Grzech nazwać grzechem

30

Antykoncepcja jest grzechem. Takie jest jasne i ostateczne stanowisko Kościoła katolickiego w kwestii sztucznych metod zapobiegania ciąży. I kwestionowanie tej prawdy przez duchownych, teologów, dziennikarzy czy świeckich katolików nie może zmienić tego elementu nauczania Kościoła.

Protest przeciwko papieskiemu nauczaniu w sprawie antykoncepcji trwa od momentu opublikowania przez Pawła VI encykliki „Humanae vitae”. Setki biskupów, duchownych, teologów i świeckich katolików nigdy nie zaakceptowało katolickiego nauczania w tej kwestii i otwarcie wypowiedziało posłuszeństwo papieżowi. A Paweł VI obawiając się schizmy odpuścił wyegzekwowanie tego, by – przynajmniej na katolickich uczelniach – kościelne nauczanie w tej kwestii nie było kwestionowane, ośmieszane, przedstawiane jako propozycja, a nie jako autorytatywne stanowisko Kościoła. I zatrute owoce tego zaniedbania, którego nie udało się naprawić ani Janowi Pawłowi II (mimo teologicznej rewolucji jaką wywołało nauczanie Karola Wojtyły w dziedzinie teologii małżeństwa), ani Benedyktowi XVI, zbierane są do chwili obecnej.


Księża, biskupi, świeccy teolodzy i dziennikarze (także ci podający się za katolickich) od wielu już lat niemal bez ustanku podkreślają, jak bardzo nie zgadzają się z nauczaniem „Humanae vitae”. Ich argumenty są zawsze takie same: miłosierdzie wobec trudnych wyborów ludzkich, zrozumienie dla potrzeb seksualnych oraz umożliwienie ograniczenia prokreacji. Uzasadnieniem na rzecz zmiany doktryny mają być także badania statystyczne, z których wynika, że katolicy stosują pigułkę czy prezerwatywy. Problem z tego typu argumentacjami polega tylko na tym, że nie dotykają one meritum. Z faktu, że katolicy nie rozumieją czy nie akceptują jakiegoś fragmentu nauczania Kościoła nie może wynikać jego zmiana. Gdyby tak było to szybko trzeba by przepisać katechizmy na nowo i we fragmentach dotyczących Niepokalanego Poczęcia, zamieścić dogmaty dotyczące dziewiczego macierzyństwa (obie te prawdy wary są chyba najczęściej mylone). Miłosierdzie czy zrozumienie dla ludzi (a dokładniej dla ich grzechów, bo o tym mowa) także nie może być powodem, dla którego zmienia się opartą na głębokiej biblijnej i filozoficznej refleksji katolickiej antropologii. Stosunek do antykoncepcji wypływa bowiem nie z zasad prawnych, ale z rozumienia ludzkiej miłości, której istotą jest odpowiedzialność za własne czyny, ale i pełna podmiotowość drugiej osoby (męża, żony), której nie wolno – nawet w imię szczytnych celów – uprzedmiotawiać.


Propagatorzy „zatrutych owoców” miłości bez odpowiedzialności powoli docierają również do Polski. Ostatnim przykładem takich zatrutych owoców jest publikacja jezuity o. Jacka Prusaka, który w „Tygodniku Powszechnym” próbuje przekonywać, że katolickie stanowisko w sprawie antykoncepcje nie jest czymś, czym katolicy powinni się specjalnie przejmować. Z faktu, że wielu (być może większość) katolików nie stosuje jednoznacznego nauczania kościelnego w życiu, wyprowadza zaś wniosek, że Stolica Apostolska powinna poważnie rozważyć zmianę swojego nauczania, tak, by nie stwarzać wrażenia, że tylko katolicy wierni nauczaniu papieży są moralni, a inni nie. „Czy jednak o tej, niemałej w końcu grupie małżeństw można mówić jak o katolikach drugiej kategorii?” –  „dramatycznie” pyta ojciec Prusak i odpowiada, że nie, bowiem „musi istnieć jakieś wyjście z obecnego impasu”.


Jak nietrudno się zgadnąć owo wyjście ma oznaczać zmianę nauczania katolickiego na akceptowalne z punktu widzenia liberalnego świata. Kościół powinien jak najszybciej zrezygnować z własnego stanowiska, uderzyć się w piersi i pokornie przeprosić za to, że ośmielił się sprzeciwiać wolnej ekspresji seksualnej. Jeśli tego nie zrobi okaże się nieroztropnym, nieduszpastereskim i pozbawionym miłosierdzia. Myśli takich ojciec Prusak oczywiście nie formułuje wprost, ale… widać je w tle jego rozważań, podkreślania konieczności brania pod uwagę skomplikowanych sytuacji moralnych, czy w podważaniu nieomylności papieskiej, która ma być uwiarygadniana przez badania socjologiczne.


