chrześcijańskiej wrażliwości i dobrego smaku. Twierdzenie, że teologia krzyża definiuje zasadę sola scriptura jest oczywiście postawieniem sprawy na głowie, typowe z resztą dla teologów liberalno-dialektycznych.

    Historycznym potwierdzeniem faktu, że centralizm teologii krzyża w luteranizmie opiera się na pierwotnym ZAŁOŻENIU WSTĘPNYM o nadrzędnym autorytecie Pisma widać w wielu pracach teologów okresu luterańskiej ortodoksji. To samo założenie widać w Formule Zgody, a więc jednej z Ksiąg Wyznaniowych Luteranizmu, która uratowała jego jedność i pogodziła przeróżne odłamy luteran w momencie, gdy groziło jego całkowite rozbicie, będąc najdokładniejszą i najbardziej usystematyzowaną z punktu widzenia dogmatyki Księgą Symboliczną, gdzie pierwszy rozdział nosi znamienny tytuł „O zasadniczej regule i normie”, gdzie wyłożona zostaje zasada sola scriptura w roku 1577 przez teologów luterańskich w sposób dokładnie identyczny, jak rozumuję ją ja – kalwinista żyjący w XXI wieku.

    Ale do rzeczy: Cały problem Pana Dario i innych im podobnych tkwi w odejściu od klasycznej protestanckiej teologii, jej metod badawczych, aparatu pojęciowego i przyjęciu nowoczesnych ideologii: (post)liberalnej czy (post)dialektycznej, które relatywizują pojęcie Prawdy, która jest objawiona w Piśmie. Aby tego dokonać, zmieniają znaczenie używanych od stuleci w protestantyzmie pojęć takich jak Słowo Boże, czy Prawda. Bo choć każdy zgadza się z tym, że Jezus jest Słowem i Prawdą, to jednak ortodoksyjni protestanci pod tymi pojęciami rozumieli i rozumieją więcej. Słowo Boże to jest Pismo Święte Starego i Nowego Przymierza. Prawda to nie tylko Osoba, to także doktryna, którą ta Osoba w sposób natchniony i autorytatywny przez swoich Proroków i Apostołów naucza w Piśmie Starego i Nowego Przymierza. Także w kwestii homoseksualizmu i wieku ziemi. I chrześcijanie do Pisma powinni mieć dużo więcej czci niż muzułmanie, biorąc pod uwagę, że nasz Bóg (w przeciwieństwie do boga Allaha) przyjął człowieczeństwo i jako Bóg przemawiał nieomylnie w naszym ludzkim języku (który nota bene też był Jego autorskim stworzeniem – 1 Ks. Mojżeszowa mówi, że to sam Bóg pomieszał języki). A skoro nieomylny Bóg przemawiał jako człowiek naszym językiem i się tego nie bał, że np. zostanie źle zrozumiany przez kultury, które powstaną w przyszłości, to daje nam dowód, że język ludzki może być nośnikiem nieomylnej doktryny – i, że Pismo pisane w ludzkim języku może być nieomylne, obojętnie czy zdanie wypowiada sam Jezus, czy jeden z Jego proroków, począwszy od Mojżesza, w Jego imieniu. Rozwinięcie tej myśli zob. Dogmatyka Luterańska Johna Muellera.

    Ktoś tu napisał niżej: „Jednak sądzę, że współczesne rozumienie czym jest Słowo Boże i badania tekstu biblijnego metodą historyczno-krytyczną uniemożliwiają takie podejście do Pisma św.”

    Zgoda. Dlatego trzeba porzucić metodę historyczno-krytyczną na rzecz historyczno-gramatycznej, która obowiązywała wszystkich protestantów do XIX wieku, a do dziś obowiązuje we wszystkich kościołach konfesyjnych (wiernych ortodoksji luterańskiej/prezbiteriańskiej/baptystycznej etc.) Wtedy dopiero wrócimy do takiego rozumienia, czym jest Słowo Boże, jakie mieli nasi ojcowie i jakie wyrażone jest choćby w dziesiątkach ewangelickich pieśni zawartych w luterańskim śpiewniku.

  • protestancik

    PS: Ponieważ nie wszyscy w Polsce posiadają sztandarowe dzieło dogmatyczne klasycznego luteranizmu, jakim jest „DOGMATYKA CHRZEŚCIJAŃSKA” Johna Theodora Muellera, z którego do dziś kształcą się przyszłe pokolenia teologów i duchownych luterańskich w USA i nie tylko, postanowiłem podzielić się pewnym jej fragmentem, aby pokazać, że choć w Europie Kontynentalnej taki sposób uprawiania teologii i rozumienia Słowa Bożego jest szerzej nieznany, nierozumiany, nieakceptowany, to jednak klasyczny protestantyzm wciąż żyje swoim życiem na Wyspach Brytyjskich, w USA i w wielu innych miejscach świata. Podręcznik ten obowiązuje w Kościele Luterańskim Synodu Missouri oraz w Międzynarodowej Radzie Luterańskiej.

