Mariawityzm jutra – rozmowa z ks. dr. M. Danielem Mamesem o przyszłości mariawityzmu

88

Czy mariawityzm czeka duchowy renesans? Jakie zmiany czekają Kościół Starokatolicki Mariawitów? – o tym i wielu innych kwestiach opowiada w rozmowie z ekumenizm.pl ks. dr M. Daniel Mames, teolog mariawicki i proboszcz mariawickich Parafii św. Mateusza Apostoła i Ewangelisty i św. Rocha w Nowej Sobótce oraz Przenajświętszego Sakramentu w Kadzidłowej.

Na początku 2011 roku pojawiła się informacja o tym, że kapituła Kościoła Starokatolickiego Mariawitów podjęła decyzję o rozpoczęciu przygotowań do synodu mariawitów. Niedługo minie rok od tej decyzji – jakie są jej owoce i czy sama zapowiedź synodu zmieniła coś w Kościele?


Po pierwsze należy zauważyć, że w dzisiejszych realiach naszego Kościoła przygotowanie Synodu nie jest rzeczą łatwą. Wynika to przede wszystkim z uwarunkowań historycznych, bowiem ostatni synod miał miejsce w 1937 roku. Poprzedni, styczniowy z 1935 r., był zwołany ad hoc celem rewizji dyscypliny i doktryny Kościoła. Ten, który odbył się dwa lata później był już lepiej przygotowany merytorycznie. W chwili obecnej, jak wiemy, nie ma potrzeby zwołania synodu ad hoc.  Musi więc być on przygotowany merytorycznie, i to waśnie się dzieje. Mam na myśli prace komisji liturgicznej, która zajmuje się rewizją mszału, czy komisji prawnej pracującej nad ujednoliceniem prawa wewnętrznego Kościoła. Odnośnie pytania o to, czy sama decyzja cos zmieniła, uważam, iż jest to ważny sygnał o potrzebie wewnątrzkościelnej debaty. Odejście od episkopalizmu w kierunku synodalizmu wymusza pluralizację dyskursu eklezjalnego, dotychczas będącego domeną kleru. Zresztą już sama dyskusja wokół potrzeby synodu wyznacza drogę ku inkluzyjności mariawityzmu, a zatem staje się siłą napędową misyjności Kościoła.


Wypowiedź Księdza można uznać za poniekąd rewolucyjną, gdyż synod nie musi oznaczać odejścia od czegokolwiek, a o wiele bardziej dopełnienie wymiaru episkopalnego aspektem synodalnym – czyż nie taki miał być w zamyśle mariawityzm w swojej warstwie ustrojowej?


Pierwotnie Kościół mariawitów miał mieć ustrój synodalny i zakonny zarazem. Lata 20. ubiegłego stulecia przyniosły zmianę tego ustroju na episkopalny i zakonny. Po II wojnie światowej Kościół przyjął de facto ustrój episkopalny. Innymi słowy – w pierwotnej warstwie ustrojowej wymiar zakonny był dopełniany synodalnym, nie zaś episkopalny. Nie uważam, że synod – w odniesieniu do naszego Kościoła, miałby oznaczać „odejście”. Dla mnie Synod to „powrót” do pierwotnych idei mariawityzmu, także w odniesieniu do warstwy ustrojowej.


Powstaje jednak pytanie na ile Kościół chce być bardziej synodalny. Bolączką wszystkich Kościołów mniejszościowych w Polsce – bez względu na to, jaki ustrój wypiszą sobie na sztandarach – jest klerykalizm. W warunkach mariawickich jest to ogromna odpowiedzialność kapłana-proboszcza i w sumie autokratyczne rządy Naczelnej Rady Kościoła. Jaki jest w tym udział wiernych? Czy oni mają rzeczywisty wpływ na sytuację w Kościele, pomijając aspekt parafialny?


Rzeczywiście na chwilę obecną wpływ wiernych na kierunek działalności Kościoła jest bierny (pominąwszy – jak to Pan zauważył – aspekt parafialny). Rada Kościoła może przyjąć do wiadomości i rozpatrzeć propozycje oddolne, inicjowane przez wiernych. To samo dotyczy Kapituły. Nie mniej jednak decydentami są duchowni. Zapowiedź Synodu oznacza w jakimś stopniu deklerykalizację, dopuszczenie laikatu do współodpowiedzialności za losy Kościoła.


Czy Księdza zdaniem wierni chcą tej odpowiedzialności? A może jej się już domagają?


Sądzę, że wierni zarówno oczekują przyjęcia odpowiedzialności i są na to gotowi. Jednak nie używał bym tu sformułowania „domagają się”, bowiem sugerowałoby  to nastroje rewolucyjne wśród wiernych, a tak nie jest.


A może jednak przydałaby się rewolucja – przynajmniej ta na miarę 1906 roku, gdy poczucie, czy przede wszystkim wiara w „bezkonkurencyjność” Dzieła Wielkiego Miłosierdzia skłaniała ludzi, w tym i kapłanów, do niewiarygodnego wysiłku misyjnego, którego owocem były nie tylko powołania zakonne i kapłańskie, ale przede wszystkim nowi mariawici. Wydaje mi się, że dziś niewiele pozostało z tego ducha i Kościół Starokatolicki Mariawitów dobrze urządził się w wytyczonych przez historię torach, uśpił swoją misyjność i poczucie alternatywy wobec rzymskiego katolicyzmu.


Myślę, że największą bolączką w tej kwestii jest ograniczenie mariawityzmu do obszaru polskojęzycznego. Poza granicami naszego kraju idea Dzieła Wielkiego Miłosierdzia znana jest bądź to połowicznie („z drugiej ręki”), bądź po prostu rozpowszechniane sa informacje szkalujące nasz Kościół. Misyjność to wyjście „poza siebie”, „na zewnątrz”. Dlatego cieszy wzrastająca świadomość mariawitów o konieczności przekroczenia granic zakreślonych przez nasz ojczysty język (pomijam tu zagadnienie prowincji francuskiej). Wyjście „na zewnątrz” oznacza także powrót do pierwotnego charyzmatu zgromadzenia kapłańskiego: szerzenia czci Przenajświętszego Sakramentu. Nie chodzi tu o utrzymywanie, czy jej pielęgnowanie, a o rozpowszechnianie tam, gdzie jej jest zbyt mało, bądź w ogóle jej nie ma.


Wszystko dobrze i pięknie, tyle tylko, że odszedł Ksiądz zręcznie od zasadniczego pytania: co z misyjnością ruchu mariawickiego? jakoś jej nie widać! Czy mariawityzm ma w ogóle pomysł na siebie w drugiej dekadzie XXI wieku?


Powtórzę to, co wcześniej powiedziałem: wzrasta świadomość misyjna mariawitów, przede wszystkim świeckich. To oni w tym momencie stanowią siłę napędu misyjnego. Ich koncepcja to pozyskanie sympatyków mariawityzmu m.in. poprzez internet. Mam na uwadze  nie tylko fora i inne portale społecznościowe, ale również „wpuszczanie w sieć” informacji o Kościele (np filmów na YouTube). To jest budujące. I dobrą lekcją misyjności dla nas, duchownych.


Ależ od samego YouTube i świadomości (nie)licznych do misyjności jeszcze daleko. O ile na początku XX wieku wiadomo było czym jest mariawityzm i jakie są jego cele, to obecnie niezbyt wiadomo, w którą stronę Kościół miałby podążać. Jak na razie duże pokłady energii marnowane są na zachowaniu status quo.


YouTube to tylko jeden z przykładów. Proszę zauważyć, iż na początku mariawityzmu był tylko jeden kapłan – o. Felicjan M. Franciszek Strumiłło. Później w szeregi kapłańskie wstąpił o. Kazimierz M. Jan Przyjemski. I od tych dwóch rozpoczęła się działalność misyjna. Liczba nie przesądza. Chociażby wspomniany o. Franciszek – miał świadomość misyjną, ale kompletnie nie nadawał się na misjonarza (i nie jest to zarzut czyniony w kierunku tego zmarłego w opinii świętości duchownego). Ojciec Jan był natomiast niestrudzonym misjonarzem. Nie oznacza to, iż jestem zdania, że należy czekać na „objawienie się” takiego drugiego misjonarza. Trzeba po prostu działać i to czynią szczególnie młodzi mariawici. Może efekty nie są piorunujące, ale ze sprawami Bożymi nie da się obchodzić jak z pracą marketingową w firmie. To tak nie działa.


No tak, ale Ksiądz mówi o przeszłości i trudno oprzeć się wrażeniu, że mariawici mają dużo do powiedzenia na temat własnej przeszłości, bardzo się denerwują – i to słusznie – gdy jest ona przekręcana, a jeśli idzie o tu i teraz oraz przyszłość to nie za bardzo wiedzą, w którą stronę iść. Proszę wybaczyć moją nieustępliwość, ale co ma mariawityzm do zaproponowania DZIŚ polskiemu chrześcijaninowi lub ateiście poszukującemu duchowego domu?


Pytanie czym jest mariawityzm obecnie, dokąd zmierza, jakie są jego cele, jest zagadnieniem de facto teologicznym, które pojawia się dyskusji. Jedno z podejść rozumie Dzieło Wielkiego Miłosierdzia jako szkołę duchowości, która powinna być otwarta dla każdego chrześcijanina (czy w ogóle człowieka), kto pragnie nią kroczyć. Misyjność oznacza tu szerzenie idei, nie zaś akcję misyjną Kościoła. Drugie podejście kładzie nacisk na utrzymanie status quo, czyli pielęgnowanie tego, co jest w Kościele. To drugie podejście determinuje zwrócenie się bardziej ku przeszłości, ku tradycji. Pierwsze podejście, inkluzywne, pozwala wejść w przestrzeń naszego Kościoła i poszukiwanie własnego miejsca w świecie, odkrywanie na nowo Boga, drugie – stanie się członkiem Kościoła.


Więc dlaczego młody człowiek poszukujący duchowego domu i nie mający żadnego przygotowania teologicznego lub solidnego wychowania religijnego wyniesionego z domu, co zdarza się obecnie nagminnie, miałby się zainteresować mariawityzmem?


Chociażby dlatego, że Mariawityzm jest ścieżką dla każdego. To, co jest „pociągającego” w Dziele Wielkiego Miłosierdzia, to wezwanie do budowania Królestwa Bożego na ziemi, a co za tym idzie – do stania się współbudowniczym z Bogiem i z Nim współmieszkańcem. Mariawityzm pozwala odbudować relacje z Bogiem, przede wszystkim relacje miłości. Ponieważ kapłani są sługami sakramentów, nie mający władzy nad duszami ludzkimi, taki młody człowiek na szansę na otwarcie się na bezpośredni dialog z Eucharystycznym Bogiem w sakramencie Komunii i Pokuty. Tu nikt nie może powiedzieć – jesteś niegodny, albo brak ci wiary. To Bóg kreśli Swe Słowo w sercu, nie zaś człowiek.


To co Ksiądz napisał jest z pewnością piękne, ale również bardzo uniwersalne. Gdzie jest to mariawickie proprium?


Ależ taki ma być mariawityzm – ciągłym przypominaniem o tej uniwersalne powinności chrześcijaństwa.


Ale takich uniwersalnych duchowości, mieszczących się dokładnie w tym, co Ksiądz opisał, możemy spotkać praktycznie w każdej tradycji wyznaniowej, protestantyzmu nie wyłączając.


Owszem, ale do tego należałoby dołączyć przestrzeń liturgiczną, stanowiąca epicentrum duchowości mariawickiej: Msza Święta (spożywanie Ciała i Krwi Pańskiej) oraz Adoracja (kontemplacja Chrystusa Eucharystycznego). Jeśli połączymy owe uniwersum z niepowtarzalną liturgią mariawicką (eksplikującą ową duchowość i jednocześnie pozwalającą na partycypowanie w przestrzeni ducha) dotkniemy tego, co istotne w Dziele Wielkiego Miłosierdzia.


Przecież to wszystko jest obecne w mariawityzmie, a mimo to wiernych nie przybywa. Co zatem jest nie tak? Czyżby – mówiąc językiem marketingowym – mariawityzm nie potrafił się „sprzedać”?


Po pierwsze, statystyki kościelne pokazują, że odnotowujemy minimalny przyrost wiernych (także poprzez konwersje). Po wtóre, sądzę, że brak jest w naszym Kościele na szerszą skalę duszpasterstwa osób poszukujących. W Krakowie działalność w środowisku ludzi zagubionych duchowo prowadzi ks. M. Paweł Rudnicki. Placówka tamtejsza organizuje pogadanki na tematy religijno-społeczne, po których jest możliwość indywidualnej rozmowy z duszpasterzem. Jeśli chodzi o marketingowe „sprzedawanie mariawityzmu”, nasuwa się automatycznie pytanie o obecność mariawityzmu w przestrzeni medialnej. I faktycznie tu pozostaje duże pole do działania przede wszystkim ze strony władz Kościoła.


Biorąc pod uwagę duchowe wyzwania i opisane przez Księdza Doktora uwarunkowania teologiczne ruchu mariawickiego, jak należy rozumieć istotę mariawityzmu w świetle dokumentu podpisanego przez mariawickich i rzymskokatolickich członków Komisji Mieszanej ds. Dialogu między obydwoma Kościołami, w którym znajdujemy ni mniej ni więcej sformułowanie, że Objawienia św. Marii Franciszki nie stanowią części doktryny mariawickiej? Takie stwierdzenie można uznać za sprzedaż, tyle że nie marketingową.


Niektórzy komentatorzy wspominanego dokumentu są zdania, iż niezbyt szczęśliwie dokonano pewnych sformułowań. Jednak jeden z członków komisji bilateralnej, ks. prof. Rudnicki, zwrócił uwagę że doktryna Kościoła Starokatolickiego Mariawitów opiera się na nauce Soborów Powszechnych i Tradycji. Objawienia św. Marii Franciszki stanowią natomiast dla mariawitów drogę duchowego rozwoju. Mariawici to są ci, którzy uznają starą katolicka doktrynę i prowadzą swe życie według wskazań nakreślonych w Objawieniach Dzieła Wielkiego Miłosierdzia. Oczywiście treść objawień jest osadzona w tej doktrynie, można więc przyjąć, że i one same są jej elementem (choć jej nie konstytuują, a jedynie eksplikują)


Przypomnę, że w przedmowie do Dzieła Wielkiego Miłosierdzia wydanego przez Kościół Starokatolicki Mariawitów ówczesny biskup naczelny M. Włodzimierz Jaworski wprost stwierdził, że Objawienia stanowią księgę wyznaniową mariawityzmu…


Termin „księga wyznaniowa” nie utożsamiałbym z pojęciem „księga symboliczna, ani tym bardziej podobne powadze Pismu Świętemu (jak chociażby Księga Mormona). Księga wyznaniowa, czyli nadająca kierunek duchowości naszego wyznania. Nie stanowi ona przecież orzeczeń dogmatycznych, choć jej treści poruszają się w ramach doktryny katolickiej.


Czy 80 lat po rozłamie zmienił się stosunek płockich mariawitów do abp. Jana M. Michała Kowalskiego i jak wyglądają obecnie relacje, a także perspektywy/cele kontaktów między płockim a felicjanowskim nurtem mariawityzmu?


Współcześnie emocje wokół postaci abpa M. Michała ostygły. O ile dawniej mówiło się niechętnie o jego osobie, o tyle obecnie jest na nowo odczytywana. Myślę, że to dobry sygnał. Pomógłby zapewne także w relacjach z Kościołem Katolickim Mariawitów, z którym nie są prowadzone oficjalne rozmowy o zjednoczeniu w jeden organizm kościelny. Kontakty ze społecznością naszego siostrzanego Kościoła ograniczają się faktycznie do życzliwej, chrześcijańskiej koegzystencji. Z perspektywy trudnej historii można powiedzieć, że to tylko tyle i aż tyle.


To na czym polega siostrzaność obydwu Kościołów? Na historii?


Na historii tak, ale nade wszystko na wierności objawieniom (choć różnie je interpretujemy).


Jakie Ksiądz widzi szanse na odrodzenie życia zakonnego w mariawityzmie?


