Rozmowy

Radośnie absurdalne przedsięwzięcie — luteranie i ekumenizm przed obchodami 500-lecia Wyznania augsburskiego


Dla­cze­go to 31 paź­dzier­ni­ka, a nie 25 czerw­ca, obrósł legen­dą? W Świę­to Refor­ma­cji roz­mo­wa z prof. Jerzym Soj­ką o Wyzna­niu augs­bur­skim: doku­men­cie, któ­ry miał wyra­żać kato­lic­kość Kościo­ła, a stał się jądrem toż­sa­mo­ści lute­rań­skiej.


Dariusz Bruncz, ekumenizm.pl: W pro­te­stanc­kiej histo­rio­gra­fii rok 1530 dłu­go był przed­sta­wia­ny jako klu­czo­wy moment dla toż­sa­mo­ści ewan­ge­lic­kiej, uko­ro­no­wa­nie tego, co zaczę­ło się w mitycz­nym roku 1517. Póź­niej odkry­to jego eku­me­nicz­ny wymiar, a aspekt kon­fe­syj­ny zszedł jak­by na dru­gi plan. Czy ist­nie­je nie­bez­pie­czeń­stwo prze­ak­cen­to­wa­nia jed­ne­go z tych dwóch ele­men­tów? Jak unik­nąć zaścian­ko­wo­ści kon­fe­syj­nej i eku­me­ni­zo­wa­nia Wyzna­nia augs­bur­skie­go (CA) na siłę?

Prof. Jerzy Soj­ka: Nie­bez­pie­czeń­stwo zawsze ist­nie­je. Zary­so­wa­łeś dwie skraj­no­ści, a dzi­siej­szy świat ma szcze­gól­ną ten­den­cję do popa­da­nia w któ­rąś z nich. Nato­miast Wyzna­nie augs­bur­skie, czy rok 1530 jako sym­bol, posia­da w sobie napię­cie, któ­re trze­ba wytrzy­mać, żeby uczci­wie podejść do tego doku­men­tu.

Trium­fa­li­stycz­na nar­ra­cja, któ­ra przez czte­ry wie­ki obo­wią­zy­wa­ła w lute­ra­ni­zmie – że to są nasze fun­da­men­tal­ne począt­ki i od tego momen­tu wszyst­ko się zaczę­ło – nie jest fair, bo gubi zasad­ni­czą inten­cję, powie­dział­bym: kato­lic­kość, któ­ra w Wyzna­niu augs­bur­skim docho­dzi­ła do gło­su. Z dru­giej stro­ny nie moż­na pomi­jać pro­ste­go fak­tu, że po reak­cji stro­ny wier­nej Rzy­mo­wi na sej­mie – w posta­ci Kon­fu­ta­cji, któ­ra odrzu­ci­ła tę pro­po­zy­cję kato­lic­ko­ści – doku­ment ten bar­dzo szyb­ko stał się jądrem toż­sa­mo­ści tych, któ­rzy chcie­li refor­my Kościo­ła w duchu zapro­po­no­wa­nym przez Lutra.

A czy nie jest tak, że oni – Melanch­ton ze współ­pra­cow­ni­ka­mi, a Luter przy­pa­tru­ją­cy się temu z Cobur­ga – jecha­li do Augs­bur­ga, kie­dy roz­łam był już prze­są­dzo­ny i sta­ra­no się jedy­nie usta­lić poko­jo­we współ­ist­nie­nie obok sie­bie? Inny­mi sło­wy: czy to nie jest baj­ka na eku­me­nicz­ne potrze­by, że nic jesz­cze nie było prze­są­dzo­ne?

Myślę, że popeł­nia­my w tych oce­nach jeden zasad­ni­czy błąd: zakła­da­my, że oni mie­li naszą współ­cze­sną wraż­li­wość eku­me­nicz­ną. A ta zakła­da, że jed­ność Kościo­ła jest czymś wię­cej niż moje deno­mi­na­cyj­ne wyobra­że­nie o niej. Dla­te­go może­my być w pew­nym sen­sie szczo­dry­mi wobec innych i uzna­wać, że ich spo­sób prze­ży­wa­nia chrze­ści­jań­stwa też ma swo­ją legi­ty­mi­za­cję, swo­je uza­sad­nie­nie.

