Coredemptrix – piąty dogmat maryjny bliżej?

29

W kwietniu br. na Placu św. Piotra w Rzymie Benedykt XVI powiedział o Matce Bożej, że „w cichości podążała za swoim Synem na Golgotę, biorąc udział w wielkim cierpieniu Jego ofiary, współdziałając w tajemnicy odkupienia i stając się matką wszystkich wierzących.” Czy to jest to kolejny sygnał o możliwości ogłoszenia przez Kościół Rzymski piątego dogmatu maryjnego o Marii-Współodkupicielce (Coredemptrix) – zastanawia się Francis X. Rocca, watykański korespondent Religion News Service.

Słowa Benedykta XVI wzbudziły nadzieje wśród katolików, opowiadających się za ogłoszeniem kolejnego dogmatu maryjnego. Do tej pory zebrano ok. 7 milionów podpisów wiernych z ponad 170 krajów. Wśród sygnatariuszy petycji znajduje się również wielu biskupów i kardynałów, którzy chcą, aby Kościół oficjalnie ogłosił Marię Matką całej ludzkości, Współodkupicielką wraz z Jezusem oraz pośredniczką łask.

Zwolennicy dogmatu o Coredemptrix przekonują, że byłby on ukoronowaniem nauczania Kościoła o Marii i byłby bramą do licznych błogosławieństw dla Kościoła. Amerykański franciszkański mariolog, prof. Mark Miravalle, przekonuje, że dogmat ten byłby również uwieńczeniem „Epoki Marii”, która rozpoczęła się w 1830 wraz z objawieniami maryjnymi we Francji. Mimo iż teolodzy katoliccy przyznają, że idea Marii jako Współodkupicielki głęboko zakorzeniona jest w katolickiej teologii i miała swoich zwolenników także wśród papieży, w tym szczególnie Jana Pawła II, to jednak większość z nich jest przeciwna ogłaszaniu nowego dogmatu, argumentując to m.in. wielkimi szkodami dla dialogu ekumenicznego zarówno z Kościołami ewangelickimi, anglikańskimi, starokatolickimi, ewangelikalnymi, a także z prawosławiem.

Zastrzeżenia natury ekumenicznej odrzucają zwolennicy dogmatu Coredemptrix, twierdząc, że właśnie nowa definicja dogmatyczna nie tylko nie pogorszy kontaktów ekumenicznych, ale je nawet polepszy, gdyż w ten sposób wyjaśnione byłoby rzymskokatolickie stanowisko dotyczące roli Matki Bożej w dziele odkupienia. – Dogmat wprowadziłby jasność w kwestii, że katolicy nie czczą Marii jako bogini, ale że wierzą, iż jest ona duchową Matką, a nie czwartą Osobą Trójcy – uważa prof. Miravalle.

Odnosząc się do słów Benedykta XVI, Rocca przypomina, że papież, jeszcze jako kardynał-prefekt Kongregacji Nauki Wiary sceptycznie odnosił się do nowej definicji dogmatycznej, gdyż pojęcie Coredemptrix nazbyt oddalone jest od języka Pisma Świętego oraz Ojców Kościoła i stwarza tym samym możliwość do licznych nieporozumień odnośnie roli Chrystusa w historii zbawienia. Czy papież zmienił zdanie? Świadczyć mogłyby o tym wypowiedzi Benedykta XVI nt. roli Marii w dziele Odkupienia, które gromadzi ks. Arthur B. Calkins, amerykański kapłan pracujący w Watykanie, któremu udało się już zebrać 25 stron z papieskimi przemyśleniami na ten temat.

:: MARIOLOGIA

komentarze

  • olrob

    Mam poważne wątpliwości co do Coredemptrix. Nie wiem skąd się bierze ta maryjność w Kościele Katolickim?? Biblia nie wspomina o żadnej współodkupicielce, a wręcz przeciwnie. Jest napisane że święte jest imię Jezus bo nie dano ludziom innego imienia w nim zbawienie jest. Jest napisane że Jezus jest mesjaszem synem Boga żywego. Nie ma żadej współmesjaszki.
    Czy to nie prowadzi do jakiegoś mariochrześcijaństwa ??

