Lekcja Holokaustu

33

Izrael ma prawo do obrony swojego terytorium i obywateli. A historia Żydów jednoznacznie uświadamia im, że jeśli nie obronią się sami, to nikt nie będzie za nich nadstawiał głowy.

Wizyta w Yad Vashem jest dla każdego normalnego człowieka (i to niezależnie od narodowości) przeżyciem traumatycznym. Wystawa jest urządzona w taki sposób, by przeprowadzić człowieka od obrazów kwitnących wspólnot żydowskich Europy środkowej do obrazu całkowitego ich zniszczenia, ruin i braku. Zdjęciom, filmom czy artykułom towarzyszą utrwalone opowieści – ludzi, którzy przetrwali, ale którzy doświadczyli śmierci swoich ojców, matek, wujków, ciotek, sióstr i braci. Niezmiennym elementem wszystkich tych narracji pozostaje dojmujące poczucie samotności, opuszczenia przez innych i zapomnienia, jakim otoczyli zagładę wielcy tego świata w czasie II wojny światowej. A na koniec widz wychodzi na balkon, z którego obserwować można nową Jerozolimę, stolicę odbudowanego państwa żydowskiego.


Ten widok napawa dumą, ale i uświadamia, co trzeba bronić. A w połączeniu z uczuciami, jakie wywołuje w człowieku obejrzenie i emocjonalne przeżycie dramatu Holokaustu, budzi to świadomość konieczności obrony tego, co udało się zbudować, odzyskać. Obrony prawa do własnego istnienia, które zostało podważone przez hitlerowskie Niemcy, a którego w tym czasie, nikt (trzeba to powiedzieć jasno – nikt, to znaczy także amerykańscy Żydzi) specjalnie głośno nie bronił. I na tych właśnie uczuciach – niezwykle sprawnie przypominanych w muzeum Yad Vashem – zbudowana jest tożsamość współczesnego Izraela, która wpajana jest uczniom od pierwszych klas szkół podstawowych aż do służby w armii.


Poczucie konieczności obrony własnego kraju – osłabiane przez kulturę masową czy istotny także w Izraelu lewicowo-pacyfistyczny nurt myślenia – wzmacnia nieustanne zagrożenie bytu narodowego. Państwo żydowskie otoczone jest przez kraje, mniej lub bardziej, mu wrogie. A jego istnienie zależy w znacznym stopniu od tego, na ile jego armia jest sprawna i zdeterminowana do walki. Muzułmanie czy przedstawiciele krajów arabskich (nie tylko z organizacji terrorystycznych, takich jak Hamas) nie ukrywają, że już samo istnienie Izraela jest dla nich trudne do przyjęcia, a tym, co powstrzymuje ich od konkretniejszych działań są militarne nauczki, jakie zbyt bojowym wrogom zafundowała żydowska armia w kolejnych wojnach.


I tak własna, tragiczna historia; doświadczenia własnej państwowości, a także istotny element tożsamości wielokulturowego państwa, jakim jest Izrael – układają się w spójne wyjaśnienie jego polityki wobec Strefy Gazy. Obrona przed wciąż powracającymi atakami na własne terytorium i obywateli przestaje tu być tylko sprawą obowiązków państwa wobec swoich mieszkańców, a staje się racją bytu całej państwowości fundowanej przecież na założeniu, że Izrael ma sprawić, by Holokaust, czy mordowanie ludzi tylko za to, że są Żydami już nigdy nie mogło się powtórzyć.


Ten element jest tym istotniejszy, że Hamas, przeciw któremu toczy się obecna wojna, otwarcie deklaruje, że jego celem jest „zepchnięcie Izraela do morza”, a środkiem wymordowanie w zamachach terrorystycznych jak największej ilości „syjonistów”. Tak zakreślone cele nie zmieniają się od wielu lat, a zerwanie zawieszenia broni czy ostrzał miast izraelskich jest tylko kolejnym dowodem na to, że terroryści z tej muzułmańskiej organizaji nie zmieniają w tej sprawie zdania. A ich stanowisko wcale nie jest wśród muzułmanów traktowane jako skrajne. Ja sam rozmawiałem z pewnym świetnie wykształconym i elokwentnym polskim(także z pochodzenia) muzułmaninem, który przekonywał mnie, że jedyną drogą zbudowania trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie jest… likwidacja państwa Izrael.


W takiej sytuacji zdecydowana odpowiedź militarna wydaje się jedyną możliwością obrony własnej państwowości. I nie zmieniają tego apele Unii Europejskiej, Światowej Rady Kościołów czy nawet Stolicy Apostolskiej, które niezmiennie apelują o zawieszenie broni i dialog. Nie zmieniają zaś nie z powodu złej woli strony izraelskiej, ale dlatego, że dialog z organizają terrorystyczną, której jedyną racją bytu jest zniszczenie Izraela (czego najlepszym dowodem było to, że w czasie zawieszenia broni Hamas przeżywał poważny kryzys wewnętrzny i spadało jego poparcie) jest zwyczajnie niemożliwy. Szczególnie, gdy trwa ostrzał miast żydowskich, a zawierane zawieszenia broni są słabo dotrzymywane, a później zrywane. Rolą silnego państwa (a dotyczy to nie tylko Izraela) jest wówczas obrona swoich obywateli i ich prawa do bezpieczeństwa.