Nato­miast w XVI wie­ku toczył się spór o jed­ną wizję. Po obu stro­nach pano­wa­ło prze­ko­na­nie, że to gra o sumie zero­wej: jeże­li Rzym ma rację, to nie mają jej refor­ma­to­rzy – a jesz­cze każ­dy z nich tro­chę z osob­na. Jeże­li refor­ma­to­rzy mają rację, to Rzym jej nie ma. Siłą ruchu eku­me­nicz­ne­go – któ­ra zara­zem utrud­nia nam pro­ste odno­sze­nie się do tych XVI-wiecz­nych sytu­acji – jest to, że zro­zu­mie­li­śmy, iż to nie jest gra o sumie zero­wej.

A czy coś się napraw­dę zmie­ni­ło? Raczej roz­ło­że­nie akcen­tów: Rzym nadal uwa­ża, że ma abso­lut­ną i uni­wer­sal­ną rację, i tyl­ko w nim jest peł­nia praw­dy. Lute­ra­nie też uwa­ża­ją, że mają rację, choć zasad­ni­czo bez pra­wa do admi­ni­stro­wa­nia praw­dą i rosz­cze­nia nie­omyl­no­ści i eks­klu­zy­wi­zmu.

U nas zmie­ni­ło się dokład­nie to, że odpu­ści­li­śmy rosz­cze­nie do peł­ni. Mamy świa­do­mość, że inni też coś wno­szą i jeste­śmy eku­me­nicz­nie otwar­ci: lute­ra­nizm nie wyczer­pu­je defi­ni­cji chrze­ści­jań­stwa.

Ale tę melo­dię sły­chać już w CA, praw­da?

To jest klucz i wła­śnie to się zmie­ni­ło. Przez dłu­gi czas czy­ta­li­śmy CA, a dokład­nie arty­kuł siód­my o Koście­le jako ogra­nicz­nik: że praw­dzi­we rozu­mie­nie Ewan­ge­lii i sakra­men­tów to jest to, jak my je mamy zde­fi­nio­wa­ne – naj­le­piej w całej Księ­dze Zgo­dy.

Nie­mniej ten ogra­nicz­nik jest cały czas obec­ny i nawet funk­cjo­nu­je. Owszem, to napię­cie jest bar­dzo lute­rań­skie, ale z dru­giej stro­ny poka­zu­je też pew­ną nie­kom­pa­ty­bil­ność tego, co dla jed­nych jest wystar­cza­ją­ce (satis est), a dla stro­ny rzym­sko­ka­to­lic­kiej z kolei jest nie­ak­cep­to­wal­nym reduk­cjo­ni­zmem tego, co powin­no być – w tym tego, co ewan­ge­li­cy uzna­ją za coś mniej istot­ne­go, choć­by kwe­stii urzę­du.

Mam wra­że­nie, że ocze­ku­jesz ode mnie jako lute­ra­ni­na, żebym za kato­li­ków prze­pra­co­wał pew­ne rze­czy. No, nie.

Zupeł­nie nie. Chy­ba nikt nie chciał­by być wyrę­cza­ny w tak fun­da­men­tal­nych spra­wach.