  • montsegur

    Nie wiem, czy to prowadzi akurat do „mariochrześcijaństwa”. Dla mnie jedno jest pewne: Izyda coraz bliżej…

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!

  • montsegur

    Nie za bardzo wiedziałem, gdzie wsadzić ten komentarz, bo miejsca dla komentarzy nie przeznaczono. Chodzi o sondę:

    Czy uważasz, że zwierzchnicy Kościołów i wspólnot religijnych:

    1. powinni przepraszać za winy swoich Kościołów i wspólnot, także te, do których dochodziło w przeszłości
    2. powinni przepraszać tylko za własne błędy i zaniedbania
    3. przepraszać za błędy i grzechy innych członków Kościoła, które dzieją się teraz lub działy niedawno
    4.Kościół się nie myli

    (podano wyniki w procentach i poinformowano – błędnie zarazem, że oddana ilość głosów wyniosła 134. Błędnie, bo oddano liczbę głosów, a nie jakąż tam ilość – w litrach chyba  nie głosowano, jak mniemam…)

    Oddałem – żartobliwie „głos” na „kościół się nie myli”, a zrobiłem tak, bo nie było odpowiedniej opcji dla mnie. Chodzi o to, że hierarchowie mogą, a nawet powinni przepraszać za błędy zarówno swoje własne, jak i reprezentowanego przez nich kościoła, obojętnie czy te błędy miały miejsce w przeszłości, czy są aktualne i czy są ich własnymi błędami lub innych członków kościoła. Poza tym są oni oczywiście ludźmi wolnymi i wolno im przepraszać kogo chcą i za co tylko chcą.

    Rzecz jednak nie w tym, czy przepraszać, ale jak często i w jakiej formie to robić. Przede wszystkim jednak owo przepraszanie jest bardzo wybiórcze: głównie przeprasza się „heretyckie” kościoły (jeśli tylko są one „trynitarne” – czyli „proceder” przepraszactwa ograniczony jest do „wzajemnego” mycia rączek…) oraz Zydów. Rzadziej (okazjonalnie) muzułmanów. Gnostyków i masonów nigdy nie przeproszono za nic, a też byłoby za co…

    Co do formy i częstotliwości, to czasami osobiście odnoszę wrażenie, że owo przepraszanie istotnie stało się manią przepraszactwa (zwykle z jakiejś uroczystej okazji…) i ten potok słów sprawia, że cała idea staje się coraz bardziej wyświechtana i że te słowa wypowiadane z namaszczeniem tracą już z czasem jakąkolwiek wartość, mogą stawać się irytującymi nawet dla ludzi generalnie (tak jak ja) pozytywnie nastawionych do samej idei. Jednak realizacja tej idei zostaje coraz bardziej rozmieniana na drobne i zamienia się w narzędzie propagandowe użyczane tym, którym najbardziej się opłaca świadczyć (czy to z politycznych czy społecznych względów) tego rodzaju „usługę”.

    Dlatego też, będąc z zasady ZA samą ideą, z rosnącym wstrętem i sprzeciwem przyglądam się temu rynsztokowemu procederowi, który zamaiast służyć dobrym celom, stał się instrumentem zamiany kościoła w „chłopca do bicia” przy rozmaitych politycznych okazjach – jeśli tylko ktoś jest na tyle wpływowy, że sobie u kościoła ten „hołd pruski” potrafi zapewnić…

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!

  • Bergoglio

    „(…)jednak większość z nich jest przeciwna ogłaszaniu nowego dogmatu, argumentując to m.in. wielkimi szkodami dla dialogu ekumenicznego zarówno z Kościołami ewangelickimi, anglikańskimi, ewangelikalnymi, a także z prawosławiem.”

