Kościoły wschodnie, katolickie, protestanckie

Spe Salvi — komentarz na gorąco


Bene­dykt XVI zapre­zen­to­wał dziś swo­ją kolej­ną ency­kli­kę “Spe Salvi”. Doku­ment ten okre­ślić moż­na kolej­ną czę­ścią try­lo­gii o cno­tach teo­lo­gal­nych. Po miło­ści przy­szedł bowiem czas na nadzie­ję.


Bene­dykt XVI zapre­zen­to­wał dziś swo­ją kolej­ną ency­kli­kę “Spe Salvi”. Doku­ment ten okre­ślić moż­na kolej­ną czę­ścią try­lo­gii o cno­tach teo­lo­gal­nych. Po miło­ści przy­szedł bowiem czas na nadzie­ję.

“Spe Salvi” nie jest jed­nak tyl­ko fascy­nu­ją­cą teo­lo­gicz­nie podró­żą po rozu­mie­niu chrze­ści­jań­skiej nadziei, ale tak­że peł­ną pasji pole­mi­ką z wia­rą w postęp, z ate­istycz­nym mora­li­zmem czy prze­ko­na­niem o moż­li­wym “koń­cu histo­rii”.

Bez Boga, poza Bogiem i zwią­za­ną z nim nadzie­ją — i to jest klucz do naj­now­szej papie­skiej ency­kli­ki — nie ma i być nie może nie tyl­ko nadziei, ale rów­nież szczę­ścia, czy zwy­czaj­nej ludz­kiej spra­wie­dli­wo­ści. Brak miło­ści, któ­rej osta­tecz­nym gwa­ran­tem i źró­dłem jest Bóg — odbie­ra sens każ­de­mu ludz­kie­mu dzia­ła­niu, pogrą­ża czło­wie­ka w absur­dzie skoń­czo­no­ści, z któ­re­go nie ma i nie może być uciecz­ki. Wiel­kie nar­ra­cje, wia­ra w postęp nauko­wy czy pra­wi­co­we lub lewi­co­we ide­olo­gie szczę­ścia, choć mogą tchnąć ener­gię w ludz­kie dzia­ła­nia, ale nie mogą zaofia­ro­wać poczu­cia spra­wie­dli­wo­ści i speł­nie­nia.

A nawet wię­cej nie tyl­ko nie mogą, ale wręcz przy­no­szą skut­ki odwrot­ne od zamie­rzo­nych. “Nie ma wąt­pli­wo­ści, że Kró­le­stwo Boże reali­zo­wa­ne bez Boga — a więc kró­le­stwo same­go czło­wie­ka — nie­uchron­nie zmie­rza ku “per­wer­syj­ne­mu koń­co­wi” wszyst­kie­go, opi­sa­ne­mu przez Kan­ta. Widzie­li­śmy to i widzi­my wciąż na nowo” — stwier­dza papież. A w innej czę­ści doku­men­tu doda­je, że pró­ba zbu­do­wa­nia spo­łecz­no­ści bez odnie­sie­nia do Tran­sen­den­cji, do Żywe­go Boga ska­za­na jest zawsze na moral­ną poraż­kę. I to nawet wów­czas, gdy budo­wa­nie to opie­ra się na naj­głęb­szym poczu­ciu nie­spra­wie­dli­wo­ści i pro­te­ście prze­ciw­ko niej, pro­te­ście, któ­ry obej­mu­je tak­że Boga. “Świat, któ­ry sam musi sobie stwo­rzyć wła­sną spra­wie­dli­wość, jest świa­tem bez nadziei. Nikt i nic nie gwa­ran­tu­je, że cynizm wła­dzy — pod jaką­kol­wiek ponęt­ną otocz­ką wła­dzy się uka­zu­je — nie będzie nadal pano­szył się w świe­cie” — uzu­peł­nia Bene­dykt XVI.

Jedy­nym gwa­ran­tem budo­wa­nia spo­łecz­no­ści rela­tyw­nie spra­wie­dliw­szych i bliż­szych ide­ało­wi nie jest zatem rewo­lu­cja, nawet doko­na­na w imię szla­chet­nych ide­ałów, ale konwersja/nawrócenie, któ­re­go źró­dłem jest spo­tka­nie z żywym Bogiem. Nawró­ce­nie to, choć począt­ko­wo nie zmie­nia struk­tur spo­łecz­nych i nie kła­dzie kre­su uci­sko­wi — zmie­nia to, co naj­waż­niej­sze, czy­li sto­su­nek jed­nost­ki do jed­nost­ki i jed­nost­ki do samej sie­bie. Owo nawró­ce­nie zaś stop­nio­wo, ewo­lu­cyj­nie prze­kształ­ca spo­łe­czeń­stwo, czy­niąc je odro­bi­nę lep­szym poprzez życie służ­bę i świa­dec­two nawró­co­nych: Fran­cisz­ka, Domi­ni­ka, Bene­dyk­ta czy Igna­ce­go.

