Kto (nie) ujął się za Asią Bibi?

0

Pewien fejsbukowy fanpejdż o sympatiach najwyraźniej integrystycznych opublikował kilka dni temu post, w którym przedstawił listę organizacji feministycznych domagających się ułaskawienia pakistańskiej chrześcijanki skazanej na karę śmierci za rzekome bluźnierstwo wobec proroka Mahometa. Lista zawierała kilka punktów, obok każdego z nich była zaś pusta przestrzeń. Wydźwięk publikacji jest jasny: feministki (a zapewne w domyśle także lewica i tym podobni) nie interesują się losami ofiar islamskiego fundamentalizmu i jego archaicznych praw. Czy jest tak w rzeczywistości?

Tragiczna historia Asii Bibi trwa już od 2010 roku, kiedy to została oskarżona przez lokalną muzułmańską społeczność o znieważenie imienia proroka Mahometa oraz napicie się wody z pobliskiej studni, co zostało potraktowano jako skalanie. Wkrótce potem brutalnie pobita kobieta, pod naciskiem miejscowych fundamentalistów, została osądzona, skazana na karę śmierci i osadzona w więzieniu, gdzie przez kilka lat oczekiwała egzekucji. Fatalny impas przełamała dopiero ostatnia decyzja Pakistańskiego Sądu Najwyższego, który oczyścił kobietę ze stawianych jej zarzutów i unieważnił wyroki organów niższych instancji.

Pierwotna decyzja pakistańskiego wymiaru sprawiedliwości już na samym początku doczekała się międzynarodowych reakcji, a każde kolejne rozprawy sądowe na nowo koncentrowały na sobie uwagę opinii publicznej na całym globie. Dlatego przed zapowiadanym ostatnim posiedzeniem oczy świata ponownie zwróciły się w tamtym kierunku. Ale czy autor rzeczonego wpisu miał rację, pisząc, że sprawa prześladowanej chrześcijanki spotkała się z obojętnością środowisk, które przynajmniej w teorii powinny stawiać sobie za cel walkę o prawa kobiet i swobody obywatelskie?

Jego pogląd podziela więcej osób. Brendan O’Neill, redaktor naczelny pro-wolnościowego magazynu internetowego Spiked, stawia tezę, że przyczyną wymownej ciszy i obojętności wobec losu chrześcijanki jest osobliwa jednomyślność zachodnich intelektualistów z islamskimi radykałami, co ma się przejawiać w ustawicznych próbach cenzury jakichkolwiek komentarzy uchodzących za islamofobiczne. Islamofobia bowiem – zdaniem autora – jest zachodnim odpowiednikiem bluźnierstwa przeciwko muzułmańskiej religii. W jego opinii echo archaicznych ustaw o bluźnierstwie powoli toruje sobie drogę do Europy i świętuje pierwsze zwycięstwo w postaci niedawnej decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który przyznał rację austriackiemu wymiarowi sprawiedliwości w zasądzeniu kary finansowej za nazwanie proroka Mahometa pedofilem.

Triumf tradycyjnego islamu

Nie można odmówić autorowi zasadności części stawianych zarzutów. Gwoli uczciwości trzeba jednak dodać, że taka diagnoza nie pokrywa się w całości z rzeczywistością. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych imamów Irlandii Umar Al-Qadri (sam pochodzenia pakistańskiego) wielokrotnie zabierał głos w obronie praw prześladowanych chrześcijan. Poproszony o komentarz dla The Irish Catholic, powiedział: „W kwestii procesu Asii Bibi osobiście jak i publicznie opowiadam się za jej uwolnieniem”. Na swoim oficjalnym koncie na twitterze okazał uznanie dla Sądu Najwyższego oczyszczającego chrześcijankę z zarzutów i dodał: „Uniewinnienie Asii Bibi to zwycięstwo nie tylko mniejszości chrześcijańskiej w Pakistanie oraz zwolenników wolności religijnej, to także triumf tradycyjnego przesłania islamu, które przywłaszczyli sobie fanatyczni mułłowie”. Zaznaczył, że kara śmierci za bluźnierstwo jest sprzeczna z klasyczną doktryną religii muzułmańskiej.