    Zobaczmy więc razem, jak na sprawę zapatrują się konserwatywni teolodzy luterańscy:

    2. PISMO ŚWIĘTE CZYLI SŁOWO BOŻE (paragraf 28)

    [1] W przeciwieństwie do wszystkich innych ksiąg na świecie Pismo Święte jest Słowem Bożym. Tak jak pisma Platona są słowami Platona, a pisma Cycerona – słowami Cycerona, tak samo pisma Starego i Nowego Testamentu, które napisali prorocy i apostołowie pod natchnieniem, są w całości, od początku do końca, słowami samego Boga. Biblia nie jest „konstrukcją dogmatyczną”, jak to utrzymują teolodzy racjonalistyczni, lecz jest świadectwem samego Boga przekazanym w piśmie. Dlatego chrześcijanie głoszą, że Biblia nie tylko „zawiera” Słowo Boże, lecz jest Słowem Bożym. Innymi słowy: Pismo i Słowo Boże są synonimami.

    [2] Pismo jest wyjątkową księgą, bo nie jest ono ludzkim ani też bosko-ludzkim zapisem „objawionych wydarzeń zbawczych”, lecz natchnionym i nieomylnym Słowem samego Boga. Książki autorów chrześcijańskich zawierają Słowo Boże o tyle, o ile ich treść zgadza się z Biblią. Pismo nie należy do kategorii dzieł ludzkich, lecz tworzy kategorię samą w sobie. Taka była postawa Lutra wobec Biblii i jest to postawa każdego chrześcijanina, który ochoczo zgodzi się z tym, co napisał w tej kwestii Reformator: „Z Biblią musisz postępować tak, jakbyś myślał, iż przemawia sam Bóg” (SS, t. 3, s. 21); „Zachodzi istotna różnica między Słowem, które jest posłane z nieba, a słowem, które wynajduję z własnego wyboru i namysłu. Pismo Święte nie urosło z ziemi” (SS, t. 7, s. 2095).

    [3] Nawet chrześcijanie zapominają niekiedy o tej podstawowej prawdzie, gdyż Bóg w Piśmie mówi do nas nie tylko w sposób codzienny i prosty, lecz także mówi nam o rzeczach powszednich, które dotyczą ziemskiego życia. Faktycznie tak jak Chrystus podczas swojego pobytu na ziemi stał się podobny ludziom i okazał się z postawy człowiekiem (Flp 2,7-8), tak iż niektórzy myśleli, że jest Janem Chrzcicielem, Eliaszem, Jeremiaszem albo jednym z proroków (Mt 16,13-14), tak samo Słowo Boże zostało przedstawione w Biblii za pomocą codziennego języka i dostosowane do powszednich ziemskich potrzeb człowieka. Luter ostrzegał osoby wierzące: „Proszę i ostrzegam lojalnie każdego pobożnego chrześcijanina, żeby nie gorszył się prostą mową i prostymi historiami, które często napotyka się w Starym Testamencie i żeby nie wątpił mimo tej prostoty, iż są to słowa, czyny, sądy i historie boskiego majestatu, boskiej mocy i mądrości. Ponieważ Pismo robi z mędrców błaznów i stoi otworem jedynie dla małych i prostych zgodnie ze słowami Chrystusa (Mt 11,25). Dlatego porzuć swoje rozmyślanie i odczuwanie i potraktuj Pismo jako najwyższą i najcenniejszą świętość, jako najbogatszą kopalnię, której nigdy nie można wyeksploatować, tak żebyś znalazł mądrość, którą Bóg wyłożył tutaj tak prosto, aby stłamsić wszelką pychę” (SS, t. 14, s. 3-4). Dlatego utożsamiamy Pismo mimo jego prostoty ze Słowem Bożym i oświadczamy, iż jest ono Słowem Bożym od początku do końca w każdej swojej części. W tym względzie podążamy za wskazówkami, które Bóg dał w Piśmie, bo podczas studiowania tej świętej Księgi dowiadujemy się, że ….”

    Źródło: John Theodore Mueller: „Dogmatyka Chrześcijańska” s. 185-186. Wydawca: Lutheran Heritage Foundation (Luterański Kościół Synodu Missouri).

    Takie jest stanowisko luteranizmu. Tego historycznego, prawowiernego.

    Ciekawe, że tak naprawdę cytat Lutra, który przytacza powyżej Mueller w swojej Dogmatyce, dowodzi, że problem z uznaniem za Słowo Boże kontrowersyjnych wypowiedzi Starego Testamentu mieli ludzie już w XVI wieku i nie jest to problem współczesnych, jak chcą tego liberałowie!!! Twierdzą oni: „w tamtych czasach to ludzie żyli w podobnej kulturze, co Biblia, więc mogli ją uznawać za nieomylną, bezbłędną. Dziś jednak jest to nie do pomyślenia, w świetle naszych odkryć i postępu, ach, och […] (typowa paplanina o dogmatach: teorii źródeł, ewolucji, homoseksualizmu i gender, 20 min. później konkluzja): Z pewnością GDYBY LUTER ŻYŁ DZISIAJ, zgodziłby się z nami, że Biblii nie należy traktować dosłownie”. Ale co mówi Ojciec Reformacji, dr Marcin Luter? Jeszcze raz:

