Rozmowy

Małżeństwa ekumeniczne a kościelny grajdołek — rozmowa z Andrzejem Weigle nt. pierwszych w Polsce rekolekcji dla małżeństw wyznaniowo mieszanych


W dniach od 8 do 9 maja br. odbę­dą się w Łodzi pierw­sze w Pol­sce reko­lek­cje dla par, mał­żeństw i rodzin wyzna­nio­wo mie­sza­nych. Oprócz kon­fe­ren­cji, zapla­no­wa­no dys­ku­sje i nabo­żeń­stwa eku­me­nicz­ne z kaza­nia­mi abp. Grze­go­rza Rysia i bp. Jerze­go Sam­ca. Roz­ma­wia­my z jed­nym z ini­cja­to­rów przed­się­wzię­cia, p. Andrze­jem Weigle.



W Łodzi odbę­dą się w naj­bliż­szy week­end pierw­sze w Pol­sce reko­lek­cje dla mał­żeństw wyzna­nio­wo mie­sza­nych. Czy to nie jest cza­sem tak, że pro­ble­mem nie są owe mał­żeń­stwa, ale same Kościo­ły? A więc czy nie powin­no być odwrot­nie, że to mał­żon­ko­wie „orga­ni­zu­ją” reko­lek­cje dla Kościo­łów?

Myślę, że tak po czę­ści jest. Ponie­waż jest to ini­cja­ty­wa oddol­na, to moż­na uznać, że te reko­lek­cje są też „orga­ni­zo­wa­ne” przez mał­żeń­stwa dla Kościo­łów. Może nie mówi­my o tym wprost, ale to hasło, któ­re przy­ję­li­śmy „Co Bóg złą­czył, czło­wiek nie­chaj nie roz­łą­cza” jest z jed­nej stro­ny adre­so­wa­ne do mał­żeństw i rodzin, aby wewnętrz­nie sta­ra­ły się zna­leźć poro­zu­mie­nie i jed­ność, ale jest też takim wyzwa­niem, któ­re świec­cy sta­wia­ją wobec Kościo­łów.

Ale po co wam duchow­ni, sko­ro dobrze doga­du­je­cie się jako mał­żon­ko­wie o róż­nej przy­na­leż­no­ści wyzna­nio­wej? Tym bar­dziej, że nie­któ­rzy duchow­ni, przy zawie­ra­niu takich mał­żeństw są tymi, któ­rzy hamu­ją, utrud­nia­ją, a cza­sa­mi odcią­ga­ją od zawar­cia takie­go mał­żeń­stwa?

Nie cho­dzi tyle o duchow­nych, ale poczu­cie przy­na­leż­no­ści do Kościo­ła czy nawet struk­tu­ry, w któ­rej obo­wią­zu­ją pew­ne zasa­dy – czy to będzie pra­wo kano­nicz­ne czy zasad­ni­cze pra­wo kościel­ne. Potrze­bu­je­my mięk­kiej akcep­ta­cji dla wybo­rów, któ­rych na co dzień musi­my doko­ny­wać.

W jakim sen­sie? Prze­cież w reko­lek­cjach uczest­ni­czą oso­by, któ­re już są mał­żon­ka­mi.

Nie tyl­ko, bo zapro­szo­ne są też pary, któ­re jesz­cze nie wstą­pi­ły w zwią­zek mał­żeń­ski. Ale wra­ca­jąc do pyta­nia podam przy­kład — znacz­na część mał­żon­ków z rodzin wyzna­nio­wo mie­sza­nych odczu­wa dys­kom­fort zwią­za­ny cho­ciaż­by z kwe­stią uczest­nic­twa w Mszy świę­tej czy w nabo­żeń­stwach w nie­dzie­lę. Jeśli np. stro­na rzym­sko­ka­to­lic­ka prze­pra­co­wa­ła to i wycho­dzi z zało­że­nia, że jeśli świę­ci­my dzień świę­ty to waż­ne jest, aby robić to razem i uczęsz­cza ze współ­mał­żon­kiem na nabo­żeń­stwo w Koście­le ewan­ge­lic­kim czy litur­gię w Cer­kwi pra­wo­sław­nej, to szu­ka roz­wią­zań i akcep­ta­cji dla swo­ich decy­zji, żeby unik­nąć lub zmi­ni­ma­li­zo­wać kon­flikt sumie­nia.