 

Wróćmy jednak do feministek. Faktycznie, nie udało mi się znaleźć żadnego oficjalnego stanowiska jakiejkolwiek feministycznej organizacji czy ugrupowania, które domagałoby się uwolnienia skazanej kobiety. Na przykład Linda Sarsour, ‘postępowa’ społeczna aktywistka i jedna z liderek Marszu Kobiet, dotychczas aktywnie angażująca się w walce o prawa mniejszości etnicznych, jest najwyraźniej zaaferowana reperowaniem wizerunku nadszarpniętego oskarżeniami o antysemityzm, wyrażanie poparcia dla ściganej terrorystki czy pochwalanie prawa szariatu. Rok temu Ayaan Hirsi Ali, somalijska feministka i krytyczka islamu, w oskarżeniu pod jej adresem, powiedziała: „Chciałabym się dowiedzieć od Lindy Sarsour i jej popleczniczek, czemu nie zorganizowały marszu dla Asii Bibi, Pakistanki skazanej na śmierć”. Losami prześladowanej chrześcijanki zainteresowało się jednak dużo innych kobiet. Rafia Zakaria, pakistańska publicystka zajmująca się tematyką feministyczną w świecie arabskim, a także pierwsza muzułmanka w zarządzie amerykańskiego oddziału Amnesty International, zdając relację z sytuacji w kraju, nie ukrywała swojego wsparcia dla Bibi. „Nigdy nie byłam bardziej dumna z Pakistanu. Niewinna kobieta została w końcu ułaskawiona”, skomentowała na twitterze wyrok sądu. Na łamach lewicowego magazynu The New Republic zwracała wcześniej uwagę na seksistowski aspekt sytuacji, w której islamistyczne ugrupowanie Tehreek-e-Labbaik (TLP), składające się z samych mężczyzn, domagało się kary śmierci dla Bibi, a jej losy zależały od sądu i ławy przysięgłych, w składzie których nie było ani jednej kobiety. Z kolei w artykule dla CNN autorka podkreślała odpowiedzialną rolę międzynarodowych mediów i organizacji praw człowieka w walce o ułaskawienie kobiety.

Niech Allah błogosławi

Zakaria nie jest zresztą odosobniona. Krytycznie na temat ekstremistycznej, religijnej ciemnoty wyraziła się Ailia Zehra, feministka i redaktorka pakistańskiego Daily Times. Binah Shah, autorka książek i uznana za jedną z czołowych pakistańskich feministek blogerka, zachęcała do zgłaszania nienawistnych komentarzy na twitterze, propagowanych przede wszystkim przez lidera TLP Khadima Hussaina Rizvi, który na swoim oficjalnym, obserwowanym przez ponad cztery miliony użytkowników koncie nawoływał do skazania Asii Bibi. Redaktorka pakistańskiego Newsweeka Benazir Shah w swoim komentarzu ironicznie odniosła się do braku reakcji państwa na podżegającą do nienawiści twitterową aktywność fanatycznego polityka.

Pakistańska redaktorka dla kanadyjskiego The Globe and Mail Mahnoor Yawar, zajmująca się między innymi kwestiami praw kobiet, po uniewinnieniu chrześcijanki napisała: „Niewiarygodny moment, którego trudno było się spodziewać. Niech Allah wspiera Asię Bibi, jej rodzinę i tych, którzy oddali życie, walcząc o jej wolność, i niech na ulicach Pakistanu w końcu zapanuje rozsądek”. Prezenterka pakistańskiej telewizji Nasim Zehra z kolei skomentowała: „Niech Allah błogosławi Asi Bibi swoim miłosierdziem i sprawiedliwością. W Koranie Allah rzecze do Świętego Proroka Mahometa: »Wysłaliśmy cię [Muhammadzie] jedynie jako miłosierdzie dla światów« (21:107)”.