    „Proszę i ostrzegam lojalnie każdego pobożnego chrześcijanina, żeby nie gorszył się prostą mową i prostymi historiami, które często napotyka się w Starym Testamencie i żeby nie wątpił mimo tej prostoty, iż są to słowa, czyny, sądy i historie boskiego majestatu, boskiej mocy i mądrości. Ponieważ Pismo robi w mędrców błaznów i stoi otworem jedynie dla małych i prostych zgodnie ze słowami Chrystusa (Mt 11,25). Dlatego porzuć swoje rozmyślanie i odczuwanie i potraktuj Pismo jako najwyższą i najcenniejszą świętość, jako najbogatszą kopalnię, której nigdy nie można wyeksploatować, tak żebyś znalazł mądrość, którą Bóg wyłożył tutaj tak prosto, aby stłamsić wszelką pychę”

    Można podejrzewać, że już wtedy niektórzy się zastanawiali: ale czy to Bóg, który jest miłością, wymordował ludzi w potopie, albo czy to On zabił Sychona i Oga tylko dlatego, żeby ziemię dać swoim wybrańcom? Dlatego anabaptyści odrzucili „martwą literę Pisma”, jak nazywali protestancką doktrynę i polegali na swoim rozumie w sprawach wiary. (W Polsce czcicielami rozumu byli Bracia Polscy). Dziś ich nowe wcielenia, ci sami niedowiarkowie spod znaku rozumu i doświadczenia uczą swoich nowych baśni. Co by powiedział Luter? Nie trudno się domyśleć:

    „Proszę i ostrzegam lojalnie każdego pobożnego chrześcijanina, żeby nie gorszył się sprawozdaniem o stworzeniu świata i potępieniem homoseksualizmu, które często napotyka się w Starym Testamencie i żeby nie wątpił mimo to, iż są to słowa, czyny, sądy i historie boskiego majestatu, boskiej mocy i mądrości. Ponieważ Pismo robi z liberalnych teologów idiotów i stoi otworem jedynie dla małych i prostych zgodnie ze słowami Chrystusa (Mt 11,25). Dlatego porzuć swoje rozmyślanie i odczuwanie (PORZUĆ ROZUM I DOŚWIADCZENIE!!! MÓWI LUTER!!!) i potraktuj Pismo jako najwyższą i najcenniejszą świętość, jako najbogatszą kopalnię, której nigdy nie można wyeksploatować, tak żebyś znalazł mądrość, którą Bóg wyłożył tutaj tak prosto, aby stłamsić wszelką pychę”

    Myślę, że za atakowaniem werbalnego natchnienia Biblii, odrzuceniem biblijnego kreacjonizmu, dziewiczego poczęcia, cudów, uzdrowień, cielesnego zmartwychwstania naszego Pana, realności Jego powrotu na tą ziemię i końca świata STOI WYŁĄCZNIE LUDZKA PYCHA ROZUMU I BRAK WIARY W SŁOWO BOŻE.

    Jeszcze jedno przemyślenie po tym, co przeczytałem w Dogmatyce Muellera. Mianowicie, ciekawa jest analogia Natchnienia Biblii i Wcielenia Syna Bożego. W obu przypadkach mamy do czynienia z takim samym wcieleniem się Słowa Bożego. Choć Bóg stał się człowiekiem, to jednak nie było na Nim żadnej plamy, skazy, zmazy, błędu. Nie ma on naszej grzesznej, adamowej natury. Choć Słowo Boże jest napisane prostym ludzkim językiem, to jednak nie ma w nim żadnej plamy, skazy, zmazy, błędu. Nie jest ono ludzką niedoskonałą kategorią, tak jak Chrystus nie ma grzesznej, adamowej natury ani grzechu pierworodnego, choć jest prawdziwym człowiekiem. Biblia jest dla chrześcijanina autorytetem równorzędnym co Chrystus! Jest Słowem Samego Boga!

    Za tym samym sposobem myślenia, który dzisiaj stoi u współczesnych liberalnych protestantów za odrzuceniem werbalnego natchnienia Słowa Bożego, stały wszystkie starożytne i późniejsze herezje. Spójrzmy na te podobieństwa:

    1) Gnostycyzm – świat i cielesność są zbyt złe, żeby mogły być dobre,
    2) Antytrynitaryzm – Jezus był zbyt ludzki, aby być Bogiem,
    3) Średniowieczne papiestwo – seks jest zbyt nieczysty, aby mógł się podobać Bogu,
    4) Armianianizm – Bóg jest zbyt kochany, aby mógł kogokolwiek nienawidzić;
    5) Liberalny protestantyzm – Biblia jest zbyt prosta i ograniczona kulturowo, aby być bezbłędnym, nieomylnym, natchnionym Słowem Bożym, które przenika czas i kulturę,

    A za tym wszystkim stoi jeden wspólny mianownik: BRAK WIARY i uznanie ludzkiego rozumu i doświadczenia jako ostatecznego źródła prawdy (zamiast Biblii). A to jest ludzka pycha, nic więcej. U metodystów, którzy za Wesleyem odrzucili już od początku sola scriptura na rzecz jego tzw. czworoboku i zasady prima scriptura to mnie nie dziwi. Jednak był to spór między metodystami a historycznymi protestantami (luteranie, prezbiterianie, baptyści), którzy nie uznali wesleyańskiego modelu (ortodoksja luterańska i kalwińska). Jako kalwinista podam tu inny przykład: arminianie twierdzą w zgodzie z rozumem: Bóg nie może mieć jednocześnie pragnienia zbawienia wszystkich i woli zbawienia wybranych. Kłóci się to z rozumem, więc nie jest dla liberalnych „reformowanych” prawdziwe. Kalwinista jednak nie czci rozumu, lecz Biblię, która a priori nie podlega ludzkiej ocenie. Inny przykład: Nauka o Trójcy też jest sprzeczna z rozumem, uczy nas, że 3=1, a mimo to, wierzymy tak, PONIEWAŻ TEGO NAUCZA BIBLIA. Tu tkwi jedyny powód.

