Amisze w wielkim mieście
- 5 sierpnia, 2004
- przeczytasz w 1 minutę
Amerykańskie media postanowiły zarobić na jednym z ostatnich skansenów cywilizacji nieskażonej nie tylko post, ale nawet modernizmem. Jedna ze stacji telewizyjnych przygotowała reality show poświęcony amiszom — grupie anabaptystów, która nie stosuje w życiu odkryć współczesności: np. elektryczności, samochodów czy nowoczesnych strojów. Program, noszący tytuł “Amisze w wielkim mieście” przedstawia grupę amiszy, których przywieziono do Los Angeles i skonfrontowano z ich rówieśnikami i zdobyczami cywilizacji. Autorzy epatują się szokiem kulturowym, […]
Amerykańskie media postanowiły zarobić na jednym z ostatnich skansenów cywilizacji nieskażonej nie tylko post, ale nawet modernizmem. Jedna ze stacji telewizyjnych przygotowała reality show poświęcony amiszom — grupie anabaptystów, która nie stosuje w życiu odkryć współczesności: np. elektryczności, samochodów czy nowoczesnych strojów.
Program, noszący tytuł “Amisze w wielkim mieście” przedstawia grupę amiszy, których przywieziono do Los Angeles i skonfrontowano z ich rówieśnikami i zdobyczami cywilizacji. Autorzy epatują się szokiem kulturowym, jakiego doświadczają pobożni i poczciwi anabaptyści w kontakcie ze współczesnością. Chodzi o w sumie niegroźne rzeczy: zakupy w sklepach, kąpiel w oceanie czy korzystania z elektryczności.
Wielu amerykańskich polityków ostro potępiło program i domagało się jego zdjęcia z anteny. Ich zdaniem telewizja wykorzystuje amiszy. Zarzucają oni także autorom programu, że wprowadzili do niego ludzi, którzy nie są rzeczywiście członkami anabaptystycznej wspólnoty, a co najwyżej się w niej urodzili. — Nie jest możliwe, by amisz miał kolczyk w uchu — zwrócił uwagę jeden z krytyków.