Po pierwsze trzeba się gorąco modlić o powołania zakonne – męskie i żeńskie. A że perspektywa odrodzenia jest świadczy nie tak dawna profesja wieczysta s. M. Colombe Poisson. Znam osobiście  kilka dziewcząt, które chciałyby wstąpić w szeregi sióstr mariawitek. Podobnie rzecz wygląda w odniesieniu do zgromadzenia męskiego i III zakonu. Kandydaci są, teraz trzeba modlić się i cierpliwie czekać, aż ich powołanie dojrzeje i powiedzą „fiat” Chrystusowi.


W chrześcijaństwie mamy różne, czasem konkurujące i wykluczające się wizje ekumenizmu. Czy można mówić o mariawickiej perspektywie ekumenizmu?


W rzeczach koniecznych do zbawienia – jedność, w niekoniecznych -wolność, a we wszystkim miłość. To słowa św. Marii Franciszki.


Dziękuję za rozmowę.


rozmawiał Dariusz Bruncz

komentarze

  • Starokatolik

    „Nasz lot jest anielski
    Do Boga nasz lot!
    W nas jutro się jasne poczyna!
    Od zmroku, ku światłu
    rozpoczął się zwrot!
    Drużyna Mateczki, Drużyna!”


    Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczylnili. Mt 24, 40

  • Halina2

    Byłam wczoraj na warszawskich targach książek historycznych na Zamku (a właściwie w arkadach
    Kubickiego). O mariawitach wiem bardzo mało, właściwie nic. Dlatego kupiłam książkę Katarzyny
    Tempczyk pt. „Nowe przymierze uczynił Pan z nami…Teologia Kościoła Katolickiego Mariawitów”. Na razie
    zapoznałam się ze spisem treści, ale lektura będzie chyba ciekawa.


    Halina Mazur

  • Robinson

    łubu dubu


    „Wszyscy bogowie pogan to demony” (Ps 95, 5)

  • Robinson

    „W rzeczach koniecznych do zbawienia – jedność”

    Od kiedy tzw. jedność [czego z czym?] jest konieczna do zbawienia?


    „Wszyscy bogowie pogan to demony” (Ps 95, 5)

  • Oranysta

    Mam takie pytanie do ks. doktora Mariawity, ktory jak mozna wyczytać w artykule szuka jakiegos nowego otwarcia. Chodzi mi o biskupa Kowalskiego, bo arcybiskupem trudno go nazwać, ponieważ sam sie nim mianował. Jakoże biskup Kowalski przeniósl z sobie znanych powodow, stolice apostolska z Rzymu do Plocka, to zastanawiam sie gdyby sam mianował sie papieżem, to dzisiaj ks.doktor, tytułowały go papieżem? W wywiadzie ksiądz mowi że postac bp( abp) jakoś jest inaczej dzisiaj odbierana. Czyli tlumacząc z polskiego na nasze, ks. dr. liczy na ludzka niepamięć. Lecz księże doktorze historii nie da sie odczarować, mozna ja tylko przekłamać. Nie da sie odczarować duchowych idiotyzmów, biskupa Kowalskiego, który wprowadzil tzw, niepokalane poczęcie dzieci zrodzonych z kapłanów mariawitow i kaplanek mariawickich., czy wejscie s. Kozłowskiej w skład Trojcy Przenajświetszej. Nie jest moim zamiarem dokuczać księdzu ale rzeczy należy nazywać po imieniu a nie maskować działalnośc biskupa Kowalskiego Dzielem Wielkiego Miłosierdzia, ponieważ prędzej czy później to co zakryte stanie sie odkrytym. I nie jest żadnym tłumaczeniem, że to nie my tylko to ci drudzy Mariawici, bo to jest następna proba maskowania. Owa zmianę o której ks.dr. pisze o tej nowej opcji, to tez nalezałoby nazwac po imieniu a nie używać teologicznych terminów, znanych dla nielicznych. A ta nowa opcja, w/g mnie to pojście w strone protestantyzmu a wszystko podobno dla duchowego dobra świeckich Mariawitów. Zreszta od samego pocztku powstania, to zawsze było dla dobra i tylko dobra, tylko jakoś drodzy kuzyni Mariawici nie za bardzo wam wyszło. Choć oczywiście punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.

  • gosc

    Idzie mrowka ze sloniem przez most. Most dudni. Mrowka z duma: „ale tupiemy”.

    Z calym szacunkiem dla mariawityzmu, polskiego katolicyzmu i innych Kosciolow kanapowych, ale musze wyrazic swoj „ograniczony opotymizm”…po co ta burza w szklance wody?

    Kosciol, ktory walczy o przetrwanie, o utrzymanie ksiedza, o fundusze na swiatlo i ogrzanie kosciola w zimie, o skoszenie trawy…tak przyciagnie nowych wiernych i takie wielkie dzielo ewangelizacyjne bedzie prowadzil jak paczka zapalek przyciaga Ziemie.

    Mysle, ze swiadectwem wiary i dzialania Ducha Sw., byloby po prostu zakonczenie rozdzialu z Kosciolem Rzymsko-Katolickim i pojednanie sie. Wypracowanie jakiejs godnej dla mariawitow formy egzystencji w ramach KRK np. unii, prowincji, zakonu, ordynariatu itp Tak jak to jest czynione w stosunku do Anglikanow, ktorzy wracaja do KRK.

    Inaczej nie widze zadnej przyszlosci dla mariawitow. Wymra wszyscy a ostani zgasi swiatlo. Zanim sie to stanie, co madrzejsi powinni pomyslec o godnym powrocie…do domu…do KRK.

    Nota Bene: bardzo cenie sobie intelekt Ks. Rudnickiego…nie rozumiem jednak jego eklezjologii…jego syn jest diakonem w KRK…gdzie jego misyjnosc, rozwoj mariawityzmu, skoro owoc jego zycia jest juz w innym Kosciele. Wszyscy wroca do KRK tak czy siak…moga to jednak zrobic z godnoscia wszyscy lub po cichu bez poczucia wielkiej radosci pojednania…

  • gosc

    Identycznie jest z Kosciolem Polsko-Katolickim…nie widze zadnej przyszlosci. Wegatacja a nie misyjnosc. Izolacjonizm i odbieranie sobie szans na przyszlosc. No i ciagle emocje…ktore maja sie tak do chrzescijanstwa jak Swiatowid do Buddy.

  • gosc

    To syn jest zobowiązany do wybrania tej samej drogi co ojciec? Aż boję się zapytać, czy ma Pan dzieci…

    Nie zgadzam się, Kościół moloch, jakim jest KRK, w którym za to marnotrawi się masę pieniędzy, wcale nie jest dowodem na ‚lepsze’ działanie Ducha Świętego, przynajmniej jeśli o to chodzi.
    To nie byłoby pojednanie się, tylko przyjęcie warunków jednej ze stron.

    Polecam artykuł:

    http://kulturaliberalna.pl/2011/11/08/rogaczewska-watykan-starszych-panow-o-%E2%80%9Ehabemus-papam%E2%80%9D-nanniego-morettiego/

  • gosc

    A co do misyjności i pieniędzy, to np. seminarium duchowne KRK w moim mieście ‚ma’ obecnie niecałe 70 kleryków, a jakieś 10 lat było ich ok. 170…a ogromny budynek seminarium trzeba utrzymać i stoi niewykorzystany.

  • gosc

    Jesli to jest jedyny argument za istnienem KKM to tym bardziej powinni wrocic.

     

  • gosc

    Powinni?? Jedyny argument?
    Jeśli są ludzie, którzy chcą do takiego Kościoła należeć, to nie potrzeba argumentów.
    Dziwi mnie dlaczego niektórym tak ‚do szczęścia’ potrzeba konwersji innych, uniatyzmu…im różnorodniejsze chrześcijaństwo tym lepiej.

  • gosc

    70 klerykow to tyle ilu pewnie jest wiernych w parafiach mariawickich.

    I prosze nie myslec, ze nie odczuwam wielkiej sympatii to mariawitow czy innych malych wspolnot koscielnych.

    Ja po prostu nie widze przed nimi przyszlosci.

    Tak KRK tez jest w wielkim klopocie. Bo niby jest na swiecie 1 miliard katolikow…ale wsrod nich wiekszosc nie praktykuje. A jesli Kosciol RK upiera sie ze oni sa w dalszym ciagu katolikami i KRK stoi za nimi…to dodam, ze w takim razie 1/7 mordercow jest katolikami.

    W USA zamyka sie koscioly bo nie ma pieniedzy…a kupuje sie Crystal Cathedral za 57 milionow.

  • gosc

    Nie wiem ilu wiernych jest u mariawitów i nie rozumiem Pana ‚troski’.
    Natomiast jeśli spadek liczby kleryków w jednym seminarium z ok. 170 do ok.70 w ciągu ostatnich 10 lat nie daje do myślenia, to naprawdę jestem bezradna…

  • gosc

    Prosze przestac opowiadac wierutne bzdury! Abp Kowalski nie ´wprowadzil Mateczki
    do Trojcy Swietej´. Wystarczy zajrzec na ´wikipedie´ i sie douczyc odrobine.
    Znajdujacy sie tam wyklad nauczania o ´Trojcy Swietej Wcielonej´ jest jasny i
    prosty – w sam raz dla Pana.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    … przemyslany i podbudowany – jak zwykle u ks.dr. Mamesa. No i – rowniez jak
    zwykle – az do bolu ostrozny… Trudno ocenic: zaleta to czy wada? A moze to, co
    w jednych okolicznosciach jest wada, w innych staje sie zaleta?
    Bardzo podoba mi sie, iz kaplan M. Daniel jednak nie do konca daje sie wciagnac
    red. Dariuszowi w rozumowanie w kategoriach wyznaniowego ‚proprium’. Dla mnie
    jest to wlasnie ten moment, w ktorym jego wywod z bardzo dobrym wynikiem ‚zdaje
    egzamin z katolicyzmu’.
    Mala uwaga co do frazy koncowej. Przytoczona maksyme przypisywano juz wielu
    autorom: od sw. Augustyna do Hugona Grocjusza. Wiekszosc zrodel podaje, ze jej
    autorem byl luteranski teolog-irenista Meiderlinus (uzyl jej po raz pierwszy w
    1626 r.).8 lat pozniej pojawia sie ona w korespondencji Grocjusza. Jednak wielki
    holenderski prawnik, filozof i teolog zapozyczyl ja nie od Meiderlinusa lecz od
    bardzo ciekawej postaci, z ktora pozostawal w kontakcie: bp. Marco Antonio de
    Dominisa, pochodzacego z Dalmacji. De Dominisa mozna uznac za wcielenie
    wyznaniowego irenizmu (konwertowal najpierw z rzymskokatolicyzmu na anglikanizm,
    potem powrocil do Rzymu), aczkolwiek inni mowia raczej o cynizmie i braku
    ideowego kregoslupa… W kazdym razie De Dominis uzyl tej maksymy juz w 1617 r.,
    a wiec wczesniej niz Meiderlinus. Najwczesniej jednak – bo juz w XII w. –
    przytacza ja armenski biskup Nerses i to jemu przypisuja jej autorstwo
    prawoslawni. Maksyma jest rowniez bardzo popularna wsrod Braci Morawskich.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • Dario

    Typowe dla rzymskiego katolicyzmu w Polsce myślenie „kwantytatywne” – my mamy rację, bo jest nas więcej. W ciągu ostatnich lat – po długiej przerwie – mariawici odnotowali „rozruch” w powołaniach kapłańskich. Już nie raz prorokowano im smutny koniec. A tak dla Pańskiej informacji: w Polsce mariawitów jest ok. 25 tys. i procentowo rzecz ujmując skłonny byłbym zaryzykować stwierdzenie, że więcej do kościoła chodzi mariawitów niż rzymskich katolików. Nie wiem czy Pan w ogóle kiedyś był na mariawickiej mszy…

  • Oranysta

    Panie Pradusz, zgodnie z pańska sugestia, otworzyłem w Wikipedii, hasło z temamtrm biskup Jabłoński i dzieki panu za to przekierowanie, poniewaz dzięki panu poznałem nieznane mi dotąd szczególy z zycia biskupa, szczegolnie te z końca jego życia. Bardzo interesujace i zarazem bardzo wspólczesne, mozna by powiedzieć. Wie pan, jak juz z takim świętym oburzeniem, odniósl sie pan do mojego postu i podłączył sie pod jeden punkt, to dlaczego nie odniósl sie pan do tych innych punktów? To też bzdura? Nie to nie bzdura tylko fakt a pan w swojej dialogoterii, faktow dla pana niekorzystnych, po prostu nie uwzględnia, ponieważ owe fakty sa dla pana wielce niewygodne, czyli najlepiej nad nimi zaciąnąc zmowe milczenia.

    Lecz te fakty, wbrew oczekiwaniom wielu istnieją i te fakty wolają, glośno wolają. Tylko niektorzy zatykaja sobie uszy by ich nie slyszeć. Czy mogą? Owszem….. Czy powinni? A to już inny temat.

  • Daffid

    Panie Dariuszu, proszę nie popadac w nadmierny zachwyt. Na razie jest jeden kapłan ponizej trzydziestki. Co do uczestnictwa w Mszach – nie jest z tym tak ciekawie. Bywałem na Mszach, gdzie było 5 wiernych! I to w dużych miastach!

  • gosc

    Odnioslem sie do tego, co mnie interesuje (a interesuje m.in. z tego powodu, ze sam przygotowuje wyklad inspirowany pewnymi watkami z nauczania o ‚Trojcy wcielonej’) i o czym Pan napisal ewidentna bzdure. Nie mam obowiazku komentowac calosci Panskich wypowiedzi, zwlaszcza zas wowczas, gdy pisze Pan w sposob dla mnie niezrozumialy, jak tym razem. Prosze samemu wylozyc ‚kawe na lawe’, to bedzie o czym rozmawiac i – jesli mnie to zainteresuje – zapewne tez wezme w tej rozmowie udzial. Bo na razie to wiem, ze Panskim zdaniem sa jakies ‚fakty’ i ze one ‚krzycza’. Glosy Pan slyszy?

    No chyba, ze chodzi Panu o tytul ‚arcybiskupa’. I tu odsylam Pana do starej dobrej cioci ‚wiki’. A tam ‚stoi’ tak: Pierwotnie arcybiskup był biskupem ważnego miasta, regionu, sprawując często pieczę duszpasterską nad całym krajem. Miał prawo przewodniczyć synodom podległych sobie biskupów, korygować ich prace, prowadzić wybory lub mianować i wyświęcać nowych biskupów w prowincji. I jest to zaiste prawda. Co wazniejsze jednak: NIE MA W TYM NICZEGO TAKIEGO, CZEGO NIE MOZNA ODNIESC DO BISKUPA KOWALSKIEGO (bo chyba o nim Pan wlasnie czytal, a nie o biskupie Jablonskim; mam przynajmniej taka nadzieje!). I co wiecej: obecni biskupi naczelni KSM moga powiedziec o sobie to samo.

    Jak Pan zapewne wie (bo przeciez kazda indolencja musi miec jakies granice, jak ufam!) nie istnieja zadne odrebne swiecenia arcybiskupie. Arcybiskup jest po prostu biskupem, zas kazda archidiecezja byla kiedys diecezja. W KRK do podniesienia rangi diecezji (i jej pasterza) trzeba decyzji papieskiej. W Kosciolach katolickich od Rzymu niezaleznych taka decyzja nie jest konieczna. Nie ma tez zadnej instancji zwierzchniej, ktora by te kwestie regulowala. Pozycja abp. Kowalskiego byla taka jaka od poczatku istnienia tego tytulu mieli wlasnie arcybiskupi. Nie ma wiec ZADNEGO POWODU, by go arcybiskupem nie tytulowac. Co wiecej, gdyby np. nadchodzacy podobno mariawicki synod postanowil wyniesc obecnego biskupa naczelnego do tej rangi, rowniez bym go tak tytulowal, bo, DLACZEGO NIBY NIE?


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • Dario

    Mam nadzieję, że wywiad przeczytał Pan bardzo dokładnie – o zachwycie i hurra-optymizmie nie ma w nim mowy. Nie wiem w jakim mieście był Pan na mszy i w jaki dzień, ale z pewnością nawet w stolicy, znajdzie Pan kościoły r-k, w których jest stosunkowo mało ludzi. Przykładanie ilościowych matryc z KRK do jakiegokolwiek kościoła mniejszościowego jest – mówiąc delikatnie – co najmniej nadużyciem.

