Kościelne partyjniactwo kwitnie nie tylko w Toruniu

6

Przedstawiciele Kościołów i wspólnot religijnych, wypowiadający się na tematy polityczne lub działający na pograniczu religii i propartyjnej polityki, często zachowują się jak jednoosobowe urzędy nauczycielskie apelujące o głosowanie za taką czy inną opcją polityczną. W takiej sytuacji dochodzi do niebezpiecznego pomieszania porządków – powiązania partyjnej agendy z Ewangelią pod płaszczykiem społecznego zaangażowania chrześcijan.

Misją Kościoła/ów jest głoszenie Ewangelii. To proste zdanie zawiera wiele różnych implikacji, w tym społeczne. Kościół nie może odwracać się od aktualnych problemów społecznych, może i powinien zabierać głos w debatach publicznych, nie popadając jednak w społeczno-polityczny aktywizm, który mógłby sprawić wrażenie, że Kościół jest obok partii, związków zawodowych i stowarzyszeń instytucją-stroną, służącą do realizacji jakiegoś programu z agendy aktualnego sporu politycznego. Więcej, istnieje niebezpieczeństwo, że Kościół zacznie być postrzegany jako grupa interesów, a nie wspólnota wiary, że zacznie być odrzucany przez sam fakt partyjnego uwikłania, który odbije/a się czkawką w innych Kościołach.


Nie jest zadaniem żadnego Kościoła – jeśli chce rzeczywiście pozostać Kościołem – opowiadanie się za jakąkolwiek opcją polityczną. To, co wolno stowarzyszeniom i/lub czasopismom nie wypada czynić Kościołom. U końca tej kampanii pojawiają się jednak nerwowe odezwy i przemowy, uroczyste zaklinacze w formie apeli. Szkoda, że zabrakło – nie po raz pierwszy – wspólnego, ekumenicznego apelu Kościołów chrześcijańskich, aby Polacy w ogóle zechcieli pójść do urn. Jak zwykle zawiodły oficjalne czynniki Kościołów mniejszościowych, Polska Rada Ekumeniczna, pozbawiona pomysłu na samą siebie, i Kościół większościowy, który od dawna nie poczuwa się do ekumenicznej odpowiedzialności i inicjowania ważnych działań prospołecznych. Zamiast tego mamy wymachiwanie partyjną szabelką sfrustrowanych konwentykli, mamy kościelne partyjniactwo (kojarzone dotychczas z toruńską rozgłośnią), czasami nawet posunięte do granic absurdu i płomiennych apeli, w których zawłaszczenie języka, patriotyzmu i wiary wydaje się czymś oczywistym.

komentarze

  • Halina2

    Podpisuję się. To ważny i wyważony głos. Liczyć w tej sprawie na PRE do czekać na Godota.


    Halina Mazur

  • sniemiec

    Są Kościoły i wspólnoty w Polsce, które za każdym razem na 3 miesiące przed
    wyborami przypominają swoim duchownym o całkowitym zakazie wypowiadania się w
    kwestiach wyborczych.


    Christiana Sum, Deo Gratias

  • adam

    Amen

  • pawile

    Pastor Chojecki z Lublina od dłuższego już czasu bardzo aktywnie popiera tylko jedną partię polityczną -PiS. Wykorzystując swój autorytet duchowy angażuje cały swój Kościół w aktywne działania skierowane przeciw przeciwnikom politycznym. Wyraża się to m.in. uczestniczeniem u boku kibiców piłkarskich w protestach podczas wizyty premiera w Lublinie. Oburzony tym artykułem pastor Chojecki wyraził swe poglądy w portalu Salon24, na którym skutecznie zbanował i ocenzurował mających inne zdanie protestantów ewangelicznych. Pastor powołuje się w swej wypowiedzi na przykład D. Bonnhofera, który w nazistowski Niemczech postulował odłączenie się chrześcijan od wspierającego nazistów Kościoła protestanckiego, za co był prześladowany i zamordowany. Nasz pastor zapomina jednak, że Bonnhofer nalegał na całkowite uniezależnienie Kościoła od polityki, a w przypadku dojścia do władzy Kaczyńskiego, pastor Chojecki ze swym zborem znalazłby się dokładnie na tej samej pozycji wspierania władzy, jaką miał Kościół luterański wobec nazistów. Dlatego uważam, że pastor Chojecki, albo powinien zostawić politykę i zająć głoszeniem Ewangelii, albo przestać być pastorem i zająć się wyłącznie polityką, zgodnie z zasadą, że co boskie Bogu, a co cesarskie cesarzowi. Zajmowanie się oboma tymi dziedzinami przypomina mi ajatollahów z Iranu, a nie chrześcijańskich pastorów.


    pawile

  • Marcin W.

    Postawa Pawła Chojeckiego coraz mniej mi się podoba. Mam coraz więcej zastrzeżeń do tego, co robi i co mówi – zarówno on sam jak i Kościół Nowego Przymierza. Uważam, że jest zasadnicza różnica między byciem Kościołem a byciem klubem politycznym – a to się w Lublinie zmieszało tak, że w zasadzie trudno odróżnić! Polityka – jak się zdaje – całkowicie zdominowała ich życie. Na blogu ich pisma szukam jakichś wątków duchowych i… nie udało mi się ich znaleźć! 🙁 Uważam, że robienie polityki pod szyldem Kościoła jest nie tylko nie w porządku… jest wciąganiem Boga w rozgrywki polityczne! Agitacja za konkretną partią jest… UGH! Brak mi słów! Jest to nieetyczne i niezgodne z podstawowymi zasadami protestanckimi!

  • Greg1

    Duchowni mają głosić Dobrą Nowinę o Jezusie i Jego Nauce. Jeżeli będą dobrze
    wypełniać swą misję to ludzie sami będą głosować na takich kandydatów lub partie,
    których programy są zgodne z naukami Zbawiciela. Ludzie sami do tego dojdą we
    własnym sumieniu. Jeżeli kapłan przed wyborami zaczyna grzmieć że należy głosować
    konkretnie na taką a nie inna partię lub na takiego a nie innego kandydata to
    oznacza że jego nauczanie jest nic nie warte a on jako kapłan poniósł klęskę.
    Niestety mamy duchownych i to nawet wyższej rangi, którzy zachowują się tak jakby
    byli członkami konkretnych partii.