Idąc dalej tym tropem należałoby w ogóle zrezygnować z nauczania, które nie odpowiada wiernym, a Magisterium Kościoła zastąpić Watykańskim Instytutem Badania Opinii Publicznej, który jasno określałby, które z dogmatów, prawd wiary czy zasad moralnych są akceptowalne, a które  nie. Ojciec Prusak zdaje się jednak zapominać, że wspólnoty chrześcijańskie, tak podchodzące do swojego nauczania już istnieją. Amerykańscy prezbiterianie, kongregacjonaliści, metodyści, anglikanie od dawna dyskutują na swoich kongregacjach generalnych nad tym, z czego jeszcze trzeba zrezygnować, by nie tracić wiernych. Rozwody – nie są już problemem od dawna (trzeba zresztą przyznać, że przynajmniej w przypadku niektórych wyznań, to właśnie one stały się podstawą ich powstania). Aborcja – zaakceptowana została w momencie, gdy zmienił się nastrój społeczny. „Małżeństwa homoseksualne”, ordynacja aktywnych homoseksualistów na biskupów czy księży – też została już (nie wszędzie) zaakceptowana. Powód nieodmiennie jest zaś ten sam: inne nauczanie nie podoba się wiernym…


Zyski (pozostając na płaszczyźnie czysto statystycznej) są jednak wątpliwe. Liberalne, odpuszczające swoim wiernym, wyznania tracą wiernych. Luteranie, episkopalianie, metodyści, kongregacjonaliści – chociaż zrobili już wszystko, by przypodobać się wiernym notują stały odpływ wiernych. A niemała część z byłych wiernych kościołów liberalnych przechodzi do wspólnot konserwatywnych, wiele wymagających od swoich wiernych. Rozwijają się liczbowo baptyści, zielonoświątkowcy, prawosławni i konserwatywni, tradycyjnie nastawieni katolicy.


Dla katolika jednak ważna jest jeszcze jedna kwestia. Rolą Kościoła jest nauczanie, jak osiągnąć życie wieczne. Grzech jest przeszkodą na naszej drodze do Boga. Jeśli więc nie zdefiniuje się jasno, co jest, a co nie jest grzechem może się łatwo okazać, że – wprawdzie szeroką drogą, i bez większych wyzwań – ostatecznie dojdzie się do piekła, a nie do nieba. Twarde nauczanie, jasne stanowisko, choć może irytować przyzwyczajonych do wygodnego życia współczesnych, ma pomagać w uniknięciu tej okrutnej możliwości. Duchowni, którzy odmawiają wiernym (w imię sprawiania im przyjemności czy nienarzucenia im trudnych wymagań) jasnego nauczania mogą więc przyczyniać się do wiecznego potępienia świeckich. I za to będą rozliczani na sądzie. Nie przez liberalno-postępowe media, ale przez Boga.


:: Ekumenizm.pl: Huragan i pole minowe – Humanae vitae ma 40 lat

komentarze

  • Taw

    Dobrze powiedziane. Kosciol ma strzec prawdy danej nam przez Pana, a nie ja zmieniac.

  • Dario

    Liberalne, odpuszczające swoim wiernym, wyznania tracą wiernych. Luteranie, episkopalianie, metodyści, kongregacjonaliści – chociaż zrobili już wszystko, by przypodobać się wiernym notują stały odpływ wiernych.

    Przepraszam, ale czegoś tutaj nie rozumiem: niby co odpuszczają luteranie swoim wiernym i niby jak mieliby nie odpuszczać/odpuszczać? Co oznacza dokładnie owo wszystko i dlaczego zagadnienie antykoncepcji wyśrubowane zostaje do rangi prawdy wiary rzymskokatolickiej na równi z dogmatem z 1864 r.? Czy przewrotnie nie można spytać, czy także i Kościół rzymskokatolicki, posługując się retoryką red. Terlikowskiego, nie zrobił już wszystkiego po Vaticanum II, aby przypodobać się swoim wiernym i, nie daj Boże, duchowi czasów?Stały odpływ wiernych? Cóż, to jest naprawdę fenomen na wskroś ekumeniczny – akurat katolicy nie odnotowują wszędzie wzrostu wiernych, a ewangelicy, episkopalianie, czy metodyści nie odnotowują wszędzie spadku.