  • Daffid

    Byłem w niedzielę, przecież w kościołach mariawickich zasadniczo w dni powszednie nie ma. Kościoły R-K w niedzielę często pękają w szwach, mimo, że jest po kilka mszy dziennie. W KSM różnie z tym bywa, niestety.

  • gosc

    I jak w tych realiach mowic o misyjnosci, ewangelizacji, atrakcyjnosci, przyszlosci, rozwoju i rozkwicie…toc to agonia. Sekularyzacja, tumi_wisizm (obojetnosc) dotyka wszystkie wspolnoty religijne. Z tym, ze jesli spadek powolan w KRK bedzie o kolejne 50% (a i tego nie wykluczam, bo to kolos na glinianych nogach, choc stajacyna skale) to w KKM bedzie 3 wiernych na Mszy a w tym: celebrans, jego zona, i tesciowa. Dzieci juz beda od lat w KRK… Tak to widze. I wtedy mozna robic synody, sobory, kongresy…i na kanapie z siedzacymi ojcami soborowymi posadzic jeszcze starego psa z kulawa noga (miejsca bedzie sporo).

    Nie widze przyszlosci dla kosciolow takich: mariawici, polsko-katolicy… Jedyne godne rozwiazanie, to unia z „wiekszym”…KRK. Mimo, ze niedoskonaly tez.

    Wystarczy popatrzec na globalizacje…Swiat sie jednoczy zeby przetrwac. Ci co sie izoluja wegetuja a moze i gina. Wymieraja…i to jest smutne. Dlatego nie skacze z radosci widzac agonie wspolnot chrzescijanskich. Wspolczuje im i zycze zeby z godnoscia umierali…a moze wlasnie w ten sposob przetrwali i zyli…w ramach wielkich wpolnot z zachowaniem wlasnego charakteru…

  • Dario

    Pańskie wynurzenia korespondują praktycznie z nagonką antymariawicką z początku XX wieku, w czym specjalizowali się szczególnie jezuici. Jeśli będzie taka wola Boża kamień na kamieniu nie pozostanie z mariawityzmu, podobnie jak z kazdej innej tradycji wyznaniowej. To samo dotyczy Pańskiej. Kościół Chrystusowyu jednak nie zginie.

  • gosc

    O jejku, ale Pan dramatyzuje. Niesamowicie światowe ma Pan to podejście do Kościoła i wiary. Bez przesady…

  • ym

    nie sądziłem, że to znane od wieków powiedzenie może być niejasne, ale widocznie może…

    tu nie chodzi o żadną jedność instytucjonalną, tylko o to, że różne wyznania powinny być jednomyślne, jeśli chodzi o tematy dla wiary chrześcijańskiej podstawowe, czyli konieczne do zbawienia.

    niestety nie jest to takie proste, bo różne wyznania różne rzeczy uważają za niezbędne…


    : COM NAPISAŁ,
    : TOM NAPISAŁ.

  • Oranysta

    Wie pan co, panie Pradusz, to teraz ja za pańskim wskazniem, odeslę pana do staej dobrej cioci Wiki i pod hasłem, Maria Michal Kowalski w temacie godności arcybiskupiej rzeczonego pisze :

    „Po śmierci Feliksy Kozłowskiej, założycielki i duchowej opiekunki mariawityzmu, Jan Maria Michał Kowalski w 1921 roku ogłosił się arcybiskupem i przywódcą Starokatolickiego Kościoła Mariawitów” . Ja rozumiem że jako biskup Stolicy Apostolskiej, która przeniósl z Rzymu do Płocka, Płock stał sie jedna z najważnieszych biskupstw świata a być może nawet najwazniejszą, ale to jeszcze nie oznacza że wszyscy musza temu przyklasnąć. Oczywiscie pan może i niech sobie pan klaszcze do woli……..

    Co do tej super bzdury, do której przyczepil sie pan, jak tonący brzytwy, to ów temat byłby rzeczywiście super bzdurą, gdyby to było moim wymysłem. Ale to nie jest mój wymysl, tylko historia z życia Mariawitów. A że doszło do tego, nico póżnij to niczego nie zmienia. To tylko dowód na to że to co od człowieka pochodzi nie może sie ostać, tylko co chwila jakis mądrala, wprowadza jakieś dziwolągi ale zawsze to czyni podobno dla wiekszej Chwały Bożej.

  • gosc

    Tak to juz bywa w historii Kosciola, ze pojawiaja sie biskupi, zakladajacy
    ‚stolice apostolskie’ i uwazajacy, ze sprawuja wladze nad cala ziemia. gdybym
    byl rzymskokatolikiem, jak Pan, to bym takich inklinacji abp. Kowalskiemu az z
    takim hukiem nie wytykal, bo, drogi p. O., skad niby wziely sie takowe pomysly,
    jesli nie wprost z tradycji i historii Kosciola, w ktorym ks. Michal Kowalski
    sie wychowal – Panskiego Kosciola?

    Ja akurat nigdy nie mialem zadnych problemow z jasnym postawieniem sprawy:
    mariawici, przejmujac de facto rzymski model eklezjalny, nie tylko nie
    zrealizowali postulatu, ale mu sie, moim zdaniem przynajmniej, po prostu
    sprzeniewierzyli. Jesli dzis rzeczywiscie pojda droga synodalna episkopalno-
    synodalna) bedzie to dla mnie mialo walor naprawy bledu, ogromnego i
    brzemiennego w skutkach.

    A Pan? Coz ma Pan do zaproponowania? Zadnego innego modelu! De facto chodzi Panu
    tylko o jedno: ‚stolica apostolska’ ma byc w Rzymie. I tyle. Dla mnie to akurat
    nie stanowi zadnej zasadniczej roznicy…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • Oranysta

    Czyli co drogi panie Pradusz? Może wybierz pan jakąś opcję, bo raz pan piszesz że tytuł arcybiskupowi Kowalskiemu się prawnie należy a drugim razem z pańskiego postu wynika że jest on wątpliwy, ale oczywiście to nie wina samego zainteresowanego, tylko tego niedobrego KK, który świadomie lub podświadomie trwał w biskupie Kowalskim i za przyczyna tego trwania, Mariawityzm, stoi obecnie na rozdrożu. I oczywiście pan widzi jakies wyjście dla naszych braci Mariawitów, ale jak pojdą w stonę synodalno – episkopalną, czyli tłumacząc z polskiego na nasze drogą starokatolików, anglikanów. Wtedy Mariawici zaznaja wreszcie spokoju i spelnienia……… I to radosne oczekiwanie, przejawia pan Dario, przeprowadzając wywiad z ks. doktorem, który jest zwolennikiem tej drogi Mariawitów. A pan zanjąc być może osobiści księdza doktora, blogoslawi emu szczytnemu przedsięwzienciu. Pyta sie pan, co ja moge zaproponować naszym braciom Mariawitom? Ano ja nic nie mogę zaproponować. A co może zproponować Boże Słowo zawarte w Biblii? Ano wiele może. Może kiedyś u moich braci Mariawitow objawi sie jakiś ksiądz, niekoniecznie doktor, który powie, bracia i siostry, kiedyś ruszylismy w podróż i to podrózowanie doprowadziło nas aż dotąd. Po drodze były rózne katastrofy duchowe, ktorych pospołem doświadczaliśmy, na przestrzeni lat. Czas najwyższy czas, powiedzieć temu nie i powrocic do domu z którego kiedyś wyszlismy……….

    Obawiam sie że taki ksiądz nie uzyska blogosławieństwa pana, panie Pradusz i pana Daria. Pan Dario na łamch ekumenizm/pl nie przeprowadzi wywiadu z takim księdzem. Bo to było by fopa……. Lecz własnie może paradoksalnie, to jakis znak, bo drogi moje nie sa drogami ludzkimi, napisano w Księdze.

    A pan panie Pradusz jaka ma ofertę ? Następnych kilkadziesiąt lat chadzania po rozdrożach i duchowych wertepach, aż za jakieś nastepnych kilkadziesiąt lat pojawi sie w szeregach naszych braci Mariawitów, jakis następny ksiądz doktor. I co wtedy zaproponuje?

  • gosc

    Jesli to, co Pan prezentuje tutaj, mialoby byc swiadectwem tego, ze nie chadza Pan ´po wertepach´, to jest to bardzo kiepskie swiadectwo. Pisze Pan co innego, jeszcze co innego ma na mysli, myli fakty, placze tytuly. A gdy sie probuje wprowadzic odrobine porzadku w ten chaos, ktory Pan tworzy,nazywa Pan to ´formalizmem´ lub ´chwytaniem sie brzytwy´.

    Moja wypowiedz odnosila sie do tytulu arcybiskupiego i w calosci ja podtrzymuje. Nie widze nic zdroznego w tym tytule. Pozycja, ktora zwierzchnik mariawitow zajmowal (i zajmuje) calkowicie uzsadnia przyjecie takiego tytulu. Natomiast ‚przenoszenie stolic apostolskich’ i inne tego typu pomysly to sa srodki z arsenalu Panskiego Kosciola i Panskiej tradycji. I – gdy wziac do reki pozniejsze publikacje br. Arcybiskupa M. Michala, widac, ze i w tym zakresie jego mysl sie rozwijala i ulegala korekcjom. Bez ogrodek pisze on np. o tym, ze zbyt wielka wage przywiazywal do ‚murowanej swiatyni’, podczas gdy chodzi o ‚swiatynie ducha’. Rowniez wprowadzenie instytucji ‚kaplanstwa ludowego’ pokazuje, ze jego celem nie bylo zatrzymanie zadnych godnosci dla siebie i podbudowywanie wlasnej pozycji. Wrecz przeciwnie: Arcybiskup pragnal, aby KAZDY MARIAWITA dzielil w godnosci i posludze kaplanskiej.

    Dzisiaj przypada 65 rocznica smierci s. M.Izabeli Wiluckiej-Kowalskiej, malzonki Arcybiskupa, biskup i zwierzchniczki Kosciola Katolickiego Mariawitow. KKM czci ja jako swieta. W Ekumenicznym Zgromadzeniu rozszerzamy te obchody, swietujac dzisiaj Dzien Chwaly poswiecony nie tylko pamieci sw. Izabeli ale wszystkich tych, ktorzy stracili zycie dla Dziela Wielkiego Milosierdzia. Dla mnie ci ludzie sa przykladami oddania sprawie Bozej. Nie musze sie calkowicie zgadzac ze wszystkimi ich pogladami. Byli ludzmi, zdarzalo im sie mylic i bladzic. Ale byli ludzmi gleboko wierzacymi, oddanymi Dzielu, Za to nalezy im sie w moim przekonaniu szacunek…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Gdzies to wyczytalem: ” w dobie internetu kazdy moze byc papiezem”. Co prawda obwolanie sie arcybiskupem bylo dawno temu, ale co z tego. W KRK arcybiskupem zostaje sie na warunach KRK. Poza KRK zrcybiskupem zostaje sie na warunkach tej innej wspolnoty. Zaten nie widze nic dziwnego, ze ktos jest arcybiskupem dla jakiejs tam wspolnoty.
    Tak jak niekatolicy szanuja tytuly nadawane w KRK i tytuluja osoby urzedowe wedlug ich godnosci i funkcji w tamtejze wspolnocie, tak tez powinno to dzialac w druga strone…a wlasciwie we wszystkie strony…

    Smieszne jest jednak to, ze wspolnota ktora ma kilkunastu, kulkudziesieciu…OK…kilkuset wiernych (niech bedzie nawet kilka tysiecy 🙂 ustanawia sobie analogiczne funkcje jakie sa w mega wspolnotach (KRK). Po prostu smieszne…i zalosne.

    P.S. Na tej kanapie nie ma tloku…

  • gosc

    Mysle, ze jezuici nie byliby zachwyceni, gdyby dowiedzieli sie, ze maja podobne poglady do moich :-). A moze to zrdowy rozsadek. Prosze przeczytac dokladnie to co pisze…nie namawiam nikogo do wyzbycia sie swoich pogladow (bo wiara jest prawie identyczna)…ale to znalezienia takiej plaszczyzny, na ktorej wszystkim uda sie przetrwac. I chcialbym to widziec to jako wysilek i pragnienie obu stron.

    Wybor zalezy od ludzie:

    Divide at Impera czy ut unum sint…Co lepsze? a moze ultimus exstinguit lucem 🙂

  • gosc

    Wole dramatyzowac, niz oszukiwac, ze mi sie to podoba.

    Wspolnota, ktorej ilosc kurczy sie, jest jak lajba z dziura w dnie. Nabiera wody i w koncu utonie. Owszem moze jeszcze przez setki lat widniec jako wspolnota religijna…O ile sie nie myle to wystarczy 23 czlonkow do rejestracji (?). Ale niech mi nikt nie mowi, ze jej liderzy maja wizje…jakakolwiek. I ze ich istnienie ma jakiekolwiek znaczenie oprocz wegetacji i izolacji religijnej. Co madrzejsi odejda…zostana najbardziej uparci. W koncu znikna. I pozostana po nich stare cmentarze…i tylko cmentarze. Koscioly ich zostana rozebrane na cawalki lub po prostu beda straszacymi ruinami.

    Aletrnatywa moze byc unia z KK lub z innym (ale kazda inna bedzie sztuczna i bez sensu).

    Dla mnie jest to obraz syna marnotrawnego…ciagle trwoniacego rodzinny majatek. Czas wracac chlopcze! 

  • gosc

    A do mnie zupelnie nie trafia myslenie kwantytatywne. Zwlaszcza, gdy tkwia w nim jeszcze bledy rzeczowe. Tytul biskupa czy arcybiskupa nie jest tworem KRK, poza tym nie wskazuje na ilosc wiernych, ktorymi dany zwierzchnik kieruje. Pierwotni biskupi-nadzorcy z NT nie kierowali wielomilionowymi diecezjami, a np. prawoslawni biskupi/arcybiskupi w Turcji maja na woich ‚terenach kanonicznych’ niejednokrotnie mniej wiernych niz pierwszy z brzegu polski proboszcz. Czasami warto sprobowac wyzwolic sie od pewnej optyki. Zwlaszcza jak ‚Ex-…’…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    P.S. Warto dodac jeszcze i to, ze obecnie ani zwierzchnik KSM ani zwierzchniczka KKM tytulu arcybiskupiego nie uzywaja.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Tylko, że Pana dramatyzowanie w moim odbiorze jest śmieszne po prostu i żałosne. Wszystko przemija i nie przemija, przynajmniej dla człowieka wierzącego!
    Tak dobrze Pan zna mariawitów? Podejrzewam, że osobiście z żadnym nawet słowa nie zamienił. Mądrzejsi odejdą? A niby dlaczego samo należenie do KRK ma być gwarantem mądrości?
    Czy Pan jest również Ex -wierzącym? Uważa Pan, że po ludziach pozostają tylko cmentarze? Strasznie Pan zawodzi, sorry, ale po prostu ‚jak baba’…proszę wybaczyć, ale nie lubię mazgajstwa u dorosłych facetów…

    To są dorośli ludzie, a nie dzieci! Ależ Pan rzymski…taki zaboroczo-rzymski czego bardzo nie lubię, oj bardzo…

  • Emet

    „(…)Odejście od episkopalizmu w kierunku synodalizmu wymusza pluralizację dyskursu eklezjalnego(…) Jeśli połączymy owe uniwersum z niepowtarzalną liturgią mariawicką (eksplikującą ową duchowość i jednocześnie pozwalającą na partycypowanie w przestrzeni ducha) (…)”

    Ech, i za to „kocham” duchownych… Choć to wywiad, to huczy mi w głowie echo odbijające się od neogotyckich ścian. Jak to miło sobie inteligentnie porozmawiać, jak wykształcony z wykształconym. Nie to, co te prostaczki zasuwające w ławkach na różańcu, nie? My eksplikujemy, partycypujemy i pluralizujemy dyskurs. Cytując innych znanych mi duchownych jeszcze dialogujemy w przestrzeni eklezjalnej i kontemplujemy Logos,który umiłował osobę ludzką. Gdy następnym razem jakiś arcypasterz albo alter Christus uda się w naszą parafialną przestrzeń i nawiedzi naszą eklezjalną communio, warto z nim o tym podialogować – tak prosto, zwyczajnie, jak osoba ludzka z osobą ludzką.