Zde­cy­do­wa­nie nie, my też nie chce­my być wyrę­cza­ni. I jesz­cze jed­na waż­na rzecz. Dyna­mi­ka zmia­ny eku­me­nicz­nej i wzro­stu świa­do­mo­ści eku­me­nicz­nej, któ­ra real­nie prze­mie­nia nasta­wie­nie Kościo­łów, jest róż­na w każ­dej tra­dy­cji i w każ­dej sta­wia inne wyzwa­nia. Weź­my pro­ces wokół arty­ku­łu siód­me­go. Przed III Zgro­ma­dze­niem Świa­to­wej Fede­ra­cji Lute­rań­skiej w Min­ne­apo­lis (1957), co naj­wy­żej sza­le­ni ire­ni­ści czy­ta­li ten arty­kuł jako eku­me­nicz­nie otwar­ty. Dopie­ro w Min­ne­apo­lis odczy­ta­li­śmy go jako eku­me­nicz­ną szan­sę; wcze­śniej czy­ta­li­śmy ten tekst jako zamy­ka­ją­cy, wyklu­cza­ją­cy, jako twar­de ogra­ni­cze­nie. Zresz­tą obaj dobrze wie­my, że do dzi­siaj są lute­ra­ni­zmy, któ­re nadal tak go czy­ta­ją i twier­dzą, że są jedy­ny­mi praw­dzi­wy­mi lute­ra­ni­zma­mi, popa­da­jąc w sek­ciar­stwo.

Tutaj peł­na zgo­da.

W kon­tek­ście eku­me­nicz­nym ocze­ku­ję od mojej tra­dy­cji, że wyko­na­my swo­ją pra­cę w nadziei, że eku­me­nia jest czymś więk­szym niż moja lute­rań­ska wraż­li­wość, że fak­tycz­nie odzwier­cie­dla jakiś powiew Ducha w Koście­le i że ten Duch dopro­wa­dzi też innych do tego, że znaj­dzie­my punkt wyj­ścia – to zna­czy punkt doj­ścia. Jako histo­ryk Kościo­ła i histo­ryk dogma­tu powie­dział­bym, że całe przed­się­wzię­cie eku­me­nicz­ne jest tak rado­śnie absur­dal­ne, że moż­na je postrze­gać tyl­ko w kate­go­riach jakie­goś prze­ło­mu, któ­ry przy­cho­dzi do Kościo­ła z zewnątrz.

Rozu­miem teo­lo­gicz­no-eku­me­nicz­ne inten­cje, nie­mniej, rzekł­bym, że ruch eku­me­nicz­ny jest nie tyle czymś więk­szym niż moja lute­rań­ska toż­sa­mość, co jej inte­gral­ną czę­ścią.

Jed­ność Kościo­ła jest czymś więk­szym, a eku­me­nizm pozwo­lił nam w ramach naszej lute­rań­skiej toż­sa­mo­ści roz­po­znać, że jed­ność Kościo­ła nie ogra­ni­cza się do lute­ra­ni­zmu.

Zgo­da, przy czym ta świa­do­mość też zawsze była. Refor­ma­cja wit­ten­ber­ska nigdy nie nego­wa­ła, że w Koście­le rzym­skim, czy pole­micz­nie rzecz ujmu­jąc, papie­stwie, praw­dzi­wie zwia­sto­wa­na jest Ewan­ge­lia, a sakra­men­ty są udzie­la­ne zgod­nie z naka­zem Chry­stu­sa.

To praw­da, Luter i refor­ma­cja wit­ten­ber­ska nie nego­wa­li tego. Tyl­ko wła­śnie dla­te­go, że w XVI wie­ku była to gra o sumie zero­wej, brak jed­no­ści Kościo­ła był dla Lutra wyni­kiem tego, że Kościół miał pro­blem z refor­mą, a mówiąc bar­dziej współ­cze­śnie zdol­no­ścią opo­wie­dze­nia chrze­ści­jań­stwa na nowe cza­sy, pozo­sta­jąc przy tym wier­nym źró­dłu obja­wie­nia. Trze­ba też pamię­tać, że w momen­cie kry­zy­su, kie­dy emo­cje są na bar­dzo wyso­kim pozio­mie, trud­no roz­po­znać zna­cze­nie wła­snych intu­icji teo­lo­gicz­nych. W moim rozu­mie­niu intu­icja Lutra nie­ne­go­wa­nia, że Kościół rzym­ski jest Kościo­łem, jest genial­nie pro­ro­cza, ale nie jestem pewien, czy był świa­dom wszyst­kich jej kon­se­kwen­cji.

