Lefebryści wycofują się — porażka, ale nie klęska papieża
- 5 lipca, 2012
- przeczytasz w 3 minuty
Przełożony Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X bp Bernard Fellay powiedział podczas kazania w siedzibie zgromadzenia w Econe, że dialog z Watykanem utkwił w martwym punkcie – informuje katolicki tygodnik The Tablet. Fellay, który wielokrotnie spotykał się z przedstawicielami Kurii Rzymskiej i sugerował, że porozumienie jest już bliskie, powiedział, że po 2,5 latach rozmów Watykan wrócił do punktu wyjścia. Bp Fellay zarzucił Watykanowi, iż lansuje sprzeczne opinie, a bractwo o mało co nie dało się nabrać. […]
Przełożony Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X bp Bernard Fellay powiedział podczas kazania w siedzibie zgromadzenia w Econe, że dialog z Watykanem utkwił w martwym punkcie – informuje katolicki tygodnik The Tablet. Fellay, który wielokrotnie spotykał się z przedstawicielami Kurii Rzymskiej i sugerował, że porozumienie jest już bliskie, powiedział, że po 2,5 latach rozmów Watykan wrócił do punktu wyjścia.
Bp Fellay zarzucił Watykanowi, iż lansuje sprzeczne opinie, a bractwo o mało co nie dało się nabrać. Z kolei szef lefebrystów w Niemczech ks. Franz Schmidberger stwierdził, że Watykan cierpi na brak przywództwa i najwyraźniej ktoś znów próbował przeszkodzić działaniom, które były sprzeczne z życzeniem papieża powrotu bractwa do pełnej komunii z Rzymem.
Komentarz
To, że lefebryści wycofali się w chwili, kiedy wielu wydawało się, że porozumienie jest tuż, tuż nie powinno dziwić. Bractwo Kapłańskie Piusa X funkcjonujące od prawie 30 lat już dawno stało się de facto samodzielnym wyznaniem. Trudno wyrokować o złej woli bp. Fellay’a i być może jego osobistym pragnieniu pojednania z Rzymem, jednak logika ruchu, którym kieruje jest bezlitosna.
Co prawda lefebryści nie stanowią najbardziej radykalnej grupy na prawo od Rzymu (są jeszcze sedeprywacjoniści i sedewakantyści, działający w wielu, małych wspólnotach prześcigających się w radykalizmie), to jednak stanowią najliczniejszą grupę, najbardziej wpływową i najbardziej rozpoznawalną, posiadającą niemałe zaplecze kadrowe oraz finansowe. Jedność z Rzymem nawet przy daleko idącej autonomii, oznaczała by utratę pełnej kontroli, a przede wszystkim nieustanne wewnętrzne walki i realne widmo schizmy w łonie bractwa, w którym powstają coraz to nowe radykalizmy. Zaryzykować można stwierdzenie, że nawet nie kler, ale głównie wierni, korzystający z posługi kapłanów lefebrystów, są mniej skłonni do porozumienia i to oni oczekują od swoich kapłanów nieustępliwości wobec Rzymu. Osoby, wiążące się z lefebrystami, nie są raczej zwolennikami konsensusu, ustępstw, a otaczającą ich rzeczywistość widzą zazwyczaj w czarno-białych barwach.
Warto pamiętać, że także biskupi bractwa nie stanowią monolitu, na co najlepszym dowodem jest to, że z jednej strony możliwa jest względnie otwarta postawa bp. Fellay’a, a z drugiej wypowiedzi pozostałych biskupów, ogłaszających papieża heretykiem, podobnie zresztą jak nowo mianowanego szefa Kongregacji Nauki Wiary.
Papież Benedykt poniósł porażkę, jednak z pewnością nie klęskę. Nikt mu nie będzie mógł zarzucić, że nie próbował dojść do porozumienia. Nie jest to porażka zawiniona, a wynika raczej z imposybilizmu i zacementowanych zmian, jakie nastały od pamiętnego roku 1988 roku.
Paradoksalnie papież wychodzi z tej porażki silniejszy, pokazując, że do porozumienia nie dążył za wszelką cenę, że wbrew temu, co ogłaszały – również w Polsce – różne, nieprzychylne mu media, zarzucając utratę kontaktu z rzeczywistością i próby unieważnienia Soboru Watykańskiego II, nie chciał i nie mógł doprowadzić do zepchnięcia swojego Kościoła do fundamentalistycznego narożnika. Nie zmienia to jednak faktu, że dla Benedykta XVI osobiście stanowcze ‘nie’ bractwa jest wydarzeniem, które przywraca wspomnienia z lat 80., gdy kardynałRatzinger jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary intensywnie zabiegał o to, aby do ostatecznego rozłamu nie doszło. Czy wtedy i teraz działania te były skazanie z góry na niepowodzenia, pozostaje kwestią otwartą…
:: Ekumenizm.pl: Podpiszą, nie podpiszą, pojednają się, nie pojednają…