Międzyreligijne pitu pitu

6

Asyż w Krakowie – to kolejna z cyklu wielkich, kosztownych, i nikomu niepotrzebnych (poza organizatorami) imprez międzyreligijnych. Spotykają się na nich specjaliści od dialogu (a niekiedy ma to dla ich tożsamości większe znaczenie niż religia, jaką wyznają), którzy godzinami przekonują siebie, jak ważne jest to, co robią, i jak fundamentalne znaczenie dla pokoju (tolerancji, życia, sprawiedliwości – niepotrzebne skreślić) ma ich spotkanie. A przy okazji ogrzewają się w świetle kamer i spotykają w swoim gronie.

I wcale nie chodzi to, że mam coś przeciwko takim spotkaniom. Nie mam. Ale mają one sens, gdy są rzeczywiście dialogiem, gdy podejmuje się na nich kwestie ważne dla wyznawców różnych religii, także wtedy gdy są one trudne. A w Krakowie (i gdzie indziej także) zwyczajnie się tego nie robi. Z muzułmanami nie rozmawia się o tym, że ich współbracia w wierze mordują i prześladują chrześcijan (w Arabii Saudyjskiej, Sudanie, Egipcie itd.), a ich religia wciąż karze (i na nic zdają się zapewnienia islamskich dialogistów, że tak nie jest, bo są ofiary) konwersję na chrześcijaństwo śmiercią. Nie zadaje się także pytania o to, czy i kiedy w Arabii Saudyjskiej (której król jest jednym z liderów dialogu międzyreligijnego) wydana zostanie zgoda na budowę kościoła, i kiedy przestanie się karać więzieniem za noszenie krzyżyka czy wspólne czytanie Pisma Świętego. Takie pytania nie padają. Zamiast tego chrześcijanie biją się w piersi za nieodpowiednie traktowanie muzułmanów w Europie…


Podczas rozmów z protestantami, Żydami czy buddystami opowiada się o wspólnej walce o życie…, oczywiście skazanych na karę śmierci (co w Europie nie jest problemem). Ale milczy się o tym, że tak współczesne wyznania żydowskie (w zasadzie wszystkie – poza ultraortodoksami) i zdecydowana większość wyznań protestanckich (poza ewangelikałami i zielonoświątkowcami) nie tylko opowiada się za zabijaniem nienarodzonych, ale aktywnie uczestniczy w promowaniu aborcji, jako prawa kobiety. A wszystko po to, by nie psuć atmosfery i by nie postawić mocnego pytania, czy rzeczywiście wyznawcy różnych religii są po tej samej stronie w starciu cywilizacji życia z antykulturą śmierci.


Podobna „dyskrecja” otacza również kwestie doktrynalne. Czy gdy buddysta mówi, że modli się do Prawdy, a chrześcijanin, że do Boga – to rzeczywiście modlą się do tej samej Rzeczywistości? Czy przyzywanie przez hinduistów i buddystów za pomocą stosownych mantr czy wezwań sił duchowych, nie jest wchodzeniem w przestrzeń demoniczną (a Ojcowie Kościoła, jak się zdaje, mieli taki właśnie stosunek do kultu bogów greckich i rzymskich), która może być bardzo niebezpieczne dla życia duchowego? A do kogo modli się szintoista, akceptujący istnienie wielu bóstw? Czy Allah to rzeczywiście ten sam Bóg (choć inaczej ujmowany), w którego wierzą chrześcijanie? Czy modlitwa chrześcijanina i mantrowanie buddysty – to czynność analogiczna? Jeśli te – fundamentalne dla religii – pytania pomija się, żeby były miło, to trudno mówić nie tylko o dialogu, ale nawet o zwyczajnym spotkaniu i rozmowie.


:: Ekumenizm.pl: Herezja „dialogu międzyreligijnego”

komentarze

  • szufnar

    Pan T. – poetyka ta sama, co zwykle… ot, takie terlikowskie pitu pitu. Jak Pan wiesz, że te spotkania są jakie są, to po co Pan zadajesz trudne pytania? Myśli Pan, że ktoś Pana posłucha? No, pewno nie hierarchowie. Oni nie lubią jak ktoś jest bardziej papieski, od papieża 😉


    szufnar

  • protestancik

    i zdecydowana większość wyznań protestanckich (poza ewangelikałami i zielonoświątkowcami) nie tylko opowiada się za zabijaniem nienarodzonych, ale aktywnie uczestniczy w promowaniu aborcji, jako prawa kobiety.