Dru­ga spra­wa: do tan­ga trze­ba dwoj­ga. To jest zresz­tą moim zda­niem duża część odpo­wie­dzi na pyta­nie o gene­zę roz­ła­mu. Jeże­li po dru­giej stro­nie mamy rosz­cze­nie papie­stwa: „pod­po­rząd­kuj się, bo my nada­je­my wszyst­kie­mu w Koście­le zna­cze­nie, odpo­wia­da­my za wszyst­ko w Koście­le” – gdzieś w oko­li­cach 1518–1519 przy­szły z Rzy­mu takie tezy – to też kształ­to­wa­ło rze­czy­wi­stość. Zresz­tą mamy to dobrze opo­wie­dzia­ne z oka­zji 2017 roku we wspól­nym rapor­cie lute­rań­sko-rzym­sko­ka­to­lic­kim „Od kon­flik­tu do komu­nii”.

Ale tak­że w tym kon­tek­ście nic się nie zmie­ni­ło. Nie cho­dzi mi tyl­ko o dogmat o pry­ma­cie jurys­dyk­cyj­nym i nie­omyl­no­ści papie­ża. Jeże­li spoj­rzy­my na obec­ny spór papie­stwa z lefe­bry­sta­mi, to jest dokład­nie to samo: albo się pod­po­rząd­ku­jesz, albo do widze­nia. Ta sama meto­do­lo­gia, tyl­ko w tro­chę innej panier­ce.

Tyl­ko jest pyta­nie, gdzie leży jądro tego spo­ru.

Auto­ry­tet. Wła­dza.

Zauważ – i to jest, myślę, zasad­ni­cza róż­ni­ca — kwe­stią toż­sa­mo­ści refor­ma­cji luter­skiej od począt­ku nie jest nega­cja auto­ry­te­tu papie­skie­go.

Oczy­wi­ście, ale jeże­li wró­ci­my do roz­mo­wy z kard. Kaje­ta­nem w Augs­bur­gu i jego ripo­sty „to zna­czy two­rzyć nowy Kościół” to spra­wa nie wyglą­da tak jed­no­znacz­nie.

Tyl­ko róż­ni­ca jest taka, że z per­spek­ty­wy Lutra toczył się spór o uspra­wie­dli­wie­nie, a został on prze­rzu­co­ny na poziom auto­ry­te­tu i doszło do pęk­nię­cia. A tutaj mam wra­że­nie, że lefe­bry­ści od począt­ku chcą być bar­dziej papie­scy od papie­ża, a nie pasu­je im to, że papież nie jest tak papie­ski, jak go sobie wyobra­ża­li.

To samo zarzu­ca się Lutro­wi w sto­sun­ku do Kościo­ła rzym­skie­go – że chciał być bar­dziej papie­ski od papie­ża.

Tyl­ko żeby zro­bić tę ana­lo­gię, trze­ba nie znać począt­ków i real­nych moty­wa­cji Lutra, na któ­re mamy dowo­dy w jego tek­stach.

… któ­re też czy­ta­my z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy. Krót­kie pyta­nie w trud­nej spra­wie. Mówi­li­śmy o jed­no­ści w kon­tek­ście CA. Czy ewan­ge­lic­ka i rzym­sko­ka­to­lic­ka wizja jed­no­ści dają się w ogó­le ze sobą pogo­dzić?

Ja nie mam pro­ble­mu z tym, że bra­cia kato­li­cy widzą jed­ność sze­rzej, powiedz­my insty­tu­cjo­nal­nie. Mam pro­blem z tym, że uwa­ża­ją, że ja mam się temu pod­po­rząd­ko­wać.

Uści­ślij­my: uwa­żasz, że wizja jed­no­ści nie tyle z bisku­pem Rzy­mu, ile pod bisku­pem Rzy­mu – rozu­mie­nie urzę­du, papie­stwa i wszyst­kie­go, co się z tym wią­że – jest kom­pa­ty­bil­na z lute­rań­skim rozu­mie­niem jed­no­ści?