Prawdy o tej skomplikowanej sytuacji Izraela nie powinny przesłaniać wstrząsające zdjęcia czy informacje napływające ze Strefy Gazy. Bo choć niewinne ofiary trzeba opłakiwać, to nie sposób zapomnieć, że przynajmniej część z nich to ubrani w cywilne ubrania terroryści, a inni zginęli dlatego, że Hamas traktował ich jak żywe tarcze mające chronić liderów organizacji, a także stanowić broń propagandową w zachodnich mediach, które z lubością potępiają wojny, o ile prowadzone są one przez państwa zachodnie.


Tekst jest pełną wersją artykułu, który ukazał się w dzisiejszym wydaniu dziennika „Polska. The Times”.

komentarze

  • konsolata

    Zgadzam się z ta wypowiedzią.Żydzi tyle wycierpieli, ze maja prawo do obrony swojej Ojczyzny. Boleje nad ofiarami, ale terroryzm zabija zza węgła – naród nie jest pewien dnia ani godziny.

  • montsegur

    Właśnie… Tyle wycierpieli, że mają teraz prawo do mordów masowach… Jakby kto zapominał, że wiele zbrodniczych systemów oparło się o takie właśnie rozumienie własnego „prawa”… Z ofiary stać się katem… Ale „awans społeczny” co?

    A jeśli ktoś jest bliższy niepewności dnia i godziny, to raczej Arabowie palestyńscy, których w tym konflikcie zginęło nieporównanie więcej… „Odrzuca” Cię zapewne idea „zamachów samobójczych”? A wiesz przynajmniej dlaczego jest ona tak popularna? Bo walka tam toczona jest walką (narazie) nierówną… Liczebnie to Arabowie są „Goliatem”, a Zydzi „Dawidem”. Ale w rozumieniu uzbrojenia, jest akurat na odwrót…. Palestńczycy nie mają nowoczesnej broni pancernej ani artylerii (nie mówiąc już o „zapasie” setek głowic nuklearnych…). Zamachy samobójcze są najskuteczniejszą bronią jaką ci ludzie posiadają. Te ich hamasowskie „rakiety”, którym nadaje się taki szum, zabiły w ciągu ostatnich ponad 6 lat… ok 20 osób. A Izraelczycy ledwie w 10 dni zaszlachtowali w Gazie w granicach 500 osób…

    Tomo w innym artykule sugerował, że pewnie z początku obecna akcja zbrojna Izraela będzie sią wydawała brutalna, ale na dłuższą metę przyniesie poprawę… Mnie się raczej widzi, że zapewne taką jak poprzednio dwie inwazje na Liban… Albo taką „poprawę”, jaką Niemcom przyniosły w czasie wojny u nas wielkie akcje antypartyzanckie pod wspólną nazwą „Sturmwind”…

    Jeżeli cokolwiek  one w ogóle dadzą (niektórzy obserwatorzy są zdania, że są one już obecnie „ryzykowne dla obu stron”), to raczej na bardzo, bardzo krótką metę. Na dłuższą jedynie wzmoże nienawiść do Izraela i syjonizmu. Niestety również do Zachodu, do Europy i zwłaszcza USA, do tych ostatnich jest on już mieszaniną nienawiści i pogardy… Wcale się nie dziwię, choć oczywiście mi to nie w smak…

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz! – bo Tőben już wygrał w Londynie i został zwolniony!

  • gosc

    montsegur, że ci sie jeszcze tu chce „syzyfowo korygować łby”, niewiadomo CZYM wypchane…

    Nie wiem też, czy współcześni filozofowie jeszcze hołdują zasadzie: „latius hos, quam praemissae, c o n c l u s i o NON VULT”??? 🙂

  • decent

    Trzymam kciuki za Izrael. Palestynczycy musza sie zdecydowac, czy pragna zyc w pokoju i miec wlasne panstwo, czy wola wymachiwac szabelka i egzystowac jak niewolnicy. Do nich nalezy wybor: albo dazenie do pokojowej koegzystencji z Izraelem albo upokorzenie, nedza i lzy. Realizowana przez nich strategia wszystko albo nic ma obecnie niewielka szanse na sukces. Z pewnoscia wiecej zdolaja osiagnac przezwyciezajac nienawisc do Zydow oraz sprzeciwiajac sie wykorzystywaniu swego narodu w politycznej grze na Bliskim Wschodzie.

  • montsegur

    Mam nadzieję, że Redakcja zdecyduje się zamieścić artykuł, który właśnie przesłałem…

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz! – bo Tőben już wygrał w Londynie i został zwolniony!

  • Rolland

    Czekam z niecierpliwością.

  • Rolland

    I ty byś tak łatwo schował szabelkę (cudem latające rakiety), gdyby zabito ci dziecko, brata, ojca, okupowano twoją ziemie, wydziedziczano z twoich pól i sadów, zagarnianych pod budowę gettowego muru, od kilkudziesięciu lat wodzono za nos, paraliżowano funkcjonowanie szpitali i podstawowych instytucji obywatelskich itd.itd.