Ale wła­śnie kato­li­ków obo­wią­zu­je nakaz świę­to­wa­nia nie­dzie­li we wła­snym Koście­le, nawet jeśli pój­dą na litur­gię do inne­go Kościo­ła, w któ­rym jest współ­mał­żo­nek.

Tak, ale jeśli posłu­cha się wypo­wie­dzi nie­któ­rych mał­żon­ków, to zoba­czy­my, że oni prze­pra­co­wa­li to w sobie i stwier­dzi­li, że waż­niej­sze jest to, aby być razem niż to, aby wypeł­nić obo­wią­zek praw­ny.

I do tego potrzeb­ni są duchow­ni, aby mie­li powie­dzieć, czy to jest dobrze czy to jest źle, tak?

W pew­nym sen­sie tak. Moż­na powie­dzieć, że cho­dzi o to, aby swo­ją obec­no­ścią pośród nas „auto­ry­zo­wa­li” pew­ne­go rodza­ju wybo­ry.

Ale po co mają to robić?

Po to, aby ducho­wy dys­kom­fort był mniej lub w ogó­le nie­od­czu­wal­ny.

Czu­je­cie ten dys­kom­fort?

Tak.

Dla­cze­go?

To może przy­kład uka­zu­ją­cy czę­ste sytu­acje. Mamy parę pra­wo­sław­no-rzym­sko­ka­to­lic­ką, w któ­rej każ­da ze stron przed ślu­bem jest zobo­wią­za­na do zło­że­nia dekla­ra­cji, wręcz zobo­wią­zu­je się, że wycho­wa dzie­ci w swo­im Koście­le. Żyją w poczu­ciu dys­kom­for­tu ducho­we­go czy nawet psy­chicz­ne­go, bo wie­dzą o tym, że zła­ma­li, czy jed­no z nich zła­ma­ło prze­pi­sy kościel­ne.

Potwier­dza pan wła­śnie to, co powie­dzia­łem wcze­śniej: Kościo­ły i ich duchow­ni kom­pli­ku­ją i utrud­nia­ją sytu­acje nup­tu­rien­tów i póź­niej mał­żon­ków.

Dla­te­go nasze reko­lek­cje są tak­że dla Kościo­łów, świec­kich i duchow­nych czy władz kościel­nych po to, aby zro­zu­mieć, że takie sytu­acje są z grun­tu achrze­ści­jań­skie, gdyż są prze­ciw­ne przy­ka­za­niu miło­ści.

Ależ wręcz prze­ciw­nie: część Kościo­łów argu­men­tu­je swo­je zasa­dy tro­ską o zacho­wa­nie wia­ry, argu­men­tu­jąc, że czy­nią to wła­śnie z miło­ści do ludzi, któ­rym praw­da się nale­ży.

Cóż to jest praw­da?

No, ok może­my „jechać” Piła­tem, ale czy nie ocze­ku­je­cie od duchow­nych w sumie rze­czy nie­moż­li­wych? Jakiejś kano­nicz­nej gim­na­sty­ki, aby wypra­co­wa­li coś, co abso­lut­nie nie leży w ich kom­pe­ten­cjach? Przy­po­mi­nam o kano­nach apo­stol­skich i KPK.

Ecc­le­sia sem­per refor­man­da.

Ale to jest już przy­czy­nek ewan­ge­lic­ki, po czę­ści rzym­sko­ka­to­lic­ki, ale nie­ko­niecz­nie pra­wo­sław­ny.