  • tomo

    Darku, bo tez i nie wszedzie odpuszczaja. Kosciol katolicki tez niestety w wielu miejscach odpuszcza, i tak sie jakos sklada, ze zazwyczaj tam traci. Podobnie jak protestanci.

    Pozdrawiam

  • hharald

    „Grzech nazwać grzechem”! Ale gdy chodzi o zakazane przez kanon 277 Kodeksy Parwa Kanonicznego kopulacje – to kler katolicki twierdzi „jesteśmy przecież tylko ludźmi”, a gdy mowa o pedofilnych i homoseksualnych zarzutach, winach sprzecznych z przytoczonym kanonem i z „prawem naturalnym” – to ONI też są tylko ludźmi! Normalny człowiek nie jest pedofilem, choć bywa homoskiem…

    Jakież to śliczne rozumienie „grzechu”! „Grzecha” ma zawsze prostak – baran czy owieczka, ale nigdy ubogacony „wlaniem” sami-wiecie-czego – kapłan…

    Takie-ci, panie, postawy moralności indyferentnej, permisywistycznej i nihilistycznej zarazem panującej wśród „pasterzy”.

    Vivat poetyckie encykliki traktujące o okrutnych praktykach odbierania zdrowia albo zgoła życia matce opiekującej się niekiedy wieloma dziećmi i mężem – w imię uzurpowanego prawa do istnienia kilku komórek, których tenże kościół nie pochowa, nie ochrzci i w ogóle pomija.


    harald

  • Dario

    Nie sądzę, że z powodu „odpuszczania” antykoncepcji Kościół luterański „traci”? A skoro i KRK traci, to po diabła wypominać innym, że tracą? Po co wskazywać palcem? Myślę, że gdybyśmy się tak zaczęli licytować kto ile razy ma powodów na wytykanie palcem proporcje byłyby zasmucające i chyba miałbym wiele powodów do radości, bynajmniej nie Schadenfreude. Nie rozumiem też epatowania antykoncepcją i dogmatyzowania jej, przy czym rozumiem intencję autorów Humanae vitae.

  • Sophie

    Sama HV jest już odpuszczeniem – bo zezwala na stosowanie metod planowania ciąży odwołując się „tylko” do sumienia wiernych. W rezultacie osoby, które nie mają problemów z obserwacją a mogliby mieć więcej dzieci potrafią odkładać to poczęcie na lat kilka lub kilkanaście po ślubie. Może powinniśmy wrócić do Castii Canubii? Ona przynajmniej stawiała sprawę jasno i nie usypiała sumień mierzeniem temperatury.

    Takoż samo zgrozę wywołują doniesienia o unieważnieniach małżeństw. Kiedyś papież nie zgodził się na unieważnienie pewnego małżeństwa (też mającego podstawy do unieważnienia) nie zważając na to, że traci cały kraj wiernych a teraz sądy biskupie potrafią taśmowo niemalże takie unieważnienia wydawać.

  • gosc

    mam wrazenie, ze red. Terlikowski probuje zainsynuowac Kosciolom protestanckim (w tym ewangelicko-augsbrskiemu), ze wrecz przestaly nauczac o godnosci i waznosci malzenstwa. Nie wiem, jak jest w innych Kosciolach, ale ja w KEA tego nie widze. Przynajmniej w Polsce. Pan Terlikowski chyba rzuca slowa na wiatr.

  • Dario

    Domyślam się, że o Heńka VIII chodzi. Jakoś papież nie miał oporów z udzielaniem dyspensy królowi na małżeństwo z córką „królów katolickich” Katarzyną Aragońską, poprzednio żoną zmarłego brata Henryka. Opory miał natomiast papież Klemens w stwierdzeniu nieważności małżeństwa, gdyż Katarzyna była ciotką Karola V, który złupił Rzym i więził przez jakiś czas papieża. Brak zgody na stwierdzenie nieważności to była czysta polityka papieża uwikłanego raz w wojenki, raz w sojusze z Gizewiuszami, Habsburgami i całymi tabunami włoskich rodów.

  • vibhisana

    Pan Redaktor napisał:”Antykoncepcja jest grzechem. Takie jest jasne i ostateczne stanowisko Kościoła katolickiego w kwestii sztucznych metod zapobiegania ciąży.”