Może być, pod warun­kiem, że potrak­tu­je­my papie­stwo jako ele­ment dopusz­czal­nej róż­no­rod­no­ści. Bo zupeł­nie hipo­te­tycz­nie – to teza bez jakie­go­kol­wiek odnie­sie­nia do realiów – jestem sobie w sta­nie wyobra­zić abs­trak­cyj­ną sytu­ację peł­nej wspól­no­ty kościel­nej, w któ­rej, pod tym wzglę­dem, lute­ra­nie pozo­sta­ją lute­ra­na­mi, a kato­li­cy rzym­ski­mi kato­li­ka­mi.

Na czym mia­ła­by pole­gać ta wspól­no­ta kościel­na, bio­rąc pod uwa­gę choć­by to, że w więk­szo­ści Kościo­łów ewan­ge­lic­kich ordy­na­cja kobiet jest oczy­wi­sta, a prze­szko­dą jest to, że Rzym kobiet nie ordy­nu­je?

Tu wła­śnie docho­dzi­my do napię­cia, wokół któ­re­go krą­ży­my. Eku­me­nizm to nie jest wyprze­daż sre­ber rodo­wych, praw­da?

Dokład­nie tak.

I wła­śnie przez napię­cie szu­ka­nia jed­no­ści przy zacho­wa­niu toż­sa­mo­ści jest ten pro­blem. Jeże­li ocze­ku­jesz ode mnie tezy, że w imię jed­no­ści ekle­zjal­nej z brać­mi kato­li­ka­mi mamy wyrzu­cić całe nasze ostat­nie, pew­nie ze sto lat reflek­sji, roz­po­zna­wa­nia zna­ków cza­su, ewo­lu­cji wspól­no­ty…

Nie wiem, skąd takie zało­że­nie. Mogę powie­dzieć tyl­ko „Amen, bra­cie”!

No, wła­śnie, dla­te­go jestem tro­chę kiep­skim adre­sa­tem tego pyta­nia. Z mojej per­spek­ty­wy to nie jest pro­blem. Ale jak bra­cia kato­li­cy mówią mi, że to jest pro­blem – to eku­me­nicz­nie jest to pro­blem. To mi tłu­ma­czy, dla­cze­go jeste­śmy tu, gdzie jeste­śmy. Z dru­giej stro­ny, kie­dy patrzę, jakie dys­ku­sje toczą teraz u sie­bie wewnętrz­nie, wca­le nie jestem prze­ko­na­ny, że w per­spek­ty­wie pół­wie­ku coś się nie prze­ła­mie.

Uczest­ni­cze­nie w ruchu eku­me­nicz­nym gdzieś na pozio­mie decy­zyj­nym nauczy­ło mnie jed­ne­go: dbaj­my o swo­je podwór­ko, dbaj­my o to, żeby­śmy my byli eku­me­nicz­nie otwar­ci, bo to wca­le nie jest oczy­wi­ste, to wca­le nie nale­ży brać za pew­nik. Nato­miast pozo­staw­my innym Kościo­łom ich wewnętrz­ną dyna­mi­kę. To zna­czy, ocze­ku­ję, że roz­mo­wa eku­me­nicz­na nie będzie pole­ga­ła na tym, że przy­cho­dzi rzym­ski kato­lik czy angli­ka­nin, czy pra­wo­sław­ny i powie: “Może być jed­ność, jeśli ty zro­bisz to czy tam­to”. To nie jest żad­na roz­mo­wa. To jest też tro­chę pew­ne złu­dze­nie lute­rań­skie­go eku­me­ni­zmu, pole­ga­ją­ce na tym, że myśmy dłu­go bar­dzo moc­no sta­ra­li się być dia­lo­gicz­ni, i to wyłącz­nie pod wzglę­dem tre­ści teo­lo­gicz­nej. To stwo­rzy­ło takie wra­że­nie, że wszyst­kie pro­ble­my są roz­wią­zy­wal­ne i one są roz­wią­zy­wal­ne na już.

Myślę, że nie­któ­re, jeśli nie więk­szość pro­ble­mów są nie­roz­wią­zy­wal­ne. Stąd w moim pyta­niu teza, że poro­zu­mie­nie mię­dzy Kościo­łem rzym­sko­ka­to­lic­kim a lute­ra­na­mi w kwe­stii urzę­du i wspól­no­ty kościel­nej nie jest moż­li­we.