Jasne, tyl­ko ja nawią­zu­ję do kon­kret­nych, wzię­tych z życia wypo­wie­dzi mał­żon­ków, któ­ry­mi podzie­li­li się z nami jako wpro­wa­dze­nie do reko­lek­cji. W jed­nej z nich poja­wia się pięk­ne zda­nie: tak dłu­go jestem zgod­ny ze swo­im Kościo­łem, jak dłu­go swo­im zacho­wa­niem nie ranię czło­wie­ka, któ­re­go kocham. Jeże­li jakim­kol­wiek swo­im zacho­wa­niem go ranię, to zna­czy, że to już nie jest coś, cze­mu muszę się pod­po­rząd­ko­wy­wać.

Rze­czy­wi­ście pięk­nie brzmi, ale…

Może zilu­stru­ję to na swo­im przy­kła­dzie. Zawie­ra­li­śmy ślub w Koście­le ewan­ge­lic­kim, ale moja żona chcia­ła, aby wszyst­ko „zała­twio­ne” zgod­nie z zasa­da­mi Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go. Uzy­ska­li­śmy więc zgo­dę na odstęp­stwo od for­my kano­nicz­nej i było też jej zobo­wią­za­nie do wycho­wa­nia dzie­ci w swo­im Koście­le. Z mojej stro­ny było potwier­dze­nie, że przyj­mu­je owo stwier­dze­nie do wia­do­mo­ści. Oby­ło się bez trud­no­ści do momen­tu, kie­dy rodzi­ły się cór­ki, gdyż usta­li­li­śmy, że jak uro­dzą się dziew­czyn­ki to pój­dą za wyzna­niem mat­ki, a jak chłop­cy to za moim. Uro­dzi­ły się trzy cór­ki. Minę­ło wie­le lat i uro­dził się syn. Mie­li­śmy więc pewien dyle­mat, ale poszli­śmy wte­dy do bp. Tade­usza Piku­sa, któ­ry był wów­czas prze­wod­ni­czą­cym Rady ds. Eku­me­ni­zmu KEP, aby podzie­lić się z nim tym pro­ble­mem. Powie­dział wte­dy, że jeże­li nasza decy­zja wypły­wa z prze­ko­na­nia o wspól­nej miło­ści i w ten spo­sób chce­my sobie oka­zać sza­cu­nek oraz miłość to prze­pi­sy kościel­ne nie mogą nas blo­ko­wać.

W efek­cie pod­ję­li­śmy decy­zję, że nasz syn zosta­nie ochrzczo­ny i wycho­wa­ny w Koście­le ewan­ge­lic­ko-augs­bur­skim. I myślę, że wła­śnie tego m. in. potrze­bu­ją mał­żeń­stwa – poczu­cia, że nie sto­ją w opo­zy­cji do prze­pi­sów kościel­nych, co wyni­ka jasno z wypo­wie­dzi i ankiet, jakie do nas dotar­ły.

Przy­kła­dy kra­jów, w któ­rych seku­la­ry­za­cja jest na nie­co dal­szym eta­pie i tych, w któ­rych jest znacz­nie więk­szy odse­tek mał­żeństw o róż­nej przy­na­leż­no­ści wyzna­nio­wej, poka­zu­ją, że to nie mał­żon­ko­wie dosto­so­wu­ją się do ram narzu­co­nych przez Kościo­ły, ale wręcz odwrot­nie: Kościo­ły aktyw­nie dusz­pa­ste­rzu­ją i dosto­so­wu­ją się do sytu­acji mał­żeństw, rezy­gnu­jąc z ‘eku­me­nicz­ne­go dyk­ta­tu’. Czy o wie­le bar­dziej nie jest potrzeb­na zmia­na spo­so­bu myśle­nia w Kościo­łach?