    Mam pytanko do przenikliwego jak Duch Święty Redaktorka. A co z naturalnymi metodami antykoncepcji? Nie miałeś Pan nigdy wątpliwości? Może jednak grzeszą również Ci co stosują kalendarzyk? W końcu chyba tez bronią się przed niechcianą ciążą? A może jest tak, że każdy kto chce się kochac ze swoją kobietą, a nie myśli o poczęciu dziecka, grzeszy? W naszym społeczeństwie „wielkomordych” teoretyków wielu(niektórzy byli nawet ministrami). A gdzie praktycy, którzy by pokazali swoje szczęśliwe zycie wogóle bez antykoncepcji(np z 15-tką dzieci)? Proszę o znane nazwiska Panie Redaktorze!

  • tomo

    Nie ma nic takiego, jak naturalna antykoncepcja. Jest rozpoznanie własnej cielesności. To po pierwsze. A po drugie, jeśli ktoś traktuje NPR jako metodę „zabezpieczania się”, jeśli nie chce mieć dzieci i jej odrzuca, jeśli traktuje je jak „antykoncepcję” – to oczywiście może się zdarzyć, że grzeszy.

    Pozdrawiam

  • Sophie

    Najwyraźniej moje sumienie ma inną wrażliwość – gdyż dla mnie para, która jest już na starcie bardzo dobrze sytuowana materialnie ale stosuje NPR i przy jego pomocy „odkłada” poczęcie przez 5 lat, żeby sobie „pożyć” grzeszy bardziej niż małżeństwo, które po urodzeniu trójki dzieci decyduje się na prezerwatywy bo żona z powodu schorzeń kardiologicznych przyjmuje leki, które po pierwsze zaburzają jej objawy „cielesności” a po drugie prowadzą do poronienia (para może nawet nie wiedzieć, ze zaszła i poroniła ale obawia się skazywać poczęte dziecko na nieuchronną śmierć). Tyle, że w obecnym stanie ta pierwsza para chodzi sobie do kościoła z podniesioną głową i zadowolona z siebie przystępuje do Komunii (poprzestając na jednym „odkładanym” dziecku i „odkładając” kolejne na czas już w tej chwili wieczny, bo to pierwsze jest „takie męczące”) a ta druga przeżywa wyrzuty sumienia a do Komunii przystępuje od wielkiego święta po spowiedzi, która naraża wrażliwych spowiedników na wątpliwości co do papieskiego nauczania o obiektywnym złu prezerwatyw.

  • tomo

    Nie wiem, która grzeszy bardziej, ale zgadzam się, że obie grzeszą. problem jest tylko taki, że nawet gdyby Kościół zmienił swoje nauczenia to i tak obie, by grzeszyły. A do tego Kościół zdradziłby biblijną antropologię.

    Pozdrawiam

  • gosc

     Nie zgadzam się pod żadnym względem z tym, co autor artykułu pt.: „GRZECH NAZWAC GRZECHEM“ zarzuca, cytuję:

    „Ostatnim przykładem takich zatrutych owoców jest publikacja jezuity o. Jacka Prusaka, który w „Tygodniku Powszechnym” próbuje przekonywać, że katolickie stanowisko w sprawie antykoncepcje nie jest czymś, czym katolicy powinni się specjalnie przejmować.“

    Niezmiernie dziwię się, jak tak można posądzać, bądź co bądź w tej sprawie, wiekszego fachowca, bo teologa będąc samemu tylko filozofem… 🙂

    Tu prosze, poinformować sie samemu, czy to umie tam ktoś wyczytać: w sprawie antykoncepcje nie jest czymś, czym katolicy powinni się specjalnie przejmować.“

    http://tygodnik.onet.pl/32,0,12363,artykul.html

  • Efapax

    A ja zastanawiam sie tak miedzy mna a mna, czemu wiekszosc redaktorow za wszelka cene chca pokazac, ze „znaja sie na wszystkim”…
    Temat antykoncepcji – redaktor smazy artykul, zagadnienia genetyczne czy bio-etyczne – ten sam redaktor smazy artykul, geneza konfliktu izraelsko-palestynskiego – redaktor oczywiscie pisze artykul, zagadnienia z dogmatyki – redaktor jak najbardziej znow wydala artykul.
    Pytam sie – kto im dal mandat wypowiadania sie jako „prawda absolutna”…? Czy tylko dlatego, ze umieja (w miare poprawnie) pisac…?
    Efapax

  • marcin serafin

    zakaz sztucznej antykoncepcji nie należy do prawd wiary.


    http://www.anglikanizm.blogspot.com/
    sonda, zapraszam do głosowania!
    THE TRUTH SHALL MAKE YOU FREE!