    NIECH SOBIE DADZĄ SPOKÓJ Z TYM DIALOGIEM EKUMENICZNYM!!!!
    PUSTE GADANIE!!!

  • Atimeres

    „Udział Mayi w zbawczym dziele Chrystusa” – to już jest obecne w innych dogmatach, np. Maryja Matka Kościoła.
    Komu się marzy ten nadmiar dogmatów? Po co?

  • jh

    Komu się marzy ten nadmiar dogmatów? Po co?

    Zaraz, zaraz. Przecież wg koncepcji katolickich, dogmaty to drogocenne i zbawienne skarby prawdy, objawiane przez samego Boga i ogłaszane przez swoje narzędzie zbawienia (tj. Kościół). Dogmat jest więc darem Boga, światłem z niebios oświetlający ludzi, którzy często-gęsto pozostają w mroku niewiedzy lub domysłów.

    Czyż więc – z tego punktu widzenia – można mówić o nadmiarze dogmatów – tych boskich darów prawdy ?

  • gosc

    Czy według Ciebie Atimeres, Kościół powinien zakończyć swe dzieło w dziedzinie dogmatów stwierdzeniem iż Chrystus jest Bogiem? A może Litania Loretańska powinna się ograniczyć do wezwania Matko Kościoła? Przepraszam, ale od kapłana – tak myślę – można wymagać nieco szerszego spojrzenia na tajemnice wiary….Faktycznie w dogmacie Królowej Kościoła jest napisane:”Z powodu udziału w tajemnicy paschalnej Chrystusa-
    Przez swoje zasługi wynikające z udziału w dziele odkupienia. Miała Ona udział w tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.” Tu jest mowa o „udziale”…. a ewentualny dogmat mówiłby o „współudziale”. Czy jest jakaś różnica?

  • swalek

    Następna herezja!!!

    Widzisz i nie grzmisz!!!!!????


    swalek

  • ym

    takie dogmaty jaśniej przedstawiłyby rolę Maryi. szczerze mówiąc, sądziłem, że jednak Kościół rzymskokatolicki jeszcze uznaje jedyność Jezusa jako Zbawiciela, teraz widzę po tym, co piszesz, że jednak nie, dzięki za wyjaśnienie.
    gdyby dogmat był oficjalnie ogłoszony, to miałbym bardziej klarowny obraz teologii tego Kościoła.


    : COM NAPISAŁ,
    : TOM NAPISAŁ.

  • gosc

    ym -„Kościół rzymskokatolicki jeszcze uznaje jedyność Jezusa jako Zbawiciela” – oczywiście!, i tego nikt nie neguje 🙂 bo jak mogłoby być inaczej? Czy Maryja mogłaby będąc tylko człowiekiem tego dokonać? Na pewno nie. Ale Jej rola według KRK do końca – według mnie – nie jest dokładnie określona. Dla „postronnych” jest to trudne do zrozumienia, i wcale się nie dziwię. Ale czas pokarze co dalej się wydarzy…

  • ym

    czyli Maryja nie jest tylko człowiekiem? o_O


    : COM NAPISAŁ,
    : TOM NAPISAŁ.

  • gosc

    ym – nie ten kontekst rozumowania, człowieczeństwo jest faktem, lecz zapytaniem jest: czy będąc człowiekiem ktoś jest w stanie podołać wyzwaniu które spełnił Chrystus. Więc nie wprowadzam dwuznaczności do Jej człowieczeństwa. Oprócz tego iż była kobietą z „krwi i kości”, ma wiele przymiotów z wymiaru duchowego. I tu tkwi kontekst o którym pisałem 🙂

  • ym

    tak jak Jezus, który też jest człowiekiem z krwi i kości, a poza tym – Bogiem? bo nie widzę, w jakim innym kierunku takie rozumowanie może zmierzać…
    dojdzie do tego, że najpierw ustali się jako pewnik, że Maryja miała aktywny udział w dziele zbawienia, z czego potem logicznie zostanie wyciągnięty wniosek, że zwykły tylko_człowiek nie byłby w stanie temu podołać, więc…


    : COM NAPISAŁ,
    : TOM NAPISAŁ.