    Izrael to okupant w pełnym tego słowa znaczeniu, a może jeszcze gorzej.

  • decent

    Panstwo Izrael powstalo za zgoda wspolnoty miedzynarodowej. Zamierzala ona powolac jednoczesnie do istnienia panstwo palestynskie. Arabowie odpowiedzieli: nie. Po raz pierwszy ujawnili swoja strategie wszystko albo nic – Palestyna albo Izrael. W ten sposob sami przylozyli reke do powstania Izraela. Mozna zadac pytanie: dlaczego Palestynczycy nie maja o to pretensji do wspolnoty miedzynarodowej, a jedynie do panstwa zydowskiego, ktorego bez przerwy nekaja atakami terrorystycznymi i zamierzaja unicestwic. Warto rowniez przypomniec, ze ofiary konfliktu sa po obu stronach barykady. Zgadza sie – po stronie Palestynczykow jest ich bez porownania wiecej. Ale przeciez slabsi powinni sie liczyc z tym, ze za ogresje wobec silniejszego beda musieli zaplacic wyzsza cene. Jednoczesnie jestem swiadomy tego, ze sytuacja w tzw. Ziemi Swietej jest duzo bardziej skomplikowana niz nam sie wydaje.

  • Rolland

    Mylisz się. Źródłem obecnego konfliktu nie jest ustanowienie państwa Izrael. Do wojny sześciodniowej Żydzi i arabowie palestyńscy żyli w miarę w przyzwoitym sąsiedztwie, choć nie obyło się bez zbrodni po jednej i drugiej stronie.
    Hamas domaga się zwrotu ziem zagarniętych przez Izrael po 1968 roku oraz zwrotu stolicy.

    Jest jednak gotów negocjować międzynarodowy status Jerozolimy.
    Mimo kolejnych uchwał Rady Bezpieczeństwa, osiągniętych porozumień Izrael zwleka z przyznaniem pełnej wolności Palestyńczykom i utrzymuje ich w izolacji, beznadziejnych warunkach, nawet odcina od pomocy humanitarnej. Jednym słowem zachowuje się jak rasowy okupant.

    „Warto również przypomnieć, ze ofiary konfliktu są po obu stronach barykady.”

    Tak w proporcji 200 na 1.

  • Sophie

    A co było panie Rollandzie PRZED wojną sześciodniową? Czy przypadkiem w 1949 roku w czasie wojny arabsko-izraelskiej Egipt oraz Jordania nie zagarnęły części terytorium mandatowego, które składało się na dwa państwa (żydowskie i palestyńskie)?

    Proszę nie zapominać też, że wojnę sześciodniową nie wywołał Izrael tylko państwa arabskie.

    A jak ktoś coś zaczyna to musi się liczyć z konsekwencjami przegranej. Ot, Niemcy straciły po II wojnie światowej część swojego terytorium (piękną bym rzekła) na naszą rzecz. Ale o ile historia nie kłamie to Niemcy na nas napadły a nie odwrotnie.

    Kolejna sprawa, miałam dosyć wątpliwą przyjemność poznać kilku palestyńskich bojowników (wtedy jeszcze z OWP) kiedy to Polska jako kraj „wspierający ludy walczące o wolność” udzielała im schronienia i fundowała stypendia na uczelniach. Nie byłam zbudowana bynajmniej tą znajomością. Były to chłopaki skłonne do rozróby i chowające się za immunitetem dyplomatycznym a przecież byli w socjalistycznej Polsce i nie musieli biedactwa walczyć z izraelskim uciskiem.

  • montsegur

    Z tym, kto wywołał taką czy inną wojnę, to trochę tak jak z tym wywołaniem wojny francusko-pruskiej (właściwie francusko-niemieckiej, bo nie tylko Prusy uczestniczyły) w 1870: formalnie wywołała wojnę Francja – bo ona dokonała inwazji. Ale Prusy (i ich sojusznicy) też się szykowały, mobilizowały się w tym samym czasie – tylko lepiej to zrobiły…

    Wojna Stuletnia, tak jak obecna „Wojna Sześćdziesięcioletnia” (biorę w cydzysłów, bo zanosi się, że jeszcze długo potrwa…) nie była jednym ciągiem walki, gdzie bito się non-stop, dzień w dzień. Były miesiące i lata walki, potem miesiące i lata przerwy – np było 26 lat pokoju między latami 1389-1415…czyżby zatem etap kożczący się w 1389 i etap mający początek w 1415 były różnymi wojnami? No, można tak powiedzieć. Ale nie kwestionujemy faktu, że całość była jednał wojną…). Po tych 26 latach pokoju, następna wojna trwała „tylko” 14 lat  
    Agresorami byli – generalnie – Anglicy, ale szereg kampanii inicjowali Francuzi. Czy zatem oni byli agresorami? No, nawet możn a tak powiedzieć. Nie zmienia to jednak faktu, że zainicjowali całość awantury Anglicy, a w końcu zostali wyparci z Francji…

    A co do zawieranych przez nas znajomości… Znajomościami takim albo można być zbudowanym, albo nie. Zależy od tego, kogo się spotka (spośród takich ludzi) jak również od tego, czego się spodziewamy oraz co nas jest w stanie zbudować…

    W Australii poznałem b. członka milicji chrześcijańskiej z Libanu. Przez krótki czas chodziliśmy wspólnie na zajęcia z angielskiego (zaraz na początku pobytu). Spokojny człowiek był. Takie przynajmniej sprawiał wrażenie. Tylko strasznie się w Australii nudził. No bo w Libanie zawsze jednak coś się działo…

    Przypuszczam jednak, że oboje i tak nie możemy narzekać: ja miałem nudzącego się znajomego, a Ty znajomych skłonnych do rozróby… To pestka.