Takie rozu­mie­nie isto­ty ulep­sza­nia życia spo­łecz­ne­go ozna­cza jed­nak, że nawet naj­lep­sze insty­tu­cje nie gwa­ran­tu­ją poko­ju, spra­wie­dli­wo­ści i bez­pie­czeń­stwa. “Nawet naj­lep­sze struk­tu­ry funk­cjo­nu­ją dobrze tyl­ko wte­dy, gdy w spo­łecz­no­ści są żywe prze­ko­na­nia, któ­re są w sta­nie skła­niać ludzi do wol­ne­go przy­ję­cia ładu wspól­no­to­we­go” — pod­kre­śla Ojciec świę­ty. Pod­sta­wą spra­wie­dli­wej rze­czy­wi­sto­ści jest zatem nie tyle “cie­le­sny” ustrój, ile wewnętrz­na treść, duch, któ­ry go oży­wia. Trud­no nie dostrzec w tych sło­wach echa słyn­ne­go twier­dze­nia Jana Paw­ła II, ostrze­ga­ją­ce­go, że demo­kra­cja bez war­to­ści (czy­li wła­śnie czy­sto insty­tu­cjo­nal­na) prze­kształ­ca się w jaw­ny lub zaka­mu­flo­wa­ny tota­li­ta­ryzm.

Scep­tycz­nie pod­cho­dzi też Bene­dykt XVI do wia­ry w to, że osią­gnie­my kie­dy­kol­wiek stan ustro­jo­wy, w któ­rym wszyst­ko będzie już dosko­na­łe, swo­isty koniec histo­rii. Jeśli ktoś skła­da takie obiet­ni­ce, prze­strze­ga papież, to zwy­czaj­nie kła­mie lub przy­naj­mniej błą­dzi — pomi­ja­jąc ludz­ką wol­ność. “Kon­se­kwen­cją tego, co zosta­ło powie­dzia­ne jest fakt, że wciąż nowe, żmud­ne poszu­ki­wa­nie słusz­ne­go ładu rze­czy ludz­kich jest zada­niem każ­de­go poko­le­nia; nigdy nie jest zada­niem skoń­czo­nym. Każ­de poko­le­nie powin­no wno­sić wkład w usta­le­nie prze­ko­nu­ją­ce­go ładu wol­no­ści i dobra, któ­ry był­by pomoc­ny dla przy­szłe­go poko­le­nia jako wska­zów­ka, jak wła­ści­wie korzy­stać z wol­no­ści ludz­kiej, a w ten spo­sób dał­by, oczy­wi­ście w gra­ni­cach ludz­kich moż­li­wo­ści, pew­ną gwa­ran­cję na przy­szłość” — zazna­cza papież.

Osta­tecz­nie jed­nak nadziei na spra­wie­dli­wość poszu­ki­wać trze­ba nie w tym świe­cie, ale w Sądzie Osta­tecz­nym, któ­ry — zda­niem Bene­dyk­ta XVI — może stać się “odwo­ła­niem” minio­ne­go cier­pie­nia, “zadość­uczy­nie­niem, któ­re przy­wra­ca pra­wo”. Sąd ten w naj­mniej­szym stop­niu nie jest powszech­nym miło­sier­dziem, zmy­ciem plam i uzna­niem wszyst­kie­go za nie­by­łe. W nim rów­nież widać dra­ma­tyzm ludz­kich wybo­rów, któ­re stać się mogą przy­czy­ną osta­tecz­ne­go potę­pie­nia. Ale jed­no­cze­śnie nadzie­ja na pełen miło­sier­dzia sąd — sąd, któ­ry nie posta­wi obok sie­bie kata i ofia­ry — jest jedy­ną moż­li­wo­ścią triu­mu spra­wie­dli­wo­ści.

Koń­ca histo­rii, trium­fu spra­wie­dli­wo­ści, zbu­do­wa­nia “Kró­le­stwa wiecz­nej szczę­śli­wo­ści i wiecz­ne­go poko­ju” na zie­mi zatem nie będzie. Ale będzie Sąd Osta­tecz­ny, któ­ry spra­wi, że nawet naj­więk­sza nie­spra­wie­dli­wość zosta­nie napra­wio­na w Chry­stu­sie i przez Chry­stu­sa. I to jest nadzie­ja, któ­rej wytrwa­łym gło­si­cie­lem jest Bene­dykt XVI.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.