Odszedł Człowiek
- 2 kwietnia, 2005
- przeczytasz w 2 minuty
Miliony ludzi, chrześcijan różnych denominacji i wyznawców innych religii modliło się w intencji Człowieka, który od kilku lat zmagał się z chorobą przed oczyma wiernych i obiektywami kamer. Byli nawet tacy, którzy twierdzili, że życie “medialnego papieża” skończy się na wizji i poniekąd mieli rację. Papież umarł na naszych oczach. Wprawdzie w apartamentach pałacu apostolskiego otoczony najbliższymi współpracownikami, to jednak tak, jakby odchodził przed nami. Stacje telewizyjne bombardują […]
Miliony ludzi, chrześcijan różnych denominacji i wyznawców innych religii modliło się w intencji Człowieka, który od kilku lat zmagał się z chorobą przed oczyma wiernych i obiektywami kamer. Byli nawet tacy, którzy twierdzili, że życie “medialnego papieża” skończy się na wizji i poniekąd mieli rację. Papież umarł na naszych oczach. Wprawdzie w apartamentach pałacu apostolskiego otoczony najbliższymi współpracownikami, to jednak tak, jakby odchodził przed nami.
Stacje telewizyjne bombardują wciąż reportażami o Janie Pawle II. Akcentuje się przełomowe momenty, radości i smutki, jednak we wszystkich relacjach przebija się fundamentalna myśl: odszedł od nas Człowiek, który żył wiarą, nadzieją i miłością, który klarownie i bezkompromisowo świadczył o Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym, który pełen ufności w tegoż Chrystusa bronił ludzkiego życia.
W tak dramatycznej chwili niemożliwe jest uniknięcie patosu, choćby w najskromniejszym wymiarze. Bynajmniej nie chodzi o zawłaszczanie emocji osób obojętnych wobec ostatnich wydarzeń, ale o zwykłe ludzkie współczucie i to jako wespół-odczuwanie z człowiekiem, który w bolesny sposób przeżywał to, co czeka każdego z nas.
Śmierć nie jest ani młoda, ani stara – jest po prostu końcem horyzontu, ale nie końcem nas samych, a raczej próbą naszej wiary, deklarowanej nadziei i demonstrowanej miłości. Cierpienie papieża i wreszcie jego śmierć nie była widowiskiem na niby, nie była teatrem. To świadectwo, które ugruntowane jest na zaufaniu, a którym żyje cały Kościół Chrystusowy od poranka wielkanocnego. Tą “naiwną” wiarą żył papież i w jak najlepszy sposób starał się ją przekazać wszystkim ludziom dobrej woli.
Z pewnością przyjdzie czas na krytyczne debaty oceniające 26-letni pontyfikat Karola Wojtyły i kolejne spekulacje nt. jego następcy, ale zanim to się stanie warto zastanowić się nad życiem sędziwego Człowieka i modlić się. Po co się modlić? Choćby po to, aby odnaleźć siłę do radości życia, do której Jan Paweł II nawoływał, życia odpowiedzialnego, chronionego od poczęcia do naturalnej śmierci, życia traktowanego z respektem, a nie klasyfikowanego według współczesnych kryteriów przydatności i niejasnych kanonów pozornego współczucia. Bogu niech będą dzięki za służbę biskupa Rzymu. Módlmy się, aby zarówno nam, jak i Papieżowi, Chrystus otworzył kiedyś drzwi. Soli Deo gloria.