  • montsegur

    Ależ Drogi „ym” (co to jest „ym”: „Your Majesty”?), to są po prostu mity o życiu człowieka. W każdej religii zawsze były, to normalne….

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!

  • ym

    OK, ale z mitów robić dogmaty?

    a :ym: to po prostu skrót mojego imienia. 🙂


    : COM NAPISAŁ,
    : TOM NAPISAŁ.

  • gosc

    Może dla Ciebie to mity, ale dla wielu milionów ludzi to nie są mity. Każdy ma prawo do swojego zdania, ale do prawdy takie poglądy mają daleką drogę. Katolicy Rzymscy wierzą w nieomylność Kościoła, który według nauki jest kierowany Duchem Świętym. Dla wielu jest to śmieszne i niepojęte, ale o tym dowiemy się „po tamtej stronie” czy aby ktoś pochopnie nie zlekceważył tego faktu. Kościół nigdy nie działał pochopnie w sprawie dogmatów i nie opierał się na mitach aby tworzyć tezy i pewniki z „czapki”. Poczekamy, zobaczymy.

  • montsegur

    Ja to rozumiem, że tak jest. Tak nawiasem: mit to niekoniecznie to samo co „bzdura” czy „nieprawda” albo „kłamstwo”. Na mitach greckich oparł się Heinrich Schliemann i odkrył ruiny Troi… Mit może taż zawierać nieprawdę lub „bajkę dla grzecznych dzieci”, ale to inna sprawa. Ja osobiście nie akceptuję dogmatów jako dogmatów, ale niektóre z nich akceptuję jako alegorie (np „Trójcę Swiętą”). Co do „Mariam” (nie „Miriam”, bo to tyle co „Marychna”, „Maryśka”, „Maryjka” czy „Marysieńka”…) to mam zastrzeżenia takie (o których pisałem kilka lat temu w artykule „Maria, córka Izydy” w Magazynie), że nie ma żadnych przekazów historycznych pokazujących tę osobę jako wyróżniającą się dosłownie w czymkolwiek, że nawet ewangelie prezentują ją w gruncie rzeczy jako wyjątkowo nieciekawą i przeciętną kobiecinę, którą nawet Chrystus nie nazywał „matką”, a jedynie pogardliwie zwracał się do niej per „kobieto”, a która nigdy praktycznie nie towarzyszyła Chrystusowi w żadnych ważnych misjach (nawet nie widzimy jej podczas „Drogi Krzyżowej”, a to już po prostu zwykła granda!).

    Summa summarum: moje zastrzeżenia biorą się z tego, że mit został stworzony wokół osoby, która nigdy niczym nań nie zasłużyła, a jedynie raz, gdy jakiś „anioł” jej mitologicznie „zwiastował”, to wpadła w egzaltację i to na swój własny temat (nawe tnie na temat Chrystusa…) i wypowiedziała słowa, które do dziś są cytowane jako „uzasadnienie” wszelkich dogmatów, którymi ją w ciągu historii potem spowito – tak jak uczyniono to na długo przed chrześcijaństwem – oraz daleko od jego historycznej „kolebki” – z innymi niewiastami, z których część miała być kobietami, a inne zaś boginiami…

    Natomiast ja nie zwalczam ani dogmatów (choć ich nie akceptuję) ani nawet tego, co jest zwane „mariologią”…

    Tak więc jeśli ktoś chce akceptować oficjalną dogmatyczną wykładnię odnoszącą się to tej konkretnej kobiety, to ja nie mam nic przeciw temu. Jeślo ktoś uważa za słuszne, aby mitologiczne ujmowanie tajemnic ludzkich i boskich łączyć z konkretnymi śmiertelnikami jako ich „uosobieniami”, to mnie to też nie przeszkadza. Prywatnie miażdżąco więcej „zawdzięczam” Joannie d’Arc niż „Mariam” w jakiejkolwiek jej „maryjnej” interpretacji, no ale to już moja sprawa i nie „namawiam” nikogo, aby się ze mną zgadzał…

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!

