Kościoły wschodnie, katolickie, protestanckie

Świąteczne przesłanie arcybiskupa Canterbury


Kolę­dy, któ­re śpie­wa­my w okre­sie świą­tecz­nym i modli­twy, któ­re w tym cza­sie odma­wia­my, nio­są ze sobą dwa waż­ne prze­sła­nia, któ­re na pierw­szy rzut oka są ze sobą sprzecz­ne. Jezus jest opi­sy­wa­ny jako obiekt pożą­da­nia wszyst­kich naro­dów. Na Nie­go cze­ka­ją wszy­scy, Jedy­ne­go od tak daw­na wycze­ki­wa­ne­go. Każ­de życie ludz­kie odnaj­du­je swój cel i sens w Naza­rej­czy­ku. I wte­dy przy­po­mi­na nam się, że prze­cież “nie było miej­sca w gospo­dzie”. W kolę­dach odnaj­du­je­my opo­wieść […]


Kolę­dy, któ­re śpie­wa­my w okre­sie świą­tecz­nym i modli­twy, któ­re w tym cza­sie odma­wia­my, nio­są ze sobą dwa waż­ne prze­sła­nia, któ­re na pierw­szy rzut oka są ze sobą sprzecz­ne. Jezus jest opi­sy­wa­ny jako obiekt pożą­da­nia wszyst­kich naro­dów. Na Nie­go cze­ka­ją wszy­scy, Jedy­ne­go od tak daw­na wycze­ki­wa­ne­go. Każ­de życie ludz­kie odnaj­du­je swój cel i sens w Naza­rej­czy­ku. I wte­dy przy­po­mi­na nam się, że prze­cież “nie było miej­sca w gospo­dzie”. W kolę­dach odnaj­du­je­my opo­wieść o tym, że “w zaję­tym świe­cie” nie było miej­sca dla Chry­stu­sa. Od same­go począt­ku Syn Czło­wie­czy nie miał gdzie zło­żyć gło­wy. Nikt nie chciał się z nim spo­tkać. Był na ubo­czu, nie w cen­trum — pisze abp Rowan Wil­liams.

To wca­le nie jest znak bożo­na­ro­dze­nio­we­go cha­osu. Jeśli Jezus jest w takim samym stop­niu czło­wie­kiem, co Bogiem, zawsze będzie­my musie­li sta­wić czo­ła fak­to­wi, że On nigdy nie będzie cał­ko­wi­cie paso­wał do nasze­go świa­ta – nawet, jeśli byśmy tego chcie­li.

Boże zamie­rze­nia w sto­sun­ku do świa­ta są dla naszych umy­słów tro­chę zbyt tajem­ni­cze. Podą­ża­jąc zgod­nie z Jego wytycz­ny­mi tra­fi­my na dro­gi, któ­re mogą nas prze­ra­żać i wzbu­dzać pani­kę. Nie dzi­wi więc, że spy­cha­my Jezu­sa na mar­gi­nes, jeśli weź­mie­my pod uwa­gę to co mówił i robił.

Nie może­my uciec. Bóg stwo­rzył nas w ten spo­sób, że sta­je­my się w peł­ni ludź­mi tyl­ko wte­dy, kie­dy żyje­my w har­mo­nii z jego życiem i miło­ścią. Jego wola, obec­ność, oso­bi­sty byt jest w rze­czy­wi­sto­ści tym, cze­go powin­ni­śmy pożą­dać naj­bar­dziej. Jeśli napraw­dę chce­my odna­leźć to pożą­da­nie głę­bo­ko w sobie, powin­ni­śmy przy­go­to­wać się na dłu­gą dro­gę, któ­ra będzie wyma­ga­ła od nas odwa­gi i cier­pli­wo­ści.

Tak więc to, co wyglą­da na mar­gi­nes, jest w rze­czy­wi­sto­ści cen­trum. Jezus jest zarów­no prze­ra­ża­ją­cym nie­zna­jo­mym, jak i Tym, któ­ry mówi do nas bar­dziej intym­nie i bez­po­śred­nio. Nasze bożo­na­ro­dze­nio­we histo­rie i pie­śni mówią o tym, jak dłu­gą podróż musi­my odbyć.

W wier­szu T. S. Elio­ta trzech mędr­ców pyta: “Czy wyzna­czy­li­śmy dro­gę do naro­dzin, czy śmier­ci”? Odpo­wiedź brzmi: do oby­dwu. Chce­my tak wie­le rze­czy, o któ­rych myśli­my, a to, o czym myśli­my pomo­że nam lub bez­piecz­nie dopro­wa­dzi nas do śmier­ci. Naro­dzi­ny to to, cze­go Bóg chce sam, co w zamia­rach wyglą­da niczym Jezus, praw­dzi­wy obraz Boga w czło­wie­czeń­stwie.

Źyje­my w cza­sach trud­nych dla nasze­go Kościo­ła. Nie ma szyb­kie­go roz­wią­za­nia kwe­stii, któ­re nas dzie­lą. Wszyst­kich nas smu­ci, że te pro­ble­my tak bar­dzo odda­la­ją nas od naj­waż­niej­sze­go zada­nia – dzie­le­nia się Dobrą Nowi­ną. Jed­nak pod­czas Boże­go Naro­dze­nia wspo­mi­na­my wyda­rze­nia, któ­re powin­ny zanie­po­ko­ić wszyst­kich w Koście­le – libe­ra­łów i kon­ser­wa­ty­stów. Wszy­scy sta­nie­my przed tym samym Chry­stu­sem i powie­my, że jest zarów­no tym, kogo potrze­bu­je­my, jak i obcym spra­wia­ją­cym róż­ne pro­ble­my. To bodziec dla nas, aby­śmy od nowa roz­po­czę­li podróż do naszych serc, aby odna­leźć tam praw­dzi­we cen­trum.

W tej podró­ży nie uzbro­imy się w lep­sze argu­men­ty do zwal­cza­nia prze­ciw­ni­ków lub sche­ma­ty dzia­łań, mają­cych uchro­nić nasz Kościół. Wynie­sie­my z niej więk­szy strach i podziw – jak ci, któ­rzy w Ewan­ge­lii pierw­si zoba­czy­li dzie­ciąt­ko. I powró­ci­my do życia w ułom­nym i podzie­lo­nym Koście­le z tyl­ko tro­chę więk­szą bojaź­nią przez przy­tła­cza­ją­cą tajem­ni­czo­ścią, któ­ra nas ota­cza i każe nam sta­wiać tyle pytań.. Zanim zacznie­my trosz­czyć się o pro­ble­my naszych bli­skich, musi­my naj­pierw przyj­rzeć się naszym naro­dzi­nom i śmier­ci, obrze­żom i cen­trum. Boże­mu cen­trum, a nie cen­trum naszych wła­snych spraw i nie­po­ko­jów.

+ Rowan Wil­liams

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.