  • protestancik

    Ja nie tylko liczę, ale pomimo różnic jako kalwinista modlę się w intencji konserwatywnych braci luteran, aby w Polsce powstał wreszcie jakiś sensowny, prawdziwie luterski, zdrowy Kościół np. Ewangelicko-Luterański Kościół Synodu Cieszyńskiego, czy coś w tym stylu. To byłoby wspaniałe świadectwo mocy Bożej w tym narodzie i WIERNOŚCI PISMU na całą Polskę!!! Przecież na całym świecie istnieją konfesyjne kościoły, więc czas i w Polsce zaprowadzić ten uzasadniony podział, tym bardziej, że liberałowie posuwają się coraz dalej i nigdy nie ustąpią, o czym świadczy sytuacja w innych krajach. Tam też zaczynali łagodnie, powoli. Oni działają stopniowo, ale prędzej czy później dopną swego. To tylko cisza przed burzą. I te fałszywe zapewnienia są tylko po to, by uśpić Waszą czujność, moi luterańscy bracia i siostry. Dlatego pozostawanie z nimi w jednym ciele jest bez sensu na dłuższą metę… Tym sposobem, niedługo KE-A stanie się drugim KE-R’em – na wymarciu. Z resztą, gdyby nie diecezja cieszyńska, wysiłki CME…

    Ale jeżeli środowisko skupione wokół konfesyjni.pl dalej będzie tak bierne i nic nie znaczące (wstydźcie się, że tak mało o Was słychać! powinniście wbrew wszystkiemu działać i walczyć o każdą parafię w Polsce!!! założyć lokalne koła przy parafiach z moderatorami, mniej poprawności politycznej proszę, mniej obaw, więcej odwagi, mniej wysokokościelnego zamknięcia trącącego sekciarstwem i otworzyć się proszę na niskokościelnych konfesyjnych pietystów takich jak Elżbieta z forum – razem możecie wiele osiągnąć), to warszawka szybko sobie poradzi z niepokornymi ks. Londzinem i ks. Czyżem (to właśnie są ci niskokościelni pietyści ortodoksji konserwatywno-luterańskiej, z którymi powinniście się zjednoczyć) – niech Bóg tych wiernych sług Słowa błogosławi! Założę się, że został już na nich wydany wyrok w Warszawie i przy najbliższej okazji pod byle pretekstem będzie się ich powoli odsuwać od posługi…. Obym się mylił, ale znam to od podszewki z innego kraju. Tolerancja jest póty, póki się nie wychylasz! To niepisana zasada liberałów. Ale oni już się wychylili – oni to zrobili za Was i dla Was – rozumiecie? Za Was, za Wasze dzieci, za Waszych wnuków, aby obiektywna prawda Pisma Św. i luterańska ortodoksja mogły przetrwać następne pokolenia! Aby wiara ojców (a nie jakaś chora ideologia) mogła żyć w ich dzieciach!

    A jeśli chodzi o ten nowy luterański kościół, to byłby on zupełnie nową jakością na Polskiej scenie religijnej. Miałby realne szanse stać się znaczącą alternatywą dla bezpłciowych kościołów polskiej ekumenii. W dodatku, jakby podłączył się pod Ewangelicko-Luterański Synod Wisconsin, chociaż Synod Missouri wcale nie jest zły, zyskałby od razu odpowiednie zaplecze i zastrzyk finansowy, o którym liberałowie z Warszawy mogą tylko pomarzyć! Zyskałby zacne i poważane miejsce w czołówce światowych kościołów luterańskich zrzeszonych czy to w ILC czy CELC. Liczebnie wypadałoby to naprawdę konkurencyjnie, gdyby tylko zawalczyć o najbardziej strategiczne cele. Wreszcie wkład konserwatywnego duchowieństwa zostałby realnie doceniony i to na skalę międzynarodową. Nie byliby traktowani jak piąte koło u wozu, jak to jest obecnie, lecz jako prawdziwi przywódcy polskiego luteranizmu!!! Mogliby liczyć na to, na co od lat zasługują swoim poświęceniem i oddaniem na niwie Pańskiej, a o czym zaświadczyć mogą ich parafianie!

    Z tego, co słyszałem od znajomego luteranina, zarówno Synod Missouri, jak i Synod Wisconsin, chcą założyć w Polsce parafie luterańskie. To informacja pewna i sprawdzona. Była wydawana literatura. I nic się nie dzieje. Podobno to Polacy wszystko torpedują. Ale w jakim celu? Komu wierzyć?

    Co do nazwiska Gaś…. rzeczywiście, to nazwisko wiele mi mówi, ale oczywiście nie chcę wchodzić w szczegóły, bo to nie miejsce… Zalecam daleko idącą ostrożność, chyba że mówimy o kimś innym.

