Ewangelikalni w ekumenicznym rozkroku

10

Ruch ekumeniczny nie był zainicjowany przez Kościół Rzymskokatolicki, masonów, Żydów i cyklistów, ale przez Kościoły protestanckie, które szukały jedności między sobą. (proszę sprawdzić w Wikipedii) Fundamentalną zasadą tego ruchu NIE JEST szukanie tego co łączy, zapominając o tym co dzieli (co z lubością powtarzają krytycy, nie wiadomo tylko za kim), ale przykazanie Pana Jezusa Chrystusa, skierowane do swoich uczniów „aby byli jedno” i „nawzajem się miłowali”, bo tylko w ten sposób świat zobaczy, że jesteśmy Jego uczniami (proszę sprawdzić w ewangelii Jana).

Celem ruchu ekumenicznego jest więc JEDNOŚĆ CHRZEŚCIJAN (nie pogan, niewierzących, wyznawców różnych religii), co niekoniecznie musi oznaczać jedność organizacyjną w ramach jakiejś wspólnoty wyznaniowej. Rozumienie tej jedności jest bardzo różne u chrześcijan zaangażowanych w ruch ekumeniczny, ponieważ nie ma on decyzyjnej „centrali”. Nie jest nią Światowa Rada Kościołów ani Papieska Rada ds Popierania Jedności Chrześcijan, ani nawet Polska Rada Ekumeniczna. Ruch ekumeniczny wyrasta bowiem z oddolnego pragnienia chrześcijan z najróżniejszych wspólnot, aby dążyć do jedności między sobą, co jest przykazaniem Pańskim, a jako Jego uczniowie nie możemy przejść obok słów Ewangelii obojętnie.


Musimy więc przezwyciężyć nasze uprzedzenia i niechęć wobec chrześcijan, którzy różnią się od nas, bo chodzą do innego kościoła, inaczej wierzą (w kwestach drugorzędnych), mylą się i błądzą, a nawet i grzeszą (tak jak, zresztą i my), ale pomimo tego, nadal są chrześcijanami.


Napisałem powyżej tych kilka oczywistych zdań, ponieważ z chwilą wyboru na papieża arcybiskupa Jorge Mario Bergoglio, wielu moich ewangelikalnych braci, ma nadzieje na „ewangelicznego papieża”. Kardynał Bergoglio dał się bowiem poznać jako przyjaciel ewangelikalnych liderów w Argentynie, którzy dzisiaj przypominają o jego bliskiej im pobożność, jaką można było zaobserwować jeszcze w Buenos Aires.


Takie oczekiwania i nadzieje wywołują od razu histeryczne reakcje innych moich ewangelikalnych braci. Tych nastawionych bardziej fundamentalistycznie, którzy przypomnieli sobie przy tej okazji o ekumenizmie. Jednak ekumenizm przez nich kreowany jawi się jako diaboliczne zwiedzenie. Definiując go pokrętnie, wczytują w niego wszystkie swoje fobie (synkretyzm religijny, irenizm, pułapka Rzymu, wymysł jezuitów, itp).


Czytając różne fora internetowe mam wrażenie, że niektórym ewangelikalnym protestantom zależy jednak na „status quo” w Kościele Rzymskokatolickim, bo teraz bez ogródek można bić w niego jak w bęben. Co jednak zrobić z takimi, dobrze brzmiącymi w ewangelikalnym uchu, wypowiedziami papieża jak ta o centralnej pozycji Chrystusa w Kościele, którego to Chrystus jest najwyższym pasterzem? Albo „kto nie modli się do Boga, modli się do diabla”? Na szczęcie papież zaraz potem poszedł modlić się do jakiejś maryjnej bazyliki, więc jest się do czego przyczepić…


Obserwując i takie reakcje, widać gołym okiem, że nie mogą ścierpieć niektórzy, że i we wspólnocie rzymskokatolickiej Pan Jezus może ratować, zbawiać i dawać nowe życie. Smutna jest ta teologiczna i duchowa ciasnota.


pastor Adam Ciućka