    Chciałabyś poznać jegomościa imieniem „Amikan” – pod którym to imieniem przedstawił go w swej książce Victor Ostrovski, b. major marynarki izraelskiej, a potem oficer Mossadu? Ten „Amikan” należał do grupy zwanej „kidon” („bagnet”) czyli jednostki trudniącej się… zabójstwami. Był pobożny: zawsze chciał mieć na głowie jarmułkę, ale w „kidon” nie można się ujawniać, bo przeciwnik wiedziałby, że chodzi o Zyda.. Przeto ogolił sobie głowę na jej czubku, i tę „łysinę” nakrył małą peruką. Tak więc i miał jarmułkę i nie było jej widać. Ulubionym jego narzędziem pracy była rękawica z rodzajem nożyc  do podrzynania gardeł…

    A oto inny, niemniej ciekawy fragment jego wspomnień podaję dosłownie:

    “Wszyscy w budynku o tym wiedzieli. Będąc heteroseksualistą (w oryginale: „straight”- przyp MM) pozbawiłem się wielu kontaktów. Istniała więź między mężczyznami, którzy rypali wokoło. To, co mnie rozczarowało, to to, że myślałem, że wstępuję na izraelski Olimp, gdy tymczasem znalazłem się w Sodomie i Gomorze. Przewijało się to przez całą pracę. Praktycznie każdy był związany z każdym poprzez seks. To był cały system przysług. Jestem ci winien. Ty jesteś mi winien. Pomożesz mi. Ja pomogę tobie. W taki sposób katsas (oficerowie Mossadu – przyp MM) awansowali, wyrypując sobie drogę aż na top.” (Vladimir Ostrovsky. „By Way of Deception”)

    Uff!!!……

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz! – bo Tőben już wygrał w Londynie i został zwolniony!

  • montsegur

    … oczywiście, gdy piszę „jego wspomnień”, to mam na myśli Ostrovskyego, a nie „Amikana”…

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz! – bo Tőben już wygrał w Londynie i został zwolniony!

  • Sophie

    Rozumiem Michale, że równie dobrze można powiedzieć, że w 1939 roku to Polska wywołała wojnę bo nie chciała się zgodzić na „korytarz” i inne składane przez III Rzeszę propozycje. A kraje arabskie zostały po prostu zaatakowane przez sam fakt utworzenia państwa izraelskiego. Nie twierdzę, że Izrael i jego obywatele są zawsze bez winy i grają zawsze fair play ale Ty z kolei za nic nie chcesz widzieć zaślepienia, głupoty i nienawiści, które występują po stronie Palestyńczyków oraz ich sojuszników. Palestyńczycy mogli mieć własne państwo a nie tylko autonomię gdyby się zechcieli zdobyć na współistnienie z Izraelem. Bo nie było wcześniej państwa palestyńskiego. Problem w tym, że nie chcieli.

    A jezeli chodzi o to co kto komu zrobił – Ty czytałeś o jakimś pułkowniku izraelskim, ja słuchałam przechwałek palestyńskiego „bojownika o wolność”. Co można z tego wywnioskować? Że okrucieństwo i głupota to nie cecha związana z narodowością ale z ludźmi generalnie, tyle, że łatwiej o nią w sytuacjach bezprawia lub wojny.

     

  • montsegur

    Powstanie państwa Izrael nie było złem. Raczej miejsce oraz sposób, w jaki ono powstało. Ale to mogą Ci szerzej wyjaśnić ci Zydzi http://www.ifamericansknew.org/history/origin.html

    Polska nie wywołała wojny. Ja też osobiście nie wiem, by do niej dążyła. Może lepiej było się z Niemcami dogadać, tak twierdził m.in. Adam Bień, prominentny przedstawiciel Państwa Podziemnego. Ale to inna sprawa.

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz! – bo Tőben już wygrał w Londynie i został zwolniony!

  • Rolland

    Miałem okazję pracować z Cyganami, i co z tego? „Zagarnęły”, i co? Mamy za to karać, kolejne pokolenie Palestyńczyków? Odbierać im prawo do ojczyzny i normalności?