  • Montsegur

    To szkoda, że się czujesz jak dziad… Proszę bardzo, listą można wydłużać. Np ewangelikanie (zwani także ewangelikalnymi) mają w liczbie mnogiej w dopełniaczu „ewangelikanów”, a nie „ewangelikan”…
    Gdybyś wziął jeszcze antytrynitarzy, zwanych także „antytrynitarianami”, to – w rozmaitych publikacjach – znajdziesz, tak jak w przypadku luteranów, rozmaite formy: „antytrynitarian” i „antytrynitarianów”.

    Nie wchodzę już w to, która z tych dwóch form jest słuszna w odniesieniu do antytrynitarian(ów). Gdybyś zechciał być jednak czymś więcej, aniżeli „dziadem”, to przecież byś się zorientował, że w języku polskim NIE MA jednej, jednolitej reguły w odniesieniu do końcówki dopełniacza liczby mnogiej dla rzeczowników kończących się w liczbie pojedynczej na „-anin”, obojętnie czy to „konfesjonimy” czy nie. Więc jest „luteranów”, ale i „Rosjan”…

    Cała „reguła” sprowadza się do tego, że w przypadku różnych słów ustalono, która forma w którym przypadku jest prawidłowa, a która nie. Nie jest to rzecz rzadka w językach i język polski nie jest jedynym językiem, gdzie takie różne „reguły” istnieją. Nawiasem mówiąc, liczba kościołów protestanckich, których nazwy biorą się od nazwiska lidera (inicjatora, założyciela), jest zbyt niewielka, by można było mówić o jakiejkolwiek „regule” odnośnie końcówek w dopełniaczu liczby mnogiej. Stąd w języku polskim i w takich wypadkach posłużono się (mniej lub bardziej świadomie) tendencją zastosowaną do innych, niekonfesyjnych, rzeczowników, których jest znacznie więcej.

    Natomiast jest zupełnie nieuzasadnione stwierdzenie (mam nadzieję, że je zrozumiałem dobrze, jako żartobliwe…), że w takich wypadkach końcówka „-ów” sugeruje zakon katolicki…

    Czy ten żart to rodzaj „kompleksu” protestanckiego? (proszę, traktuj to pytanie również jako żart…)

  • Marcus

    Co za bezsensowna dyskusja… Formą poprawną, dopuszczalną przez słowniki języka polskiego, jest „luteranów” i forsowanie błędnej i dziwacznej formy „luteran” tylko dlatego, że poprawna forma komuś się z czymś kojarzy, jest dziwaczne.

  • Awi

    Sz.p.’protestanciku’! Jakis czas temu czytałam zawsze z zainteresowaniem Pańskie komentarze na ‚ekumenizm.pl’. Moje luterańskie odczucia co do zasady Sola Scriptura (jestem konwertytką z katolicyzmu od 19 lat) były nieodmiennie zgodne z Pańskimi profesjonalnymi wypowiedziami. Potem Pan zniknąl z tego forum, cieszę sie więc, ze moge dzis Pana czytać! Nie jestem teologiem z wyksztalcenia, zatem nie potrafię sie bronić przed argumentami formułowanymi przez p. Red. Bruncza…. Pańska dzisiejsza obszerna wypowiedź jest dla mnie oczekiwanym (od Boga) wsparciem w kwestii moich konerwatywnych poglądów jako chrzescijanki. Nie chcę ‚nowoczesnego’ koscioła luterańskiego, wystarcza, że swiat wokól jest taki nowoczesny i mnie osobiscie napawa przerażeniem.
    Ale jedna rzecz budzi moje zdziwienie, chociaz nie wiem, czy wypada o to pytać. Zaryzykuję … Tak przekonująco pisze Pan o Lutrze i jego teologii, wiec zapytam skąd ten pański kalwinizm, bo , jak rozumiem, to wyznanie stanowi pewną „reformę” w stosunku do luteranizmu…….?
    Pozdrawiam.

  • Montsegur

    No, ale przynajmniej można sobie utrwalić w pamięci jak to jest z tą gramatyką w tym wypadku. Bo sprawa homo…. w kościołach sama w sobie mnie już nie obchodzi. Z ostatnio powstałego tekstu na rzecz niemieckiego ruchu PEGIDA zadedykowałbym kościołom końcówkę punktu 14:

    https://www.facebook.com/michael.monikowski/posts/850234381703561

  • werter

    „Temat jest zbyt ważny i poważny, aby pozostawić go jedynie w rękach księży i to tych, którzy swoje przemyślenia na ten czy inny temat uważają za prawdę objawioną im nie inaczej niż w Piśmie Świętym.”

    Temat jest zbyt ważny i poważny, aby pozostawić go samozwańczym ekspertom od Pisma Świętego i znawcom teologii moralnej z portalu ekumenizm.pl i to tym, którzy swoje przemyślenia na ten czy inny temat uważają za prawdą objawioną im wszędzie indziej, ale nie w Piśmie Świętym, bo ono jak wiadomo ma najmniejsze znaczenie, a Jezus mówił o miłości, słonku i cukierkach.