  • gosc

    P.S.
    Poza tym, jak ktoś już ‚wie’ jak będzie to naprawdę budzi moją podejrzliwość…o co mu tak naprawdę chodzi…( by za wszelką cenę zniechęcić roztaczając czarną wizję przyszłości? No chyba tak…takie przynajmniej odnoszę wrażenie…)

  • gosc

    Alez prowokujesz…

    Primo po pierwsze…skad wiesz, ze jestem facetem?

    Primo po drugie…skad wiesz ze jestem rzymskim katolikiem?

    Primo po trzecie…wcale nie wroze przyszlosci, ale patrzeba to to w pewnej perspektywie historycznej. Po wielu Kosciolach nie ma dzis sladu. A oni tez wierzyli, ze na skale sa zbudowani. Nie widzieli, ze jest ich coraz mniej…az ostatni zgasil swiatlo (elektrycznosci nie bylo, wiec zgasil swieczke)

    Nie mowie, ze KRK jest jedyny, najswietszy i w ogole naj. Ale jest najblizszy do przyklejenia sie.

    I wlasnie dlatego, ze mam wiare, tak to widze.

    Jesli jest im blizej do kosciolow protestanckich … God bless! Ale im nie jest. Do prawoslawia tez. Jedyny rozsadny ruch, to zlapad gleboki wdech i jednym tchem powiedziec, ze trzeba wracac.

    NIe nie znam zadnego Mariawity. I bardzo zaluje. Nie bylem w zadnym mariawickim kosciele…i bardzo zaluje. Solidaryzuje sie z nimi i wierze w przetrwaniu…ale czrno to widze. Ale to nie moj problem…mam inne 🙂

    I bardzo, bardzo chcialbym sie mylic 🙂

  • gosc

    Zupełnie nie moim zamiarem prowokować, a jeśli czuje się Pan ‚sprowokowany’, to już nie mój problem…
    A nie jest Pan facetem?
    Naprawdę? Udaje kogoś innego niż jest…no to coraz ‚lepiej’. ( nie wierzę, że Pan nie jest…)
    Może warto najpierw poznać ten Kościół i ludzi, a dopiero potem swoje ‚proroctwa’ i ‚dobre rady’ głosić?
    To nie ma znaczenia, czy jest Pan rzymskim katolikiem jest Pan zaborczo-rzymski, nie do pomylenia…
    Dziwne, że tyle czasu i lamentu poświęca się czemuś co nie jest ‚Pana problemem’. Nie wiem, czy większość tych ludzi była kiedykolwiek rzymskimi katolikami, więc nie rozumiem o jakim powrocie Pan pisze. Gdyby chcieli pewnie sami by na to wpadli…naprawdę nie dostrzega Pan różnic pomiędzy tymi Kościołami, oprócz jedynej, o której wciąż pisze, że za mały?
    Uważam, tak jak Pan Bruncz, że to nie ma większego znaczenia, czy jakieś poszczególne wspólnoty, Kościoły zamierają…
    albo się wierzy…albo…lamentuje nad ‚rozsypującymi’ budowlami kościelnymi i przemijającymi sprawami tego świata, a chyba nie o przetrwanie jedynie tu powinno chodzić…Kościół jest zbudowany na skale, albo się w to wierzy, albo…
    wierzy w korporacje…

    wt, 29 listopada
    Prorok Daniel mówi: Ujrzałem jakby Syna Człowieczego, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie.
    Dn 7,9-14

  • gosc

    Do mnie też nie trafia. Zwłaszcza gdy zdarzy mi się posłuchać niektórych/wielu polskich arcybiskupów, mają wiele ‚owieczek’, gdyby to jeszcze wpływało na jakość tego, co mówią…dzisiaj zdarzyło mi się posłuchać/poczytać arcybiskupa Michalika i osłabiło, nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni. Ja rozumiem, że nie łatwo utwierdzać ‚braci’ w wierze, ale żeby od razu osłabiać…kara śmierci między innymi…

  • Woyski Prusak

    Zapomniał Pan jeszcze o UBOGACENIU… Ja sam dostaję dreszczy, gdy słyszę ten termin-wytrych…


    „Wachet auf”, ruft uns die Stimme

  • gosc

    Kazda grupa zawodowa ma swoj zargon. Tym bardziej jednak warto sie starac go unikac. Tym bardziej, ze tak czesto skrywa on jedynie brak tresci.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    OK…nie kwantytatywne ale historyczne. A tak na marginesie…to kiedy pojawil sie tytul arybiskupa? Dla mnie to sredniowiecze a dla ciebie? I wcale nie chodzi o ilosc ale o terytorium…ale nie o tym pisalem, ale o tym, ze kazdyma prawo do psudonimow! 🙂

  • gosc

    a o czym tu czcignodna(y) pisze, bo jakos nie lape? (mydlo i powidlo?)

  • gosc

    Ktos podrzucil ton a teraz wszyscy beda spiewac chorem 🙂

    Czy to, tez okazen sie zargonem, skrywajacym brak tresci 🙂

    Trzeba by samemu cos podrzucic…jakis swoj…wtedy docenie blyskotliwosc…inteligencje…know how!…know what!

  • gosc

    Z tym chceniem to bym poczekal…

    To duchowni chca…i dlatego mamy tyle roznych kosciolow.

    Lud idzie za pasterzem, nawet jesli pasterz idzie slepa ulica, ludzie nie bardzo potrafia to zauwazyc…nawet przez pokolenia.

    PNCC (US wersja KPK) mial swoja racje bytu. KPK czy KKM czy cos w tym rodzaju…juz nie. Dlatego czy to w pierwszym drugim czy trzecim pokoleniu…czas wracac.

    Zadne cele nie zostaly osiagniete. A te co byly kiedys moze i wazne dzis staja sie smieszne i absurdalne. Owszm mozna sie o nie bic…ale to bedzie walka z wlasna wyobraznia.

    Nota Bene…Lefebrysci tez traca rogi…a wiec i oni powinni zwinac zabawki i wrocic.

    Dalbym jednak spokoj Luteranom i Anglikanom. (na razie 🙂 Przed nimi sa jeszcze Starokatolicy. Oni jednak troche daleko odeszli wiec i czasu na powrot potrzbuja wiecej.

    Ci pierwsi jednak odeszli tylko juryzdykcyjnie…poki co…

  • gosc

    Nie do Pana to było, zdaję sobie sprawę, że Pan nie załapie. I proszę sobie darować ten ‚styl’…

  • gosc

    IV w. Po raz pierwszy uzyto go w odniesieniu do biskupa Aleksandrii.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • Oranysta

    Panie Pradusz, ja zawsze doceniałem pańskie zdolności manipulacyjne, ktoe oczywiście zawsze sa skierowane ku dobremu. Pańskie zdolności mnipulacyjne, charakteryzują się : 1 – zagadaniem potencjalnego adwersaza, by wybić go z toku jego myśli. Dokunuje to pan porzez natlok róznych informacji, które ogólnie są w toku rozmowy, ale tak naprawdę go nie dotyczą. 2 – pisaniem często sprzecznych ze soba informacji. Nie, nie co do ścisle tematów, to byłoby zbyt proste dla pana, ale pisaniem czegos co róznie można interpretować w zależności od interpretatora. Szkolnym przykładem tego jest to co pisze pan w temacie biskupa Kowalskiego. Przypominam ja napisałem że w/g mnie ( pisze to z głowy nie czytając wszystkich postów, wiec prosze nie korzystać z pańskiego ulobionego czepiania się liter) tytuł arcybiskupa jaki sam sobie nadał biskup Kowalski, jest co najmniej dyskusyjny.Bo gdyby nazwał sie papieżem, to tez takiego tytułu by pan dzisiaj uzywał?  Po tym napisał pan że to nieprawda, bo biskup Kowalski miał pelne prawo do tegoż i nastepnie zrobił mi pan wykład z tematu arcybiskupa z odeslaniem do ciotki Viki. Naprawde pan sadzi że ja nie wiem i nie wiedziałem że nie ma osobnych święceń arcybiskupich? Następnie idąc za pańskim przykladem ja pana odeslalem do ciotki Viki, gzdie pisze jak byk że biskup Kowalski po śmierci s. Kozlowskiej mianował sie przełozonym Mariawitów i przyjął tytuł arcybiskupa. Na to pan odpowiedział tak to wlasnie wyszły z biskupa Kowalskiego cechy rzymskiego katolika, bo przeciez jego katolicyzm, szedł za nim można powiedzieć. Cały czas żongluje pan, jak ten gosc co te pileczki podrzuca i wszystkie je sprawnie łapie. Tylko że drogi panie, pańskie zdolności żonglerskie, moga robic wrażenie na osobiczkach typu Venite a nie na Oranżyście……….. Kanwą tego co napisalem, jest taki pański pozornie niepozorny post, o tym że obecnie przełożeni obu Wspólnot Mariawickich z tytulu arcybiskupa nie korzystają. Każdy człowiek mający zdolność do samodzielnego myślenia, powinien zadac sobie pytanie, dlaczego obecni przelożeni Mariawitów z tego tytułu nie korzystają. Jedna z mozliwych odpowiedzi i to bardzo prawdopodobna jest własnie fakt, by ich czasem nie łączyć z niedobrymi wspomieniami z arcybiskupstwa ich w gruncie założyciela. Choć oczywiście maja do tego pelne prawo i tu pańskie opisywanie jak to było z tymi arcybiskupami w historii, to tylko taka dymna zasłona, ale oczy Oranzysty sa przenikliwe i pańskie ewolucje wyższego pilotażu nie robia na nim wrażenia.

    A tak przy okazji tego opisywania obchodzenia uroczystości wspomnienia małżonki biskupa Kowalskiego nasuneły sie mi takie refleksje, zwiazane w oczywisty sposob z tym co wyżej piszę. W swoim poście napisal pan że z niektorymi mariawickimi założeniami pan osobiscie sie nie zgadza. Lecz to wcale nie przeszkadza panu w świętowaniu. To już moja refleksja z pańskiego postu, bo zaraz zapyta pan, gdzie ja to ( Pradusz) napisalem. I własnie w kanwie tego co pisze w tym poście, chcialem sie pana zapytać wprost? Jak brzmi jakaś religijna doktryna, Kościól, wiara z ktorym sie pan indetyfikuje na 100%? Bo pan zawsze sie identyfikuje, w/g moich obserwacji na „pól gwizdka”, jak to sie mówi. To wielce bezpieczne indentyfikowanie, ponieważ pozwala tak naprawde identyfikowac sie ze wszystkimi. Bo widzi pan, panie Pradusz, jezeli sie pan identyfikuje z czymś na 100%, to jednoczesnie to oznacza że nie mozna sie identyfikowac z czymś co nie wchodzi w owe 100%. O tym pisze w Biblii, tak, tak, nie, nie.

    A u pana to wygląda mniej wiecej tak : tak……….ale, nie ………ale. I każdy moze sobie pana przypasować a pan z tego jak mysle bedzie bardzo kontent. Jeżeli tak ma wygladac praktyczny ekumenizm, to w.g mnie to droga prowadząca do przepaści. Tylko że drogi panie ja jestem z tych co identyfikuja sie z czyms, kims na 100%. I jednocześnie z tego wynika, że to nie może obejmować tych, tego co z owa całościa jest sprzeczne.

  • gosc

    „nie, pańskie zdolności żonglerskie, moga robic wrażenie na osobiczkach typu Venite a nie na Oranżyście……….. Kanwą tego co napisalem, jest taki pański pozornie niepozorny post, o tym że obecnie przełożen”

    Na osobiczku TYPU Oranżysta wrażenie robi jedynie, co sam napisze…
    Myli się Pan to Pan żongluje i to bardzo nieporadnie. Ale skąd ma to Pan wiedzieć, prawda?

  • gosc

    „eksje, zwiazane w oczywisty sposob z tym co wyżej piszę. W swoim poście napisal pan że z niektorymi mariawickimi założeniami pan osobiscie sie nie zgadza. Lecz to wcale nie przeszkadza panu w świętowaniu.”

    Tylko w sekcie istnieje obowiązek ‚zgadzania się’ ze wszystkim, co inny/guru powie. Osobiczki typu Oranżysta nie pojmą tego chyba nigdy…

  • Oranysta

    Łaskawa pani Venite, jako osoba niezwykle inteligentną powinno pania byc stac na opisanie swoich reflksji w 1 poście a nie odnoscic się do pojedynczych wyrwanych z kontekstu zdań. To zwykla amatorszczna, Pani Tłumacz.

  • gosc

    Odnoszę się TYLKO DO TEGO, do czego chcę. Pan chciałby wydawać rozkazy? Może do armii udać się należało, panie ‚generale’.
    Zupełnie mnie nie interesują pana pokrętne wywody, zareagowałam, bo osobiczek typy Oranżysta jak zwykle nie może o mnie zapomnieć.

  • gosc

    ‚ powinien zadac sobie pytanie, dlaczego obecni przelożeni Mariawitów z tego tytułu nie korzystają.’

    Bo uważają za zbyteczny? Bardziej chcą akcentować kapłaństwo wszystkich wiernych? Zmierzają ku systemowi synodalnemu?

    Tytuły dodawanie sobie zbędnego splendoru może w chrześcijaństwie nie jest najważniejsze?

    ‚Jedna z mozliwych odpowiedzi i to bardzo prawdopodobna jest własnie fakt, by ich czasem nie łączyć z niedobrymi wspomieniami z arcybiskupstwa ich w gruncie założyciela.’

    I to są Pana domysły/wymysły, które Pan uwielbia i bierze za fakty (‚bardzo prawdopodobne’), nic nowego…

  • gosc

    Moze i podaje duzo (a nawet za duzo!) informacji, ale przynajmniej nie mieszam ze soba roznych rzeczy i staram sie czytac uwaznie to, co pisze osoba ze mna dyskutujaca.

    By Panu rowniez to zadanie ulatwic, nadam tej wypowiedzi forme (jak ufam – przejrzystych) punktow.

    1. Moja uwaga odnosnie tego, co abp Kowalski przejal z KRK nie odnosila ani do tytulu arcybiskupa ani przelozonego Zgromadzenia LECZ DO ‚PRZENIESIENIA STOLICY APOSTOLSKIEJ DO PLOCKA’. Czy teraz Pan rozumie czy trzeba napisac jeszcze prosciej?

    2. Odejscie od tytulu arcybiskupiego w Kosciele Starokatolickim Mariawitow bez watpienia wiaze sie z checia odciecia od osoby i dzialalnosci abp. Kowalskiego. Wszak wlasnie o to chodzilo w 1935 r. Po to go pozbawiono piastowanej funkcji i ‚odkrecono’ wieksza czesc wprowadzonych przezen reform! Tym bardziej ciekawe jest to, o czym wspomina kapl. Mames, a mianowicie, ze spojrzenie na Arcybiskupa i w tym Kosciele sie zmienia. Mnie to cieszy.Natomiast musze Pana rozczarowac – w Kosciele Katolickim Mariawitow, stworzonych przez tych mariawitow, ktorzy arcybiskupowi Kowalskiemu dochowali wiernosci, stosunek do Arcybiskupa byl i pozostaje nadal po prostu pozytywny. Jest on w nim czczony jako swiety, a jego reformy pozostaja nadal w mocy. Tak wiec przyczyn odejscia przez biskupke Szulgowicz od tego tytulu musi Pan szukac gdzie indziej, w przeciwnym razie znow wyjdzie Panu – po raz n-ty zreszta – ‚strzal kula w plot’. A wystarczy odrobine sie poduczyc, ZANIM sie zacznie uderzac palcami w klawiature!

