Zwolnienia za kontrolę prymasa Glempa na lotnisku

46

Portal Gazeta.pl informuje, że Port Lotniczy Szczecin-Goleniów zwolnił pracownika, który w sobotę poddał osobistej kontroli prymasa Polski, kard. Józefa Glempa. Maciej Jarmusz, szef lotniska, powiedział, że zwolniony został także przełożony strażnika. Dyrekcja portu lotniczego wysłała do prymasa list z przeprosinami, w którym czytamy m. in., iż zachowanie pracownika świadczy o “bezmyślnej nadgorliwości i bezkrytycznym podejściu do obowiązujących uregulowań prawnych”, które jednak “nie mogą zwalniać ze zdrowego rozsądku i taktu pracowników prowadzących kontrolę bezpieczeństwa”.

– Pismo wysłaliśmy z własnej inicjatywy, Kościół nie domagał się żadnych przeprosin, mówi Krzysztof Domagalski, rzecznik Portu Lotniczego im. NSZZ „Solidarność”.

W sobotę 15 października kardynał Glemp leciał do Warszawy w związku z obchodami Dnia Papieskiego. Pracownik lotniska poprosił go o przejście do osobnego pomieszczenia w celu kontroli osobistej. Prymas przebywał tam tylko kilka sekund, po wyjściu nie musiał już przechodzić przez bramkę wykrywającą metale. Kardynał nie skarżył się na to, że został skontrolowany, nie spodobało się to jednak osobom towarzyszącym mu. Sekretarz kardynała, ks. Mirosław Kreczmański powiedział Polskiemu Radiu, że „zachowanie strażników było niekulturalne i obcesowe w stosunku do wszystkich pasażerów”.

Komentarz

Prymas Glemp z pewnością nie jest osobą, co do której istaniałyby jakiekolwiek watpliwości czy podejrzenia ws. terroryzmu. Nie widzę powodu, dla którego kard. Glemp miałby wnosić na pokład samolotu ostre narzędzia, broń, itp. Kontrola osobista nie była w jego przypadku potrzebna. Jednak troszkę zbyt przejęty swymi obowiązkami pracownik lotniska ją przeprowadził. Czy stało się coś wielkiego? Nie. A może tak. Może “wielkim” jest to, że kolejny raz dowiadujemy się, że w Polsce ludzie bywają zwalniani z pracy za byle co. Owszem, strażnik nie powinien przeprowadzać dodatkowej kontroli, po prostu wykazał się głupią nadgorliwością. Jednakże jeszcze głupszą nadgorliwością popisała się dyrekcja lotniska. Swoją drogą, to bardzo ciekawy system, gdzie za drobne przewinienie (zważmy na fakt, iż nikt z Kościoła oficjalnie się nie skarżył) wylatuje się z pracy. Nie ma upomnienia, nagany, czy czasowego zawieszenia w obowiązkach. Od razu jest się zwalnianym.

Nie wiem, dlaczego podjęto taką decyzję. W naszym kraju wśród niektórych wciąż pokutuje przekonanie, że przed przedstawicielami pewnego Kościoła należałoby rozwijać czerwony dywan, gdy wysiadają z samochodu/samolotu/autobusu i zdmuchiwać piasek z chodników, po których chadzają. Może dyrekcja lotniska też tak myśli? Niektórzy internauci, komentując sprawę, kąśliwie zauważyli, iż w cywilizowanych krajach za wypełnianie swoich obowiązków dostaje się premie, a nie wypowiedzenia. Nie ulega wątpliwości, że ów pracownik lotniska to służbista, który niepotrzebnie przesadził. Z pracy jednak powinno wyrzucać się tych, którzy nie wypełniają powierzonych im zadań i totalnie się obijają, a nie tych, którzy czasem zrobili za wiele, mimo że nie było to konieczne. Jednak chyba dużo wody musi upłynąć w szczecińskiej Odrze, zanim panowie z Goleniowa to zrozumieją.