Rozmowy

Świat bez wojny bardzo drażni — rozmowa z pastorem Adamem Ciućką


Pastor Adam Ciuć­ka zor­ga­ni­zo­wał pra­wie 30 kon­wo­jów z pomo­cą huma­ni­tar­ną dla Ukra­iny i reali­zu­je pro­jek­ty pomo­co­we dla uchodź­ców. W 2. rocz­ni­cę napa­ści Rosji na Ukra­inę opo­wia­da o woj­nie i roli chrze­ści­jan.


Mija­ją dokład­nie 2 lata od woj­ny Rosji prze­ciw­ko Ukra­inie. Jak bar­dzo zmie­ni­ła się sytu­acja w porów­na­niu z rokiem poprzed­nim?

Od dwóch lat więk­szość moje­go cza­su ogni­sku­je się na pra­cy z uchodź­ca­mi w Świ­dwi­nie oraz na orga­ni­zo­wa­niu kon­wo­jów huma­ni­tar­nych na tere­ny przy­fron­to­we. Przy­zwy­cza­ili­śmy się do tej woj­ny – Ukra­iń­cy sta­ra­ją się żyć „nor­mal­nie”, bo świat się nie zatrzy­mał, muszą zara­biać, wycho­wy­wać dzie­ci. Spo­ro ludzi wyje­cha­ło — szcze­gól­nie ze wschod­niej Ukra­iny na zachód kra­ju i oczy­wi­ście do Euro­py. Z dru­giej stro­ny, jeśli cho­dzi o uchodź­ców w Pol­sce, to na począt­ku kon­flik­tu odno­si­łem wra­że­nie, jak­by zasty­ga­li w ocze­ki­wa­niu na to, co się wyda­rzy, zasta­na­wia­li się, kie­dy będą mogli wró­cić. Zda­li sobie jed­nak spra­wę, że muszą dalej żyć i jakoś się urzą­dzić, tak­że w świe­tle zmie­nia­ją­cych się prze­pi­sów, doty­czą­cych ich poby­tu na tere­nie Rze­czy­po­spo­li­tej. Stan nie­pew­no­ści pozo­stał, ale ludzie nauczy­li się z tym żyć.

Wie­lu komen­ta­to­rów mówi o zmę­cze­niu woj­ną, pod­czas gdy przede wszyst­kim Ukra­iń­cy mają pra­wo być wyczer­pa­ni tą inwa­zją. Dostrze­gasz wśród Ukra­iń­ców ozna­ki zmę­cze­nia i rezy­gna­cji?

Nie zaj­mu­ję się ana­li­zą poli­tycz­ną w Ukra­inie. Nie mam na to cza­su. Roz­ma­wia­jąc z ludź­mi, głow­nie na wscho­dzie i połu­dniu Ukra­iny czy też uchodź­ca­mi z tam­tych tere­nów, mam wra­że­nie, że takie myśle­nie było­by poli­tycz­nym samo­bój­stwem dla każ­dej wła­dzy na Ukra­inie, gdy­by chcia­ła usiąść do sto­łu przy­go­to­wa­ne­go przez Rosję i odstą­pić oku­po­wa­ne tere­ny. Dużo ludzi stam­tąd ucie­kło, pozo­sta­li tam ich bli­scy i domy. Ci ludzie mają nadzie­je na powrót do swo­jej zie­mi. Z dru­giej stro­ny bar­dzo wie­lu żoł­nie­rzy zgi­nę­ło, by ta ofia­ra poszła na mar­ne. Owszem, wszy­scy są zmę­cze­ni i każ­dy by chciał, żeby woj­na się jak naj­szyb­ciej skoń­czy­ła, szcze­gól­nie w obli­czu pro­ble­mów z pobo­ro­wy­mi i bra­kiem amu­ni­cji. Ale co ma zro­bić Ukra­ina? Co mają zro­bić ludzie, któ­rzy żyją w per­ma­nent­nym stra­chu, sta­nie zagro­że­nia swo­je­go życia, skon­fron­to­wa­ni z auten­tycz­ną chę­cią najeźdź­ców do fizycz­ne­go wyeli­mi­no­wa­nia ich oraz ich pań­stwa? Oni są wyczer­pa­ni, ale ludzie muszą się bro­nić.

Jak wyglą­da sytu­acja chrze­ści­jań­stwa na tere­nach ogar­nię­tych bez­po­śred­ni­mi dzia­ła­nia­mi wojen­ny­mi? Czy ta woj­na dopro­wa­dzi­ła do soli­dar­no­ści mię­dzy Kościo­ła­mi wobec wal­ki o prze­trwa­nie?