    Nie. W zasadzie taki temat należy oddać duchownym Kościoła, którzy dysponują odpowiednim wykształceniem i mają – najkrócej to ujmując – w tym zakresie rację.

  • Jacek Andrzejewski

    Księz maja w tym wypadku świętą racje.. Tylko jak zwykle liberałki koscielne ktorzy interpretuja Pismo Swiete jak im sie chce, Zapatrzeni w pedalstwo w Svenska Kyrkan

  • DarBru

    Jestem zniesmaczony tym, że pan reprezentujący niewiadomo co nawołuje do rozłamów innych luteran. Czy to się Panu podoba czy nie w Kościołach luterańskich (i nie tylko) jest miejsce dla wielu opinii, a ucinanie rozmowy prorozłamowym ujadaniem jest sianiem zamętu i wspieraniem Złego. To właśnie pan czyni, a Pańskie spostrzeżenia dotyczące KEA są co najmniej błędne.

  • DarBru

    Nie, nie powstał. Reformacja luterańska narodziła się z refleksji, dotyczącej rozumienia pokuty oczywiście, że na podstawie świadectwa biblijnego, ale nie tylko! Proszę spojrzeć na dzieła Lutra – reformator i wielu po nim nigdy nie ograniczali się jedynie do dowodów biblijnych, choć one pozostały najważniejsze. Trzeba mieć również na uwadze kontekst i polemiczny charakter teologii reformatora, jej płynność i zmienność, w której mimo wszystko rozpoznać można fundamentalną całość. Luter nigdy nie wystąpił przeciwko Tradycji, bo sam się na nią powoływał i współtworzył. Podkreślał, jaka jest rola w życiu i nauczaniu Kościoła Słowa Bożego, które w normatywny sposób odnajdujemy w świadectwie Pisma Świętego. Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz.

  • DarBru

    Nikt z redakcji ekumenizm.pl, a ja już zupełnie, nie domaga się tego, aby temat pozostawić „nam”. Nie uważam swoich przemyśleń za prawdę objawioną i nie posługuję się manipulacją wg zasady „to nie mówię ja, tak mówi Pismo” i nie stawiam swojej INTERPRETACJI Pisma jako autentycznej wykładni. Proszę dostrzec różnicę. Powstał tekst, który jest właściwie polemiką z innym tekstem, który w taki, a nie inny sposób Pismo interpretuje. Nie wolno polemizować? Oddać temat duchownym Kościoła? Zapomniał pan o powszechnym kapłaństwie i prawie każdego chrześcijanina do wypowiadania się w kwestiach wiary. Duchowni nie otrzymują na mocy ordynacji urzędowej racji i szkoda, że trzeba o tym przypominać. Wymachiwanie szabelką i straszenie ludzi ‚liberalizmem’ niczym uciskany lud amerykańskim imperializmem jest nieodpowiedzialne. A jeszcze bardziej nieodpowiedzialna jest wręcz obsesyjna propaganda prorozłamowa.

  • Szymon Pawlas

    przede wszystkim chciałbym przypomnieć, że to @disqus_ZxBzjphCDk:disqus przyczepił się formy „luteran” i uznał, że powinno być „luteranów”, bo „luteran” jest błędem. ja się zasadniczo nie ciepię [celowy regionalizm], jak widzę formę „luteranów”, chociaż mnie ona po prostu razi i wywołuje skojarzenia z nazwą zakonu, o czym pisałem wyżej. jednak ją dopuszczam [nie jako jedyną, rzecz jasna], chociaż wyłamuje się ze schematu [analogii do „zwinglian”, „mahometan” itd.], o którym pisałem wyżej.

    słowniki nie tworzą języka, tylko go opisują! i w słownikach są błędy.

    a dla mnie – i dla dużej części samych zainteresowanych, o czym świadczą wyniki facebookowej ankiety – dziwaczna jest właśnie forma „luteranów”.

  • Szymon Pawlas

    listę s’e możesz wydłużać, ale nic to nie da, bo najwyraźniej nie zrozumiałeś, o jakich my tu w ogóle wyrazach rozmawiamy. powtórzę po raz któryś, że chodzi o wyrazy spełniające jednocześnie wszystkie trzy warunki:

    I. nazywające członków jakiegoś wyznania [bądź sekty, herezji, czegokolwiek, nie musi być protestanckie, byle było osobnym wyznaniem a nie organizacją w ramach jakiegoś wyznania]
    II. utworzone od czyjegoś imienia, nazwiska bądź tytułu
    III. zakończone w mianowniku liczby pojedynczej na „-anin”.

    to teraz podaj mi jakąś nazwę [rzecz jasna poza „luteranów”] spełniającą powyższe kryteria, która w dopełniaczu liczby mnogiej miałaby formę długą, z „-ów”: *zwinglianów? *pelagianów? *arianów? *lucyferianów? *rastafarianów? *mahometanów? wszystkie one są w słownikach oznaczane jako błędne, a z „mahometanów” nawet sam się śmiałeś.

    a co do reguł odmiany wyrazów zakończonych na „-anin”, to jak najbardziej istnieją [chociaż oczywiście można je nazwać inaczej: tendencjami, trendami itp.], w każdym razie przyjęcie do wiadomości istnienia takich reguł jest logiczniejsze od uznawania, że formy są poprawne bądź niepoprawne w zależności od opinii leksykografów.