    Z tego, co mi wiadomo, większość wyznań protestanckich nie opowiada się wcale za aborcją, gdyż większość protestantów to właśnie ci ewangelikałowie i zielonoświątkowcy, których umieścił Pan w nawiasie. No chyba, że perspektywę protestantyzmu zawężamy do jego dosyć wąskiej europejsko-kontynentalno-skandynawsko-uniwersytecko-liberalnej perspektywy. I nie mówię tu (Boże zachowaj!) o wszystkich wyznaniach pierwszej reformacji. Kościoły przyjmujące teologię konserwatywną, jak Synod Missouri, czy wręcz ewangelikalną, jak wielu amerykańskich prezbiterian (a więc kalwinistów) – w Polsce np. http://www.kalwini.pl – Konfederacja Ewangelicznych Kościołów Reformowanych – są tak samo przeciwne liberalnym wypaczeniom, co wyznania ewangelikalne drugiej reformacji, czy zielonoświątkowe. A razem z nimi wzięte, stanowią większość współczesnych wyznań protestanckich. A zatem skąd taka Pańska ocena protestantyzmu? Wyznania konserwatywne, choć liczne, bardzo często nie są, w przeciwieństwie do wyznań liberalnych, na salonach, szczególnie tych naszych – europejskich. A szkoda, bo może lepsza przyszłość czekałaby protestantyzm na naszym kontynencie, gdyby zapomniał o, pożal się Boże, teologii Schleiermachera, przestał ją modyfikować, wrócił do źródeł, a rozważania na jej temat ograniczył do przedmiotu: HISTORIA teologii chrześcijańskiej i pokrewnych inicjatyw naukowych.


    + S O L I + D E O + G L O R I A +

  • Krzysztof_P

    „zdecydowana większość wyznań protestanckich (poza ewangelikałami i zielonoświątkowcami) nie tylko opowiada się za zabijaniem nienarodzonych, ale aktywnie uczestniczy w promowaniu aborcji, jako prawa kobiety”

    W ramach nawoływania do szczerego dialogu oblejmy się pomyjami. Po części odpowiedział już mój poprzednik, że jeśli chodzi o sumaryczną liczbę wyznawców, to zielonoświątkowcy i ewangelikałowie dominują, a pod względem liczby Kościołów to już na pewno. Ale choćby Kościół Anglii odniósł się do aborcji po raz ostatni w 1980 roku, a więc oficjalne stanowisko na dzień dzisiejszy jest taki, że aborcja to moralne wielkie zło. ELCA, jak i większość Kościołów „protestantów głównego nurtu” w USA, może i jest przeciwny prawnym ograniczeniom aborcji, ale na pewno jej nie popiera, ani nie promuje – uznaje ją za „marnowanie życia, które jest Bożym stworzeniem”. Postawę zdecydowanie pro-choice wyraża chyba jedynie Kościół Episkopalny i UCC. W 1994 EKD przyłączyło się do „Tygodnia dla życia” organizowanego od 1991 przez Kościół katolicki. W 2002 prezes rady EKD opowiedział się za prawną ochroną embrionu od jegopoczątku. Tegoż roku biskup Ewangelickiego Kościoła Berlina i Brandenburgii powiedział „nie możemy milczeć wobec 160 000 aborcji dokonywanych co roku”, a w 2004 prezes synodu Kościoł Saksonii porównała aborcję do holocaustu – co w niemieckiej sytuacji jest porównaniem mocnym. Konserwatywne Kościoły ewangelickie i anglikańskie posiadają wielu wiernych w Afryce i Azji, Kościoły ewangelickie środkowo-wschodniej i wschodniej europy też nie należą do szczególnie liberalnych.

    Konkludując, czarna wizja przedstawiana przez Redaktora jest nie do końca prawdziwa. No, chyba, że wziąć pod uwagę poparcie dla metody in vitro – która przecież jest „kryptoaborcją”.

  • miguelm75

    czasami zastanawiam się, po co pan Tomasz Terlikowski się odzywa (w tym wypadku pisze).

    mam wrażenie, że w tym wypadku wyłącznie po to, żeby mieć pretekst do milionowej wypowiedzi ex cathedra na temat aborcji i wyższości katolicyzmu nad innymi wyznaniami chrześcijańskimi tudzież innymi religiami. bo przykro mi, ale nie zauważyłem innego sensownego powodu wynikającego z jego wypowiedzi.

    ale cóż, jest naczelnym ekumenizm.pl, więc może pisać, kiedy chce i co chce. pytanie tylko, czy zawsze jest sens pisać.

  • Bergoglio

    Dochodzę do wniosku po latach, że ten cały ekumenizm to psu na budę!!!
    po co działać na rzecz czegoś co nie ma sensu?

  • gosc

    PITU-PITU obojętnie jakie:- międzyreligijne, czy kabaretu, bądź też towarzyskie,
    najlepiej jest udane, gdy brazylijskim ORIGINAL – PITU „zakropione“…

    Pod różnymi aspektami można sie przypatrywać jednemu (od PITU PITU) i temu drugiemu (od herezji DIALOGU) artykułowi, ściśle powiązanych tematyką i „marszrutą“ w tym samym kierunku…
    Różnica tylko w tym, że ten drugi mocniej i obszerniej zabrał sie do rzeczy (raz tylko przygadał pierwszemu)
    Aż podziw bierze, że taki zgodny i udanie występ… Tylko jakoś „dziwacznie“ go odbieram…
    i czekam, co inni powiedzą ( jak dotąd, to co przeczytałem, przyklaskuję im, dobrze…)
    Przypuszczam, że jeszcze tu „wdepnę“…