Odnosząc się do kwestii religijnej, publicystka Mehr Tarar w artykule dla indyjskiego dziennika opinii udowadniała, że Koran nie przewiduje wymierzania kar śmierci za znieważenie świętego proroka islamu. Niewybaczalnym bluźnierstwem nazwała natomiast utrwalanie podziałów, wojny religijne i zabijanie ludzi w imieniu Mahometa. Joan Smith, brytyjska publicystka i rzeczniczka promocji świeckiego państwa oraz praw kobiet, zwróciła uwagę na istotny szczegół nieadekwatnego określenia w jednej z dyskusji dla BBC: „Stosowanie sformułowania »dopuścić się bluźnierstwa« implikuje, że faktycznie doszło do przestępstwa, a nie do rażącego naruszenia praw człowieka i wolności wypowiedzi”. Nimco Ali, Somalijka działająca na rzecz eliminacji zjawiska obrzezania dziewczynek (to de facto rytuał przymusowego okaleczania żeńskich narządów płciowych), tak napisała o hordzie radykałów domagających się egzekucji Asii Bibi: „Zgraja facetów jest wściekła, bo kobieta nie zostanie skazana za niebycie muzułmanką. Ci sami mężczyźni nigdy nie protestują przeciw zbiorowym gwałtom, strzelaniu do dziewczynek idących do szkoły ani przymusowym małżeństwom dzieci. Chorzy skurwiele”. Zadowolenie z uniewinniającego wyroku i słowa potępienia pod adresem islamskich fundamentalistów pobrzmiewały w środowisku eksmuzułmanów, przeciwników religii i orędowników postępowej wersji islamu.

Radość wyraziła Yasmine Mohammed, była muzułmanka, obecnie ateistka i autorka bloga Confessions of an Ex-Muslim (w jednym z artykułów słusznie zarzuciła zachodnim feministkom, że ignorują akty przemocy i dyskryminacji wobec kobiet na Bliskim Wschodzie, zamiast tego piętnując mężczyzn, którzy szeroko rozkraczają nogi w metrze). Inna apostatka z islamu Maryam Namazie, irańska ateistyczna aktywistka o marksistowskich sympatiach, poprosiła o podpisywanie petycji o uwolnienie niesłusznie skazanej kobiety. Ali A. Rizvi, Kanadyjczyk pakistańskiego pochodzenia, autor książki Niewierzący muzułmanin i krytyk islamu, poruszył oburzającą historię gubernatora w prowincji Asii Bibi, który po wystąpieniu w obronie kobiety został zamordowany przez własnego ochroniarza Mumtaza Qadri. Morderca (sam później skazany) jest obecnie czczony przez rzesze fanatycznych muzułmanów jako święty męczennik islamu. Shireen Qudosi, reformatorka mahometańskiej religii, ostrzegła, że sytuacja w Pakistanie stanowi realny scenariusz dla zachodnich społeczeństw. Nawiązując do pakistańskiej odmiany islamu, w odważnym tweecie zaprzeczyła popularnemu mitowi, jakoby wszystkie kultury na świecie były równe.

Mona Eltahawy, egipska feministka, autorka i publicystka aktywnie udzielająca się w temacie obrony praw kobiet w regionie arabskim, propagatorka inicjatywy #MosqueMeToo (uświadamiającej o molestowaniu muzułmanek), odnosząc się do sprawy Asi Bibi, oskarżyła kulturę patriarchatu o pogwałcenie godności kobiet na całym świecie. Nighat Dad, pakistańska prawniczka zajmująca się prawami kobiet i przemocą internetową, wspomniała, że w uzasadnieniu wyroku sędzia odwołał się do historii Mashala Khana, pakistańskiego studenta zlinczowanego przez wściekły tłum za – jak się okazało po jego śmierci – fałszywe zarzuty bluźnierstwa i obrazy islamu. Rabia Mehmood, aktywistka azjatyckiego oddziału Amnesty International, a także publicystka zajmująca się prawami kobiet i mniejszości wskazała na szerszy kontekst drakońskiego prawa w Pakistanie, którego ofiarami padają chrześcijanie i pozostałe mniejszości religijne (także niektórzy muzułmanie), osoby z niepełnosprawnością intelektualną, a nawet dzieci. Podobnie jak pozostałe kobiety wezwała do zablokowania konta fanatycznego duchownego i skrytykowała rząd za uleganie presji islamskich fundamentalistów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A skoro mowa o Amnesty International, to ich działania zostały podjęte już na początku sprawy.