  • Atimeres

    Dogmaty to tylko definicje istniejących i wierzonych w Kościele prawd, a nie jakies nowe prawdy! Kościół nie wymysla prawd, a tylko je określa, definiuje, gdy taka jest konieczność. Ponieważ teksty biblijny i świadectwa Tradycji Kościoła, pisane językiem życia, bywają niekiedy nieprecyzyjne, potrzebują niekiedy orzeczeń definiujących, aby stały się jednoznacznym drogowskazem wiary. I to są owe dogmaty. Ich koniecznośc pojawia sie tylko w sytuacji niepewności, zamieszania religijnego itd. 

  • Atimeres

    Marna byłaby wiara katolika, która by się nie obyła bez dogmatów. Nie wystarczą źródła objawienia? Nie wystarczy zwyczajne nauczanie Kościoła? Ja wiem, że są tacy ludzi, którzy by chętnie wierzyli tylko wtedy, gdyby do kazdej prawdy wiary było dołączone zaklęcie: „Kto w to by nie wierzył, anathema sit!”. Ale czy to jest wiara katolicka?

    Piszesz: „Przez swoje zasługi wynikające z udziału w dziele odkupienia. Miała Ona udział w tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.” Tu jest mowa o „udziale”…. a ewentualny dogmat mówiłby o „współudziale”. Czy jest jakaś różnica?”
    Tak, jest różnica, bo określenie „współudział” wymagałby ciagle usprawiedliwiania i komentowania nowych wątpliwosci.
    Zresztą udział czy współudział w dziele odkupienie ma cały Kościół. Deklaracja „Dominus Iesus” też o tym mówi. Czy konieczne jest dalsze namnażanie deklaracji? Dogmat o współudziale Maryi znów by dla wielu znaczył, jako wyłączanie Maryi z funkcji Kościoła.

  • Atimeres

    Zrozum Ymie, że nie kto innym, ale Apostoł napisał:
    „W imieniu Chrystusa posłannictwo  sprawujemy jakby Boga samego”
    „Na swoim ciele dopełniam, czego niedostaje udrękom ciała Chrystusa”.

    Czy nie jest tu wyraźnie, że pośrednictwo Kościoła jednak istnieje? Nie jest ono OBOK Chrystusa, lecz W CHRYSTUSIE. Jest to po prostu pośrednictwo narzędne. Po prostu Chrystus, spełniając swoje pośrednictwso, czy swoje dzieło zbawienia, nami sie też posługuje. Nasze wiec pośrednictwo nie wypiera jedynego pośrednictwa Chrystusa, ale je podkresla.

  • Atimeres

    Ale bluźnisz prawdzie, Montsegurze! Piszesz „nawet ewangelie prezentują ją w gruncie rzeczy jako wyjątkowo nieciekawą i przeciętną kobiecinę, którą nawet Chrystus nie nazywał „matką”, a jedynie pogardliwie zwracał się do niej per „kobieto”.
    Przeczytaj, jest książka, chyba prawosławnego teologa „Maryja – niewiasta”, która wskazuje, że jest to biblijne określenie, nawiązujące do kilku tekstów uroczystych, mówiących o chwale. Tym słowem m.in. została nazwana Niewiasta, która będzie w nieprzyjaźni z wężem; tym samym słowem został okreslony Kościół „obleczony w wieniec z gwiazd dwunastu”.
    Nie bluźnij Biblii!