  • swalek

       Grzech trzeba nazwać grzechem. Ale najgorsze jest uparte trwanie w grzechu. Dlatego najwyższy czas by KRK wyznał że się pomylił i nie robił dalej szopki która nie bawi już chyba nikogo.

       Największym wrogiem prawdy jest ideologia. W tym przypadku dla papistów Papież musi mieć rację i koniec! Choćby twierdził że słońce nie istnieje a wcielenie Boga to żaba w watykańskiej sadzawce…


    swalek

  • gosc

    Ostatnio Papież powiedział że zupa jest przesolona – jakoś w to nie wierzę! Czy ty człowieku wiesz co piszesz? Nieomylność Papieża nie zamyka się w jego ogólnej nieomylności, a jedynie w dziedzinie wiary i moralności!!!!

  • swalek

    noooo…… ale ta zupa naprawdę była przesolona!  😉

    A tak na poważnie to mówimy o wierze. Ty wierzysz że Papież jest nieomylny w  zakresie wiary i moralności, a ja twierdzę że jak najbardziej  jest omylny i błądzi. Zwłaszcza jak robi coś wbrew kolegium własnych biskupów. Dowodem są (przepraszam za dosadność) bzdety z HV.

    Sam fakt założenia np „gumki” nie ma z moralnością nic wspólnego. Takie są fakty… A ty masz prawo twierdzić inaczej – nie masz prawa narzucać tego innym. ( a katolicy to lubią – przecież zawsze mają rację – bo Papa jest nieomylny….)

    Życzę zdrowia!


    swalek

  • Rafa39

    Sytuacja, gdy z powodu kłopotów zdrowotnych, nie możliwe jest stosowanie naturalnej metody regulacji poczęć, według mnie, dotyczyć może ledwie kilku procent katolików.
    W takich sytuacjach spotkałem się z ciekawą interpretacją nauki płynącej z Humanae vitae u nie których spowiedników.
    Najczęściej wtedy „biorą ten grzech na siebie” i w zależności od wrażliwości, czy też wyrobienia intelektualnego penitentów, tłumaczą, że mogą wtedy używać prezerwatywy itp. ale dodają, że powinni współżyć z sobą tylko w tedy, kiedy w normalnych warunkach zdrowotnych przypadały by dni bezpłodne.
    Karkołomne? Może i tak, ale penitent odchodzi w tedy z przekonaniem, że sumienie ma czyste. A z punktu widzenia kapłana, zdolne do działania a nie obarczone permanentną winą. Napisałem tu o pewnej praktyce dotyczącej kilku procent katolików a nie o wykładni nauczania KRK 🙂
    A co do odkładania w nieskończoność momentu poczęcia dziecka przez małżonków, którzy na starcie dobrze sytuowani …. 🙂 🙂 Uśmiecham się dlatego ponieważ, to mógł napisać tylko ktoś, kto nie był dostatecznie blisko ludzi, którzy żyją nauką płynącą z Humanae vitae. Przyjęcie z wiarą tej nauki i życie nią, zmienia mentalność ludzi na tyle, że powoduje to iż, zaczynają inaczej patrzeć na wartość życia, na swoją płodność i na swoje miejsce w Kościele… . Można to chyba porównać do modlitwy i wartości, które niesie, bo przecież życie może być modlitwą 🙂
    Dlatego obnoszenie się i przyjmowanie postawy wyższości ze względu na stosowaniem NPR w kontekście Humanae vitae, to po prostu grzech pychy, który wkrada się wszędzie i w różne dziedziny życia ale nie jest normą.
    Co do „odpuszczania” o którym pisał Pan Tomek, to mam podobne spostrzeżenia…
    Czym mniej zaczynamy od siebie wymagać, my jako Kościół, czyli naukę moralną nadmiernie „dopasowujemy” do otaczającego świata, tym bardziej tracimy i to dotyczy wszystkich kościołów…


    Rafał Ściegienny

  • vibhisana

    Sprawa seksu i antykoncepcji jest przykładem złego zakłamanego zdulszczałego języka w Kościele. Znam filozofie i religie,które w tym wypadku nie owijają w bawełnę. Mówią: „…seks realizowany tylko dla przyjemności wikła nas w przywiązanie do materialnej koncepcji samych siebie…”. To jest największe zagrożenie dla transcendentalisty czy osoby religijnej, bo grozi nam przegrana pod koniec życia. Wystarczy to wiedzieć i właściwa ocena swojego postępowania wyjdzie jak dobrze opanowany rachunek. Te gradacje dotyczące kalendarzyka czy prezerwatywy może i pomocne, ale wpół drogi. Wazne jest by jasno pokazywać cel tych działań. 