  • Jj

    Taaa…. A Montsegur sieje, sieje swoją ideologię…

  • montsegur

    (To jest odpowiedź na powyższy artykuł, napisana.tego samego dnia. Jedyną zmianą jest tu brak parolinijkowego wstępu)
    ————————————————-
    Kto wie, Tomaszu, być może znamy tego samego polskiegu muzułmanina. Bo ja też znam jednego, który jest istotnie znakomicie wykształcony i elokwentny. Byłby chyba znakomitym partnerem dla Ciebie w dyskutowaniu tego tematu. Od wielu lat nie mieszka w Polsce, a jego żoną jest Palestynka. O swoim antysyjonizmie pisze tak (mam nadzieję, że wybaczyłby mi ten cytat z emaila, jaki mi kiedyś posłał):

    „Nie mamy powodu aby nie nienawidzić tych, co mordują muzułmanów na okupowanej ziemi muzułmańskiej. Niestety są to głównie żydowscy syjoniści. Każdy to widzi. Niech skończą swój antyarabski antysemityzm, to i my skończymy z antyżydowskim. Ja nie moge byc „antysemitą” chociażby z tak oczywistego powodu jak fakt że moja małżonka
    jest naczystszą semitką z Banu Swelem, i to córką wypędzonych w 1948 z ich domu i ziemi „świętej” (pod Hajfą). Jej babki siostra została zamordowana przez gang terrorystów z Irgunu przed swoim domem. Mojej teściowej dwie Zydówki w leninówkach (ktore szwargotaly „jakim szeleszczącym językiem” ani to byl hebrajski, ani jidish,) wyrwaly z uszu złote kolczyki a ich towarzysze splądrowali im dom”
    (z dalszego ciągu wynikało, że w tym domu zamieszkali później Zydzi z Rumunii lub Mołdawii… A propos tego „szeleszczącego języka” – nie sądzisz, że mógł to równie dobrze być język polski? Nasz język uchodzi jak najbardziej za „szeleszczący” z uwagi na te nasze niekończące się „ś”, „ć”, „sz”, „cz” i „szcz”…).

    Gdybyś, Tomaszu, istotnie dbał przynajmniej o zgodność swego obrazu z faktami, to zacząłbyś go nie od Hamasu, bo to nie od niego bierze początek konflikt (ani tym bardziej eskalacja konfliktu) na Bliskim Wschodzie. Dla Ciebie wszystko wydaje się „jasne”: tak, Izraelczycy nie mają innego wyjścia, jak brutalna wojna, no bo przecież ten parszywy Hamas… (który zresztą sami pomogli zmontować jako przeciwwagę dla Hezbollahu…).To zupełnie tak, jkaby ktoś początków konfliktu polsko-niemieckiego z II Wojny upatrywał nie w dyplomacji późnych lat 1930tych ani nawet w inwazji z 1939 roku, ale… w atakach polskiego podziemia na niemieckich funkcjonariuszy i Volskdeutschów czy w zamachu bombowym na Cafe-Klub…

    Wiesz doskonale, że Hamas nie jest pierwszą organizacją bojową i stosującą masow y terror w tamtym kraju, lecz że był nią wspomniany wyżej w cytacie żydowski Irgun… Wiesz dobrze (jeśli nie wręcz bardzo dobrze) o terrorze bombowym, jaki „bojownicy” tej organizacji przynieśli palestyńskim Arabom. Dobrze ich z nim zaznajomili, skoro Arabowie rewanżują się podobnie. Znany Ci jest los szeregu wsi palestyńskich, w których dopuszczano się mordów na mieszkańcach, znana Ci jest nazwa przynajmniej jednaj z takich wsi: Deir Yassin (sam tylko internet roi się od informacji, więc chyba nie muszę podawać aż linku…). Jeśli już nie z tego jest Ci znana, co tam się stało, to może przynajmniej z tego, że miejsce, w którym się znajdowała, jest ledwie przecież 1400 metrów od Yad Vashem, o którym piszesz już w pierwszym zdaniu swego artykułu. To niemal wygląda na ironię: stawiać swoisty „pomnik” ofiar nieopodal miejsca, gdzie innym ofiarom zgotowano rzeź… To niemal symbol tego, co stało się na terytorium dzisieszego Izraela: jakby próba uzasadnienia terroru innym terrorem (którego jednak Arabowie się nie dopuścili). Próba akurat taka, jakiej Ty się tu podejmujesz, już zresztą nie pierwszy raz w ostatnich dwóch tygodniach…

    Zresztą jest to próba pokazaną w n ieco skrzywionym zwierciadle również i z tego powodu, że Hamas u Ciebie to niczym jakieś ogromne monstrum, zdolne niemal zniszczyć Izrael, stąd niby ta „świadomość konieczności obrony tego, co udało się zbudować, odzyskać.”

    Tymczasem proporcje są w istocie całkowicie odwrócone: to Izrael jest uzbrojony po zęby, to on posiada setki głowic nuklearnych, nowoczesną artylerię i ciężkie czołgi. Palestyńczycy ze swoimi rakietkami, archaiczną bronią, a najczęściej wręcz kamieniami, prezentują się na tym tle niczym nasze własne niegdysiejsze „kamienie na szaniec”, co to z butelką benzyny na czołgi z czarnymi krzyżami… gdy wrogowie „przyszli podpalić dom, gdy runęli żelaznym wojskiem”. Ci ludzie nie mogą mówić o tym, co „udało się zbudować, odzyskać” – bo im to, co mieli niegdyś zbudowane, zniszczono. Oni dopiero chcieliby odzyskać…

    Ten stan potwiedzają niezależni obserwatorzy:

    “Amnesty International zaobserwowała również, że większość Palestyńczyków postawionych przed sądem za przestępstwa “terrorystyczne” i torturowanych  (podkreślenie moje – MM) przez Shin Bet (służbę bezpieczeństwa) była oskarżana o wykroczenia takie jak przynależność do nielegalnych stowarzyszeń lub rzucanie kamieniami. Byli wśród nich również więźniowie sumienia, jak np ludzie aresztowani jedynie za wzniesienie flagi” (Norman FinkelsteinThe Rise and Fall of Palestine.”)

