Polska Rada Polityczna

9

Upolitycznienie przestrzeni kościelnej jest nie tylko problemem Kościoła rzymskokatolickiego. Doskonale w roli komentatora partyjnej polityki realizuje się Polska Rada Ekumeniczna (PRE), która ustami swojego prezesa, prawosławnego arcybiskupa Jeremiasza, obwieszcza wobec przedstawicieli korpusu dyplomatycznego, rektorów szkół wyższych i dziennikarzy, że wprawdzie w wyborach parlamentarnych uczestniczyło mniej niż połowa wyborców, to jednak należy się „cieszyć z wyniku wyborów”. Ze złożonego homagium ucieszyć mógł się najbardziej obecny na sali marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.

Podczas noworocznego spotkania PRE w warszawskim Centrum Luterańskim abp Jeremiasz, niedawno ponownie wybrany na urząd prezesa PRE, zdegradował Radę do partyjnego konwentyklu, bez jakiejkolwiek żenady wskazując, gdzie aktualnie bije jego polityczne serce, bo wiadomo, że rytm serca może być różny, mimo że znajduje się ono zawsze po tej samej, lewej stronie. I żeby nie było wątpliwości: Kościoły powinny wypowiadać się w ważnych kwestiach społecznych powiązanych przecież z bieżącą polityką, więcej, powinny podejmować współpracę z organizacjami pozarządowymi i ośrodkami idei o różnej proweniencji politycznej dla urzeczywistniania wspólnego dobra, budowy społeczeństwa obywatelskiego, ale zdecydowanie nie powinny być przybudówką ani wyrazicielem żadnej opcji politycznej.


Pół biedy, jeśli abp Jeremiasz przemawiałby jako władyka prawosławnej diecezji wrocławsko-szczecińskiej – wtedy może jego słowa spotkałyby się z euforią cerkiewnego ludu. Ale nawet w takim kontekście niepokojąca jest sytuacja, kiedy wysoko postawiony hierarcha prawosławny, piastujący wiele funkcji zachowuje się jak publicysta prorządowej gazety. Problem jest jednak poważniejszy. Abp Jeremiasz, wzmocniony mandatem ponownego wyboru, przemawiał jako szef organizacji, w skład której oprócz prawosławnych wchodzą również luteranie, mariawici, polskokatolicy, reformowani, baptyści i metodyści.


I tutaj nasuwa się kilka pytań i wniosków jednocześnie: czy abp Jeremiasz przemawiał również w imieniu tych Kościołów? A jeśli tak, to na jakiej podstawie? Czy Kościoły członkowskie PRE stały się tubą wyborczą rządzących? A może to tylko PRE stała się parasolem dla mniej lub bardziej wyartykułowanych sympatii politycznych zwierzchników (wszystkich?) Kościołów członkowskich? W imieniu kogo przemawia PRE? Wiernych, zwierzchników? Co tak naprawdę robi PRE? I najbardziej zasadnicze pytanie: czym jest PRE? Pozostają jeszcze pomniejsze wątpliwości, jak choćby to, czy arcybiskupa cieszy nie tylko wynik Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, ale również Sojuszu Lewicy Demokratycznej czy Ruchu Palikota, którego lider chciał niedawno wieszać prawosławny krzyż w Sejmie. A może słowa abpa Jeremiasza to podziękowanie złożone rządowi za przywileje w postaci świadczeń finansowych z budżetu państwa dla studentów warszawskiego Prawosławnego Wyższego Seminarium Duchownego oraz rozwikłanie sporu o cerkwie w konflikcie z Kościołem Greckokatolickim?


Polska Rada Radia i Telewizji


W przemówieniu arcybiskupa Jeremiasza obecne są również inne tematy. Hierarcha ubolewa nad obecnym zamieszaniem wokół leków refundowanych i piętnuje materializm toczący polskie społeczeństwo. Kiedy jednak przychodzi do wymieniania realnych działań PRE okazuje się, że są one w dużej mierze – jeśli nie w 100% – poszczególnymi inicjatywami Kościołów członkowskich, w tym również prawosławnego.


