Kościół wobec nazizmu

0

Każdy tematyczny numer miesięcznika „Znak” jest interesujący, ale tegoroczny numer kwietniowy z pewnością zostanie zaliczony do najważniejszych. Zatytułowany jest: Bezsilność czy oportunizm? Kościół wobec nazizmu. Już to wyjaśnia, dlaczego zasługuje on na zupełnie wyjątkową uwagę.

Korpus numeru kwietniowego stanowią trzy artykuły, z których każdy stara się udzielić odpowiedzi na postawione w tytule pytanie. Historyk z uniwersytetu we Freiburgu Arkadiusz Stempin (Krzyż przeciwko swastyce?) przypomina, że Kościoły protestanckie – inaczej niż Kościół katolicki – widziały w Adolfie Hitlerze zesłańca Bożego. Sam nazizm jednak odnosił się do chrześcijaństwa wrogo, a przynajmniej instrumentalnie, i stworzył pseudoreligię, przypominającą bluźnierczą parodię chrześcijaństwa, z własną liturgią w postaci nazistowskiej mszy, nazistowskimi sakramentami chrztu, małżeństwa i pogrzebu. Instrumentalne traktowanie Kościoła katolickiego przez nazizm ujawniło się szczególnie przy zawarciu konkordatu ze Stolicą Apostolską – III Rzesza zinterpretowała je jako uznanie przez Kościół państwa narodowosocjalistycznego. Konkordat z 20 lipca 1933 roku (wynegocjowany przez sekretarza stanu kard. Eugenio Pacellego) dał Kościołowi koncesje w sprawie szkół wyznaniowych i nauczania religii, ale nałożył na niego apodyktyczne sidła: rozwiązanie katolickich organizacji politycznych i zakaz działalności politycznej dla duchownych. Od tego momentu nazistowskie władze miały wolną rękę w łamaniu postanowień konkordatu, a biskupi, choć w dalszym ciągu nie gloryfikowali ideologii nazistowskiej, spieszyli z deklaracjami lojalności dla państwa Hitlera. Przestrzegając postanowień konkordatu, nie mogli też protestować w takich „politycznych” sprawach jak sterylizacja, eutanazja czy prześladowanie Żydów.


Encyklikę potępiającą expressis verbis antysemityzm (rasizm w ogóle potępiała już encyklika Mit brennender Sorge z 1937 roku) chciał opublikować złożony chorobą Pius XI. Chciał ją ogłosić 11 lutego 1939 roku. Zmarł tuż przed jej ogłoszeniem. Jego następca, Pius XII, papież Pacelli, schował ją do szuflady, co podpowiadała mu natura powściągliwego dyplomaty. Nie można go jednak oskarżyć, że był poplecznikiem Hitlera. Nie pojął do końca grozy diabelskiego nazizmu. Zabrakło mu wizji proroka, którego ludzkość i Kościół wówczas bardzo potrzebowali. Swoją postawą Pius XII nie ułatwiał działania biskupom niemieckim, którzy (z nielicznymi wyjątkami) tolerowali rabunek kościelnego mienia, milczeli wobec prześladowań Żydów i Holokaustu oraz wspierali z poczucia obowiązku kampanie Hitlera, by nie narazić się na zarzut zdrady państwa.


Prof. Donald Nicholl (Umiejętność rozeznania duchów), współpracownik Matki Teresy z Kalkuty, na pytanie, jak potworności wojny mogły się zdarzyć w jednym z najbardziej rozwiniętych kulturowo państw, odpowiada za Niemcami: zabrakło zdolności rozeznania duchów. Czego zatem nie potrafili dostrzec niemieccy chrześcijanie, zwłaszcza katolicy, dlaczego nie zmienili biegu historii? Autor pisze: Z pewnością jeden z powodów można wyrazić następująco: nie wystarczy, byś potrafił dostrzec zło, które zbliża się do ciebie lub twojej rodziny. Musimy jeszcze umieć dostrzec zagrożenie, które czyha na innych. Niemieccy katolicy bardzo rzadko podnosili głos w obronie ludzi niebędących członkami Kościoła katolickiego. Biskupi niemieccy nie docenili też woli oporu przeciw nazizmowi wśród katolików świeckich. Dziś historycy dysponują sporą liczbą przykładów na to, że wierni katoliccy wykazywali większą gotowość do duchowego sprzeciwu, niż spodziewali się po nich ich biskupi. To jakaś małoduszność, a może i herezja eklezjologiczna: niedostrzeganie działania Ducha Świętego wśród ludzi stanowiących Kościół, działania podtrzymującego ich w przylgnięciu do prawdy. Sporo też o tamtym okresie mówią słowa wypowiedziane przez biskupa von Preysinga o kardynale Bertramie, przewodniczącym niemieckiego episkopatu, ostrożnym w postępowaniu z nazistami: Cnota roztropności ma dla biskupa Wrocławia o wiele większą wartość niż cnota prawdy.