  • montsegur

    „Niewiasta” to bardzo proste słowo. Nic szczególnie „biblijnego” w nim nie ma.
    Tak, właśnie na tym polega różnica między Biblią a dziełami teologów: że w Biblii coś jest napisane, a teologowie z każdego słówka próbują robić całą „tragedię grecką”, nadymając i nadymając ile się da.

    przyznam, że mimo wszystko teologowie to interesujący ludzie: tak jak Grochowiak (poeta w końcu, choć ja jego poezji nie lubię…) doszukiwał się był poezji „w brodawkach ogórka”, tak teologowie uczynią niemal „wszystko” ze słowa „niewiasta”…

    Coś ja na to poradzę, „Atimeresie”, że teologowie nie są dla mnie wskazówkami? Cóż ja mogę na to, że „Mariam” jest dla mnie wyjątkowo mdła i że jedyne, co w sobie posiada wielkiego, pochodzi u niej od Izydy? Nawet tytuł „Matka Boska” pochodzi przecież od Izydy i zostało to już historycznie udowodnione  – zwłaszcza że to przejącie owego tytułu odbyło się w Egipcie (co przyznają nawet katoliccy teologowie i historycy…) i dokonało się nawet w języku egipskim (czyli koptyjskim…)…

    Czy ja bluźnię zatem wskazując na te rzeczy? Czy bluźnię, gdy stwierdzam fakt, że dla mnie inne postacie są bardziej inspirujące? Przecież nie kłamię…

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!

  • ym

    nawet jeśli, to skoro cały Kościół niby współuczestniczy w zbawianiu siebie, to czemu wyróżniać jedną osobę? pewnie odpowiesz, że to ze względu na macierzyństwo Marii względem Kościoła… tyle że to stwierdzenie [wywiedzione ze słów z krzyża] zawsze mi się kłóciło z prymatem Piotrowym – no bo albo Jan, albo Piotr symbolizuje cały Kościół…


    : COM NAPISAŁ,
    : TOM NAPISAŁ.

  • gosc

    Jeżeli chodzi o tłumaczenie Biblii, to sprawa delikatna. Trzeba znać doskonale historię ksiąg Starego i Nowego testamentu. Znać uwarunkowania kulturowe tzn. języki, zwyczaje oraz sprawy -dzisiaj historyczne – ale w owym czasie bieżące. O mentalności nie wspomnę…..:) Czy tymi atrybutami monstegur możesz się pochwalić, aby wysnuwać „mitologiczne teorie”? Ja opieram się na naukach teologicznych a Ty na czym? Znawcą (wybitnym 🙂 ) nie jestem, a TY?

  • montsegur

    Z tymi znawcami jest tak, że oni nie mają jednolitych wniosków. Można albo wierzyć jednym albo drugim. Albo też polegać na własnych odczuciach. W końcu Ty też nie opierasz się jedynie na tym, co piszą teologowie, bo w takim razie sam byś już nie wiedział w co masz wierzyć…

    Tak nawiasem: teolog to jedno, a znawca historii to drugie. A językoznawca to jeszcze inna rzecz…

    Papież nie jest wybitnym znawcą np hebraistyki, greki, koptyjskiego czy aramejskiego (JP II też nie był…). Gdyby zaś pierwszeństwo przyznać specom z tych dziedzin, to i papież musiałby się usunąć w cień. Tymczasem jednak jego rola jest zupełnie inna: jest autorytetem moralnym, liderem kościoła i szefem państwa watykańskiego. Do żadnej z tych funkcji nie trzeba nawet znać bodaj sowa po hebrajsku czy po grecku…

    O tym natomiast, że są , również w Biblii, elementy mitologii, nie wątpi chyba już nikt…