W listopadzie 2010 roku organizacja apelowała o wywarcie nacisku na władze Pakistanu, aby te oswobodziły Asię Bibi i zniosły karę śmierci oraz drakońską ustawę o bluźnierstwie. W 2012 roku ówczesny dyrektor azjatyckiego oddziału AI Sam Zarifi domagał się natychmiastowej reformy tamtejszego prawa. „To jawna niesprawiedliwość, że Asia Bibi, która w pierwszej kolejności nie powinna być w ogóle uznana za winną, została dodatkowo skazana na karę śmierci za zwykłą sprzeczkę. To oburzające”, powiedział deputowany AI David Griffiths po tym, jak w 2014 roku sąd oddalił apelację i podtrzymał wyrok skazujący poprzedniej instancji. „Ustawy o bluźnierstwie stanowią pogwałcenie międzynarodowego prawa i muszą natychmiast zostać zniesione”, dodał. Ponownie więc organizacja nawoływała do wysyłania petycji do prezydenta, premiera i ministra sprawiedliwości Pakistanu z prośbą o ułaskawienie kobiety. Nic więc dziwnego, że ostatnia decyzja Sądu Najwyższego spotkała się z zadowoleniem działaczy. „Należy jasno dać do zrozumienia, że ustawy o bluźnierstwach nie powinny więcej służyć prześladowaniu mniejszości religijnych w Pakistanie”, stwierdził obecny deputowany AI regionu azjatyckiego Omar Waraich. Dodał również, że protesty religijnych radykałów i żądania linczu nie mogą stać się powodem tłumienia wolności wyznania. W obliczu możliwego linczu fanatyków na uniewinnionej kobiecie i uniemożliwieniu jej opuszczenia kraju wezwał prezydenta Pakistanu Imrana Khana o nieuleganie presji tłumu.

W podobnym tonie wyraziła się organizacja Human Rights Watch, która po wyborze urzędującego obecnie prezydenta wystosowała do niego oficjalny list, upominając się o zagwarantowanie obywatelom Pakistanu podstawowych swobód i ochrony prawnej dla mniejszości religijnych, a także o zniesienie kary śmierci. Najwyraźniej nieskutecznie. Postawa Imrana Khana wywołała krytykę, gdy po uniewinniającym wyroku uległ islamskiemu TLP, domagającemu się powieszenia Asi Bibi, i uniemożliwił kobiecie opuszczenie kraju. Swoje oburzenie wyraziła była żona prezydenta, brytyjska dziennikarka Jemima Goldsmith. “To nie jest rząd, o którym marzyliśmy. Trzy dni po uniewinnieniu Asi Bibi władze postawiły ją przed niebezpieczeństwem, ustępując naciskom ekstremistów”, napisała na twitterze.

Lewacy, geje, Arabowie

Brytyjskie Stowarzyszenie na Rzecz Świeckości Państwa wystosowało apel do Ministerstwa Spraw Zagranicznych z prośbą o pomoc dla Bibi. Podobnie organizacje laickie sporządziły petycję o unieważnienie ustaw o bluźnierstwie, wyraziły też niepokój związany z ostatnimi próbami wprowadzenia podobnych praw w krajach europejskich. Prawo religijne skrytykował Mustafa Akyol, turecki dziennikarz i muzułmanin. O poszanowanie praw mniejszości religijnych upomina się Farahnaz Ispahani, posłanka z ramienia lewicowej Partii Ludowej Pakistanu. Wsparcia dla Asii Bibi domagał się również pakistański dziennikarz The Express Tribune i aktywista LGBT Salman Khan. Oburzenia nie kryła redakcja najstarszego pakistańskiego dziennika Dawn. W edytorialu pt. Kolejna kapitulacja oskarżono prezydenta Khana o ustępstwa na rzecz religijnych ekstremistów. W 2010 roku na łamach lewicowego Guardiana anglikański biskup pakistańskiego pochodzenia Michael Nazir-Ali wzywał do zniesienia blasphemy law. Cztery lata później gazeta powtórzyła apel i potępiła przejawy prześladowania chrześcijan w Pakistanie. Ensaf Haidar, saudyjska działaczka praw człowieka i żona Raifa Badawi, skazanego za rzekomą obrazę islamu na karę 1000 batów i 10 lat pozbawienia wolności, napisała na twitterze, że Asia Bibi zasługuje na azyl w Europie i Kanadzie bardziej niż ISIS i Bractwo Muzułmańskie, co było zapewne gorzką aluzją do nieostrożnej polityki migracyjnej tychże regionów.

