Polityzowana wiara nie jest wiarą

0

77 wpływowych przedstawicieli ewangelikalnego chrześcijaństwa w USA opublikowało 7 maja br. dokument, poświęcony nieporozumieniom, związanym z terminem „ewangelikalny”, pojawiającymi się w kontekście walki politycznej. Zgodnie z intencją autorów 19-stronicowy tekst definiuje „drogę środka dla 45 milionów ewangelikanych, znajdujących się między liberalnym rewizjonizmem a konserwatywnym fundamentalizmem.”

Chrześcijanie z obydwu stron politycznego spektrum, zarówno z lewej, jak i z prawej strony, popełnili błąd polityzacji wiary. Odpowiadanie na osłabienie religijnej prawicy odmładzaniem religijnej lewicy jest błędem. Polityzowana wiara jest bez wiary, głupia i destrukcyjna dla Kościoła – stwierdza dokument.


Tekst dostępny na stronie www.evangelicalmanifesto.com przedstawia również krótka historię amerykańskiego ewangelikalizmu, definiuje podstawowe zasady wiary ewangelikalnych chrześcijan oraz ostrzega z jednej strony przed eliminowaniem religii z życia publicznego, a z drugiej krytykuje „niebezpieczny sojusz między Kościołem a państwem.”

Wstyd nam za kolegów

W prezentacji manifestu wzięli udział prominentni przedstawiciele środowisk ewangeliaklnych, w tym Richard Mouw, prezydent Fuller Theological Seminary. Dokument powstał, ponieważ spotkaliśmy przyjaciół, którzy wstydzili określać się mianem ewangelikalnych i byli zażenowani publicznym zachowaniem niektórych osób, działających w ruchu ewangelikalnym – mówił Mouw w waszyngtońskim Klubie Prasowym.


Z kolei Os Guinness, założyciel Trinity Forum w Burke (prestiżowa akademia liderów społecznych i politycznych) ze smutkiem stwierdził, że na rynku wydawniczym rozchodzą się książki autorów, występujących w telewizji z „ewangeliami dobrego samopoczucia”, którzy następnie muszą przepraszać członków własnych Kościołów za to, że sprzeniewierzyli się wierze, gdy wracają do domu.


Obserwatorzy amerykańskiego życia religijnego zauważają, że dokumentu nie podpisało kilka znanych nazwisk, szczególnie ze środowisk związanych z Południowymi Baptystami. Niemniej jednak umiarkowane środowiska ewangelikalne liczą, że tekst wywoła dyskusję i zastopuje masowe zaangażowanie ewangelikalnych kaznodziejów w bieżącą politykę.