    3. Teraz kilka slow o swietych i identyfikowaniu sie z ich pogladami. Jednym z moich faworytow wsrod swietych jest sw. Izaak z Niniwy http://www.cerkiew.pl/index.php?id=swieci&tx_orthcal%5Bsw_id%5D=934&cHash=3d59663339 Wybralem go sobie na patrona, wstepujac do Ekumenicznego Zgromadzenia Mariawitow. Otoz, sw. Izaaka wedlug badaczy wielu mozna zaliczyc do grona… heretykow, a konkretnie nestorian (dla pelni obrazu trzeba zaznaczyc, ze inni badacze, jak np. ks. prof. Waclaw Hryniewicz, bronia jego ortodoksji). Mimo to jest czczony jako swiety rowniez przez ludzi i Koscioly, ktorzy/re z nestorianizmem nie maja absolutnie nic wspolnego (w tym rowniez przeze mnie). Ogloszenie kogos swietym i oddawanie mu czci nie oznacza afirmacji wszystkich jego pogladow. Co wiecej nie oznacza afirmacji nawet tych najwazniejszych (bo w koncu w odniesieniu do sw. Izaaka nie chodzi o jakies kwestie poboczne, ale o chrystologie i – co za tym idzie – o mariologie)…

    4. W moim przekonaniu w 100% czlowiek powinien byc zgodny z… soba samym. To jest to, do czego powinnismy w zyciu dazyc. Kosciol, ktory wymagalby od swoich wiernych stuprocentowej identyfikacji, w moich oczach bylby niebezpieczna sekta! ‚Identyfikowanie sie w 100%’ to cos, czego od swych poplecznikow wymagaja rozni guru’s, i rzadko kiedy wychodzi im to na zdrowie! Gdybym sie zaczal w 100% identyfikowac z jakas instytucja lub jakims czlowiekiem, naprawde bym sie sam siebie wystraszyl. Natomiast istnieje tradycja koscielna, z ktora identyfikuje sie w wystarczajacym stopniu, by pozostawac jej wierny bez niebezpieczenstwa dla wiernosci sobie. I nikt, kto czytuje moje posty, nie powinien miec watpliwosci jaka to tradycja. Pan rowniez nie…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    P.S. Natomiast ‚o czym pisze w Biblii’ w kontekscie owego ‚tak-tak, nie-nie’ – jak zwykle – pokazuje nam KONTEKST. Pozwole wiec sobie przytoczyc caly fragment piatego rozdzialu:

    33 Słyszeliście zasię, iż rzeczono starym: Nie będziesz krzywo przysięgał, ale oddasz Panu przysięgi twoje;
    34 Ale Ja wam powiadam, abyście zgoła nie przysięgali, ani na niebo, gdyż jest stolicą Bożą;
    35 Ani na ziemię, gdyż jest podnóżkiem nóg jego; ani na Jeruzalem, gdyż jest miasto wielkiego króla;
    36 Ani na głowę twoję będziesz przysięgał, gdyż nie możesz jednego włosa białym albo czarnym uczynić.
    37 Ale mowa wasza niech będzie: Tak, tak; nie, nie; a co więcej nadto jest, to od złego jest.

    Kontekst, w ktorym Jezus mowi ‚mowa wasza niech bedzie, Tak, tak; nie nie’, to KONTEKST PRZYSIAG. Jezus wystepuje przeciwko zarzekaniu sie i zaklinaniu. Jesli ktos jest ZAWSZE (a nie tylko przy  szczegolnych okazjach) ODDANY PRAWDZIE, jesli po prostu nie klamie, nie oszukuje, nie kluczy, jego slowo nabiera takiej wagi, ze niepotrzebne staja sie dodatkowe zaklecia. Co wiecej: sa one ‚od zlego’, poniewaz podwazaja wage slow wypowiedzianych w innym kontekscie i latwo prowadza do naduzycia Swietego Imienia Panskiego.

    Moze warto po prostu pozostac wiernym tresci ewangelicznego przekazu, miast wyrywac z kontekstu jedno zdanie i nadawac mu znaczenie calkiem obce autorowi…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Lepiej juz chyba nie mogles napisac 🙂

    Co za finezja! I to wszystko z milosci chrzescijanskiej:-)

    Nie pisz chociaz w jakim Kosciele tak ucza!

  • gosc

    Przecież Pan po tak długiej rozmowie nie jest nawet w stanie załapać, że nie jestem mężczyzną, a co dopiero resztę. Czujemy się obrażeni, że nie łapiemy? Kolejny spragniony ‚miłości chrześcijańskiej’…to już chyba jakaś plaga 😀
    Proszę sobie darować, naprawdę…i przyjrzeć się sobie ‚czcigodne mydło i powidło’.
    Nie było do Pana, a jeśli trudno zrozumieć, co napisałam, to doprawdy nie moja wina i jeszcze raz: nie dziwię się….ani trochę.

  • gosc

    …a wlasciwie nie spelnil jej w ogole. Stad jego istnienie jest bezcelowe….samo dla siebie…klub wzajemnej adoracji i…agonii.

    Oto co wyczytac mozna na Wikipedii:

    Mariawityzmgrupa wyznań chrześcijańskich powstała w Polsce na przełomie XIX i XX wieku, oparta na objawieniu Miłosierdzia Bożego, którego miała dostąpić polska zakonnica Feliksa Kozłowska, która po objawieniach w 1893 roku podjęła misję uzdrowienia polskiego duchowieństwa.

    UZDROWIENIA POLSKIEGO DUCHOWIENSTWA….! (rzymsko-katolickiego!)

    Misja spalila na panewce z chwila ekskomuniki.

    Jesli nawet nie, to po owocach ich poznajemy.

    Co dzis dla tego duchowienstwa mariawici robia? NIC bo sa poza Kosciolem.

    Jedyny rozsadny ruch to powrot i kontynuacja tego dziela.

    A roboty co_nie_miara! Duchowienstwo coraz to bardziej wyalienowane i z kosciola, i ze spolecznstwa.

    Nie ma co kombinowac z pseudo teologia… Istota tego ruchu byla odnowa duchowienstwa wewnatrz kosciola…wewnatrz. Wiec jesli dzis istnieje jakis sposob na pojednanie i wybaczenie…trzeba z tego skorzystac. I to bedzie swiadectwo i wiary i przynaleznosci do Boga. Reszta jest plewami. I w cale nie uwazam, ze KRK jest jedyny i najswietszy. Jest czescia Kosciola Chrystusowego…ale Mariowici poza KRK sa smieszni…

  • Dario

    Powalający argument teologiczny. A co Pan powie na taki: KRK z teatralną władzą papieską jest anachroniczny i śmieszny? Płytkie prawda? Dokładnie tak samo jak zaprezentowane powyżej rozumowanie.

  • gosc

    Kosciol nie zaczyna ani nie konczy sie tam, gdzie zaczyna sie lub konczy KRK! Czy sadzi Pan, ze duchowienstwo (i swieccy) innych wspolnot eklezjalnych nie potrzebuja odnowy, reformy, poglebienia duchowego? Oczywiscie, mariawityzm zaczal jako ruch odnowicielski w lonie KRK i bez watpienia bylo tragedia, ze zostal przez KRK odrzucony. Ale chrzescijanstwo rowniez powstalo jako ‚ruch odnowicielski’ w lonie judaizmu. Czy w tym wypadku rowniez uwaza Pan, ze jedyna droga jest powrot? Mam sie juz umawiac na katecheze z kolega-rabinem (z mohelem, na szczescie, nie musze…)?

    Dzielo Wielkiego Milosierdzia nie jest niczym zamknietym. Jest otwarte. Nie bez powodu powstalo Ekumeniczne Zgromadzenie Mariawitow, ktorego czlonkami moga byc (i sa!) ludzie z roznych Kosciolow. Byc moze – jak sadza niektorzy – jego role w lonie KRK (przynajmniej do pewnego stopnia) przejelo objawienie dane s. Faustynie… I tu mozna zadac pytanie: jesli przyjac, ze kryje sie w tym jakis Bozy zamysl, to jak go odczytac? Oczywiscie, z Bozymi zamyslami trzeba niezwykle ostroznie. Mozemy jedynie wysuwac przypuszczenia na ich temat. Osobiscie uwazam, ze w tamtej sytuacji historycznej przyjecie przez mariawityzm odrebnej formy eklezjalnej bylo koniecznoscia. Bez tej formy by on w tamtych czasach nie przetrwal (moze, gdyby powstal teraz, w dobie roznych ekumenicznych zgromadzen, byloby inaczej, ale faktem jest, ze powstal wowczas). I osobiscie ufam, ze ta forma bedzie istniala dokladnie tak dlugo, jak dlugo bedzie Bogu (i ludziom) do czegos porzebna. Ani chwili dluzej, ale tez ani chwili krocej. Jesli powyzej czytam, ze KSM odnotowuje (nawet jesli niewielki) wzrost liczbowy, gdy rozmawiam z ludzmi, ktorzy przystepuja do tego Kosciola (a znam ich kilkoro!) lub wracaja do niego po latach (jak to sie przydarzylo komus z mojej rodziny – po prawie polwieczu nieobecnosci!), mysle, ze kazda z tych osob – ze swoja wlasna historia – zadaje klam Panskim tezom. Ale mariawityzm zyje – w roznych formach – rowniez poza KSM (i KKM). Te formy moga sie podobac lub nie, ale one istnieja i dzialaja. Obok Ekumenicznego Zgromadzenia, ktorego sam jestem czlonkiem, mam tu na mysli Zakon Mariawitow w Niemczech (Jurysdykcja Zagraniczna) http://www.mariavit.de/ czy mariawitow w ramach tradycji liberalno-katolickiej http://www.mariavite.com/index.html, z ktorymi pozostaje w (‚sieciowym’) kontakcie modlitewnym i bardzo sobie to cenie… To sa roslinki (ladniejsze i brzydsze, blizsze oryginalowi i bardziej od niego oddalone), ktore wyrosly z posiewu Dziela. Bez watpienia, KRK rowniez potrzebuje odnowy w duchu mariawickim. I bez watpienia droga do takiej wstala sie trudniejsza, ale nie ulegla zablokowaniu wraz z usunieciem przez wladze KRK pierwszych mariawitow. Stare przyslowie mowi jednak, ze Bog nigdy nie zatrzaskuje drzwi, zanim nie otworzy (kilku) nowych. Te drzwi zostaly otwarte i tylko od samych mariawitow zalezy czy z nich skorzystaja. By jednak skorzystac, MUSZA byc bardziej elastyczni,a przede wszystkim otwarci NA ROZNE FORMY DZIALANIA. Jest ‚Plock’, ale jest tez (przynajmniej JESZCZE, a co bedzie dalej, czas pokaze) ‚Felicjanow’ (i tutaj musze powiedziec, ze np. od jakiegos czasu zastanawia mnie, co moze oznaczac wzmozona dzialalnosc wydawnicza tego nurtu). I sa rowniez inne centra. Moze tego wszystkiego nie da sie polaczyc w zadna calosc, moze sie one juz za bardzo od siebie oddalily i moze to oddalenie nalezy potraktowac rowniez pozytywnie (pod ‚plockim’ plaszczem raczej nie doszloby do wyksztalcenia tak roznorodnych form i tresci!). Istotne jednak jest moim zdaniem to, ze przez te sto lat istnienia mariawityzmu kontekst, w ktorym on dziala, ulegl radykalnej zmianie. Horyzonty rozszerzyly sie. I w tym sensie NIE MA POWROTU, bowiem oznaczalby on  SPRZENIEWIERZENIE SIE TEMU, O CO ZAWSZE CHODZILO I CHODZI NADAL: o szerzenie czci Najswietszego Sakramentu i nasladowania Matki Bozej jako ‚Bozej oferty’ dla CALEGO SWIATA, a nie tylko dla KRK!


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Jednej rzeczy z tymi objawieniami o Bożym miłosierdziu wciąż nie rozumiem i to zarówno w przypadku s. Kozłowskiej jak i s. Faustyny. Przecież Boże miłosierdzie to, coś, co się ‚objawiało’ wielu ludziom, chrześcijanom na przestrzeni wieków, może nie w takiej formie jak tym dwóm kobietom, ale czy gorzej? Czy dopiero one to przed ludźmi, a raczej Bóg poprzez nich ‚odkrył’, objawił? Nie pojmę tego chyba nigdy…
    Dla mnie ‚objawicielem’ Bożego miłosierdzia, osobistym był brat Roger z Taize i jego przekaz bardziej mi odpowiada jak i wielu innych, a przede wszystkim Jezus Chrystus, po prostu nie rozumiem, dlaczego te objawienia w wypadku tych dwóch sióstr nabrały takiego znaczenia dla obu Kościołów. Uważam, że nigdy dość o Bożym miłosierdziu, ale nie rozumiem dlaczego akurat te są takie szczególne…Choć rozumiem, że może dla niektórych osób akurat te osoby i ich słowa, czy też słowa Boga przez nich w tej formie są ważne, jednak nieco irytuje mnie taki obraz jakby bez nich mowy o Bożym miłosierdziu nie było, albo poszczególni ludzie sami do tego nie mogli dojść, bo to nieprawda.

  • gosc

    Mysle, ze punktem wyjscia jest to, o czym sama piszesz, venite! Tak sie zlozylo, ze DLA NIEKTORYCH LUDZI TE OBJAWIENIA STALY SIE WAZNE. A spotkanie z Dzielem (czy z ‚Dzienniczkiem’) uzyskalo taki walor, jaki dla Ciebie spotkanie z br. Rogerem.

    W powyzszym wywiadzie znajduja sie miedzy innymi nastepujace slowa: , (…) ks. prof. Rudnicki, zwrócił uwagę że doktryna Kościoła Starokatolickiego Mariawitów opiera się na nauce Soborów Powszechnych i Tradycji. Objawienia św. Marii Franciszki stanowią natomiast dla mariawitów drogę duchowego rozwoju. Mariawici to są ci, którzy uznają starą katolicka doktrynę i prowadzą swe życie według wskazań nakreślonych w Objawieniach Dzieła Wielkiego Miłosierdzia. Oczywiście treść objawień jest osadzona w tej doktrynie, można więc przyjąć, że i one same są jej elementem (choć jej nie konstytuują, a jedynie eksplikują)

    Innymi slowy: tresc zawarta jest w nauczaniu Kosciola od zarania, ale – obok tresci – istnieje specyficzna eksplifikacja tejze i specyficzna metoda jej zastosowania w praktyce (w tym wypadku: czesc Przenajswietszego Sakramentu i praktyczne nasladowanie zycia Marii). I te pochodza z DzWM. Tak to jest w KSM. KKM widzi to inaczej. Tutaj doktryna ulegla zmianie (chociaz mozna dlugo dyskutowac jak dalece posunieta jest ta zmiana i czy rzeczywiscie powstalo cos jedoznacznie sprzecznego z nauczaniem Soborow pierwszych wiekow; dla mnie to wciaz nie jest do konca jasne), chocby przez wprowadzenie nauczania o ‚Trojcy Wcielonej’ i kilku innych istotnych zmian. Aczkolwiek moim zdaniem i tu nic nie jest jeszcze do konca przesadzone i wiele zalezy od tego czy zastosujemy przy odczytywaniu ‚felicjanowskiej doktryny’ ‚hermeneutyke zerwania’ czy ‚hermeneutyke kontynuacji’. Istotne jest jednak, ze ktos od czasu do czasu musi nam PRZYPOMNIEC TO, O CZYM ZAPOMINAMY (lub przynajmniej mozemy zapomniec) i zaproponowac taka droge wprowadzania tego w czyn, ktora nam odpowiada, porusza w nas jakies struny, uzupelnia jakies braki, koresponduje z jakimis glebszymi potrzebami. W moim wypadku np. – wlasnie jako kogos wychowanego w tradycji, w ktorej nie oddawano czci Chrystusowi Sakramentalnemu i w ktorej zycie Marii jako ‚propozycja do nasladowania’ rowniez nie mialo wiekszego znaczenia – wlasnie ta metoda przyjela sie, stala sie moja (nawet jesli w jakos tam ograniczony sposob, bo przeciez nie mam mozliwosci uprawiac jej tak, jak uprawiaja ja osoby zyjace w mariawickich osrodkach).