 

 

 

 

Bezsilni

Czy zarzuty hipokryzji stawiane przez autora wspomnianego na początku posta mają uzasadnienie? Egipska komentatorka sytuacji na Bliskim Wschodzie Nervana Mahmoud zastanawia się, jakich reakcji moglibyśmy się spodziewać ze strony zachodnich postępowców, gdyby Asia Bibi była muzułmanką prześladowaną w Ameryce Donalda Trumpa. Nie są to pytania bezpodstawne. Uczciwie należy przyznać, że nie zrobiono wystarczająco wiele, żeby udzielić pomocy prześladowanej Pakistance, a niektóre reakcje pojawiły się zbyt późno. Można bowiem odnieść wrażenie, że wokół jej losów orbitowały przede wszystkim tamtejsze media lokalne, niektórzy politycy i organizacje ochrony praw człowieka oraz duchowni. Za Asią Bibi nie wstawiło się wielu znaczących zachodnich polityków (wyjątkiem jest prezydent Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani), jej sprawa nie wywołała również oddźwięku w środowisku celebrytów, którzy na ogół stają się wylewni dopiero po zamachach terrorystycznych, zapewniając wówczas na twitterze o swoich modlitwach. Tym bardziej należy chwalić tych, którym sprawa chrześcijanki była bliska sercu. Są to azjatyckie i bliskowschodnie feministki i dziennikarki, obrończynie i obrońcy praw człowieka, pakistańscy aktywiści, postępowi muzułmańscy duchowni, rzecznicy świeckości państwa, a wreszcie Sąd Najwyższy Pakistanu, który – co istotne – w wyroku uniewinniającym powołał się na książkę Przymierze proroka Mahometa z chrześcijanami na świecie kanadyjskiego muzułmańskiego uczonego Johna Morrowa. Na uznanie zasługują kraje takie jak Hiszpania czy Francja, które zaoferowały Asi Bibi azyl, a które przecież z chrześcijaństwem związane są już chyba tylko kulturowo.

Ale nie można przecież zapomnieć o zwykłych ludziach, nieznanych nam z imienia, którzy nie zignorowali wołania o pomoc, i pomogli, na ile było to możliwe. Historia Asi Bibi uczy nas, że nie należy nie doceniać najmniejszej nawet formy wsparcia. W swoim eseju Siła bezsilnych Václav Havel napisał: “Każdy z nas ma możliwość zrozumienia, że również on – choćby absolutnie nic nie znaczył i był całkiem bezsilny – może zmienić świat”. Jest to wiedza, której często się nie docenia. Współczesny aktywizm w walce o sprawiedliwość opiera się między innymi na działalności wirtualnej. Internet daje nam możliwość dotarcia do polityków i osób publicznych, podpisania petycji czy wysłania mejla do odpowiedniego człowieka lub instytucji. Takie działania mogą stać się momentem przełomowym, zwłaszcza, gdy towarzyszy im kolektywny wysiłek wielu zwykłych ludzi. Sam fakt uświadomienia sobie tego, przez co przechodzą ludzie w innej szerokości geograficznej, stanowi preludium do naprawiania świata. Społeczeństwo dobrej woli w Pakistanie i na Bliskim Wschodzie daje nam lekcję, że nasze losy są wzajemnie ze sobą powiązane. Mniejszości religijne i seksualne, osoby uciskane i prześladowane są świadectwem, że wszyscy jesteśmy ofiarami tej samej niszczycielskiej siły, depczącej ludzką godność. Dlatego tak ważna jest odpowiedzialność i troska o siebie nawzajem.

Amerykańska działaczka socjalistyczna i Służebnica Boża Dorothy Day powiedziała: „Ludzie patrząc na nasze zmagania, pytają: Po co ten cały wysiłek? Nie rozumieją, że wszystko, co możemy zrobić w tym momencie, to ułożyć jedną cegłę, wykonać jeden krok.

Kamień wrzucony do stawu wzbudza fale, które rozchodzą się we wszystkich kierunkach. Tak jest z każdą z naszych myśli, słów i czynów. Nikt nie ma prawa usiąść i powiedzieć, że jest bezsilny. Jest za dużo do zrobienia”.


>> Ekumenizm.pl: Chrześcijanka z Pakistanu uwolniona od zarzutu bluźnierstwa


Głos Prześladowanych Chrześcijan, Pomoc Kościołowi w Potrzebie, Open Doors to niektóre z organizacji wspierające prześladowanych chrześcijan. Żeby pomóc w ratowaniu prześladowanych wyznawców w Pakistanie możesz wysłać SMS o treści RATUJĘ na numer 72405 (2,46 zł brutto, Pomoc Kościołowi w Potrzebie).