No, ale my mamy poro­zu­mie­nie z refor­mo­wa­ny­mi w tej kwe­stii, gdzie oni mają zupeł­nie inne zro­zu­mie­nie dys­cy­pli­ny kościel­nej i spo­so­bów funk­cjo­no­wa­nia.

Nie da się ukryć, że ono jest, tyle że jest ono moż­li­we w takich Kościo­łach i z tymi Kościo­ła­mi, któ­re nie mają tego decy­du­ją­ce­go kom­po­nen­tu eks­klu­zy­wi­stycz­ne­go. Jakie wnio­ski pły­ną z 500 lat refor­ma­cji dla obcho­dów 500 lat Wyzna­nia augs­bur­skie­go? Co moż­na zro­bić lepiej i jakich błę­dów nie popeł­nić? 

Zaczął­bym od pozy­ty­wów, a więc, cze­go dobre­go nas te obcho­dy nauczy­ły i myślę, że aku­rat 2017 był faj­nym poka­za­niem, że to moż­na zro­bić odpo­wie­dzial­nie eku­me­nicz­nie, że nie trze­ba wjeż­dżać na koni­ku lute­rań­skie­go trium­fa­li­zmu, tyl­ko podejść do spra­wy z pew­ną ele­men­tar­ną poko­rą. To daje wte­dy dużą prze­strzeń, żeby wyda­rzy­ło się coś cie­ka­we­go.

Wyzwa­niem, któ­re widzę, jest to, żeby to się uda­ło w kon­tek­ście CA i, co waż­ne, nie tyl­ko z rzym­ski­mi kato­li­ka­mi, któ­rzy są ofi­cjal­nym part­ne­rem, ale sze­rzej, bo CA wca­le nie jest tyl­ko pro­ble­mem w kon­tek­ście rela­cji do rzym­skie­go kato­li­cy­zmu. Ono jest tak samo pro­ble­mem w kon­tek­ście dys­ku­sji z tra­dy­cją refor­mo­wa­ną, mimo tego, że oczy­wi­ście klu­czo­we pyta­nia, przy­naj­mniej na grun­cie euro­pej­skim, są roz­strzy­gnię­te „Kon­kor­dią leu­en­ber­ską”. Ale są potę­pie­nia arty­ku­łu 10 wymie­rzo­ne w Szwaj­ca­rów, choć bez ich wyraź­ne­go wymie­nie­nia. Ponad­to trwa­ją prze­cież inten­syw­ne roz­mo­wy z meno­ni­ta­mi, czy­li spad­ko­bier­ca­mi ana­bap­ty­stów, któ­rzy przez CA są potę­pia­ni nie tyl­ko wprost, ale tak­że nie­raz zupeł­nie nie­traf­nie. Tutaj jest lek­cja i pyta­nie, co my może­my eku­me­nicz­nie i fak­tycz­nie z tym zro­bić.

Kolej­ne pyta­nie, i to też jest wyzwa­nie eku­me­nicz­ne dla tra­dy­cji pra­wo­sław­nej. Była CA Gre­ca i Melanch­ton pró­bo­wał z Kon­stan­ty­no­po­lem na ten temat roz­ma­wiać, ale prze­cież za bar­dzo to nicze­go nie wnio­sło. Mamy więc całą ple­ja­dę part­ne­rów, dla któ­rych CA może być tek­stem pro­ble­ma­tycz­nym i wobec nich powin­ni­śmy postę­po­wać odpo­wie­dzial­nie. Mamy rów­nie boga­tą kon­ste­la­cję part­ne­rów, któ­rzy, kie­dy te spra­wy się dzia­ły, jesz­cze ich nie było (meto­dy­ści, zie­lo­no­świąt­kow­cy). I tu widzę pew­ne wyzwa­nia eku­me­nicz­ne, żeby te dobre doświad­cze­nia, któ­re mamy z rzym­ski­mi kato­li­ka­mi z 2017 roku, bar­dziej zuni­wer­sa­li­zo­wać.

