Hucpa z lesbijkami w roli głównej

51

O ślubie lesbijek nie chciałem pisać, bo nie ma to sensu. Z faktu, że „przebieraniec zabawił się w księdza” i „sparodiował katolickie obrzędy” nie wynika dokładnie nic. Ale – biorąc pod uwagę, że poinformowały o tym media trudno się do tej hucpy nie odnieść.

A więc do dzieła. Zacznijmy od tego, czy był to w ogóle ślub? Otóż nie był. Według prawa państwowego,  nie. Dwie kobiety bowiem w Polsce ślubu wziąć nie mogą. Nie był to również sakrament, bowiem Kościół (nie tylko katolicki) nie ma zwyczajnie mocy pobłogosławić związku dwóch osób tej samej płci. Nie mogą go sobie również udzielić sami zainteresowani, bowiem z natury ich związek nie jest i nie może być małżeństwem. Tak jak nie może nim być związek kota i psa czy człowieka i gumowej kukły.


Sprawa jest zatem wielką hucpą, która nie jest warta komentowania. Tak jak nie byłaby warta komentarza sytuacja, w której jakiś „wielebny” z Kościoła Wielkiego Żółwia udzieliłby „ślubu chomikowi i żółwiowi” w jakimś sklepie zoologicznym.


Jeśli zaś się o niej pisze, to tylko z jednego powodu. Po to, by sprawiać wrażenie, że katolicy czy chrześcijanie dopuszczają związki osób tej samej płci. Tyle, że jest to kłamstwo, którego celem jest niszczenie tradycyjnej moralności chrześcijańskiej.