Niemieccy lefebryści mają nadzieję. Agatha Christie też miała…
- 27 maja, 2005
- przeczytasz w 1 minutę
Teraz albo nigdy! Nastał najbardziej dogodny moment, aby zezwolić kapłanomz całego świata naodprawianie mszy według rytu klasycznego. Byłby to wyraźny znak dla tradycji i wiary Kościoła. Podczas Roku Eucharystii papież mógłby sam odprawić mszę świętą według starego porządku – uważa ksiądz Franz Schmidberger, kierujący seminarium duchownym Serca Jezusowego w Zaitzkofen, które należy do schizmatyckiego Bractwa Kapłańskiego Piusa X. Zainteresowanie mszą […]
Teraz albo nigdy! Nastał najbardziej dogodny moment, aby zezwolić kapłanomz całego świata naodprawianie mszy według rytu klasycznego. Byłby to wyraźny znak dla tradycji i wiary Kościoła. Podczas Roku Eucharystii papież mógłby sam odprawić mszę świętą według starego porządku – uważa ksiądz Franz Schmidberger, kierujący seminarium duchownym Serca Jezusowego w Zaitzkofen, które należy do schizmatyckiego Bractwa Kapłańskiego Piusa X.
Zainteresowanie mszą trydencką jest ogromne, o czym świadczy zwiększająca się liczba odwiedzin na naszych stronach. Wybór kardynała Josepha Ratzingera na papieża spowodował większe zainteresowanie liturgią łacińską, ponieważ obecny Benedykt XVI wielokrotnie jako kapłan i kardynał odprawiał mszę klasyczną, sprzeciwiając się liturgicznym nadużyciom. W Anglii za zachowaniem mszy trydenckiej opowiadały się takie osobistości jak Agatha Christie, czy Yehudi Menuhin – informuje administrator strony internetowej niemieckich lefebrystów.
Webmaster poinformował, że liczba odwiedzających strony Bractwawynosiła 10 tysięcy. Wielu jest rozczarowanych nową mszą i samowolą celebrantów. Gdy stara msza zostanie uznana, liczba kapłanów, którzy będą chcieli odprawiać mszę wszechczasów wzrośnie – przekonuje.
Na stronie przygotowany jest wzór e‑maila do Benedykta XVI, w którym każdy może w “bogobojny sposób” poprosić papieża, aby zezwolił każdemu kapłanowi na odprawianie mszy trydenckiej.
:: Ekumenizm.pl: O starej liturgii i Benedykcie XVI
:: Ekumenizm.pl: Zawsze wierni, czyli po wizycie u lefebrystów