Od dyktatury do rozporków – list kilku pastorów

0

Grupka protestanckich pastorów ogłosiła list otwarty do „ewangelicznych przywódców chrześcijańskich” i „władz samorządowych naszej ziemskiej Ojczyzny” w obronie suwerenności rodziny, reagując na ogłoszony przez Prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego „Deklarację LGBT+”. Sygnatariusze – głównie baptyści – przekonują, że deklaracja odwołująca się do wytycznych ONZ „uderza w prawa rodziców i dobro dzieci na wiele sposobów.”


List kończy się apelem:

Szanowni Państwo, prosimy i zachęcamy. Działanie nie pod wpływem rozkrzyczanych, czy jedynie politycznie poprawnych głosów, ale z namysłem nad pomyślnością naszego kraju w perspektywie wielu pokoleń. Z refleksją również nad naszą przeszłością. Wspierajcie rodziny w trudach wychowania; wzmacniajcie, a nie zniechęcajcie. Pomagajcie, zabezpieczając przestrzeń na nauczanie wartości, które sprawdziły się przez wieki. Miejcie wstrzemięźliwość i rozsądek względem tych rzekomo lepszych, które jak na razie nie potrafią w żaden sposób wykazać się swym kulturotwórczym działaniem. Tego Wam życzymy i o to prosimy.


Komentarz

Kilku protestanckim duchownym – niektórzy sprawują urzędy porównywalne w innych Kościołach z posługą biskupa – udało się spektakularne samozaoranie. Pokazali, że bez względu na wypowiadane opinie, różnice w ocenie tego, czym jest, a czym nie jest deklaracja Trzaskowskiego, ich samych i ich świętego oburzenia nie warto traktować poważnie.

Przegadane, utrzymane w świętoszkowatym tonie orędzie z naprężonym palcem wskazująco-skazującym odsłania świat, w którym rządzą strach, fobie i strzygi na miotłach. Znane z innych Kościołów epistolarne moralitety ochoczo i natarczywie wdzierające się do sypialni, rozporków i umysłów, celem zaspokojenia jakiegoś dziwnego i niesłabnącego zainteresowania cielesnością, zapragnęły teraz wylać się spod protestanckich strzech.

A drgawki oburzenia są tak intensywne, że niezbędne stało się odwołanie do totalitaryzmów/dyktatur, które wymordowały miliony ludzkich istnień. Owo zestawienie jest najlepszą wizytówką tego listu. W takiej oto nekro-scenerii grupka duchownych protestanckich postanowiła przypomnieć rządzącym (wierzącym i niewierzącym), czego, zdaniem sygnatariuszy, Bóg od nich oczekuje. Jak wiadomo, wystarczy biblijna podpórka, chwila refleksji i zmarszczone od zaniepokojenia czoło tudzież akt strzelisty ku niebiosom, by wiedzieć, czego Bóg pragnie. A pragnie bez wątpienia postraszyć liberalne szumowiny, przypominając o totalitaryzmach i dyktaturach, za które środowiska LGBT najwyraźniej mistycznie odpowiadają. Ale dlaczego panowie się powstrzymujecie aż tak bardzo, skoro już totalitaryzmy i dyktatury to może od razu Himmlera przywołać: „Lecz życie seksualne nie jest już prywatną sprawą, ponieważ dotyczy przeżycia narodu. To jest różnica miedzy zawładnięciem świata a samozniszczeniem.”

Nie miejsce i czas by wgłębiać się w historię rodziny tudzież w bezcenny wkład Kościołów różnych wyznań, które uczyniły naprawdę wiele by stłamsić, złamać, zadeptać lub zabić (także dosłownie) ludzkie odruchy, uczucia, marzenia i wrażliwości. Kościoły zawsze znajdywały jakieś bogobojne uzasadnienie, by unicestwić całe biografie i sprowadzić wszystko do kodeksu restryktywnych fobii i autoopętania seksem. Nie odbieram prawa protestanckim ani żadnym innym duchownym do zabierania głosów w sprawach, które ich poruszają i tego prawa będę bronić. Ale nie widzę też powodu, by ograniczać się do cichego politowania, gdy rzuca się granat w sam środek debaty społecznej i to w przekonaniu, że siła porównań to jakby confetti prosto od Ducha Świętego uwiązanego na łańcuchu kościelnej służby i aportującego na zawołanie.

Duchowni rysują czarno-białą katastrofę, wymieniając w jednym rzędzie tożsamość seksualną, życiowe tragedie i zranienia, mówiąc o krzywdzeniu dzieci i gwałtach oraz totalitarnej ingerencji państwa. Trudno traktować poważnie takie zestawy, dodatkowo obłudnie otulone w deklaracje, że: „nie odmawiając prawa osobom dorosłym do wyboru własnej homoseksualnej drogi – bowiem szacunek do każdego człowieka, bez względu na jego styl życia jest wpisany w chrześcijańską etykę – uważamy, że nie jest zadaniem szkoły ani samorządu wpajanie dzieciom postaw i wartości obcych ich domom.”

Strach pomyśleć, gdyby sygnatariusze byli decydentami i w imię Boże sięgnęli po stery polskiego szkolnictwa w XXI wieku. Przypomnieliby niechybnie, jak bardzo chrześcijaństwo potrafi się stać śmiercionośną i pełną pogardy ideologią, z jakim z sukcesem przez wieki potrafiło poprzez swoich funkcjonariuszy niszczyć ludzi i skutecznie wywoływać paroksyzm na sam dźwięk słowa „Bóg” czy „Kościół”.

Wymyślony na potrzeby przedstawienia demon gender pojawia się nawet w (chyba dla autorów retorycznym?) pytaniu, „czy ideologia gender byłaby w stanie przeprowadzić naród przez trudne chwile?” List, co do oceny którego z pewnością opinie się będą różnić, wydaje się świadectwem intelektualnej i duchowej opresji, dowodem, że za seksualizację, trywializację chrześcijańskiego orędzia mogą być w równym lub podobnym stopniu odpowiedzialni ci, którzy krzyżują żabę lub piszą listy jak te, w których totalitarne straszaki i hasła z internetowych farm trolli stają się językiem moralizatorskiego komentariatu Oczywiście, niezmiennie z Biblią w dłoni i jednoosobowymi papieżątkami za pulpitami w roli katedr.

Dariusz Bruncz