  • ELL

    Tak dlaczego nie nazwać grzechiem,na przykład,przymusowy celibat w KRK?Wg mnie to jest hajlepsza antykoncepcja :)! Kto może policzyć,ile jest nienarodzonych dzieci z powodu zachowania narzucanego trybu życia (wbrew przepisom Boga,Biblii)?

    A co do „grzechu zastosowania prezerwatywy”,chciałabym jeszcze raz podkreślić ten fakt:
    Pierwszy wypadek HIV był zafiksowany w 1978r.”Humanae Vitae” zjawiła się w 1968r.Co znaczy,że ten dokument Paweł VI promulgował w warunkach,gdy świat jeszcze nie znał HIVu.Ze wzgłędu na problem HIVu i zgodnie z realiami HIV w świecie współczesnym ten dokument warto i trzeba ponownie rozpatszyć.
    Kiedy już przyszedł czas,gdy nawet gorliwy katolik i porządny małżonek nie może mieć pełnej pewności,że nie zarazi się AIDS w zwykłym gabinecie stomatologicznym albo przy operacjach i zabiegach chirurgicznych (bo AIDS zaraża się przez krew!)- to o czym w ogóle jeszcze można mówić,omawiając „Humanae Vitae”- tę fikcję i „nieporozumienie” Kościoła współczesnego?????

  • gosc

    A dziękuję za życzenia! Zdrowia nigdy za dużo!:) Temat jak morze, więc go tu nie rozłupiemy. Ale na pewno nie narzucam swojego zdania innym, tylko przybliżam prawidłowe rozumienie pewnych spraw. Możesz nie akceptować, ale należy wiedzieć czego! Zupa była tylko przykładem:) Moralność…to zlepek wielu cech wrodzonych i nabytych. A więc u wielu jest inna! Pozdrawiam.

  • hharald

    Dureń. Zgadnij – kto, kotku?

    Dziennikarz zna się na wszystkim – a jak się nie zna, to się zaznajomi w try-miga. W odróżnieniu od innych zawodów dziennikarstwo wymaga elastyczności intelektualnej, a nie dumy z posiadania wąskiej wiedzy czy umiejętności, niechby i perfekcyjnej w swoim rodzaju.

    Mnie zdumiewa natomiast wielka zwykle liczba diszkutantów w kwestiach Humanae vitae: wszyscy się znają na organach rodnych! I to ginekologicznie i położniczo zarazem! I z jakim znawstwem się wypowiadają! Najwyraźniej ubogaceni – nic innego, bo i skąd by wiedzieli z tak niezachwianą pewnością!?


    harald

  • hharald

    Tomo nie rzuca słów, ale coś innego….. :-)))))


    harald

  • hharald

    No, pogratulować koncepcji! W świetle tego – najlepszym sposobem antykoncepcji jest – onanizm, czyż nie!? Metoda całkowicie naturalna, nieprawdaż, skuteczna w równym stopniu co zakaz kopulacji*), a przy tym nie prowadząca do odchyłek psychicznych!!!

     

    ———————-

    *) Kanon 277 Kodeksu Prawa Kanonicznego stamnowi, że kapłanów obowiązuje „wstrzemięźliwość doskonała”, w związku z czym są zobowiązani do celibatu – czyli bezżeństwa (nie wchodzenia w związki małżeńskie). Celibat nie oznacza zakazu kopulacji, lecz zakaz wdawania się kapłana w związki formalno-prawne z kobietą!


    harald

  • Efapax

    hharald?

  • Efapax

    Wiedzialem, ELL, nie wiem skad, ale wiedzialem, ze cos o celibacie palniesz na pewno. he he he he he he

  • ELL

    No i dobrze,że „wiedziałeś”. „He he he he he he he” 😛
    Wg mnie,całe zło w KRK jest od tego celibatu.Rodzina,zdrowa rodzina to jest porządek,zdrowie,spokój…Same życie.A gdy człowiek jest sam -to zawsze obok ma samotność,tęsknotę,choroby,różnego rodzaju perwersje i nawet patologię…Nikt nie musi być sam.