Mam wra­że­nie, że nie tyl­ko po 500 lat refor­ma­cji, ale już teraz, odczu­wa­ne jest w śro­do­wi­skach lute­rań­skich czy sze­rzej ewan­ge­lic­kich, pew­ne zmę­cze­nie eku­me­ni­zmem wg zasa­dy „wresz­cie zrób­my coś dla sie­bie”. Nie mam na myśli wie­lu cen­nych ini­cja­tyw edu­ka­cyj­no-popu­la­ry­za­tor­skich typu Eku­me­nicz­na Szko­ła Biblij­na w Łodzi czy nowa War­szaw­ska Szko­ła Eku­me­nicz­na. Co lute­ra­nie mogą zro­bić dla sie­bie w kon­tek­ście jubi­le­uszu CA bez cią­głe­go odwo­ły­wa­nia się do spraw eku­me­nicz­nych? 

Wyda­je mi się, że eku­me­nizm trak­tu­je­my jak coś zewnętrz­ne­go. Jako jaz­dę obo­wiąz­ko­wą, z któ­rą się trze­ba męczyć. Jeże­li to jest natu­ral­ny ele­ment moje­go bycia, a trze­ba samo­kry­tycz­nie przy­znać, że myśmy się tego jesz­cze nie nauczy­li, to w tym kon­tek­ście wszyst­kie te ini­cja­ty­wy, któ­re wspo­mi­nasz, to jest pró­ba osią­gnię­cia na dole tego wpi­sa­nia eku­me­ni­zmu w nor­mal­ność, zwy­czaj­ność. Bar­dzo waż­ne jest jesz­cze coś inne­go, co dobrze wybrzmia­ło w rapor­cie komi­te­tu ste­ru­ją­ce­go na obcho­dy 2030 roku. Cho­dzi o pyta­nie: czym jest wyzna­wa­nie? Co to zna­czy, że wyzna­je­my? Co to jest za pro­ces w Koście­le? Gdzie to wyzna­nie jest potrzeb­ne? To jest siła tego rapor­tu, że oni nie zaczę­li od pyta­nia, co jest w wyzna­niu i co to nam robi, tyl­ko w ogó­le zada­li pyta­nie o sam feno­men wyzna­wa­nia i co to mówi o byciu Kościo­ła. I jeże­li spró­bu­je­my podejść do tego z tej per­spek­ty­wy, to widzę tutaj szan­sę na cie­ka­wą reflek­sję.

Począt­kiem paź­dzier­ni­ka byłem w Augs­bur­gu na regio­nal­nym spo­tka­niu euro­pej­skim Świa­to­wej Fede­ra­cji Lute­rań­skiej i dla mnie było napraw­dę pozy­tyw­ne, co zoba­czy­łem – da się wspól­nie czy­tać CA, ludzie odkry­wa­ją ten tekst i nagle zaczy­na­ją się nim inte­re­so­wać.

Zbli­ża­my się do Świę­ta Refor­ma­cji: dla­cze­go 31 paź­dzier­ni­ka, cała legen­da zwią­za­na z Lutrem prze­bi­ła się moc­niej niż 25 czerw­ca? Zasad­ni­czo ten czerw­co­wy dzień jest dużo waż­niej­szy w per­spek­ty­wie teo­lo­gicz­nej niż paź­dzier­ni­ko­wy, szcze­gól­nie, jeśli uzgod­ni­my war­stwę teo­lo­gicz­no-toż­sa­mo­ścio­wą, a nie tę legen­dar­ną. Fakt jest z tego taki, że intro­it na 25 czerw­ca to wła­ści­wie litur­gicz­ny totem. Czy potrzeb­na jest reorien­ta­cja litur­gicz­no-toż­sa­mo­ścio­wa, żeby ponow­nie wła­śnie odkryć w litur­gii to wyda­rze­nie?

Jako teo­log zga­dzam się, bo w sen­sie tego, co jest klu­czo­we teo­lo­gicz­nie, to trud­no bro­nić sym­bo­lu 95 tez w zesta­wie­niu z CA.