Myślę, że nasze reko­lek­cje są pró­bą doko­na­nia reflek­sji, któ­ra bar­dziej uwzględ­nia­ła­by szcze­gól­ną sytu­ację mał­żeństw dwu­wy­zna­nio­wych. Oczy­wi­ście, spra­wa ta doty­czy bar­dziej Kościo­łów mniej­szo­ścio­wych niż więk­szo­ścio­we­go. Ale mamy też die­ce­zje czy regio­ny w Pol­sce, gdzie mniej­szość jest bar­dziej zauwa­żal­na lub miej­sca­mi jest nawet więk­szo­ścią – mam tutaj na myśli Pod­la­sie w przy­pad­ku pra­wo­sław­nych, Śląsk Cie­szyń­ski dla lute­ran czy tzw. stro­ny łódz­kie dla maria­wi­tów. Mam nadzie­ję, że te reko­lek­cje będą pre­sją od dołu. Może nie cho­dzi tyle o oglą­da­nie się na Kościo­ły, ale o wywie­ra­nie naci­sku, aby spró­bo­wa­ły zmie­nić kąt patrze­nia, dusz­pa­ster­ską opty­kę.

Jed­nak reko­lek­cje ani roz­mo­wy z sym­pa­tycz­nym bisku­pem, któ­ry wyda­je się otwar­ty, ani jakie­kol­wiek inne dzia­ła­nia nie są w sta­nie zmie­nić twar­dej lite­ry pra­wa czy kano­nów.

Instruk­cja dla mał­żeństw mie­sza­nych opra­co­wa­na na wzór wło­skie­go doku­men­tu wie­le lat temu, też łama­ła dotych­cza­so­wą prak­ty­kę. A żeby się­gnąć dalej – czy Sobór Waty­kań­ski nie doko­nał rewo­lu­cji, jak pan to okre­śla, w twar­dych lite­rach pra­wa?

Ponie­kąd. Wasze reko­lek­cje przy­pa­da­ją dokład­nie w 10. rocz­ni­cę przy­ję­cia doku­men­tu w Pol­sce przez Komi­sję ds. Dia­lo­gu mię­dzy Pol­ską Radą Eku­me­nicz­ną a Kon­fe­ren­cją Epi­sko­pa­tu Pol­ski (KEP) Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go. Od deka­dy pro­jekt znaj­du­je się w waty­kań­skiej zamra­żal­ce. I co? I nic. Bisku­pi się uśmie­cha­ją. Nie­mniej odno­szę wra­że­nie, że ten doku­ment jest bar­dziej pro­to­ko­łem róż­nic czy kościel­nym pak­tem o nie­agre­sji w odnie­sie­niu do mał­żeństw niż czymś prze­ło­mo­wym. Może tym bar­dziej nale­ży pozo­sta­wić spra­wy mał­żeń­stwa mał­żon­kom?

Wró­cę może znów do doświad­czeń osób. Jed­na z pań opo­wia­da, że ze związ­ku mię­dzy nią, lute­ran­ką, a kato­li­kiem mie­li przed ślu­bem poważ­ne dys­ku­sje, gdzie zawrzeć ślub. Żad­na ze stron nie była zbyt chęt­na, aby zawrzeć ślub w Koście­le narzeczonego/narzeczonej. I wte­dy za wie­dzą i suge­stią duchow­nych nie zde­cy­do­wa­li się w ogó­le na ślub kościel­ny. Wzię­li tyl­ko ślub cywil­ny. To samo doty­czy wycho­wa­nia dzie­ci: część respon­den­tów dzie­li­ła się doświad­cze­niem, że nie zde­cy­do­wa­li się na ochrzcze­nie dziec­ka, cze­ka­jąc aż będzie doro­słe i samo zde­cy­du­je, w któ­rym Koście­le chce być.

pro­jek­cie doku­men­tu czy­ta­my: „Kościo­ły nie widzą moż­li­wo­ści ponad­kon­fe­syj­ne­go wycho­wa­nia dzie­ci. Budo­wa­nie toż­sa­mo­ści chrze­ści­jań­skiej wyma­ga zawsze zako­rze­nie­nia w okre­ślo­nej tra­dy­cji, cze­mu rów­no­cze­śnie powin­na towa­rzy­szyć wraż­li­wość eku­me­nicz­na.” Jak nale­ży reali­zo­wać wycho­wa­nie dzie­ci w duchu wraż­li­wo­ści eku­me­nicz­nej z odrzu­ce­niem ponad­kon­fe­syj­no­ści?