    Z drugiej strony, gdy wybieralem swoje imie zakonne, wybor ten bardzo swiadomie padl na osobe sw. Izaaka Syryjczyka, jednego z wielu rzeczników powszechnego zbawienia. Św. Izaak z Niniwy modlił się nawet o zbawienie demonów i samego Szatana. Nie była mu rowniez obca troska o stworzenia „nieme” czyli o zwierzęta, bez których powrót całego istnienia do Boga byłby smutny i niepełny. Wybierajac to imie, chcialem wlasnie zaznaczyc moja potrzebe bycia wlaczonym w to dlugie trwanie nadziei na Boze nieogarnione, bezgraniczne milosierdzie. Komentujac Katechizm Kosciola Katolickiego, patriarcha ekumeniczny Bartlomiej I napisal: Dlaczego nie powiedzieć nic o nadziei i modlitwie o zbawienie powszechne, które odnajdujemy u Ambrożego z Mediolanu, Grzegorzaz Nyssy, Dionizego Areopagity, Izaaka Syryjczyka, Julianny z Norwich oraz tylu wielkich teologów współczesnych, takich jak Hans Urs von Balthasar? Problemy te są istotne dla dzisiejszego człowieka, który oscyluje w tragiczny sposób między strachem przed nicością a zwodniczymi obietnicami reinkarnacji. Jak skadinad wiesz do reinkarnacji mam nieco inne podejscie (a wlasciwie – nie mam jednoznacznego podejscia, jest to cos nad czym ciagle sie zastanawiam) i nie okreslilbym jej tak po prostu ‚zwodnicza obietnica’ (zreszta reinkarnacja – w swej postaci wyjsciowej w kazdym razie – w ogole nie jest zadna ‚obietnica’, nie jest celem, do ktorego sie dazy, lecz jedynie pewnym srodkiem, wiec mozna w ogole zapytac, przeciwko czemu wypowiada sie tutaj Patriarcha: przeciw reinkarnacji czy przeciw zachodnim ‚ogryzkom’ i ‚wydmuszkom’ tej nauki, ale to juz zupelnie inny problem…), ale co do pierwszego pytania calkowicie sie z Patriarcha zgadzam. DLACZEGO NIE WSPOMINAC? Wiecej: dlaczego nie ‚glosic z dachow’, ze Boze milosierdzie nie ma granic i ze pod zadnym pozorem nie mozna go ‚wygrywac’ przeciwko Bozej sprawiedliwosci? Dla mnie nieustannym wyzwaniem (rowniez osobistym, a raczej wlasnie przede wszystkim osobistym!) i rowniez, musze przyznac, zrodlem nieustannego zawstydzenia sa slowa mego zakonnego patrona: Czymże jest serce miłujące? Jest sercem, które zapala się miłością do całego stworzenia: do ludzi, ptaków, zwierząt, demonów, do wszystkich stworzeń. Ten, kto ma takie serce, nie potrafi pomyśleć, ani patrzeć na jakieś stworzenie bez łez w oczach, z powodu ogromnego współczucia,które ogarnia jego serce. Serce mięknie i nie może znieść, jeśli widzi i dowiaduje się od innych o jakimkolwiek cierpieniu, choćby to była najmniejsza kara zadana jakiemuś stworzeniu. Dlatego też taki człowiek nie przestaje modlić się również za zwierzęta, za nieprzyjaciół prawdy, za tych, którzy wyrządzają mu krzywdę, aby byli zachowani i oczyszczeni. Pod wpływem nieskończonej litości, która budzi się w sercu tych, którzy upodabniają się do Boga, modli się on nawet za węże. Daleko mi do takiej postawy, oj daleko… Ale w kazdym razie pieknie sie one dla mnie lacza ze slowami sw. Marii Franciszki: Od chwili skonania Pana Jezusa na Krzyżu Łaska Boża nie przestaje przyświecać wszystkim ludziom, zarówno dobrym jak złym; podobnie jak słońce świecące nad pięknym kwiatem, któremu nadaje barwę, jak i nad brudnym ściekiem. To wspolczucie, o ktorym mowi sw. Izaak, nawet jesli wciaz wyrazam je w sposob baaaardzo niedoskonaly (a czasami wiem, ze niestety W OGOLE NIE WYRAZAM) ma swoje zrodlo wlasnie w tej lasce, o ktorej swiadczy Mateczka. Gdy zas zadaje sobie pytanie: SKAD MAM WZIAC INSPIRACJE DO DZIALANIA W TYM KIERUNKU I SILE, BY WYTRWAC, mysle m.in. o modlitwe, ktora nasze kolo braterskie sw. Willibrorda codziennie otrzymuje mailem od owych mariawitow zza oceanu, o ktorych wspomnialem w powyzszym poscie. Jej fragment brzmi tak:

    Moja laskawa Pani. Dziej sie wola Twoja nade mna i przeze mnie. Pozwol aby mojej woli byc zgodna z Twoja wola, abym byl doskonaly.

    Wiem, ze przez Ciebie moge ucielesniac Slowo dla odnowienia tego upadlego swiata, ze przez Ciebie moge byc swiatlem dla tych, ktorzy sa w ciemnosci, i przynosic nadzieje tym, ktorzy sa zdesperowani…

    Staram sie ja wlaczac do mego poludniowego brewiarza wlasnie dlatego, ze wiem jak kiepsko mi to wychodzi…

    Tak to dziala u mnie, w moim zyciu, chociaz doprawdy nie wiem czy, nawet, gdybym znow sie znalazl w Polsce, przylaczylbym sie do ktorejs z parafii mariawickich (pomijajac juz nawet fakt, ze nie wszedzie w Polsce jest to mozliwe). Moze tak, a moze nie, ale to nie zmienia faktu, ze to wlasnie mariawityzm otworzyl mi oczy na pewne aspekty chrzescijanstwa, wydobyl je na swiatlo dzienne i to wlasnie on (chociaz nie tylko on, bo najczesciej rozpoczynam dzien z anglikanskim modlitewnikiem w reku) dostarcza mi codziennej inspiracji, by te wlasnie aspekty rozwijac. Bez wzgledu na to jednak jak bardzo jest mi on drogi i jak bardzo nieprzyjemnie czyta mi sie takie obcesowe i (w moim odbiorze przynajmniej) cyniczne wypowiedzi jak powyzsze posty p. ‚Ex-…’, doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ze nie wszyscy zostana mariawitami. Znam wielu ludzi, ktorych skadinad bardzo cenie i podziwiam, dla ktorych jednak ‚mariawicka droga’ jest droga nie do przejscia (np. dlatego, ze sa bardzo uprzedzeni do tych form dewocyjnych, ktore sie na nia skladaja, maja inny typ wrazliwosci religijnej etc…, etc…). Jestem pewien, ze i dla nich Pan Bog znajdzie jakis sposob, jakas droge dojscia do tajemnicy swego wielkiego milosierdzia…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Bracie Pradusz, jesli ktos dostal misje uzdrowienia jakiejs szczegolnej grupy (kasty), to nie znaczy, ze ten charyzmat rozciaga sie na wszystkie, wszystkich i zawsze. Przynajmniej ja tego tak nie rozszerzam. Nie mozna isc jednoczesnie we wszystkich kierunkach.

    Z tego co dociera do mnie z przeszlosci…u podstaw mariawityzmu, bylo „uzdrowienie” kleru katolickiego, bo „dziadzial”! Ale albo mateczka albo jej doradcy, przegieli i KRK ich odrzucil. No coz tak sie dzieje nieraz (Luther, and company). Smutne to, bo sam nie widze nic dziwnego w mariawityzmie (no moze oprocz kilku zdumiewajacych ruchow pozniej…), ale niestety…uwazam, ze misja tego ruchu jest juz skonczona, albo powinna byc wierna swojemu pierwotnemu charyzmatowi. Inaczej, dziala bez charyzmatu i owoce tego widac…zamieranie. A dorabianie teologii, imputowanie misji, etc. to juz jest obrazek z tonacym i brzytwa.

    Mariawityzm juz wegetuje i nic sie nie zmieni. Umrze smiercia naturalna (jesli nawet jeszcze ptrzetrwa kika pokolen) albo pojedna sie z KRK jesli ten tez potrafi sie ugiac (i pokazac cos wiecej niz tylko szczyty hipokryzji). Kosciol sie samo-oczyszcza (ha ha)…dlatego i pojednanie jest mozliwe i przywrocenie charyzmatu mariavitow w ramach One Holy and Apostolic…

    I nie ma co gdybac, kombinowac. Ut unum sint…I nic lepszego nie wymyslimy. Kazdy kto moze powinien szukac drog pojednania. A jesli nie szuka i podnosi okopy, doklada wiecej drutu koczastego, zeby czasem nikt nie przeszedl ani od ani do…to juz nie jest Ewangelia (ut unum sint!). I zadne kombinowanie tego nie zmieni. No chyba, ze dostnaiemy kolejny Najnowszy Testament :-). Moze tak byc…(?) Miedzy pierwszymi ksiegami ST a ostatnimi NT jest prawie tyle ile jest od narodzenie Chrystusa do dzis…

    Przy okazji…skoro jestes we wspolnocie mariawickiej…moze cos wiecje napiszesz o wspolnocie amerykanskiej. Bo wydaje mi sie ze to jakas sciema. Szukalem na internecie jakichs zrodlowych informacji i nic. Kilka jakie znalazlem to anty… Raze ze to jest firma prywatna i ze zatrudnia piecdziesiat kilka osob. Innym razem, ze to 25 tys wiernych. Innym, ze sa czescia Kosciola Mariawitow w Polsce (a ci w Polsce pisza, ze nie maja nic wspolnego z tymi z USA)…:-)… A jeszcze innym razem czytam, ze sa nierozpoznawalnymi przez KRK jako kosciol katolicki (na stronie dieceji z Santa Fe jesli dobrze pamietam) jest lista kosciolw w USA ktore sa w jakims dialogu z KRK…i jest tam cala lista Kosciolow miedzy innymi Luterami (ELCA) oraz PNCC i Prawoslawni, ale wykluczeni sa Mariawici. (W ogole to cala ta lista jest smieszna, ale jest).

    No wiec jak to jest z ta wspolnota w Michigan? Sa czy ich nie ma? Moze jakas strona internetowa?

    Czesto sa wspolnoty „ghost” na papierze a w rzeczywistosci sa to jakies nieciekawe inicjatymy chorych ludzi…i niejednokrotnie pojedynczych, zeby korzystac na nieplaceniu poodatkow…

    Wiec sa czy ich nie ma? Jakas strona www?

    Pozdrawiam i zycze dobrego samopoczucia

  • gosc

    Wspolnoty mariawickie w USA sa, ale nie znam zadnej strony www (oprocz tej ktora podalem). Wiem, ze czesc tamtejszych mariawitow (jeden klasztor) przeszly pod jurysdykcje episkopalna, inne funkcjonuja odrebnie. Kontakty (osobiste) w przeszlosci byly, ale nie ma mowy o zadnej wiezi jurysdykcyjnej.

    Co do meritum… Wciaz nie odpowiedziales mi na moje pierwsze pytanie. Mamy wszyscy powrocic do judaizmu? Wszak nikt inny tylko Jezus powiedzial: ‚Zostalem poslany do owiec zaginionych z domu Izraela’, zas ewangeliczny nakaz misyjny mozna tez intepretowac jako nakaz misjonowania w (mesjanistycznie pojetym) duchu judaizmu (i tak – jak wiemy – byl intepretowany przez wielu na poczatku)… Stosujac Twoj sposob myslenia, byloby to po prostu niczym innym anizeli logicznym krokiem. A jednak Kosciol na przestrzeni czasu wypracowal sobie inne rozumienie tych slow i – co za tym idzie – swojej misji. Dlaczego cos, co stalo sie udzialem CALEGO KOSCIOLA CHRZESCIJANSKIEGO U JEGO ZARANIA (i kosztowalo wiele czasu, bo ostatnie wiezi z synagoga zerwano – zreszta obustronnie – dopiero w III/IV w.), nie mialoby sie powtorzyc w wypadku mariawitow? Znam objawienia DzWM nie najgorzej (chociaz do poziomu wiedzy kaplana M.Daniela wiele mi brakuje!) i moge powiedziec, ze z jednej strony jest dla mnie rzecza oczywista, iz ich pierwotnym ‚Sitz im Leben’ jest kontekst KRK (i to KRK w Polsce), ale jednak OD SAMEGO POCZATKU SA ONE ADRESOWANE DO CALEGO SWIATA, bez dalszych ‚dookreslen’. Nie bez powodu zreszta wczesnym mariawityzmem interesowalo sie wielu nierzymskokatolikow. Znana jest np. ciekawa ksiazeczka luteranskiego pastora Arthura Rhodego na ich temat (Rhode jest wyraznie pod wrazeniem Mateczki, bp. Kowalskiego i wielu innych kaplanow-mariawitow), znana fascynacja prawoslawnego swieckiego teologa Kirjejewa (ktory pomogl w nawiazaniu pierwszych kontaktow miedzy mariawitami i Unia Utrechcka Kosciolow starokatolickich), znany entuzjazm z jakim wiesci z Polski przyjmowali starokatolicy w Holandii (jeden z biskupow nauczyl sie nawet specjalnie polskiego na te okolicznosc). Abp Kowalski rowniez postrzegal misje mariawitow w szerszy sposob, o czym swiadczy jego proba nawiazania kontaktu z Kosciolami orientalnymi na Bliskim Wschodzie. Na tej podstawie uwazam za powazne zawezenie, gdy autorytatywnie stwierdzasz, ze ‚charyzmat mariawitow byl taki i taki’. Wyrosl z duchowosci i praktyki (polskich) rzymskokatolikow i zapewne, gdyby zyskal uznanie w oczach Rzymu, zaowocowalby powstaniem nowego zgromadzenia zakonnego w ramach KRK (tylko tyle i az tyle), ale – przynajmniej w mojej ocenie – Dzielo od samego zarania zawieralo elementy, nie dajace sie pomiescic w ramach jednej tradycji denominacyjnej i wielu to swietnie wyczuwalo (i wyczuwa po dzis dzien).

    ‚Ut unum sint’… Alez oczywiscie! Pytanie jednak O JAKA JEDNOSC CHODZI. Mnie akurat ‚ekumenia powrotu nie odpowiada’. Powrocic – i owszem – mozemy I POWINNISMY WSZYSCY – do Chrystusa, ktory jest jedynym zrodlem i ktoremu wszyscy sie w jakims stopniu sprzeniewierzamy. I tylko taki powrot jest godny tego miana. Wszystko inne ma niewiele wspolnego z wiara. Moze byc co najwyzej wynikiem czystej kalkulacji…

     


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Rozumiem już więcej. Na razie tyle, ale chętnie bym jeszcze do tego wróciła. Temat dla mnie ważny 😉 Izaak Syryjczyk bliskim mi również, bardzo i nie tylko on..
    ” Ale w kazdym razie pieknie sie one dla mnie lacza ze slowami sw. Marii Franciszki: Od chwili skonania Pana Jezusa na Krzyżu Łaska Boża nie przestaje przyświecać wszystkim ludziom, zarówno dobrym jak złym; podobnie jak słońce świecące nad pięknym kwiatem, któremu nadaje barwę, jak i nad brudnym ściekiem.”
    To prawda, też bardzo mi się te słowa podobają. Nie znałam, właściwie prawie nic, co napisała. To jest jakby to samo źródło…

  • Oranysta

    Drogi panie Pradusz, ja dobrze wiem w jakim kontekście padły słowa Jezusa tak, tak, nie, nie. Chcę panu tak nieśmiało przypomieieć, że jestem katolikiem. A to nie katolicy, sa mistrzami jednego wersetu i na podstawie jednego wersetu, twierdza Bog chce tak i tak. To raczej pańscy, protestanccy przyjaciele z róznych Kosciołow zresztą, podpadają pod to co pan napisał. Mnie chodziło bardziej o to że człowiek pańskiego pokroju swoje poglądy w tematach wiary, winien wypowiadać tak by owe wypowiadanie było jasne i precyzyjne a nie takie że każdy może sie pod nim podpisać. Choć oczywiście to wcale nie oznacza że nie ma pan prawa do wypowiadania swoich poglądów, jak się panu  żywnie podoba. To zupelnie inny temat.

  • Oranysta

    Pan Pradusz napisał :

    Moze i podaje duzo (a nawet za duzo!) informacji, ale przynajmniej nie mieszam ze soba roznych rzeczy i staram sie czytac uwaznie to, co pisze osoba ze mna dyskutujaca.

    By Panu rowniez to zadanie ulatwic, nadam tej wypowiedzi forme (jak ufam – przejrzystych) punktow.

    1. Moja uwaga odnosnie tego, co abp Kowalski przejal z KRK nie odnosila ani do tytulu arcybiskupa ani przelozonego Zgromadzenia LECZ DO ‚PRZENIESIENIA STOLICY APOSTOLSKIEJ DO PLOCKA’. Czy teraz Pan rozumie czy trzeba napisac jeszcze prosciej?

    Nie w zupełności owe proste słowa, wypowiadane przez pana, w pelni mnie staysfakcjonują.

    2. Odejscie od tytulu arcybiskupiego w Kosciele Starokatolickim Mariawitow bez watpienia wiaze sie z checia odciecia od osoby i dzialalnosci abp. Kowalskiego. Wszak wlasnie o to chodzilo w 1935 r. Po to go pozbawiono piastowanej funkcji i ‚odkrecono’ wieksza czesc wprowadzonych przezen reform! Tym bardziej ciekawe jest to, o czym wspomina kapl. Mames, a mianowicie, ze spojrzenie na Arcybiskupa i w tym Kosciele sie zmienia. Mnie to cieszy.Natomiast musze Pana rozczarowac – w Kosciele Katolickim Mariawitow, stworzonych przez tych mariawitow, ktorzy arcybiskupowi Kowalskiemu dochowali wiernosci, stosunek do Arcybiskupa byl i pozostaje nadal po prostu pozytywny. Jest on w nim czczony jako swiety, a jego reformy pozostaja nadal w mocy. Tak wiec przyczyn odejscia przez biskupke Szulgowicz od tego tytulu musi Pan szukac gdzie indziej, w przeciwnym razie znow wyjdzie Panu – po raz n-ty zreszta – ‚strzal kula w plot’. A wystarczy odrobine sie poduczyc, ZANIM sie zacznie uderzac palcami w klawiature!

    No tu sie z tym strzałem w plot z panem nie zgadzam. Bo sam pan napisał że jeden z Mariawickich Kosciolow, niewątpliwie podchodzi pod to co ja napisałem . Czyli drogi pani nie strzał w płot, tylko gdzieś pomiędzy 6 a 7.

    3. Teraz kilka slow o swietych i identyfikowaniu sie z ich pogladami. Jednym z moich faworytow wsrod swietych jest sw. Izaak z Niniwy http://www.cerkiew.pl/index.php?id=swieci&tx_orthcal%5Bsw_id%5D=934&cHash=3d59663339 Wybralem go sobie na patrona, wstepujac do Ekumenicznego Zgromadzenia Mariawitow. Otoz, sw. Izaaka wedlug badaczy wielu mozna zaliczyc do grona… heretykow, a konkretnie nestorian (dla pelni obrazu trzeba zaznaczyc, ze inni badacze, jak np. ks. prof. Waclaw Hryniewicz, bronia jego ortodoksji). Mimo to jest czczony jako swiety rowniez przez ludzi i Koscioly, ktorzy/re z nestorianizmem nie maja absolutnie nic wspolnego (w tym rowniez przeze mnie). Ogloszenie kogos swietym i oddawanie mu czci nie oznacza afirmacji wszystkich jego pogladow. Co wiecej nie oznacza afirmacji nawet tych najwazniejszych (bo w koncu w odniesieniu do sw. Izaaka nie chodzi o jakies kwestie poboczne, ale o chrystologie i – co za tym idzie – o mariologie)…

    To że ogłoszenie kogos świętym nie oznacza afirmacji, wszystkich jego poglądów nie jest dla mnie żadna nowością. Ja jestem, jak napisałem panu nieco poniżej katolikiem. Co do samego wyboru, to może pan sobie wybierać takiego świętego, jaki sie panu podoba i mnie nic do tego.

    4. W moim przekonaniu w 100% czlowiek powinien byc zgodny z… soba samym. To jest to, do czego powinnismy w zyciu dazyc. Kosciol, ktory wymagalby od swoich wiernych stuprocentowej identyfikacji, w moich oczach bylby niebezpieczna sekta! ‚Identyfikowanie sie w 100%’ to cos, czego od swych poplecznikow wymagaja rozni guru’s, i rzadko kiedy wychodzi im to na zdrowie! Gdybym sie zaczal w 100% identyfikowac z jakas instytucja lub jakims czlowiekiem, naprawde bym sie sam siebie wystraszyl. Natomiast istnieje tradycja koscielna, z ktora identyfikuje sie w wystarczajacym stopniu, by pozostawac jej wierny bez niebezpieczenstwa dla wiernosci sobie. I nikt, kto czytuje moje posty, nie powinien miec watpliwosci jaka to tradycja. Pan rowniez nie…”

    Ateista, świadomy satanista, to też ludzie, którzy sa zgodni ze samym sobą. Czyli pozostawianie tylko i wyłącznie zgodnym ze samym sobą wcale nie jest dla mnie jakimś kanonem. Po mojemu zgodnie ze samym sobą acz w nurcie drogi po której sie idzie. Co do pańskiej tradycji, której jest pan wierny? Ja przynajmniem mam wątpliwości. Bo oczywiście to tradycja katolicka, choć…………… z wyraźnymi naleciałościami protestanckimi z minionego okresu i wyraźnym dążeniu do tradycji prawosławnej, ktorą jest pan zauroczony, jak jakiś młodzian piękną kobietą. Czyli to wcale nie jest tak jednoznaczne, jak sie panu wydaje.

    Ja gratuluje panu tego postu, panie Pradusz, bowiem z mojego punktu widzenia, to jeden z najlepszych pańskich postów, charakteryzujacy się prostotą wypowiadanych kwestii przy jednoczesnym trzymaniu sie konkretów, bez chadzania we mgle.

  • gosc

    Ludzie tylko nie potrafia sie „dogadac” w sprawach religii.

    Kraje lacza sie politycznie, militarnie i ekonomicznie…tylko religijnie nie potrafia.

    Lacza sie politycznie, bo dyktatorzy.

    Militarnie, bo zagrazaja im wrogowie.

    Ekonomicznie, bo zagraza im konkurencja.

    Religijnie nie lacza sie bo sie nie boja Pana Boga.

    Przyszlosc widze kiepsko. Moze nasza wiara przetrawa…ale nawrocic to nam sie nie uda nikogo. Innych nawroca ci, ktorych sie boimy…

  • gosc

    Człowieku przestań się bać, zacznij ufać Bogu i działać zamiast lamentować! Królestwa Bożego nie tworzy się na kształt paktów militarnych, ekonomicznych, czy na zasadzie dyktatury przeciw tym, ‚których się boimy’!

    Gdyby tak każdy zajął się swoim własnym nawróceniem, może wtedy udałoby się nie tyle ‚nawrócić’ innych, ale być świadkiem Chrystusa i lepszego świata teraz i tego eschatologicznego! Bóg dał Ci talenty, nie marnuj ich na biadolenie i czarnowidztwo!

  • gosc

    Nie wiem jakich moich protestanckich przyjaciol ma Pan na mysli (czyzbysmy mieli jakichs wspolnych? – jakos nie sadze!), ale w tym wypadku to PAN WYRWAL Z KONTEKSTU I NADUZYL BIBLIJNEGO WERSETU.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Ludzie lacza sie rowniez religijnie. Wspolnoty sie spotykaja, wspolpracuja ze soba – oficjalnie, pol-oficjalnie i zupelnie nieoficjalnie. Ludzie modla sie i razem przystepuja do Stolu Panskiego – czasem zgdonie z koscielnymi przepisami czasem wbrew nim. A, ze nie robia tego z leku? TO BARDZO DOBRZE. Na nim jeszcze nikt niczego naprawde dobrego nie zbudowal…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    miedzy strachem a samouwielbieniem jest jeszcze odpowiedzialnosc. Ale chyba znowu nie trafilem z adresatem 🙂

  • gosc

    Pradusz: kazdy twoj email czytam z duza uwaga. Sa madre. Ale na temat tych spotkan… Mnie to nie wystarczy. I nie chodzi mi o katolikow, czy luteranow, metodystow czy kogos tam jeszcze. Mnie chodzi o to, ze liderzy, przywodcy, pasterze…kazdy kto moze cos zrobic…nie robi wystarczajaco. Ludzie sie lacza, rozmawiaja, dziela wiara…a gory ciagle nam wbijaja do glowy, ze sa MY i ONI. I musimy kazdy WLAZIC na swoja gora. Tak jakby Pan Bog stal z boku i patrzyl na nas uprawiajacych sporty extremalne.

    Jest tylko jedna gora, jeden Bog, jeden Zbawiciel, i jedna wiara w Niego. Twoja i moja. Jesli jest zgodna z moim sumieniem jest OK. Dlaczego wiec tak duzo ludzi mowi mnie i tobie…ze jego…a moze nawet twoja lub moja jest zla…bo nie jest taka jak twoja lub moja.

    SPotykam luteran, metodystow, katolikow i innych. I widze, ze kazdy czuje to samo … tesknote za Bogiem. Ale nie kazdy pamieta o slowach UT UNUM SINT.

    Spotkal kiedys mlodzieniec Jezusa na swojej drodze i zapytal co mam czynic….(reszte sami sobie dopowiedzcie, bo nie mam najmniejszej watpliwosci, ze wiecie co jest dalej).

    Ja tylko powiem…nie odchodzcie zasmuceni! Do stracenia macie tylko ignorancje, uprzedzenia, egoizm, slaba wiare, ignorancje, uprzedzenia, egoizm, slaba wiare, ignorancje, uprzedzenia…(powtorzcie sobie…powtorzymy sobie to jeszcze 100 razy) 

  • gosc

    Ateista, świadomy satanista, to też ludzie, którzy sa zgodni ze samym sobą.

    Moga byc, chociaz nie musza. Podobnie jak katolicy czy protestanci nie musza. Zgodnosc z samym soba, zgoda na samego siebie – to nie sa takie proste sprawy i nie osiaga sie ich przez nazwanie siebie jakas szumna nazwa…

    Czyli pozostawianie tylko i wyłącznie zgodnym ze samym sobą wcale nie jest dla mnie jakimś kanonem. Po mojemu zgodnie ze samym sobą acz w nurcie drogi po której sie idzie.

    A tak w ogole to co Pan ma na mysli, bo przyznam, ze puenta mi nieco umyka?

    Co do pańskiej tradycji, której jest pan wierny? Ja przynajmniem mam wątpliwości. Bo oczywiście to tradycja katolicka, choć…………… z wyraźnymi naleciałościami protestanckimi z minionego okresu i wyraźnym dążeniu do tradycji prawosławnej, ktorą jest pan zauroczony, jak jakiś młodzian piękną kobietą. Czyli to wcale nie jest tak jednoznaczne, jak sie panu wydaje.

    No prosze, a znamy sie juz od tylu lat… Pomoge Panu troche. Moje protestanckie ‚nalecialosci’ istnialy, istnieja i istniec beda. I nie mam wcale wrazenia, ze sa one wylacznie ‚z minionego okresu’. Wrecz przeciwnie: mam wrazenie, ze od czasu, gdy przestalem sie oficjalnie identyfikowac jako protestant, biore protestantyzm tym powazniej, interesuje sie nim coraz mocniej i bardzo mnie on inspiruje. To niesamowicie plodny nurt duchowy…

    Do prawoslawia nie ‚daze’. Po prostu zawsze fascynowalo mnie wschodnie chrzescijanstwo: prawoslawne, orientalne, bizantyjsko-katolickie. Moje pierwsze spotkanie z wschodnia Liturgia mialo miejsce w cerkwii grekokatolickiej na Slowacji i wiazalo sie z bardzo waznym dla mnie przezyciem duchowym, ktore w duzym stopniu mnie uksztaltowalo. Jestem bardzo wdzieczny tej tradycji (czy raczej tradycjom, bo Wschod oznacza rowniez ogromna mnogosc roznych tradycji) za ten piekny i wazki moment jak i za ciagle ‚dokarmianie’ mnie jej skarbami, ale… NIGDY NA POWAZNIE NIE ZASTANAWIALEM SIE NAD MOZLIWOSCIA ZOSTANIA PRAWOSLAWNYM, UNITA CZY KOPTA. Dla mnie jest to jednak swiat, w ktorym bardzo chetnie goszcze i od ktorego mnostwo sie nauczylem i wciaz ucze, ale nie jest to moj swiat. Mam swoj wlasny… A rzeczywistosc ‚prawoslawia realnego’ uwazam czesto za przerazajaca. Zupelnie nie do zaakceptowania…

    Natomiast (to na wypadek, gdyby Pan zapomnial), moja przynaleznosc konfesyjna jest moze cokolwiek skomplikowana, ale chyba nie az tak bardzo, by wywolywac nieporozumienia. Jestem anglikaninem, ktory obecnie znajduje sie pod jurysdykcja starokatolickiego biskupa. Moge sie wiec okreslac zarowno jako anglikanin jak i jako starokatolik. Anglikanizm to moj duchowy dom, co prawda nie od urodzenia, ale wystarczajaco dlugo, by sie w nim zadomowic, uznac za swoj. Starokatolicyzm to przede wszystkim pole dzialania – przynajmniej w ostatnich latach. Byc moze w przyszlosci bedzie inaczej, ale mojej tozsamosci wyznaniowej to nie zmieni.  Jestem  po prostu takim ‚wcielonym Porozumieniem z Bonn’…

     


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Ja jestem czlowiekiem ‚bazy’. Od 6 lat sluze ekumenicznej wspolnocie bazowej. Wczesniej pracowalem w innej – o podobnym charakterze. Szmat czasu – ponad polowa mego aktywnego zawodowo zycia. To ksztaltuje spojrzenie. Na koscielnych liderow specjalnie nie licze. Uwazam, ze zasadniczo trzeba ‚robic swoje’ – w zgodzie z ich wytycznymi albo nie (to juz, doprawdy, kwestia drugo-, jesli nie trzeciorzedna). To nie oznacza, ze ich lekcewaze. Wrecz przeciwnie – obserwuje, czytam z uwaga, ale ich slowa nie sa moim kompasem (a jesli bywaja, to nie dlatego, ze sa slowami przywodcy, tylko dlatego, ze wyczuwam w nich autentyczne doswiadczenie duchowe). Dla mnie jednosc realizuje sie w praktyce – codziennie. To moj chleb powszedni. I – aczkolwiek dostrzegam rowniez wszystkie minusy takiego modelu wspolnoty i jestem przeciwny gloryfikowaniu go – uwazam, ze tworzenie takich ‚oddolnych osrodkow jednosci’ to jedyna droga.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Co proszę? Samouwielbienie? Czyje? Odpowiedzialnością jest biadolenie, że jest źle i będzie jeszcze gorzej?! No ja serdecznie dziękuję za taką ‚odpowiedzialność’ i ‚pokorę’…z takim nastawieniem, to rzeczywiście pozostaje tylko bez sensu zawodzić…

  • gosc

    Ekumenizm jest CODZIENNOŚCIĄ większości chrześcijan, których bliżej znam i są mi bliscy…ale to nie jest ekumenia powrotu nad którą tak rozpaczasz…

  • gosc

    I mam nadzieję, że do takiej NIGDY nie dojdzie!

  • gosc

    Napisz cos o sobie. Albo napisz gdzie mozna o tobie poczytac.

  • gosc

    Wlasciwie juz znalazlem. (viva google!) Napisz mi jesli chcesz, kiedy przyjales swiecenia kaplanskie i w jakim kosciele? Starokatolickim, Mariawickim, Polsko-Katolickim czy jakims innym? I czy jestes kaplanem czy pastorem. I moze przy okazji, czy jest jakis sposob wymienic na ekumenizm tylko prywatna korespondencje czy tylko tu na forum?

  • gosc

    „Lud idzie za pasterzem, nawet jesli pasterz idzie slepa ulica, ludzie nie bardzo potrafia to zauwazyc…nawet przez pokolenia.”