    Norman Finkelstei jest Zydem. Ale on niewiele ma wspólnego z Twoją apoteozą syjonistycznego terroryzmu. Chociaż jest Zydem… Chcesz być bardziej „żydowski” od (wielu) Zydów?
    Ten sam autor (bynajmniej nie jako jedyny – nawet nie jako jedyny Zyd) wskazuje na charakter państwa izraelskiego w inny jeszcze sposób:

    „Decyzja Sądu Najwyższego Izraela z 1989 roku, według której każda partia opowiadająca się za całkowitą równością Arabów i Zydów może zostać pozbawiona prawa do wystawiania kandydatów w wyborach… (oznacza), że państwo Izrael jest państwem Zydów, a nie ich (Arabów) państwem.”
    (Norman Finkelstein, “Image and Reality of the Israel-Palestine Conflict.”)

    Piszesz o hamasowcach jako “ubranych w cywilne ubrania terrorystach”. A w co, Twoim zdaniem, mieliby być ubrani? To nie jest regularna armia w mundurach. Gdy podziemie polskie podejmowało akcję terrorystyczną np w Warszawie (bo w Krakowie rzadziej się to zdarzało), to też wysztafirowywało się tam ono w mundury  z dystynkcjami?  „Ciekawa” jest również następna część tego samego zdania: „a inni (Palestyńczycy) zginęli dlatego, że Hamas traktował ich jak żywe tarcze mające chronić liderów organizacji, a także stanowić broń propagandową w zachodnich mediach, które z lubością potępiają wojny, o ile prowadzone są one przez państwa zachodnie”.

    No cóż, Ty z kolei zdajesz się pochwalać każdą wojnę, o ile tylko prowadzona jest przez Izrael… Zywe tarcze? Gaza to jedyne większe terytorium pozostawione palestyńskim Arabom przez syjonistów. To gdzie ten Hamas ma być: może w Argentynie? Zgadzam się, że narażanie własnej ludności może pachnąć zbrodnią, ale co w takim razie powiedziałbyś o przywódcach Powstania Warszawskiego? Nikogo na nic nie narazili? Czy wobec tego zaliczysz Powstanie Warszawskie też jedynie do rzędu zbrodniczych aktów terroru? Bardzo w to wątpię…

    Dziwi Cię, że już samo istnienie Izraela jest dla wielu Arabów trudne do przyjęcia? Tak, jest. Tak jak dla Polaków trudne do przyjęcia było istnienie „Generalnej Guberni”. Czym jest – jeśli potrafisz odpowiedzieć – dla Palestyńczyków Izrael, jeśli nie właśnie rodzajem Generalnej Guberni? Nie dziwi mnie więc opinia i tego polskiego muzułmanina, na którego się powołałeś, że jego zdaniem najpewniejszą drogą do pokoju jest likwidacja Izraela. Pamiętaj jednak, że likwidacja  nie zawsze oznacza eksterminację… Pacyfistyczni Zydzi z Neturei Karta, do których strony podałem link pod jednym z Twoich ostatnich artykułów, też pragną likwidacji Izraela. Zdają sobie bowiem doskonale sprawę z tego, co i Ty nie mniej doskonale wiesz: że cały obecny, ślimaczący się od dziesiątków lat (czas równy niemal życiu całego pokolenia ludzkiego) konflikt na Bliskim Wschodzie wyrasta swymi korzeniami właśnie z procesu narzucenia miaszkańcom tamtego regionu obcego, okupacyjnego i terrorystycznego wobec nich państwa. Nie ma, po prostu nie ma ucieczki od tego prostego, niezaprzeczalnego faktu: bez Izraela nie byłoby „Wojny Sześćdziesięcioletniej”, tak jak niegdyś bez inwazji zbrojnych Anglii nie byłoby Wojny Stuletniej… Możesz oczywiście dalej być pro-izraelski (zdajesz się popierać cokolwiek Izrael uczyni – choć gdyby to nie był Izrael, to pewnie odnalazłbyś w sobie nieco więcej krytycyzmu…) Ale nie możesz uczciwie zaprzeczyć, że konflikt wyrasta tam już z samej obecności tego państwa w tamtym konkretnym miejscu. Przypuszczam więc, że dlatego wolisz celowo unikać jakiejkolwiek, bodaj najmniejszej wzmianki o tym fakcie… lepiej i wygodniej przecież odmalować Zydów jako „dobrych”(bo „Holokaust”), a Arabów jako „złych” (bo Hamas).. Rację mają i będą mieć dla Ciebie zawsze Izraelczycy, choć tak się składa, że w tamtym regionie to oni są agresorami. Bronią się przecież (swoimi agresjami) nie przeciw inwazji ludów obcych, lecz przeciw desperacji ludności rdzennej…

    A może jednak rzeczywiście jest możliwe, że utworzenie Izraela tam, gdzie się znajduje, było historycznym błędem? Nigdy, naprawdę nigdy nie przyszło Ci to na myśl?

