Metoda krzyży dokonanych

14

W Stalowej Woli zwołano na dziś nadzwyczajną sesję Rady Miejskiej. Prawicowi radni chcą, aby prezydent miasta przestał protestować przeciwko zajęciu przez Kościół katolicki jednej z miejskich działek.

Poprzednie władze Stalowej Woli miały jakoby obiecać rzymskokatolickiej diecezji, darowiznę gruntu na nowo wybudowanym osiedlu. Obecna rada pojęła uchwałę o zmianie planu zagospodarowania przestrzennego, tak aby na miejskiej działce można było zbudować kościół. Uchylił ją jednak sąd administracyjny.

Kiedy na początku lutego w lokalnej gazecie ukazała się informacja, że teren będzie przeznaczony pod zabudowę mieszkaniową, bp Edward Frankowski zorganizował drogę krzyżową, a w jej trakcie postawiono na miejskiej działce drewniany krzyż. Biskup powiedział wówczas, że w ten sposób przypomina władzom Stalowej Woli, że plac ten został już poświęcony i może być przeznaczony wyłącznie na budowę kościoła.


Sprawa gości w mediach od pewnego czasu. Prasa śledzi kolejne posunięcia obu stron. Najpierw list biskupów stwierdzający w związku ze słynnym wyrokiem ze Strasbourga, że do ataków na Krzyż dochodzi nie tylko poza granicami, ale również w Polsce. Następnie pozew prezydenta miasta w związku z bezprawnym zajęciem gruntu. Tymczasem biskupi apelują do wiernych o protesty, podpierając się autorytetem Jana Pawła II i jego słynnym zdaniem „Brońcie Krzyża…”. Z kolei Prezydent Stalowej Woli ogłasza, że to prymitywne granie na uczuciach prostych ludzi. I znowu biskupi wzywają wiernych do wspólnej modlitwy w intencji pozostawienia krzyża na stalowowolskim osiedlu.


I gdzieś w tym zamieszaniu, w tej zaciekłej walce ginie ten podstawowy szczegół – o co ta walka? O Krzyż, czy o krzyż? Ach, rzeczywiście – nie o Krzyż przecież chodzi, a o grunt. O ziemię, którą miasto nieoficjalnie obiecało oddać za darmo Kościołowi Rzymskokatolickiemu, a której jednak nie oddało. Dlatego stanął tam krzyż. Tu nie jest on Krzyżem, symbolem Męki i Śmierci Jezusa – to tylko krzyż, oręż, którym biskupi chcą wywalczyć działkę na kościół, zgodnie z zasadą: „Nie dali nam? Nie szkodzi, postawimy krzyż i będziemy go bronić do upadłego. Aż dadzą.”


Sprawa w Stalowej Woli to nie atak na Krzyż. To przepychanka o majątek, jakich wiele w sądach czy między sąsiadami. To, co szczególnie zadziwia i oburza w tej konkretnej sprawie, to fakt że można użyć symbolu Krzyża dla własnych, błahych interesów i jeszcze mieć czelność tytułować się Jego obrońcą.