To jest chy­ba dość pro­ste. W momen­cie, kie­dy nie ma pre­sji ze stro­ny Kościo­łów, że wszyst­kie dzie­ci muszą zostać ochrzczo­ne i wycho­wa­ne w wyzna­niu danej stro­ny, to jest to abso­lut­nie decy­zja mał­żon­ków. Nakła­da się na to duch eku­me­ni­zmu, że te dzie­ci pozna­ją od naj­młod­szych lat róż­no­rod­ność i być może pły­ną­ce z niej pięk­no.

Chciał­bym jed­nak wró­cić do wcze­śniej­szej wypo­wie­dzi o Kościo­łach i „łama­niu” kano­nów. Prze­cież w Niem­czech Kościo­ły wyszły naprze­ciw mał­żon­kom mie­sza­nym wyzna­nio­wo dopusz­cza­jąc moż­li­wość wspól­ne­go przy­stę­po­wa­nia do Komu­nii Świę­tej

To była wła­ści­wie kwe­stia Kościo­ła, a nie Kościo­łów i dokład­niej rzecz ujmu­jąc poszcze­gól­nych die­ce­zji rzym­sko­ka­to­lic­kich, a jesz­cze kon­kret­nie bisku­pa miej­sca, któ­ry miał pra­wo taką furt­kę na swo­im tere­nie otwo­rzyć – nie we wszyst­kich die­ce­zjach to się uda­ło, choć prak­ty­ka jest dość powszech­na.

Nie­mniej było to moż­li­we i poka­zu­je, że inne roz­wią­za­nia nie są wyklu­czo­ne. Może rów­nież nasze reko­lek­cje przy­czy­nią się do tego, że takie dzia­ła­nia będą prak­ty­ko­wa­ne rów­nież w Pol­sce?

Wra­ca­jąc do 10-let­nie­go już doku­men­tu. A może to jest tak, że jest on nie­co fety­szy­zo­wa­ny i opra­wio­ny w baj­ko­wą nar­ra­cję, że gdy tyl­ko się poja­wi to pro­ble­my mał­żeństw znik­ną jak ręką odjął

Oczy­wi­ście że pro­ble­my nie znik­ną. Ale przy­zna pan, że ocze­ki­wa­nie przez tyle lat na wdro­że­nie doku­men­tu, któ­ry prze­cież został uzgod­nio­ny na pozio­mie Epi­sko­pa­tu i Pol­skiej Rady Eku­me­nicz­nej, jest, powiem bru­tal­nie, wku­rza­ją­ce i fru­stru­ją­ce, a ponad­to sta­wia pod zna­kiem zapy­ta­nia wszyst­kie pięk­ne sło­wa o potrze­bie eku­me­ni­zmu, któ­re przez jeden tydzień stycz­nia roz­brzmie­wa­ją w naszych Kościo­łach.

Mał­żeń­stwa wyzna­nio­wo mie­sza­ne doty­czą przede wszyst­kim Kościo­łów mniej­szo­ścio­wych. Czę­sto – i to nie­bez­pod­staw­nie – pod­no­szo­ny jest zarzut, że poprzez pre­sję rodzin i kle­ru to wła­śnie one zauwa­żal­nie tra­cą wier­nych, gdyż stro­nie rzym­sko­ka­to­lic­kiej reli­gij­nie i spo­łecz­nie jest się łatwiej prze­bić. Czy to też temat na reko­lek­cje?