    Ludzie tacy jak ja, zwący siebie gnostykami, biorą to określenie od „gnosis” (tyle co „wiedza” lub „znajomość” albo „poznanie”). I  z tego wcale nie wynika, że uważają siebie generalnie za takich, co „pozjadali wszystkie rozumy”. Gnostycyzm jest czasem uważany za religię, ale częściej jest to po prostu stosunek do religii. O ile „ortodoks” raczej w coś (oraz komuś) wierzy, to gnostyk kieruje się raczej tym, co sam zdoła poznać – czyli albo poznać w sensie „dowiedzieć się czegoś teoretycznie”, albo czegoś osobiście doświadczyć (a w tym wypadku chodzi także o to, co często jest określane jako „przeżycie duchowe” – cokolwiek by pod tym pojęciem rozumieć). Po prostu to są te rzeczy, które do gnostyka bardziej przemawiają – właśnie dlatego, że ich sam doświadczył, a nie dlatego, że „magisterium mówi, że…”

    Często takie różnice są wynikiem różnic w usposobieniu, a tym niejednokrotnie kieruje droga życiowa albo po prostu usposobienie wynikające z DNA.

    Krótko i węzłowato: opieram się także (w mniejszym lub większym stopniu) na pracach pisanych przez innych – tyle, że z innym skutkiem poglądowym niż np Ty.

    Biblia nie jest pierwszym zbiorem ksiąg w historii świata. Jej autorzy przejęli np „przykazania” od Egipcjan, a historię stworzenia (wraz z postacią zwaną „Adam”) od Sumerów… Nieśmiertelność duszy zaś zapewne od Greków… Wraz z elementami mitologii właśnie…

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!

  • gosc

    NIE dołączam sie do:
    ekspertów – znawców – obrońców – przeciwników – oświeconych – zaciemnionych
    tak rozgadanych, jakby NATCHNIENI byli o tych tajemnicach wiary tu dyskutować…

    V I V A T P o l o n u s, unus defensor Mariae !!!

  • gosc

    Masz rację, nasze postrzeganie jest diametralnie różne 🙂 Miło mi było w tej „króciutkiej chwili” zamienić z Tobą parę uwag. I nie chodzi o to aby kogoś „przeciągnąć”, chodzi tutaj bardziej, aby poznać i starać się zrozumieć. Ja mam nadzieję cieszyć się z – ewentualnie!- nowym dogmatem, Ty musisz się z nim „zmierzyć”. Taka to oto między nami różnica. 🙂

  • montsegur

    Mnie też było miło z Tobą pogadać. Zawsze mi miło wymienić kulturalne i nacechowane szacunkiem uwagi z kimś różniącym się ode mnie.

    Tak nawiasem: ja się nie „mierzę” z dogmatami, bo ich po prostu nie uznaję.

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą

    Uwolnić Rudolfa, Zűndela, Frőlicha i Stolz!

  • michael

    Moze by i znaczyl, ale moze by i nie znaczyl, w zaleznosci od tego, co napisano by w jego tresci.
    Choc w rzeczy samej wystarczylo by w katechizacji dac wyraz temu, co juz Koscol naucza. Babcie
    zaspiewaja” i Tys, Ktora wspolcierpiala”, a wyjdzie teolog-rewizjer, i zacznie opowiedac o nowym ujeciu
    znaczenia Maryi w zwiazku z dialogiem ekumenicznym- to prowadzi do zamieszan. Wyjasniac warto, i na
    nowo przyswajac sobie nauki Kosciola tez warto. Nie tzawsze to wyjasnienie musi miec forme dogmatu,
    natomiast jesli Magisterium uzna taka potrzebe- to prosze bardzo.
    Pytanie czy Ktolicyzm to rzucanie anatem odpowiada sie samo przez sie- tak czynil Kosciol zawsze,
    prawde cenil bardziej niz niedraznienie inaczej myslacych. Mowienie o prawdzie , ktora narzuca sie przez
    swa lagodnosc nie ma oparcia w praktyce Kosciola- odzdzielenie Prawdy od falszu choc jest zabiegiem
    bolesnym, jest niekiedy konieczne.