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz! – bo Tőben już wygrał w Londynie i został zwolniony!

  • Efapax

    Panie Terlikowski, niestety Palestynczycy nie maja tyle pieniedzy, zeby zorganizowac wlasne Yad Vashem… zapewniam Pana ze, wizyta w palestynskim Yad Vashem bylaby rownie traumatyczna… W zamian prosze odwiedzic obozy palestynskie, np. Al Dahesha
    Na razie skala ofiar rowna sie ponad 700 osob, w tym wiekszosc kobiet i dzieci po stronie palestynskiej do 3 (sl. trzech) zolnierzy izraelskich.
    I Pan smie probowac wmowic tutaj, ze Izrael sie tylko broni…???

  • montsegur

    Wczoraj wieczorem naszego czasu mówiono o ok. 770 Palestyńczykach i 11 Izraelczykach poległych (jeden Izraelczyk poległ od t.zw. „friendly fire” czyli przypadkowo od „ognia” własnych wojsk). Natomiast włączając rannych i inwalidów, to straty palestyńskie oceniane były na ok. 3000…

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz! – bo Tőben już wygrał w Londynie i został zwolniony!

  • adam

    a cóz to za dziwny argument o skali ofiar?! Jak bedzie po równo, to bedzie pan usatysfakcjonowany??? Trzeba bylo nie odpalac rakiet, to by zadnych ofiar nie bylo. Jak ktos ma zamiast mózgu sieczke to zaczepia silniejszego, a potem jest zdziwiony, ze silniejszy w łeb strzeli..

  • montsegur

    Nie, na pewno nie byłbym „usatysfakcjonowany”, Księże Adamie. Ani wtedy, gdyby było „po równo”, ani też wtedy, gdyby Izraelczyków zginęło więcej…
    Nie trzeba było odpalać rakiet, mówi Ksiądz. Ja bym powiedział tak: nie trzeba było terroryzować Arabów, wyrzucać ich z ich domostw, mordować im krewnych, wypierać z ich kraju, ekstermonować ich całych nieraz wsi, to nie byłoby tam pewnie ani jednego arabskiego terrorysty ani bojownika… Tak jak nie byłoby nikogo takiego w GG, gdyby takiego tworu nikt swego czasu nie narzucił i gdyby ten twór nie zachowywał się tak, jak często później Izraelczycy… Ludzie to nie plastelina. Nie można sobie wyobrażać, że się dadzą wysiedlić i sterroryzować i nie podejmą akcji odwetowej. Musieliby chyba stracić wszelki szacunek dla samych siebie… Proszę popatrzeć tylko: Izraelczycy zachowują się przecież analogicznie. Jedni i drudzy nic tylko biorą odwet na przeciwniku za jego poprzedni odwet, pchając go do brania z kolei następnego odwetu… To już jest błędne koło, trwające przy tym zbyt długo, abym mógł uwierzyć, że kiedykolwiek da się tam zaprowadzić trwały pokój. To mrzonka, jedynym lekarstwem jest chyba rzeczywiście demontaż Izraela… Nie likwidacja w jakimkolwiek zbrodniczym sensie, lecz właśnie demontaż.

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz! – bo Tőben już wygrał w Londynie i został zwolniony!

  • Efapax

    Panie Adamie
    No przeciez na skali ofiar II Wojny Swiatowej Zydzi jada juz 65 lat…
    Z Holokaustu lat 39-45 ubieglego wieku zrobili calkiem intratny business…

  • adam

    Ale pan z pewnościa nie chce byc taki jak Żydzi, prawda? Po co więc uzywa pan takich argumentów?

  • adam

    ale Żydzi sobie świetnie radzą, panie Michale. Nie płaczą nad tymi spadajacymi rakietami. Ktos do nich strzela, to wzieli i zrobili porzadek, żeby nie strzelał na przyszłość. A jesli chodzi o demontaz Izraela, no to wlasnie kilka krajów Arabskich do spółki z Palestyńczykami tez mialo taka koncepcje – prosze bardzo, niech demontują, tylko potem niech nie placza nad swoimi „niewinnymi” ofiarami. Jak sie zaczepia uparcie silniejszego, to nie mozna miec potem pretensji, że oddaje. Tego uczy sie juz dzieci w piaskownicy.

  • montsegur

    Tylko, że, proszę Księdza, to jest trochę jakby odwrócenie przyczyn i skutków. To tak jakby skutek był przyczyną, a przyczyna skutkiem. Kto zaczął pierwszy? Arabowie czy Zydzi? Przecież nie ma co do tego wątpliwości, prawda?