To chy­ba nie do koń­ca upraw­nio­ny zarzut. Wśród odpo­wie­dzi są i takie, któ­re poka­zu­ją ruch w dru­gą stro­nę. Owszem pre­sja jest, ale jak moż­na usły­szeć i takie wypo­wie­dzi jed­ne­go z ewan­ge­lic­kich współ­mał­żon­ków, któ­ry przy­znał, że głę­bo­kie zaan­ga­żo­wa­nie jego kato­lic­kiej żony zmo­bi­li­zo­wa­ły go do pogłę­bie­nia wła­snej wia­ry.

 Od lat, jeśli nie dzie­się­cio­le­ci, mówi się o kry­zy­sie pol­skie­go ruchu eku­me­nicz­ne­go, że nie funk­cjo­nu­je dobrze, a odświęt­nie i akcjo­ni­stycz­nie, z czym trud­no się nie zgo­dzić. Czy ma pan nadzie­ję, że uda wam się wpro­wa­dzić jakąś nową jakość i dyna­mi­kę w pol­ski ruch eku­me­nicz­ny?

Zga­dzam się, że ruch eku­me­nicz­ny prze­ży­wa nie­do­bry czas. Kie­dy przy­go­to­wy­wa­li­śmy się do tych reko­lek­cji, roz­ma­wia­li­śmy z wie­lo­ma oso­ba­mi, tak­że duchow­ny­mi. Widać było, że ten pro­blem – i nie cho­dzi tyl­ko o mał­żeń­stwa wyzna­nio­wo mie­sza­ne, a ogól­nie o mię­dzy­ko­ściel­ne zbli­że­nie – jest sła­bo zauwa­żal­ny i reflek­to­wa­ny. Bar­dzo nie­wie­le osób jest praw­dzi­wie zain­te­re­so­wa­nych eku­me­ni­zmem. Prze­cież dobrze jest nam w naszym „kościel­nym graj­doł­ku” i tak na dobrą spra­wę przy­wdzie­wa­my „eku­me­nicz­ne maski” na jeden tydzień w roku plus może wyjąt­ko­we sytu­acje. Pyta­nie, czy nasze dzia­ła­nia zmie­nią coś w szer­szej ska­li pozo­sta­je otwar­te. Nasze reko­lek­cje są przede wszyst­kim pró­bą ode­zwa­nia się do mał­żeństw wyzna­nio­wo mie­sza­nych z komu­ni­ka­tem: ktoś was wresz­cie zauwa­żył, nie jeste­ście sami, wasz poten­cjał jest waż­ny! Dosta­li­śmy parę odpo­wie­dzi, któ­re wyra­ża­ły radość: ‘Ktoś się wresz­cie nami zain­te­re­so­wał!’.

Ongiś na ekumenizm.pl był dział ‘Pyta­nia i odpo­wie­dzi’, w któ­rym domi­no­wa­ły te, doty­czą­ce kościel­no-praw­nych aspek­tów mał­żeństw wyzna­nio­wo mie­sza­nych, gdyż duchow­ni, do któ­rych się zwra­ca­li inter­nau­ci, nie zawsze mogli lub chcie­li udzie­lać odpo­wie­dzieć. Czy księ­ża, z któ­ry­mi roz­ma­wia­li orga­ni­za­to­rzy nie mie­li obaw, że wcho­dzą na pole mino­we? Była raczej otwar­tość czy rezer­wa?