PRE poza uskutecznianiem komisyjno-teatralnego ekumenizmu nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Dokument o małżeństwach wyznaniowo mieszanych jest w rzeczywistości protokołem różnic w naprawdę kontrowersyjnych sprawach. Znajduje się w nim wiele szlachetnych słów i sugestii, których realizacja i tak zależy od nastawienia księdza proboszcza, dla którego przepisem absolutnie normatywnym jest Kodeks Prawa Kanonicznego tudzież cerkiewne kanony – i warto tutaj na marginesie podkreślić, że polityka w sprawach małżeństw wyznaniowo mieszanych jest w Kościołach prawosławnych wcale nie mniej restrykcyjna niż w Kościele rzymskokatolickim. Wiele wskazuje na to, że dokument o małżeństwach wyznaniowo mieszanych znajdzie się w doborowym i zacnym towarzystwie innych martwych tekstów z hukiem odtrąbionych, a po których w Polsce nie pozostało nic poza publikacjami naukowymi i publicystycznymi dyskusjami (Wspólna Deklaracja o Usprawiedliwieniu, Karta Ekumeniczna). Uznając nawet zadekretowany przez PRE sukces bilateralnego dokumentu, warto zapytać: co jeszcze? W jaki sposób Rada jako Rada promuje ekumenizm i zwiększa świadomość ekumeniczną obywateli, bo fakt, że promuje mocno upartyjnioną wizję polityczną nie ulega po przemówieniu Prezesa żadnej wątpliwości?


Bez przesady można stwierdzić, że faktyczne działania władz Polskiej Rady Ekumenicznej to głównie trzy czynności: salonowa kurtuazja, podział czasu antenowego i organizowanie ekumenicznych nabożeństw w styczniu. Projektów na szerszą skalę brak, gdyż albo realizowane są przez poszczególne Kościoły samodzielnie zgodnie z ich własnym interesem albo są po prostu niemożliwe ze względu na sprzeczność tychże interesów.


Stąd też Polska Rada Ekumeniczna stała się klubem graczy – w tym i politycznych – którzy za pomocą szyldu PRE realizują konfesyjne partykularyzmy. Najgorzej mają te najmniejsze Kościoły członkowskie, którym z powodu lenistwa i misyjnego marazmu trudno trafić do mediów inaczej niż poprzez ekumeniczną trampolinę. Gwoli uczciwości należy przyznać, że są również w PRE Kościoły, którym w ogóle nie zależy na medialnej autopromocji, ale nie ze względu na chrześcijańską skromność, ale raczej na niemrawość i pragnienie zachowania przez władze uświęconego i ukochanego status quo, czyli świętego spokoju.


W czasach PRL-u Polska Rada Ekumeniczna była wspólną platformą Kościołów mniejszościowych do kontaktów z komunistycznymi władzami. Podobnie jak wszystkie organizacje w tamtym okresie była mocno inwigilowana przez Służbę Bezpieczeństwa, co starają się opisać historycy. Po przełomie politycznym w 1989 (umarł król, niech żyje król) w PRE poza polityczną linią (jak widzimy i słyszymy) niewiele się zmieniło. Nawet jeśli pojawiają się ambitne projekty i działania to zderzają się z murem kościelnych interesów, na straży których stoją niektórzy biskupi-zwierzchnicy. Wielkim sukcesem PRE pod kierownictwem abpa Jeremiasza jest wyczucie politycznego klimatu. Niestety za politycznym zmysłem nie idzie innowacyjność ani też pomysł na to, czym Polska Rada Ekumeniczna ma tak naprawdę być? A może właśnie chodzi o to, żeby była tym czym jest – no właśnie czym?