    1. jeśli wyrazy takie – abstrahując od ich znaczenia – nie są utworzone od nazwy osobowej, to w dopełniaczu liczby mnogiej przyjmują krótką formę: „mieszczan”, „Rosjan” itd.

    2. jeśli natomiast są utworzone od nazwy osobowej, to sprawa się trochę komplikuje:

    2.a. nazwy członków wyznań, sekt, religii mają w dopełniaczu liczby mnogiej formę krótką: „socynian”, „rastafarian”, „pelagian”, „mahometan” itd.

    2.b. pozostałe nazwy [w tym nazwy zakonników] mają w dopełniaczu liczby mnogiej formę długą: „Amerykanów” [od Amerigo Vespucciego], „franciszkanów” itd.

    i moje „protestanckie kompleksy” nie mają tu nic do rzeczy.

  • Oliwka Konsul

    Homoseksualiści to dzieci ciemności, czyli dzieci szatana diabła.

    W Piśmie Świętym czytamy o nich, że zarówno ich umysł jak i ich serce pogrążyło się w mroku czyli w ciemności:

    „Umysłem pogrążeni w mroku, obcy dla życia Bożego, na skutek tkwiącej w nich niewiedzy, na skutek zatwardziałości serca. Oni to doprowadziwszy siebie do nieczułości [sumienia], oddali się rozpuście, popełniając zachłannie wszelkiego rodzaju grzechy nieczyste”.
    List do Efezjan 4:18-19 (BT).

    „Znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności. Mienili się mądrymi, a stali się głupi”.
    List do Rzymian 1:21-22 (BW).

    Skoro ich umysł i serce pogrążyło się w mroku czyli w ciemności, to znaczy, że stali się oni dziećmi diabelskimi i szatan diabeł prowadzi ich do piekła.

    Bo Pismo Święte uczy nas, że są dzieci Boże [dzieci Światłości] i dzieci diabelskie [dzieci ciemności].

    Czytamy o tym w 1 Liście Jana 3:8-11 (BW):

    „Kto popełnia grzech z diabła jest, gdyż diabeł od początku grzeszy. A Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie. Kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia, gdyż posiew Boży jest w nim, i nie może grzeszyć, gdyż z Boga się narodził. Po tym poznaje się dzieci Boże i dzieci diabelskie. Kto nie postępuje sprawiedliwie, nie jest z Boga, jak też
    ten, kto nie miłuje brata swego. Albowiem to jest zwiastowanie, które słyszeliście od początku, że mamy się nawzajem miłować”.

    Bóg jest Światłością dlatego Jego dzieci są dziećmi Światłości.

    Natomiast szatan diabeł jest ciemnością więc jego dzieci są dziećmi ciemności.

    Pan Jezus w Ew. Jana 8:12 (BW) powiedział:

    „Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota”.

    W Ew. Jana 12:46 (BW) również czytamy:

    „Ja jako światłość przyszedłem na świat, aby nie pozostał w ciemności nikt, kto wierzy we mnie.”

    Dlatego wszyscy, którzy przyjmą Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela nie pozostaną w ciemności.
    Słowo Boże, które jest światłem ukaże im, co jest dobre, a co złe.

    W Psalmie 119:105 (BT) psalmista mówi:

    „Twoje Słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce”.

    I właśnie ono uczy nas, że:

    Bóg stworzył jako parę mężczyznę i kobietę.
    1 Księga Mojż. 1:27-28; 2:21-25.

    Odstępstwo od tej normy, czyli współżycie dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet jest zboczeniem.

    I tak też czytamy w Piśmie Świętym, w Liście do Rzymian
    1:26-28 (BW):

    „Wydał ich Bóg na łup sromotnych namiętności; kobiety ich bowiem zamieniły przyrodzone obcowanie na obcowanie przeciwne naturze, podobnie też mężczyźni zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą, mężczyźni
    z mężczyznami popełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należną za ich zboczenie karę. A ponieważ nie uważali za wskazane uznać Boga, przeto wydał ich Bóg na pastwę niecnych zmysłów, aby czynili to, co nie przystoi”.

    Homoseksualiści czynią to, co nie przystoi.

    Skoro w Słowie Bożym, które jest światłem czytamy, że homoseksualizm jest obrzydliwością, zboczeniem, rozpustą, rozwiązłością i grzechem to tak jest w istocie.

    Ale do homoseksualistów ta prawda nie dociera, bo oni żyją w ciemności.

    Jeżeli więc homoseksualiści nie zerwą z grzechem homoseksualizmu, to nie dostaną się do Bożego Królestwa, ale trafią do piekła.

  • Oliwka Konsul

    Janusz, homoseksualiści to dzieci ciemności, czyli dzieci szatana diabła.

    W Piśmie Świętym czytamy o nich, że zarówno ich umysł jak i ich serce pogrążyło się w mroku czyli w ciemności:

    „Umysłem pogrążeni w mroku, obcy dla życia Bożego, na skutek tkwiącej w nich niewiedzy, na skutek zatwardziałości serca. Oni to doprowadziwszy siebie do nieczułości [sumienia], oddali się rozpuście, popełniając zachłannie wszelkiego rodzaju grzechy nieczyste”.
    List do Efezjan 4:18-19 (BT).