    Tak, zgadzam się z Księdzem, że lepiej nie zaczynać z silniejszymi, bo zbiją… (szkoda, że przywódcom Powstania Warszawskiego ta prawda nie zaświtała wcześniej, dużo wcześniej niż tych polskich ofiar było między 100 000 a 200 000… Szkoda, że nie zaświtało to Beckowi i Mościckiemu, żeby nie drażnić z Niemcami, gdy za plecami jest wrogi ZSRR, a Francja nie chce walczyć, a Anglia nawet, gdyby chciała – a nie chciała – to nie będzie w stanie natychmiast pomóc…)

    Ale gdy już wróg napadł, to nawet chyba najzdolniejszy wódz nie zdołałby powstrzymać tworzenia SZP, ZWZ, AK, NSZ, AL czy BCh… Czy słabsi Indianie jednak się nie bronili? Czy nie wybuchały powstania w koloniach? Też można powiedzieć, że „mocarstwa kolonialne świetnie sobie radziły”, że nie jęczały itd, a nawet powiększały swój stan posiadania… I co to zmieniło? Mieszkańcy kolonii tak czy owak odzyskaliby kiedyś niepodległość. Francja tak czy owak uwolniłaby się w wiekach średnich od dominacji Anglii (obojętnie: z Joanną d’Arc czy bez Joanny d’Arc…). Prędzej czy później Arabowie też poradzą sobie z potęgą Izraela (nie można przecież liczyć, że aż do końca Swiata nie będą mieli broni masowej zagłady…), a małe rozmiary Izraela sprawią, że nawet jego potęga nuklearna i rzeka pieniędzy z USA (których bankierzy robią z dolarów papier toaletowy…) nie wystarczy… W dodatku on graniczy z Arabami ze wszech stron i ma ich jeszcze sporo wewnątrz swego malutkiego kraju… (przecież ruchawki są i w Jerozolimie – właśnie dziś pokazano, jak izraelski wojskowy łazik w tym mieście uciekał przed gradem kamieni…).

    A jak już raz do tego dojdzie, to wtedy Arabowie sobie będą „świetnie radzili”, a Izraelczycy będą „jęczeć”. Jak to mówię: „miłe złego początki…”, a w śląskiej wersji, którą moja babka stale powtarzała: „od igracki przidom płacki” . Dzisiaj to jeszcze, jak na tym zdjęciu, pokazanym w internecie, mogą Izraelczycy ze śmiechem przez lornetkę oglądać bombardowanie Gazy… I mówić dużo o miejscowości Sderot, bo tam coś kiedyś spadło wystrzelonego przez Palestyńczyków (milczą natomiast o tym, co tam było zanim powstał Sderot – arabska wieś Najd, poddana czystce etnicznej w maju 1948 roku…). Czy Ksiądz (lub ktokolwiek inny) naprawdę sądzi, że Arabowie to małpy, które nie potrafią pamiętać? Kiedyś i Krzyżowcy potrafili bić tych Arabów na tej samej ziemi. No i co się w końcu stało?

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz! – bo Tőben już wygrał w Londynie i został zwolniony!

  • Efapax

    Panie, o czym pan tu dyskutuje…? Czy pan chce usprawiedliwic s*piiiii*ysynstwo Zydow? Czy tak…?
    Panie, 8 lat tam spedzilem… na wlasne kaprawe slipie widzialem co sie tam dzieje… Wiec oszczedz sobie pan tych glodnych kawalkow o przesladowanych Zydach…

  • Efapax

    Panie Montsegur, obawiam sie, ze Debil nie zrozumie…

  • adam
    Rzuca pan argument z którym ktoś polemizuje, wskazuje na jego niedorzecznośc, a potem sie pan oburza o czym ja tu dyskutuje :-)) I bardzo prosze o zmiane stylu odzywek na przyszłość. Dziękuje.
  • Efapax

    Panie, nasza dyskusja to tak jakby slepy rozmawial z gluchym o Chopinie albo o tworczosci Matejki… przy czym jest mi w 100% obojetne, za ktorego z nich mnie pan uzna…

  • adam

    Wie Pan, to nie budka z piwem, gdzie moze pan nabluzgać dyskutantowi. To miejsce dyskusji, gdzie uzywa sie argumentów a nie epitetów. Nierozumie pan tego, to prosze wracac pod budke z piwem.

     

  • rose

    Trzeba tu sobie jasno powiedzieć, że Izrael jest państwem rasistowskim i spora część problemów wynika właśnie z tego powodu.

  • montsegur

    Coś dla Ciebie, Tomo:
    http://www.brasschecktv.com/page/532.html
    Ty piszesz, że prawdy o „skomplikowanej sytuacji” Izraela „nie powinny przesłaniać wstrząsajęce zdjęcia czy informacje dochodzące z Gazy”…

    Ty byś chyba wolał, żeby to raczej ta „skomplikowana sytuacja” przesłaniała to, co się tam naprawdŁ dzieje i kłamstwa izraelskich oficjeli co do tego jakich broni (zakazanych) oni tam używają…

    Ty się chyba powinieneś wreszcie zastanowić sam nad tym, co Ty tu wypisujesz o tym Izraelu.. Mówię poważnie… Jakich jeszcze zbrodni mają tam się dopuścić, żebyś wreszcie otworzył gały?

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz! – bo Tőben już wygrał w Londynie i został zwolniony!