Wia­do­mo, to są zupeł­nie dwa róż­ne tek­sty, w zupeł­nie innym cza­sie, w innych świa­tach napi­sa­ne.

Tak, dokład­nie i o zupeł­nie innym celu. W tym kon­tek­ście z per­spek­ty­wy histo­rycz­no-teo­lo­gicz­nej nie­co bawi czy­ta­nie 95 tez na naszych nabo­żeń­stwach. Zawsze z tyłu gło­wy mam wte­dy pyta­nie, a co by było, gdy­by prze­czy­tać nie utar­te 1, 36 i 62 tezę, ale pozo­sta­łe? Szcze­gól­nie te wier­no­pod­dań­czo przed­sta­wia­ją­ce rolę papie­ża…

Tym bar­dziej, że w więk­szo­ści dzi­siaj lute­ra­nie się raczej nie pod­pi­szą pod 95 teza­mi. 

Oczy­wi­ście, jak naj­bar­dziej. Wra­ca­jąc do paź­dzier­ni­ka i czerw­ca. To jest tro­chę tak, że to jest chy­ba róż­ni­ca pomię­dzy czymś, co ma pewien ładu­nek emo­cjo­nal­ny i sym­bo­licz­ną nośność a czymś, co jest insty­tu­cjo­nal­ne, for­mal­ne, i przy tym czę­sto genial­ne. Nie odma­wiam teo­lo­gicz­ne­go geniu­szu CA, ale z jakie­goś powo­du nie jest ono tak atrak­cyj­ne jak inne pisma jak choć­by Lutro­we „O wol­no­ści chrze­ści­ja­ni­na”. Nie wiem, czy jest sens wal­czyć o czer­wiec zamiast paź­dzier­ni­ka. Jak już jeste­śmy w nabo­żeń­stwo­wych tema­tach, to jak popa­trzysz na intro­it na 31 paź­dzier­ni­ka to on jest jed­nak o odkry­ciu ewan­ge­lii. I jeże­li będzie­my opo­wia­dać nie o zakon­ni­kach z młot­kiem, tyl­ko o odkry­ciu ewan­ge­lii, to CA sta­nie się w tym momen­cie abso­lut­nie natu­ral­nym świa­dec­twem tego odkry­cia.


dr hab. Jerzy Soj­ka, ur. 1984. Teo­log lute­rań­ski, pro­fe­sor Chrze­ści­jań­skiej Aka­de­mii Teo­lo­gicz­nej w War­sza­wie, kie­row­nik Kate­dry Teo­lo­gii Histo­rycz­nej ChAT, pro­dzie­kan Wydzia­łu Teo­lo­gicz­ne­go ChAT. Czło­nek Syno­du Kościo­ła Ewan­ge­lic­ko-Augs­bur­skie­go XIV i XV Kaden­cji, w dru­giej z nich wybra­ny rad­cą świec­kim Rady Syno­dal­nej. Czło­nek Rady Świa­to­wej Fede­ra­cji Lute­rań­skiej w kaden­cji 2017–2023 oraz 2023–2030, w dru­giej z nich wybra­ny prze­wod­ni­czą­cym Komi­sji Rady ŚFL ds. Rela­cji Eku­me­nicz­nych oraz człon­kiem Komi­te­tu Wyko­naw­cze­go ŚFL. Czło­nek zarzą­du Pol­skiej Rady Chrze­ści­jan i Żydów. Autor ksią­żek, m.in. „Czy­ta­nie Refor­ma­to­ra. Mar­cin Luter i jego pisma”, „Widzial­ne Sło­wo. Sakra­men­ty w lute­rań­skiej Księ­dze zgo­dy” oraz „Sta­wa­nie się wspól­no­tą. Wie­cze­rza Pań­ska jako nota ecc­le­siae w publi­ka­cjach Świa­to­wej Fede­ra­cji Lute­rań­skiej”. Żona­ty, pocho­dzi z Cie­szy­na, miesz­ka w War­sza­wie.



Gale­ria

 

 

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.