    „Znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce
    pogrążyło się w ciemności. Mienili się mądrymi, a stali się głupi”.
    List do Rzymian 1:21-22 (BW).

    Skoro ich umysł i serce pogrążyło się w mroku czyli w ciemności, to znaczy, że stali się oni dziećmi diabelskimi i szatan diabeł prowadzi ich do piekła.

    Bo Pismo Święte uczy nas, że są dzieci Boże [dzieci Światłości] i dzieci diabelskie [dzieci ciemności].

    Czytamy o tym w 1 Liście Jana 3:8-11:

    „Kto popełnia grzech z diabła jest, gdyż diabeł od początku grzeszy. A Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie. Kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia, gdyż posiew Boży jest w nim, i nie może grzeszyć, gdyż z Boga się narodził. Po tym poznaje się dzieci Boże i dzieci diabelskie. Kto nie postępuje sprawiedliwie, nie jest z Boga, jak też ten, kto nie miłuje brata swego. Albowiem to jest zwiastowanie, które słyszeliście od początku, że mamy się nawzajem miłować”.

    Bóg jest Światłością dlatego Jego dzieci są dziećmi Światłości.

    Natomiast szatan diabeł jest ciemnością więc jego dzieci są dziećmi ciemności.

    Pan Jezus w Ew. Jana 8:12 (BW) powiedział:

    „Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie
    chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota”.

    W Ew. Jana 12:46 (BW) również czytamy:

    „Ja jako światłość przyszedłem na świat, aby nie pozostał w ciemności
    nikt, kto wierzy we mnie.”

    Dlatego wszyscy, którzy przyjmą Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela nie pozostaną w ciemności.

    Słowo Boże, które jest światłem ukaże im, co jest dobre, a co złe.

    W Psalmie 119:105 (BT) psalmista mówi:

    „Twoje Słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce”.

    I właśnie ono uczy nas, że:

    Bóg stworzył jako parę mężczyznę i kobietę.
    1 Księga Mojż. 1:27-28; 2:21-25.

    Odstępstwo od tej normy, czyli współżycie dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet jest zboczeniem.

    I tak też czytamy w Piśmie Świętym, w Liście do Rzymian 1:26-28:

    „Wydał ich Bóg na łup sromotnych namiętności; kobiety ich bowiem zamieniły przyrodzone obcowanie na obcowanie przeciwne naturze, podobnie też mężczyźni zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą, mężczyźni z mężczyznami popełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należną za ich zboczenie karę. A ponieważ nie uważali za wskazane uznać Boga, przeto wydał ich Bóg na pastwę niecnych zmysłów, aby czynili to, co nie przystoi”.

    Homoseksualiści czynią to, co nie przystoi.

    Skoro w Słowie Bożym, które jest światłem czytamy, że homoseksualizm jest obrzydliwością, zboczeniem, rozpustą, rozwiązłością i grzechem to tak jest w istocie.

    Ale do homoseksualistów ta prawda nie dociera, bo oni żyją w ciemności.

    Jeżeli więc homoseksualiści nie zerwą z grzechem homoseksualizmu, to nie dostaną się do Bożego Królestwa, ale trafią do piekła.

  • Emilka.27

    Bóg powiedział, że homoseksualizm jest obrzydliwością,
    zboczeniem i wielkim grzechem i że tego nikomu czynić nie wolno.

    Skoro Bóg mówi, że nie wolno tego czynić tzn. że nie wolno
    tego czynić.

    Dlatego ja nie mogę ani nauczać inaczej, ani tego zboczenia
    akceptować.

    Kto więc ośmieli się powiedzieć, że obrzydliwość, grzech i
    zboczenie jest do zaakceptowania?

    Żadne dziecko Boże tego nie uczyni, natomiast szatan i ci,
    co do niego należą, będą to zboczenie akceptowali.

    Ale my nie czyńmy tego, co się podoba szatanowi diabłu, czyńmy to, co jest dobre w oczach Bożych.

  • set80

    Chyba moi Bracia Luteranie zapomnieli o fundamencie swojej wiary: SOLA SCRIPTURA!
    Tutaj nie ma o czym dyskutować! Wystarczy posiąść umiejętność czytania Słowa Bożego. Czy dla Braci Luteran również to jest zbyt trudne??

    Kpł 18:22.24-25.29
    22. Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z
    kobietą. To jest obrzydliwość!
    24.Tymi wszystkimi rzeczami nie plugawcie się,
    bo tymi wszystkimi rzeczami plugawiły się narody, które wypędzam przed wami.
    25.Także i ziemia stała się nieczysta. Ukarałem ją więc za jej winę, a ziemia
    wypluła swoich mieszkańców.
    29. Bo każdy, kto czyni jedną z tych obrzydliwości, wszyscy,
    którzy je czynią, będą wyłączeni spośród swojego ludu.

    Kpł 20:13
    13. Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z
    kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią,
    sami tę śmierć na siebie ściągnęli.

    Rz 1:25-28.32
    25. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli
    jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen.
    26. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności:
    mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne
    naturze.
    27. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z
    kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając
    bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie.
    28. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich
    Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili
    to, co się nie godzi.
    32.Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci,
    którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie
    tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią.