Rozmowy

W oparciu o szok nie zbudujemy Kościoła — rozmowa z bp. Przemysławem Semko Korozą


O per­spek­ty­wach roz­wo­ju Kościo­ła, wewnetrz­nych kon­flik­tach i eku­me­ni­zmie opo­wia­da w roz­mo­wie z ekumenizm.pl ks. Prze­my­sław S. Koro­za, super­in­ten­dent (biskup) Kościo­ła Ewan­ge­lic­ko-Refor­mo­wa­ne­go w Pol­sce i pro­boszcz Para­fii Ewan­ge­lic­ko-Refor­mo­wa­nej w Łodzi.



Minę­ło gru­bo ponad 100 dni od obję­cia przez ksie­dza funk­cji super­in­ten­den­ta Kościo­ła Ewan­ge­lic­ko-Refor­mo­wa­ne­go (KER). Czy i jak zmie­nił się księ­dza sposób postrze­ga­nia Kościoła?

Postrze­ga­nie Kościo­ła się nie zmie­ni­ło, ale z pew­no­ścią mój spo­sób funk­cjo­no­wa­nia tak. Per­spek­ty­wa Kościo­ła mogła­by się zmie­nić albo ze wzglę­du na szok socjo­lo­gicz­ny albo teo­lo­gicz­ny. Nie kan­dy­do­wał­bym w wybo­rach na Bisku­pa Kościo­ła, nie będąc świa­do­mym nauki Kościo­ła. Jeśli cho­dzi o ludzi to nie zosta­łem pasto­rem wczo­raj tyl­ko 31 lat temu i to daje już kon­kret­ną per­spek­ty­wę poznaw­czą. Nie przy­pi­sy­wał­bym tym 100 dniom jakie­goś szcze­gól­ne­go zna­cze­nia, choć przy­znam, że moje życie zosta­ło dra­ma­tycz­nie prze­or­ga­ni­zo­wa­ne.

Nic a nic się nie zmie­niło? Kościół refor­mo­wa­ny w Pol­sce nie ma ustro­ju kon­gre­ga­cjo­nal­ne­go, więc wyda­wa­ło­by się, że nowa posłu­ga zmie­nia jak­by kąt patrze­nia.

Dobrze wie­my, jaka jest ska­la Kościo­ła Ewan­ge­lic­ko-Refor­mo­wa­ne­go w Pol­sce. Z doku­men­tów Głów­ne­go Urzę­du Sta­ty­stycz­ne­go wyni­ka, że jest nas ok. 3200 w całym kra­ju. Trud­no więc mówić o spek­ta­ku­lar­nie szer­szym spoj­rze­niu. Jak mówi­łem, pra­cu­ję w Koście­le od ponad 30 lat i to na róż­nych pozio­mach jego aktyw­no­ści. Nie jest też tak, że z małej para­fii prze­sko­czy­łem do metro­po­lii i nagle otwie­ra się przede mną per­spek­ty­wa wenec­kie­go Canal Gran­de całe­go świa­ta. Pra­co­wa­łem w Kon­sy­sto­rzu czy pre­zy­dium Syno­du, więc zasad­ni­czo zmie­ni­ła się tyl­ko funk­cja jak­kol­wiek mało roman­tycz­nie by to nie brzmia­ło.

Sko­ro się nie zmie­ni­ło to dla­cze­go zde­cy­do­wał się pastor na kan­dy­do­wa­nie?

Po pierw­sze dla­te­go, że ktoś musi, a po dru­gie wyda­je mi się, że mam jakąś wizję kil­ku przy­naj­mniej rze­czy, któ­re nale­ża­ło­by w moim Koście­le usys­te­ma­ty­zo­wać, zmie­nić albo wpro­wa­dzić. Jest to kolej­ny ele­ment służ­by w Koście­le. Oczy­wi­ście, moż­na do tego dora­biać cały apa­rat ide­olo­gicz­ny pełen epic­kich okre­śleń, ale w ska­li moje­go Kościo­ła napraw­dę dużo się nie zmie­nia. Biskup jest wpraw­dzie repre­zen­tan­tem, ale nie jedy­nym decy­den­tem.

Z zastęp­cy rad­cy ducho­we­go kon­sy­sto­rza, gdzie byłem aktyw­ny przez ostat­nie 10 lat, sta­łem się człon­kiem kon­sy­sto­rza z urzę­du i mam teraz pra­wo gło­so­wa­nia. Zmie­nia się spo­sób podej­mo­wa­nia decy­zji, służ­ba nie ule­ga zmia­nie tyl­ko dla­te­go, że przed nazwi­skiem są inne lub dodat­ko­we liter­ki. To, co jest jed­nak inne to nadzie­ja na wpro­wa­dze­nie zmian, o któ­rych mówi­łem.

A pro­pos zmian: kon­sy­sto­rzo­wi KER zosta­ły przed­ło­żo­ne popo­zy­cje zmian. Kon­sul­ta­cje odby­li już duchow­ni. Cho­dzi o doku­ment Stra­te­gia dla KER na lata 2023–2033. Są tam bar­dziej pyta­nia niż kon­kret­ne pro­po­zy­cje…

Nie do koń­ca, kil­ka kon­kret­nych pro­po­zy­cji jest, acz­kol­wiek wyma­ga­ją one wpierw osią­gnie­cia kon­sen­su­su.

Ale wra­ca­jąc do wizji, były kanc­lerz Nie­miec Hel­mut Schmidt uwa­żał, że jeśli ktoś ma wizje to powi­nien iść do leka­rza …

… to może­my mówić o pla­nie albo pro­gra­mie..

Albo agen­dzie, więc jak widzi biskup stra­te­gię Kościo­ła na kolej­ną, powiedz­my, deka­dę.

Przy takiej liczeb­no­ści to dwa lub trzy lata są okre­sem klu­czo­wym dla być albo nie być Kościo­ła.

To co się musi zmie­nić?

Na pew­no zmie­nić się powin­na misyj­ność Kościo­ła i to nie­ko­niecz­nie w taki spo­sób, że będzie­my naśla­do­wać świad­ków Jeho­wy i roz­da­wać na rogu uli­cy Jed­no­tę. Musi się zmie­nić nasta­wie­nie, kto ma się tym zaj­mo­wać.

Nasta­wie­nie z jakie­go na jakie?

Z nasta­wie­nia, w któ­rym wszyst­ko jest powie­rza­ne duchow­nym, któ­rych jest sze­ściu (nie­eme­ry­to­wa­nych) na takie, w któ­rym jest współ­dzie­le­nie zadań.

Zatem tak­że Kościół Ewan­ge­lic­ko-Refor­mo­wa­ny zma­ga się z kle­ry­ka­li­zmem?

Nie, kle­ry­ka­lizm jest czymś innym. Przy­zwy­cza­ili­śmy się do tego, że zwia­sto­wa­nie Ewan­ge­lii nale­ży tyl­ko do duchow­nych. Coraz wię­cej rze­czy prze­rzu­ca się na ich bar­ki i wte­dy rodzi się anty­kle­ry­ka­lizm, bo poja­wia się narze­ka­nie, że duchow­ni odpo­wie­dzial­ni są za wszyst­ko i nie ma w tym świec­kich. Przy naszej liczeb­no­ści i roz­sia­niu Kościo­ła istot­nym ele­men­tem jest zwięk­sze­nie udzia­łu świec­kich nie tyl­ko w zarzą­dza­niu Kościo­łem, ale i w „two­rze­niu” Kościo­ła.

Jak­by to miało się zadziać?

Poprzez for­ma­cję, powo­ły­wa­nie kazno­dzie­jów świec­kich, co już się dzie­je. Obec­nie mamy ich sze­ściu, a kie­dyś był tyl­ko jeden. Dzię­ki temu nie tyl­ko wypeł­nia­my gra­fik obsłu­gi dusz­pa­ster­skiej, ale też zachę­ca­my do współ­od­po­wie­dzial­no­ści za dusz­pa­ster­stwo. To też jest ele­ment budo­wa­nia ducho­wo­ści. Tam, gdzie odby­wa­ją się nabo­żeń­stwa i spo­ty­ka­ją się ludzie, tam moż­na podej­mo­wać pró­by two­rze­nia wspól­no­ty para­fial­nej.

Czy za tym stoi jakiś kon­kret­ny pro­gram bądź idea teo­lo­gicz­na?

Idee teo­lo­gicz­ne mamy te same, lek­ko mody­fi­ko­wa­ne od 500 lat. Bar­dziej mówię o wpro­wa­dza­niu świa­do­mo­ści teo­lo­gicz­nej. Jeste­śmy na eta­pie budo­wa­nia stra­te­gii pro­jek­tu edu­ko­wa­nia świec­kich, nie tyl­ko kazno­dzie­jów – chce­my zacząć od star­sze­go poko­le­nia, któ­re ma prze­ka­zy­wać ewan­ge­lie wnu­kom. Im jest sto­sun­ko­wo naj­ła­twiej dzie­lić się ducho­wo­ścią, tym, co mamy naj­cen­niej­sze.

W jaki sposób odby­wa­ła­by się ta edu­ka­cja?

Nie mamy jesz­cze wypra­co­wa­nych kon­kret­nych roz­wią­zań, choć były pro­po­zy­cje ze stro­ny zie­lo­no­świąt­kow­ców, aby wspól­nie stwo­rzyć struk­tu­ry edu­ka­cyj­ne. Tyl­ko dla nas był­by to tro­chę prze­rost for­my nad tre­ścią. Nie mamy 30 osób rocz­nie, któ­re chcia­ły­by stu­dio­wać teo­lo­gię, mniej lub bar­dziej regu­lar­nie. Mamy za to kil­ka takich osób i dla nich chce­my przy­go­to­wać cykl spo­tkań, pod­czas któ­rych będą mogły odświe­żyć wie­dzę o teo­lo­gii refor­mo­wa­nej albo ją nabyć. To może­my zro­bić w opar­ciu o naszych duchow­nych.

Czę­sto ksiądz mówi o ducho­wo­ści, więc jaka jest ducho­wość Kościo­ła refor­mo­wa­ne­go w Pol­sce? Bar­dziej w licz­bie poje­dyn­czej czy mno­giej?

Raczej w licz­bie mno­giej – moż­na wyróż­nić ten­den­cje cze­sko-bra­ter­skie, któ­re są bar­dzo wstrze­mięź­li­we w eks­pre­sji ducho­wo­ści oraz dru­gi nurt, trud­ny do zlo­ka­li­zo­wa­nia geo­gra­ficz­nie, ale taki, któ­ry przy­wią­zu­je więk­szą uwa­gę do świa­do­mo­ści teo­lo­gicz­nej i do prze­ży­wa­nia teo­lo­gii w prak­ty­ce. Nasza spo­łecz­ność jest zato­mi­zo­wa­na, mamy zale­d­wie kil­ka para­fii i one są dość dale­ko od sie­bie i jakoś tak się sta­ło, że mało wcho­dzi­ły w inte­rak­cję ze sobą.

Dla­cze­go? W nie­wiel­kim Koście­le powin­no być to tym bar­dziej łatwe.

No, wła­śnie. Powin­no, tym bar­dziej, że jest wie­le wię­zi rodzin­nych mię­dzy para­fia­mi i te funk­cjo­nu­ją. W zeszłym roku zaczę­li­śmy spo­tka­nia kole­giów kościel­nych (rad para­fial­nych – przyp. redak­cji), któ­re oprócz pro­gra­mu mery­to­rycz­ne­go mają rów­nież ele­ment pogłę­bia­nia rela­cji, aby ludzie bar­dziej się ze sobą pozna­li. Oka­za­ło się bowiem, że ludzie koja­rzą się z Inter­ne­tu, ale nie zna­ją się zbyt dobrze, a jeśli już to z obrad Syno­du. Takie spo­tka­nia przy­czy­nia­ją się też do budo­wa­nia soli­dar­no­ści mię­dzy zbo­ra­mi, co w małym Koście­le jest nie­zwy­kle waż­ne. Z niej wyni­ka rów­nież podział dóbr, jaki­mi dys­po­nu­je­my. Są zbo­ry, któ­re mają więk­szy stan posia­da­nia i nie potrze­bu­ją wspar­cia ze stro­ny Kościo­ła jako cało­ści i takie, któ­re są kom­plet­nie od tego zależ­ne. Bez tych więk­szych, te mniej­sze będą rzu­co­ne na pastwę losu. Oczy­wi­ście, nie cho­dzi tyl­ko o kwe­stie mate­rial­ne, ale przede wszyst­kim o to, że w tak małej spo­łecz­no­ści przy­ga­sły nam związ­ki mię­dzy­ludz­kie.

Ofi­cjal­nie Kościół ma 10 para­fii…

…ale tak real­nie jest sześć.

Czy w związ­ku z tym będą podej­mo­wa­ne dzia­ła­nia praw­ne zwią­za­ne z zamy­ka­niem takich „para­fii” jak w Żyrar­do­wie i w Kato­wi­cach? Jest jesz­cze Pstrąż­na i Strze­lin.

Z tych wymie­nio­nych rację bytu ma jedy­nie Pstrąż­na. Jest tam kil­ka­na­ście osób, a więc real­nie ist­nie­ją­ca spo­łecz­ność. Nato­miast w Strze­li­nie mamy dosłow­nie dwie oso­by, w Żyrar­do­wie nie mamy niko­go, a w Kato­wi­cach parę osób zasy­mi­lo­wa­nych z para­fią lute­rań­ską. Myślę, że powo­li będzie­my chcie­li upo­rząd­ko­wać te kwe­stie.

Są również tzw. zbo­ry dia­spo­ral­ne, dzia­ła­ją­ce wła­śnie w ramach struk­tur para­fii ewan­ge­lic­ko-augs­bur­skich. Czy tu nastę­pu­je również jakichś ruch?

We Wro­cła­wiu mamy kil­ka­na­ście osób i regu­lar­nie, raz w mie­sią­cu, odby­wa­ją się nabo­żeń­stwa. Oprócz dol­no­ślą­skiej sto­li­cy mamy jesz­cze Kra­ków, Trój­mia­sto i Gorzów Wiel­ko­pol­ski.

Wspo­mi­nał biskup o edu­ka­cji teo­lo­gicz­nej, ale co ze stu­den­ta­mi teo­lo­gii? Kie­dyś Kościół rzym­sko­ka­to­lic­ki w Pol­sce koja­rzo­ny był z eks­por­tem księży na zachód, dziś sam ma potęż­ne pro­ble­my. Bio­rąc pod uwa­gę sto­sun­ki pro­cen­to­we to w ostat­nich latach Kościół refor­mo­wa­ny jak­by „wyeks­por­to­wał” spo­rą licz­bę duchow­nych i/lub teo­logów do innych krajów.

To były dwie oso­by.

No, chy­ba tro­chę wię­cej…

Mówię o sytu­acji for­mal­nej, nato­miast rze­czy­wi­ście nie mamy w tej chwi­li mło­dych adep­tów teo­lo­gii i nie za bar­dzo mamy kogo edu­ko­wać. Zale­ży nam, aby zachę­cać mło­dych ludzi do stu­dio­wa­nia teo­lo­gii i poczu­cia wię­zi oraz soli­dar­no­ści z Kościo­łem – nie tyl­ko takiej, że będą stu­dio­wać i ewen­tu­al­nie pra­co­wać, ale że potrze­bu­ją Kościo­ła.

Mówi­my o warun­kach głę­bo­kiej dia­spo­ry i jed­no­cze­śnie dra­ma­tycz­nych prze­mia­nach spo­łecz­nych. Jakie jest w tym wszyst­kim miej­sce Kościo­ła refor­mo­wa­ne­go? 

Moż­na two­rzyć nar­ra­cję o pew­nej rze­czy­wi­sto­ści, ale przy trzech tysią­cach człon­ków nie mamy żad­nej istot­nej roli do ode­gra­nia w spo­łe­czeń­stwie, liczą­cym 40 milio­nów osób.

Zabrzmia­ło tro­chę jak „będzie­my gasić świa­tło” …

Nie, nato­miast nie ma sen­su dąć w dudy pt. ‘Rola Kościo­ła w spo­łe­czeń­stwie’. Zaczy­na­my pako­wać ener­gię i wysi­łek w budo­wa­nie spo­łecz­no­ści i kon­so­li­do­wa­nie jej. Jeste­śmy podzie­le­ni geo­gra­ficz­nie i świa­to­po­glą­do­wo. W ostat­nich latach nie omi­nę­ły nas kon­flik­ty dość istot­nie wpły­wa­ją­ce na całość tkan­ki kościel­nej. To są głów­ne rze­czy, któ­ry­mi trze­ba się zająć w cią­gu tych kil­ku naj­bliż­szych lat, a póź­niej może będzie­my myśleć o tym, żeby wejść na postu­ment i błysz­czeć.

Kościo­ło­wi czy Kościo­łom nie­rzad­ko zarzu­ca się, że są zaję­te same sobą.

I tak i nie. To tro­chę tak, jak­by zarzu­cać ludziom two­rzą­cym rodzi­nę, że są zaję­ci sobą zamiast cało­ścią spo­łe­czeń­stwa, któ­re prze­cież skła­da się z tych rodzin. Jeże­li rodzi­ny są w dobrym sta­nie to i spo­łe­czeń­stwo. Tak samo jest z Kościo­ła­mi. Nie moż­na budo­wać ducho­wo­ści, poboż­no­ści zaczy­na­jąc od dachu. Trze­ba budo­wać od sie­bie, więc jeśli my będzie­my zdro­wą tkan­ką, ducho­wi, zjed­no­cze­ni, zapa­le­ni do roz­sie­wa­nia ziar­na, któ­re Bóg nam powie­rza, to wów­czas może­my wywie­rać wpływ na spo­łe­czeń­stwo. Nato­miast jeże­li zaj­mie­my się dęciem w fan­fa­ry i poka­zy­wa­niem, jacy to jeste­śmy pro­gre­syw­ni albo kon­ser­wa­tyw­ni w jakichś tam kwe­stiach, a tak napraw­dę pali nam się grunt pod noga­mi to kogo prze­ko­na­my i do cze­go? Oczy­wi­ście, każ­dy Kościół – a te utoż­sa­mia się zazwy­czaj z jakimś kon­ser­wa­tyw­nym myśle­niem spo­łecz­nym, choć­by w kwe­stiach sek­su­al­no­ści – może łatwo zabły­snąć, ale co to da?

Kil­ka razy Kościół refor­mo­wa­ny w Pol­sce robił rze­czy uzna­wa­ne za pro­gre­syw­ne i jak to się prze­li­czy­ło na try­wial­ną rzecz, na człon­ko­stwo w Koście­le? Ordy­no­wa­li­śmy kobie­tę – wów­czas, a więc ponad 20 lat temu — był to bar­dzo pro­gre­syw­ny krok spo­łecz­ny, co Kościół lute­rań­ski umoż­li­wił dopie­ro rok temu. W opar­ciu o szok nie zbu­du­je­my Kościo­ła.

Wyda­je się, że im mniej­sze wyzna­nie, tym więk­sze i bar­dziej wyeks­po­no­wa­ne kon­flik­ty. W ostat­nich latach o KER było gło­śno o kon­flik­tach, o czym infor­mo­wał ekumenizm.pl, i burz­li­wa wymia­na kore­spon­den­cji mię­dzy kole­gia­mi kościel­ny­mi poszczególnych para­fii. Na ile Kościół refor­mo­wa­ny w Pol­sce jest szczególnie skon­flik­to­wa­ny i czy jest to raczej prze­jaw – nazwij­my to – nor­mal­ności?

Myślę, że odpo­wiedź jest dwo­ja­ka. To jest prze­jaw nasze­go życia orga­ni­za­cyj­ne­go. Kościół jest zor­ga­ni­zo­wa­ny w taki spo­sób, że poszcze­gól­ne zbo­ry są moc­ne nie­za­leż­ne. Nie jeste­śmy Kościo­łem hie­rar­chicz­nym, epi­sko­pal­nym tyl­ko pre­zbi­te­riań­skim. Te listy wpi­su­ją się w nie­za­leż­ność lokal­nych spo­łecz­no­ści, któ­re nie tyl­ko mają moż­li­wość, ale i czu­ją potrze­bę wyra­ża­nia swo­jej opi­nii. Do tego docho­dzi coś, co już sygna­li­zo­wa­łem – mamy tra­dy­cję pro­te­sto­wa­nia prze­ciw­ko cze­muś, ale naszym sła­bym punk­tem jest tra­dy­cja wytwa­rza­nia wspól­ne­go zda­nia czy szu­ka­nia jed­no­ści. Mam nadzie­ję, że to się też zmie­ni na prze­strze­ni kolej­nych lat. Jest to jeden z tema­tów, o któ­rych mówi­łem, gdy wystę­po­wa­łem przed Syno­dem, ubie­ga­jąc się o funk­cję super­in­ten­den­ta. Prze­ko­ny­wa­łem, że chcę zbu­do­wać soli­dar­ność, pole­ga­ją­cą na tym, że wpierw się kocha­my, a dopie­ro póź­niej patrzy­my, w czym się róż­ni­my. Może ktoś to uznać za naiw­ne, ale bez tego trud­no mówić o wspól­no­to­wo­ści w Koście­le.

A spo­ry?

Kwe­stie kon­flik­tów są typo­we dla małych spo­łecz­no­ści. Nie popa­dał­bym jed­nak w zbyt­ni defe­tyzm – nie­daw­no byłem w War­sza­wie na uro­czy­sto­ści wpro­wa­dze­niu w posłu­gę kazno­dziej­ki świec­kiej i roz­ma­wia­łem z kole­gium war­szaw­skim. Myślę, że to była otwar­ta i cie­pła roz­mo­wa. Nie uwa­żam się za mesja­sza, któ­ry nagle wszyst­ko zre­wo­lu­cjo­ni­zu­je, ale myślę, że bycie super­in­ten­den­tem upły­nie mi w dużej mie­rze na byciu kata­li­za­to­rem zgo­dy i współ­pra­cy. I miło­ści.

Dla­cze­go sie­dzi­ba Kon­sy­sto­rza KER zosta­ła prze­nie­sio­na z histo­rycz­ne­go Domu Łaskie­go w cen­trum sto­li­cy do Łodzi?

Zade­cy­do­wa­ły aspek­ty finan­so­we i zwią­za­ne z orga­ni­za­cją pra­cy.

Przez czte­ry kaden­cje – 16 lat – był ksiądz prze­wod­ni­czą­cym łódz­kie­go Oddzia­łu Pol­skiej Rady Eku­me­nicz­nej. Jak z tej per­spek­ty­wy wyglą­da eku­me­nizm lokal­nie i ponadre­gio­nal­nie?

Nie moż­na być ewan­ge­li­kiem refor­mo­wa­nym bez eku­me­nicz­nej otwar­to­ści. Po dru­gie eku­me­nizm jest koniecz­ny, jeśli chrze­ści­jań­stwo, któ­re wyzna­je­my, ma być wia­ry­god­ne. Jak moż­na nie być eku­me­nicz­nym, kochać bliź­nie­go jak sie­bie same­go ..?

Wie­my, że moż­na rozu­mieć miłość jako tro­skę o zba­wie­nie ‘here­tyków’ i ‘schi­zma­tykówex amo­re, życząc im nawróce­nia do takie­go czy inne­go Kościo­ła, który uwa­ża się za Arkę Noego.

Ale moż­na też modlić się o to, żeby Bóg nauczył nas wszyst­kich na raz tej miło­ści. To jak wyglą­da eku­me­nizm zale­ży w ogrom­nej mie­rze od ludzi, któ­rzy go współ­two­rzą. Nie tyl­ko od rzym­skich kato­li­ków, któ­rzy są domi­nu­ją­cą siłą ludz­ką. Mie­li­śmy pięć lat eku­me­ni­zmu w wyko­na­niu jed­ne­go z hie­rar­chów, któ­re były okre­sem dość trud­nym, a współ­pra­ca eku­me­nicz­na ogra­ni­cza­ła się w zasa­dzie do modli­twy w stycz­niu. Przed tym okre­sem i po nim oka­za­ło się, że jest tak wie­le rze­czy, któ­re może­my robić razem, nawet jeśli wyda­ją się nam począt­ko­wo obce.

Tym­cza­sem w syn­te­zie syno­dal­nej z archi­die­ce­zji łódz­kiej wyraź­nie czy­ta­my, że mimo podej­mo­wa­nych, roz­le­głych dzia­łań eku­me­nizm wśród wier­nych wła­ści­wie się nie przy­jął.

Zale­ży pew­nie od per­spek­ty­wy liczeb­nej. Na pew­no nie uda­ło się maso­we zain­te­re­so­wa­nie ludzi eku­me­ni­zmem. Nie uda­ło nam się wró­cić do tego, aby w eku­me­nicz­nej Dro­dze Krzy­żo­wej czy Dro­dze Świa­tła uczest­ni­czy­ło tylu ludzi, co 15 lat temu, ale gene­ral­nie w Kościo­łach nie ma tylu ludzi co jesz­cze deka­dę temu, choć w tym roku było u mnie w koście­le było co naj­mniej dwa razy wię­cej ludzi niż jesz­cze rok temu.


Link: Eku­me­nicz­na Dro­ga Krzy­żo­wa 2022 | Sta­cja XIV | Sem­ko Koro­za — YouTu­be


Czy­li for­mat Tygo­dnia Modlitw się nie wypa­lił i powi­nien zostać zacho­wa­ny?

Może nie upie­rał­bym się jakoś zachłan­nie, ale moim marze­niem jest prze­nie­sie­nie tego Tygo­dnia na okres let­ni lub wio­sen­ny. Co za przy­jem­ność wycho­dzić w stycz­niu, po ciem­ku na nabo­żeń­stwo eku­me­nicz­ne… W Łodzi mamy ponad­to Eku­me­nicz­ną Szko­łę Biblij­ną, w tym roku nie­co okro­jo­ną popan­de­micz­nie, ale w poprzed­nim kur­sie było ponad 300 osób. Teraz też by tak było, ale ogra­ni­czy­li­śmy ją z powo­du obostrzeń. Ponad­to, regu­lar­nie wyjeż­dża­my eku­me­nicz­nie w róż­ne miej­sca, choć refor­mo­wa­ną poboż­no­ścią nie jest piel­grzy­mo­wa­nie do tzw. miejsc świę­tych. Te spo­tka­nia są moc­no zbli­bli­cy­zo­wa­ne, stu­diu­je­my wspól­ne źró­dło. Naby­li­śmy 650 egzem­pla­rzy Biblii Eku­me­nicz­nej w łódz­kiej okład­ce i to jest 650 osób, któ­re mają tę Biblię. To też jest jakiś efekt eku­me­nicz­ny, któ­re­go nie wol­no pomi­jać. Oczy­wi­ście, moż­na się oko­pać w swo­ich twier­dzach, tak­że my refor­mo­wa­ni mamy do tego ten­den­cje, nato­miast myślę, że eku­me­nizm, któ­ry nie ozna­cza syn­kre­ty­zmu, a spo­łecz­ność jest prak­tycz­nym świa­dec­twem o tym, co zwia­stu­je­my.


Link: Dni Modlitw o Jed­ność Chrze­ści­jan 2023 | ks. Sem­ko Koro­za — YouTu­be


Co jakiś czas powra­ca idea stwo­rze­nia jed­ne­go Kościo­ła ewan­ge­lic­kie­go czy to w for­mie kon­sy­sto­rza, jak to było w daw­nych cza­sach, czy jakiejś innej posta­ci zacie­śnie­nia wewnątrz­e­wan­ge­lic­kich wię­zi. Czy ta idea jest bli­ska księ­dza ser­cu?

To jest pyta­nie do mnie jako refor­mo­wa­ne­go czy bisku­pa Kościo­ła refor­mo­wa­ne­go?

Myśli ksiądz, że jest koniecz­ność roz­dzie­le­nia hipo­sta­zji?

Na grun­cie praw­nym Kościo­ła nie ma na razie takich ten­den­cji, choć temat kil­ka­krot­nie wra­cał z róż­nych stron. Była nawet kon­cep­cja meto­dy­stycz­na stwo­rze­nia jed­ne­go Kościo­ła z trzech wyznań – rze­czo­nych meto­dy­stów, refor­mo­wa­nych i lute­ran – na bazie wspól­no­ty wokół Sto­łu Pań­skie­go i kazal­ni­cy. Jeśli cho­dzi o moje oso­bi­ste zda­nie to nie dostrze­gam nicze­go, co mia­ło­by mnie odwieźć od myśle­nia o unii.

A kon­kret­niej?

Myślę, że nasze Kościo­ły są mniej­szo­ścio­we choć w inny spo­sób, a w jed­no­ści siła, więc było­by to – w mojej oce­nie – pozy­tyw­ne. Myślę, że mamy sobie rów­nież coś do zapro­po­no­wa­nia teo­lo­gicz­nie, coś, co oby­dwa wyzna­nia lute­rań­skie i refor­mo­wa­ne, by ubo­ga­ci­ło. Więc dla­cze­go nie? Nie­mniej wszyst­ko opar­te jest o ofi­cjal­ne usta­le­nia, wyni­ka­ją­ce z pra­cy naszych syno­dów.



Gale­ria
Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.