    Kompletna bzdura…nie wiem w jakim świecie Pan żyje, chyba w dużej mierze oderwanym od rzeczywistości, jeśli nie jest w stanie zauważyć jak ludzie potrafią być krytyczni wobec Kościoła…

  • gosc

    Nie przyjmowalem swiecen kaplanskich. Urodzilem sie w rodzinie mieszanej wyznaniowo (po kadzieli – od pokolen ewangelickiej, po mieczu – mariawickiej). Poczatkowo wplyw protestancki byl o wiele silniejszy, dlatego bylem konfirmowany w Kosciele Ewangelicko-Reformowanym, ukonczylem studia na reformowanej uczelni w Holandii i seminarium teologiczne jednego z Kosciolow nurtu reformowanego i zostalem ordynowany na pastora (Kosciola Remonstranckiego; wiazacego sie z tym kierunkiem teologicznym http://pl.wikipedia.org/wiki/Arminianizm). Kiedys o roznych meandrach holenderskiego kalwinizmu pisal Kazik Bem http://www.magazyn.ekumenizm.pl/content/article/20040119115351960.htm nazywajac Kosciol Remonstrancki ‚ultraliberalnym’. Osobiscie uwazam, ze wszystko zalezy od punktu widzenia, a ten, jak z kolei wiadomo, od ‚punktu siedzenia’. Dzisiaj Kazik jest sam ordynowanym duchownym w amerykanskim Kosciele (UCC), ktory pod wieloma wzgledami przypomina remonstrancki. Ciekaw jestem czy powtorzylby obecnie swoja opinie sprzed lat (generalnie artykul wypadaloby przejrzec, bo jest w nim kilka bledow)… ‚Ultra-‚ czy nie, dla mnie remonstranci okazali sie z czasem jednak nieco ‚zbyt liberalni’. Wlasnie dlatego, ze od samego poczatku udzielalem sie ekumenicznie (swoje pierwsze kazanie wyglosilem u mennonitow, nabozenstwo komunijne odprawilem u luteranow, czesto prowadzilem nabozenstwa w ‚zwyklych’ Kosciolach reformowanych, a pierwsza funkcje duszpasterska objalem w ekumenicznej wspolnocie bazowej), zaczalem odczuwac potrzebe mocniejszego zakorzenienia w tradycji chrzescijanskiej i rowniez zadeklarowania tego zakorzenienia publicznie. Juz wowczas regularnie bywalem na nabozenstwach w Kosciele starokatolickim, wspolpracowalem rowniez z holenderskimi dominikanami (kierowalem Komisja Studiow i Formacji Rodziny Dominikanskiej w Holandii Srodkowej), ale opowiedzenie sie po stronie tradycji katolickiej (czy to w postaci starokatolicyzmu czy, tym bardziej, rzymskokatolicyzmu) i znalezienie swojego miejsca we wspolnocie koscielnej tej tradycji wydawalo mi sie zbyt daleko idacym krokiem. Anglikanizm – ktory fascynowal mnie jeszcze w Polsce (aczkolwiek raczej na odleglosc, bowiem jezyka angielskiego nauczylem sie w wystarczajacym stopniu dopiero w Holandii) wydawal sie swietnym rozwiazaniem w tej sytuacji. Zaczalem wiec bywac na nabozenstwach wspolnoty anglikanskiej w Haarlemie i bo kilku miesiacach zostalem bierzmowany przez anglikanskiego biskupa. Paradoks chcial jednak, ze haarlemska wspolnota okazala sie najbardziej ‚wysokokoscielna’, anglokatolicka wspolnota ze wszystkich parafii anglikanskich w Holandii. Zwlaszcza w tamtym okresie, gdy jej proboszczem byl o. Brian Richards, zachowawczy anglokatolik, karmelitanin, podobnie jak ja zainteresowany wschodnimi ojcami Kosciola, a szczegolnie Szkoly Aleksandryjskiej (http://pl.wikipedia.org/wiki/Szko%C5%82a_aleksandryjska_%28teologia%29). Czesto mowie, ze on wlasnie ‚zrobil ze mnie katolika’. Za jego namowa otworzylem rowniez procedury powolaniowe w Kosciele Anglii (swoja protestancka ordynacje zawiesilem – z zachowaniem wszelkich praw honorowych – w dniu mej anglikanskiej confirmation). Z powodow osobistych musialem je jednak przerwac. Wowczas miejscowy biskup starokatolicki zaprosil mnie do przejscia pod swoja jurysdykcje i rozpoczecia pracy w starokatolickiej diecezji haarlemskiej. Rozpoczalem studia uzupelniajace w starokatolickim seminarium i po jakims czasie, rzeczywiscie, zostalem asystentem duszpasterskim jego nastepcy (owczesny biskup, niestety, zmarl doslownie rok po zlozeniu mi tej propozycji) w parafii amsterdamskiej. Pelnilem te funkcje obok funkcji pastora ekumenicznej wspolnoty bazowej. W nowej sytuacji (ze wzgledu na osobe nowego zwierzchnika, ale takze z powodu pogarszajacej sie sytuacji finansowej Kosciola) okazalo sie jednak, ze na razie nie moge liczyc na uzyskanie swiecen. Kosciol nie dysponuje funduszami umozliwiajacymi zatrudnienie wszystkich kandydatow, a moj styl pracy duszpasterskiej nie odpowiada priorytetom, ktore diecezja ustalila i stara sie obecnie wprowadzac w zycie. Po roku podjelismy wspolna decyzje, ze zwolnie etat (objal go wracajacy z zagranicy duchowny, ktory jednoczesnie pracuje naukowo jako profesor na Uniwersytecie Amsterdamskim, przez co Kosciol nie musi mu placic pensji) i bede jedynie – jako wolontariusz – zajmowal sie katecheza doroslych, co po dzis dzien z przyjemnoscia czynie. Kaplanem jednak nie jestem, co mnie zreszta niespecjalnie martwi. Wlasnie kontakt ze wschodnimi mistrzami zycia duchowego nauczyl mnie, ze kaplanstwo to nie jest cos, o co nalezy sie ‚ubiegac’. Wiekszosc wielkich ojcow Kosciola wrecz uciekala przed swieceniami. Kogo Bog RZECZYWISCIE powoluje do tej sluzby, dla tego w pewnym momencie stworzy takie warunki, ze juz sie od nich uciec nie da, a kogo nie powoluje, lepiej by dal sobie spokoj. Sluze wiec nadal (na pol etatu) ekumenicznej wspolnocie bazowej i rozgladam sie za dalszymi mozliwosciami. Moja wspolnota zbiera sie na nabozenstwa w soboty wieczorem (w niedziele wielu z nas idzie do swojego macierzystego kosciola), w niedziele – juz ‚prywatnie’ – bywam najczesciej na nabozenstwach anglikanskich. Ot, moja historia po krotce. Jesli chcesz, zajrzyj na bloga, ktory prowadze z kolega (http://www.dstp.cba.pl). Znajdziesz tam rowniez adres mailowy, pod ktory, jezeli chcesz, mozesz napisac.


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • gosc

    Dzieki za wyczerpujace informacje. Mam wiecej pytan, ale moze wrocimy do tematu przy innej okazji. Wiem jak cie znalezc. Masz ciekawy „zyciorys”. Bede czytal twoje nastepne komentarze z duza uwaga. I bede bezlitosny :-). Kto to musi robic. Do prawdy nie dokopie sie lazeczka do herbaty.

  • gosc

    Oby Bóg okazał Ci miłosierdzie…będę się za Ciebie modlić.

  • gosc

    „Mysle, ze punktem wyjscia jest to, o czym sama piszesz, venite! Tak sie zlozylo, ze DLA NIEKTORYCH LUDZI TE OBJAWIENIA STALY SIE WAZNE. A spotkanie z Dzielem (czy z ‚Dzienniczkiem’) uzyskalo taki walor, jaki dla Ciebie spotkanie z br. Rogerem. ”

    Mnie osobiście niezwykle trudno to zrozumieć, ponieważ dla mnie ‚spotkanie’ z ‚książką’, czyli zapisanymi objawieniami nie byłoby w stanie nic zdziałać, bo to nie to samo, co spotkanie z żywym człowiekiem, grupą ludzi i ich życiem.

    „Innymi slowy: tresc zawarta jest w nauczaniu Kosciola od zarania, ale – obok tresci – istnieje specyficzna eksplifikacja tejze i specyficzna metoda jej zastosowania w praktyce (w tym wypadku: czesc Przenajswietszego Sakramentu i praktyczne nasladowanie zycia Marii)”

    Hmm…i tego, za bardzo nie rozumiem…dlaczego cześć Przenajświętszego Sakramentu ma taki związek z Bożym Miłosierdziem…i dlaczego naśladowanie życia Marii…?W jaki sposób można je naśladować, skoro w sumie tak niewiele o nim wiemy…? I znów: jaki to ma związek z Bożym miłosierdziem? No ale jeśli to tak działa, nie mnie w to wnikać.

    ” ktos od czasu do czasu musi nam PRZYPOMNIEC TO, O CZYM ZAPOMINAMY (lub przynajmniej mozemy zapomniec) i zaproponowac taka droge wprowadzania tego w czyn, ktora nam odpowiada, porusza w nas jakies struny, uzupelnia jakies braki, koresponduje z jakimis glebszymi potrzebami.”

    Zgadzam się, że ktoś musi przypomnieć. Tylko nie rozumiem zupełnie właśnie o co w tym chodzi. Bo widzisz dla mnie w bardzo prosty sposób można świadczyć/objawiać Boże miłosierdzie, będąc samemu miłosiernym. Czy Maria była jakoś szczególnie miłosierna, no na pewno kochająca i troskliwa, ale…no właśnie, dlaczego ona, a nie Jezus, Chrystus…z tymi potrzebami i miłosierdziem to też nie rozumiem za bardzo, no może trochę…

    ” W moim wypadku np. – wlasnie jako kogos wychowanego w tradycji, w ktorej nie oddawano czci Chrystusowi Sakramentalnemu i w ktorej zycie Marii jako ‚propozycja do nasladowania’ rowniez nie mialo wiekszego znaczenia – wlasnie ta metoda przyjela sie, stala sie moja (nawet jesli w jakos tam ograniczony sposob, bo przeciez nie mam mozliwosci uprawiac jej tak, jak uprawiaja ja osoby zyjace w mariawickich osrodkach). ”

    OK, tylko ja dalej nie rozumiem dlaczego taka forma pobożności ma coś wspólnego z miłosierdziem, tzn. bardziej niż coś innego…

    „Z drugiej strony, gdy wybieralem swoje imie zakonne, wybor ten bardzo swiadomie padl na osobe sw. Izaaka Syryjczyka, jednego z wielu rzeczników powszechnego zbawienia. Św. Izaak z Niniwy modlił się nawet o zbawienie demonów i samego Szatana. Nie była mu rowniez obca troska o stworzenia „nieme” czyli o zwierzęta, bez których powrót całego istnienia do Boga byłby smutny i niepełny. Wybierajac to imie, chcialem wlasnie zaznaczyc moja potrzebe bycia wlaczonym w to dlugie trwanie nadziei na Boze nieogarnione, bezgraniczne milosierdzie.

    OK…

    ” Komentujac Katechizm Kosciola Katolickiego, patriarcha ekumeniczny Bartlomiej I napisal: Dlaczego nie powiedzieć nic o nadziei i modlitwie o zbawienie powszechne, które odnajdujemy u Ambrożego z Mediolanu, Grzegorzaz Nyssy, Dionizego Areopagity, Izaaka Syryjczyka, Julianny z Norwich oraz tylu wielkich teologów współczesnych, takich jak Hans Urs von Balthasar? Problemy te są istotne dla dzisiejszego człowieka, który oscyluje w tragiczny sposób między strachem przed nicością a zwodniczymi obietnicami reinkarnacji.”

    I tu patriarchę popieram i ubolewam…

    ” Jak skadinad wiesz do reinkarnacji mam nieco inne podejscie (a wlasciwie – nie mam jednoznacznego podejscia, jest to cos nad czym ciagle sie zastanawiam) i nie okreslilbym jej tak po prostu ‚zwodnicza obietnica’ (zreszta reinkarnacja – w swej postaci wyjsciowej w kazdym razie – w ogole nie jest zadna ‚obietnica’, nie jest celem, do ktorego sie dazy, lecz jedynie pewnym srodkiem, wiec mozna w ogole zapytac, przeciwko czemu wypowiada sie tutaj Patriarcha: przeciw reinkarnacji czy przeciw zachodnim ‚ogryzkom’ i ‚wydmuszkom’ tej nauki, ale to juz zupelnie inny problem…), ale co do pierwszego pytania calkowicie sie z Patriarcha zgadzam.”

    Hmm…mnie zawsze odrzucało od reinkarnacji, ale po zastanowieniu się jakiś czas temu już nad tym problemem ( I Ty tu byłeś impulsem do tego, to jak o tym pisałeś) sprawa wydaje mi się ciekawa. Choć nie za bardzo wierzę w taką możliwość. To jednak, gdy myślę o tym czym mógłby być czyściec…hmmm, no cóż. Nie wiem, czy przypominasz sobie, no nieee…na pewno nieee, to tylko moja pamięć czasami tak działa, no może nie tylko moja, ale…:) parę lat temu napisałam Ci, a raczej zacytowałam fragment z książki Oliviera Clement, który nawiązując do homilii św. Grzegorza z Nyssy o Pieśni nad Pieśniami pisał tak (on tak poetyzuje, ale co zrobić ja takie coś lubię 🙂 : I wszystko będzie takie przeogromne. Będziemy szli poprzez ‚początki początków ku początkom, które nigdy nie będą miały końca”, poprzez wewnętrzne przybytki serca, poprzez ‚stacje’, poprzez eony coraz bardziej przeniknięte światłem, poprzez wyspy „Oceanu przejrzystości”, ku Bogu, Bogu tym bardziej nieznanemu, bo znanemu, i tak będzie w odniesieniu do naszej relacji z każdą istotą ludzką, z każdym kamieniem, z każdą gwiazdą…Jednak słowa muszą zamilknąć wobec tego, „co Bóg przygotował dla tych, którzy Go kochają.” ( ‚Ciało śmiertelne i chwalebne)

    Reinkarnację samą natomiast Clement krytykuje. Mnie dość przekonuje i podoba się kolejny fragment z tej samej książki:
    Karma, bezlitosne podporządkowanie się prawom powszechnego istnienia, zostaje zniszczona pod wpływem łaski. Wobec przypowieści o robotnikach jedenastej godziny cóż może znaczyć konieczność ‚zapłacenia’ wszystkiego aż po ostatni grosz? Czymże jest centralne przesłanie chrześcijaństwa, jeżeli nie zwycięstwem Chrystusa nad śmiercią i piekłem? Zwolennicy New Age chętnie mówią o ciepłym, spokojnym i delikatnym świetle, o którym mogą zaświadczyć osoby doprowadzone na krańce śmierci, świetle w którym rozpoczynali odczytywanie znaczenia swojego życia i osądzanie siebie. Takie światło nie może bowiem wzbudzić w nas żalu zranionej miłości: jedna łza, której niesprawiedliwe przelanie spowodowałem będzie moim piekłem, kiedy ją naprawdę zrozumiem. Jednak miłość zraniona jest niczym innym jak miłością ukrzyżowaną, a więc taką, która zmartwychwstanie i która powoduje nasz zmartwychwstanie. Jedynym prawdziwym grzechem mówi św. Izaak Syryjczyk, i trzeba o tym przypomnieć,jest niezwracanie uwagi na Zmartwychwstanie: Niczym garść piasku w olbrzymim morzu, tak samo są wszystkie przewiny naszego ciała w porównaniu z Bożym miłosierdziem. Echem tych słów stają się słowa Chrystusa skierowane do zdumionej Julianny z Norwich: All shall be well (wszystko będzie dobrze)i wstrząsające, przytoczone powyżej stwierdzenie św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Powiedzieliśmy już, że modlitwa o powszechne zbawienie charakteryzuje najwyższą duchowość chrześcijańską, gdyż zbawienie nie może być indywidualne będąc czymś, co może się dokonać jedynie w olbrzymiej wspólnocie świętych, tych grzeszników, którzy zgodzili się, by zostało im wybaczone. Modlitwa, oczywiście, lecz przeniknięta bezgraniczną nadzieją: „mieć nadzieję dla wszystkich” jak napisał w jednej ze swoich ostatnich książek Hans Urs von Balthasar.”
    Ciekawa definicja świętego: grzesznik, który zgodził się, by zostało mu wybaczone…

    „ze slowami sw. Marii Franciszki: Od chwili skonania Pana Jezusa na Krzyżu Łaska Boża nie przestaje przyświecać wszystkim ludziom, zarówno dobrym jak złym; podobnie jak słońce świecące nad pięknym kwiatem, któremu nadaje barwę, jak i nad brudnym ściekiem. ”

    To są naprawdę piękne słowa.

    „Jestem pewien, ze i dla nich Pan Bog znajdzie jakis sposob, jakas droge dojscia do tajemnicy swego wielkiego milosierdzia.”

    Może po prostu postawi na ich drodze ufających Mu ludzi, którzy okażą im miłość i współczucie i zaakceptują takimi jacy są.

  • gosc

    A tak odnośnie miłosierdzia, to przypomnę Ci tylko jeszcze takie słowa: Pani z PISu ? itd. .I – prosze – NIE MILCZ! będziesz wiedział o co chodzi…