: : O spotkaniu noworocznym na stronach PRE


foto: pre.pl

komentarze

  • Oranysta

    Panie Dario, bardzo długa i trochę nudnawa jest ta diagnoza. A gdzie recepta? Recepty brak, bo być jej nie może. Bo właściwie to jak arcybiskup Jeremiasz miałby konsultowac tę swoją wypowiedź? W drodze jakiego referendum? Powiedzial co powiedział i nic tego nie zmieni. PRE to sztuczne ciało, gdzie jest więcej podzialow i to zasadniczych, niż tego co łączy. Pański dlugi, nudnawy artykuł doskonale w owe podziały się wpisuje.

  • Dario

    Nudny czy nie, kwestia odbioru. Niemniej jednak dziękuję za cierpliwość przy czytaniu nudnego tekstu. Pozdrawiam.

  • Oranysta

    Ja równiez pozdrawiam i w tym Nowym Roku życzę obfitości artykułów, tylko może nieco krotszych a przez to być może bardziej ciekawych.

  • montsegur

    Nie zgadzam sie: to WCALE nie jest dlugi artykul. Wrecz przeciwnie – to dosyc krotki artykul.
    Od kilku lat jest tu zauwazalna tendencja pisania coraz mniej tresciwych I wyczerujacych artykulow, za to miazdzaca wiekszosc stanowia krotkie “news” branych z innych stron internetowych. Stad tez  przyzwyczajono sie tu chyba do tych krotkich, kilkuzdaniowych “news” I nawet zaczeto je okreslac mianem “artykulow”.

    A co do sedan, Dario ma chyba sporo racji. O tym ekumenicznym PRE-fabrykaclie slyszymy I czytamy glownie, gdy tak ktos cos “powiedzial”, “wyglosil”, “zglosil” albo “podpisal”, gdy sie ktos z kims “spotkal” (koniecznie “w przyjacielskiej, ekumenicznej atmosferze”).
    Co prawda mnie ten PRE-fabrykat malo interesuje, ale potrafie zrozumiec frustracje innych, jak Autora.

    Cheers!!!


    „Stationary Traveller” – wzbogacasz się, pozostając sobą
    Precz ze „Starym Testamentem”!

  • gosc

    To nie jest zaden pre-fabrykat. To slowo sugerowaloby, ze cos sie jeszcze z tego da stworzyc, a nawet, ze jest to juz nawet jakos do tego tworzenia wstepnie przygotowane. Ale z tej maki chleba nie bedzie…


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father

  • Katharsis

    Nie od wczoraj, ani nie od dziś, duchowni mają dużo więcej do powiedzenia w sprawach polityki niż w innych. Chciałbym tylko zauważyć, że teraz nie jest to jedynie sprawa kleru rzymskokatolickiego w naszym pinknym kraju.

  • Katharsis

    Poza tym trudno się dziwić iż wschodni biskup popiera obecną koalicję.. Wszak jej serce również raczej na wschód od POlski bije mocno.

  • Robert Szmigiels

    Z przesłaniem artykułu redaktora Bruncza się zgadzam. Sądzę, że redaktor Bruncz komentując spotkanie noworoczne organizowane przez PRE i słowo wygłoszone przez jej reprezentanta, w którym mowa o radości z powodu wyniku wyborów ma rację.

    To nie powinno według mnie mieć miejsca. No chyba, że zakładamy, iż wszyscy wierni Kościołów PRE oddali głos za utrzymaniem koalicji PO – PSL. Tak oczywiście nie jest. I z tego właśnie powodu, według mnie abp Jeremiasz popełnił błąd. Kościół powinien zabierać glos w sprawach społecznych i politycznych, ale nie powinien w jaskrawy sposób opowiadać się po stronie określonych sił politycznych.

    Sądzę też, że tak jasna deklaracja poparcia ze strony Kościoła Rzymsko-Katolickiego dla prawicy nie padła, co nie oznacza, iż w Kościele Katolickim nie istnieją środowiska jasno opowiadające się po jej stronie.      

  • ksawery

    chyba biedni, bo jak swego czasu byli ostoja władzy ludowej, tak następnie twardo popierali SLD i senatora z leśniczówki, tak teraz trwają jak widzę przy PO:)