Ci, do któ­rych się zwró­ci­li­śmy z zapro­sze­niem do udzia­łu w naszych reko­lek­cjach, czy­li abp Grze­gorz Ryś czy ks. Petr Sey­fre­ed ze wspól­no­ty Che­min Neuf z jed­nej stro­ny oraz bp Jerzy Samiec i ks. Michał Maku­la z Kościo­ła ewan­ge­lic­ko-augs­bur­skie­go z dru­giej stro­ny, nie mie­li żad­nych wąt­pli­wo­ści. Na tym eta­pie nie dotar­li­śmy do więk­szej licz­by duchow­nych. Nato­miast pew­nym wyznacz­ni­kiem obaw jest to, na ile te reko­lek­cje są pro­mo­wa­ne w mediach para­fia­nych czy ogól­no­ko­ściel­nych i na ile inni pod­chwy­ci­li ten temat, i chcą zachę­cić swo­ich współ­wy­znaw­ców do udzia­łu.

Wspo­mniał pan kil­ku duchow­nych z Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go i ewan­ge­lic­ko-augs­bur­skie­go. Na ile te reko­lek­cje będą doty­czyć innych wyznań?

Z zało­że­nia nasze reko­lek­cje nie są rzym­sko­ka­to­lic­ko-ewan­ge­lic­kie. Są adre­so­wa­ne do par, mał­żeństw i rodzin wyzna­nio­wo mie­sza­nych bez ogra­ni­czeń kon­fe­syj­nych. Mam nadzie­ję, że wyj­dzie­my poza duopol wyzna­nio­wy i już wiem, że będą też pary innych wyznań czy to na miej­scu czy uczest­ni­cząc w reko­lek­cjach onli­ne. One zresz­tą będą „żyły dalej swo­im życiem” bo jak wie­my w inter­ne­cie nic nie ginie i będzie moż­na zawsze do nich wró­cić. Zapro­sze­ni są wszy­scy – nie cho­dzi nam tyl­ko o pary, ale o całe rodzi­ny, bo pro­ble­my i wyzwa­nia doty­czą tak­że dzie­ci (rów­nież tych już doro­słych), rodzi­ców, teściów, rodzeń­stwa.

Jest jesz­cze jeden aspekt, o któ­rym nie myśla­łem, a kil­ka osób zwró­ci­ło mi na to uwa­gę: są też mał­żeń­stwa, w któ­rych jed­na z osób już po zawar­ciu uro­czy­sto­ści kościel­nej doko­na­ła zmia­ny wyzna­nia. Poja­wia­ją się w takich sytu­acjach pro­ble­my, wyni­ka­ją­ce z tzw. kon­wer­sji. Wyzwa­nie, któ­re­go na począt­ku nie było, bo mał­żeń­stwo było jed­no­wy­zna­nio­we, poja­wia się z całą mocą póź­niej. Jest to sfe­ra sła­bo roz­po­zna­na, a w któ­rej żyją ludzi i z któ­rą muszą się zma­gać.

Jaki jest cel mini­mum reko­lek­cji na dzień po?

Pierw­szy cel został już osią­gnię­ty! Mał­żeń­stwa, do któ­rych uda­ło nam się dotrzeć, poczu­ły, że ktoś się nimi zain­te­re­so­wał, że nie żyją w próż­ni. Nie wiem, jak wie­le osób będzie uczest­ni­czyć w wyda­rze­niu, choć­by z powo­du pan­de­mii i akcji szcze­pień, ale cho­dzi przede wszyst­kim o to, żeby róż­ni chrze­ści­ja­nie zauwa­ży­li, że nie są sami ze swo­imi pro­ble­ma­mi. Jakie są następ­ne cele? Nie chcę zdra­dzać szcze­gó­łów, ale myślę, że może­my mieć nadzie­ję na kolej­ne kro­ki w budo­wa­niu więk­szej jed­no­ści mię­dzy mał­żon­ka­mi i ich rodzi­na­mi, ale tak­że mię­dzy Kościo­ła­mi.


» Wię­cej info o reko­lek­cjach

» Link do trans­mi­sji onli­ne

» Radio RDC | Pro­gram RELIGIE: Wywiad z Andrze­jem Weigle w ante­nie RDC



Gale­ria
Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.