Węgry: Kardynałowie i biskupi denuncjanci?
- 7 marca, 2005
- przeczytasz w 2 minuty
W węgierskim Kościele Rzymskokatolickim trwa poważny kryzys w związku z ujawnieniem tajnych współpracowników komunistycznych służb bezpieczeństwa. O sprawie informowaliśmy również na łamach EAI Ekumenizm.pl. W internecie oraz innych środkach masowego przekazu można znaleźć listy komunistycznych denuncjantów, na których widnieją nazwiska znaczących osobistości życia kościelnego. O współpracę z bezpieką podejrzewani są nie tylko opaci i pojedynczy księża, lecz także kilku biskupów, arcybiskupów, a nawet kardynałów, w tym emerytowany arcybiskup Esztergom 77-letni kardynał […]
W węgierskim Kościele Rzymskokatolickim trwa poważny kryzys w związku z ujawnieniem tajnych współpracowników komunistycznych służb bezpieczeństwa. O sprawie informowaliśmy również na łamach EAI Ekumenizm.pl. W internecie oraz innych środkach masowego przekazu można znaleźć listy komunistycznych denuncjantów, na których widnieją nazwiska znaczących osobistości życia kościelnego. O współpracę z bezpieką podejrzewani są nie tylko opaci i pojedynczy księża, lecz także kilku biskupów, arcybiskupów, a nawet kardynałów, w tym emerytowany arcybiskup Esztergom 77-letni kardynał László Paskai (na zdj.) oraz obecny przewodniczący węgierskiego episkopatu arcybiskup István Seregély (77) z Archidiecezji Eger.
Na ujawnionych listach znajdują się ponadto nazwiska innych hierarchów, biskupów Diecezji: Szeged-Csanád, Szombathely oraz Pécs. Także zmarły w 2001 roku były nuncjusz apostolski w Niemczech arcybiskup Lajos Kajda miał być informatorem tajnej policji. Zarzuty dotyczą również kościelnej kadry akademickiej, w tym rektora Uniwersytetu Sapientia w Budapeszcie.
Węgierscy biskupi wyrazili niezadowolenie z publikacji listy współpracowników, uznając, że czyn ten był zamachem na autorytet Kościoła Rzymskokatolickiego, do którego należy ok. 60% Węgrów. 15 lat po przełomie nie można dokonać wiarygodnej lustracji – napisali hierarchowie we wspólnym oświadczeniu.
Według obserwatorów nie wszyscy z wymienionych na węgierskiej „liście Wildsteina“ duchowni dobrowolnie współpracowali z bezpieką. Moglibyśmy oczyścić całe nasze życie publiczne, gdybyśmy przyznali, że tańczyliśmy wówczas według melodii, którą grało nam komunistyczne państwo – powiedział w wywiadzie dla węgierskiej telewizji ks. Gyorgy Bulanyi, kapłan, który przez wiele lat prześladowany był przez komunistyczne władze.
Opublikowana pod koniec lutego w internecie lista zawiera nazwiska 50 duchownych, a także 67 dziennikarzy, 40 polityków i 62 osobistości z życia kulturalnego.
Obecna afera z kościelnymi teczkami wywołała poważny kryzys wiarygodności Kościoła rzymskokatolickiego, żyjącego legendą byłego arcybiskupa Budapesztu kardynała Józsefa Mindszenty, zmarłego w 1975 roku. W 1949 roku komuniści skazali kardynała na dożywocie za zdradę stanu, ponieważ odmówił on przekazania katolickich szkół w ręcę komunistów. Podczas rewolucji w 1956 kardynała uwolniono z więzienia, jednak gdy wojska sowjeckie wkroczyły do węgierskiej stolicy hierarcha schronił się w amerykańskiej ambasadzie, z której kierował archidiecezją. Zgodnie z zawartym porozumieniem kardynał Mindszenty mógł opuścić ambasadę i udał się na emigrację do Rzymu.