Ks. Martin Rhonheimer (Milczenie Kościoła. Katolicy i Żydzi w nazistowskich Niemczech) wskazuje na to, że pociąg do Auschwitz mogłoby zatrzymać (jeśli w ogóle to możliwe) tylko jednoznaczne przeciwstawienie się wszelkiej formie antysemityzmu już w czasach, gdy jeszcze nikt nie myślał o „ostatecznym rozwiązaniu”. Ale w kościelnym nauczaniu spokojnie sąsiadowały katolicki antyrasizm i chrześcijański antysemityzm społeczny (Żydów obarczano odpowiedzialnością za wszystko, co w życiu politycznym i społecznym miało charakter antychrześcijański). Dwoistość postawy Kościoła była wynikiem standardowej teologii, według której Żydzi, będący dotąd narodem wybranym, zostali przez Boga odrzuceni i przeklęci jako zabójcy Jezusa Chrystusa. Dlatego też nie pojawił się sprzeciw wobec niszczenia synagog, których nie chrześcijanie nie traktowali jako „domu Bożego”. Słowa proboszcza berlińskiej katedry ks. Bernharda Lichtenberga o synagogach: Również to są domy Boże wypowiedziane w listopadzie 1938 roku, gdy te świątynie płonęły, były wyrazem odwagi, ale i świadectwem odmiennej teologii.


Artykuły uzupełnia rozmowa, którą redaktorzy „Znaku” przeprowadzili z prof. Anną Wolff-Powęską, ks. Manfredem Deselaersem i ks. Grzegorzem Rysiem. Na baczniejszą uwagę zasługuje rola i postawa Kościoła katolickiego po upadku nazizmu. Ks. Deselaers podkreślił, że podkreślił, że to na nim – jako na instytucji, która przetrwała i jest wiarygodna (wielu księży było więzionych w Dachau) – po wojnie oparli się ci, którzy zabierali się do odbudowy życia społecznego. Po kapitulacji, przymusowych wypędzeniach i po podziale państwa Niemcy bardzo potrzebowali Kościoła – jedynej instytucji, która mogła tym udręczonym ludziom dać nadzieję (Wolff-Powęska). – Republika Federalna Niemiec naprawdę ma Kościołowi wiele do zawdzięczenia – konkluduje pani profesor. W latach 70., wraz ze zmianą pokoleniową, w Kościele niemieckim przyszło ostre wyznanie winy ze słowami: Staliśmy plecami do narodu żydowskiego, zajęci naszymi sprawami… To w środowisku chrześcijan zrodziła się też organizacja Akcja „Znaki pokuty”, w której młodzi ludzie w Izraelu i Oświęcimiu służyli pokojowi. Jednak niektórzy ludzie Kościoła stawiali opór wobec denazyfikacji, wielu nazistów otrzymało od Kościoła oczyszczające ich dokumenty, a niektórym udało się uciec dzięki rezydującemu w Rzymie biskupowi Hudali.


Numer przynosi też dwugłos na temat „Pasji” Mela Gibsona. Dla Artura Grabowskiego (Corpus Christi) „Pasja” to świadoma siebie sztuka dewocyjna, podobna do ikon Rublowa czy ołtarza Wita Stwosza, której celem jest wzbudzenie przeżyć religijnych. Stefan Wilkanowicz (Gibsona film o szatanie) natomiast zapytuje: Czy to film antysemicki? I odpowiada: Dla antysemitów zapewne tak (tu warto przypomnieć reakcje niektórych Arabów na Bliskim Wschodzie, dla których film nie był dostatecznie antysemicki), dla mnie nie, bo zbyt odległy od rzeczywistości. Ale nadaje się do szerzenia antysemityzmu. Poważnym mankamentem „Pasji” jest to, że można się odeń zarazić wszechobecną w niej nienawiścią, także nienawiścią do nienawiści.


W dziale „Zdarzenia-Książki-Ludzie” ks. Jan Kracik (Krzyż nie tylko w cieniu swastyki) omawia książkę profesor Anny Wolff-Powęskiej A bliźniego swego… Kościoły w Niemczech wobec „problemu żydowskiego” (Poznań 2003). Jego omówienie to historia antyjudaizmu w pigułce. A dla osób pragnących poszerzyć swoją wiedzę na temat stosunku Kościoła katolickiego do nazizmu spis lektur uzupełniających.


5 marca tego roku umarł ks. Stanisław Musiał. Na łamach „Znaku” wspomina go Janusz Poniewierski (Staszek). Napisał o nim: Nazywano Go „prorokiem”, „sumieniem polskiego Kościoła”. Chodziło, oczywiście, o piętnowanie antysemityzmu – i budowanie nowej, lepszej przyszłości w relacjach polsko-żydowskich. Ojciec Musiał, i na tym polega chyba jego wielkość, potrafił dostrzec zło, które zagrażało innym, ludziom spoza instytucjonalnego Kościoła.


Forum Znak