Jako pastor mam głów­nie per­spek­ty­wę Kościo­łów pro­te­stanc­kich, któ­re tam odwie­dzam i któ­rym poma­gam. Na miej­scu współ­pra­cu­je­my jed­nak z róż­ny­mi orga­ni­za­cja­mi huma­ni­tar­ny­mi – zarów­no świec­ki­mi, jak i reli­gij­ny­mi, choć przede wszyst­kim posia­dam kon­tak­ty wśród Kościo­łów ewan­ge­li­kal­nych. Nie do koń­ca jestem zazna­jo­mio­ny z sytu­acją pra­wo­sła­wia, nie­mniej dostrze­gam, że Kościo­ły współ­pra­cu­ją przy pomo­cy huma­ni­tar­nej. Jestem w sta­łym kon­tak­cie z Kościo­ła­mi w Kra­ma­tor­sku, poło­żo­ne­go ok. 20 km od linii fron­tu, rzut kamie­niem od Bach­mu­tu, i widzę masę Kościo­łów współ­dzia­ła­ją­cych przy orga­ni­za­cji i wyda­wa­niu pomo­cy. Odwie­dza­my kościo­ły w innych czę­ściach Don­ba­su, w Cher­so­niu, oko­li­cach Zapo­ro­ża, na wschod­nim i połu­dnio­wym fron­cie i wszę­dzie widać tam raczej współ­pra­cę i dobre rela­cje pomię­dzy kościo­ła­mi. Praw­dzi­wa woj­na spra­wia, że dotych­cza­so­we wojen­ki i ani­mo­zje mię­dzy chrze­ści­ja­na­mi są nie na miej­scu.

A ducho­wo? Jak „dzie­je się” chrze­ści­jań­stwo w pobli­żu oko­pów, nalo­tów i ata­ków arty­le­rii?

Docho­dzi­my do bar­dzo prak­tycz­ne­go chrze­ści­jań­stwa. Nie kon­cen­tru­je się ono na odby­wa­niu świę­tych litur­gii, ale na kon­kret­nej pomo­cy ludziom, któ­rzy potrze­bu­ją dachu nad gło­wą, jedze­nia, wody, prą­du. Kapli­ce zamie­nia­ne są na miej­sca noc­le­go­we dla prze­sie­dleń­ców. Kościo­ły, zamiast orga­ni­zo­wać dodat­ko­we nabo­żeń­stwa, pra­cu­ją nad udroż­nie­niem trans­por­tu mię­dzy poszcze­gól­ny­mi ośrod­ka­mi lub otwar­ciem sto­łów­ki czy punk­tu aptecz­no-ambu­la­to­ryj­ne­go. Kościo­ły zamie­nia­ją się w cen­tra, w któ­rych jest dostęp do prą­du czy stud­ni ze zdat­ną wodą. Moż­na pod­ła­do­wać tele­fon i zadzwo­nić do bli­skich. Nie ozna­cza to, że rezy­gnu­je­my z war­stwy ducho­wej, ponie­waż temu wszyst­kie­mu towa­rzy­szy modli­twa, dusz­pa­ster­stwo…. Ludzie chcą poroz­ma­wiać, zada­ją pyta­nia.

I co mówią?

Chrze­ści­ja­nie mają pole do popi­su i mogą być wspar­ciem oraz pocie­sze­niem dla ludzi roz­pacz­li­wie potrze­bu­ją­cych pomo­cy. Nie cho­dzi o wznio­słe sło­wa, ale po pro­stu o obec­ność innych, żeby mogli widzieć, iż nie są sami, osa­mot­nie­ni czy porzu­ce­ni. Oczy­wi­ście, poja­wia­ją się pyta­nia o obec­ność Boga, o sens życia, kie­dy nagle tra­cisz swo­ich bli­skich, doby­tek życia i tkwisz w głę­bo­kiej trau­mie. I wła­śnie tutaj powo­ła­niem chrze­ści­jan jest wska­zy­wa­nie na Chry­stu­sa.

A co ty odpo­wia­dasz?

Mówię, że w takiej sytu­acji głę­bo­kie­go kry­zy­su war­to być jak Chry­stus – to zna­czy być dla innych. Nie ma łatwych odpo­wie­dzi, szcze­gól­nie wobec dra­ma­tycz­nie skom­pli­ko­wa­nych sytu­acji, kie­dy ludzie widzą jak giną ich naj­bliż­si. Tak jak Bóg był i jest z nami w Chry­stu­sie, tak i my powin­ni­śmy czy­nić podob­nie, być zna­kiem tego, że Bóg ich nie opusz­cza i posy­ła nas, Kościół i chrze­ści­jan, aby­śmy mogli być dla nich pod­po­rą i pocie­sze­niem. Chry­stus po swo­jej śmier­ci zstą­pił do pie­kieł, żeby wypro­wa­dzić jeń­ców z pie­kła – to jest dzi­siaj zada­nie chrze­ści­jan w Don­ba­sie czy Cher­so­niu.

Co naj­bar­dziej zapa­mię­tasz do koń­ca życia z tych ostat­nich dwóch lat?

Trud­no mówić o jed­nej kon­kret­nej spra­wie, ale wie­le było takich sytu­acji, któ­re moc­no odci­snę­ły na mnie pięt­no. Roz­pacz ludzi w Cher­so­niu po wysa­dze­niu tamy w Nowej Kachow­ce, kie­dy Dniepr zalał ich domy, ludzi, któ­rzy wal­czy­li z powo­dzią, a jed­no­cze­śnie z dru­giej stro­ny byli pod ostrza­łem rosyj­skich wojsk. Rosja­nie trzy kilo­me­try dalej zza linii brze­gu chcie­li ich powy­bi­jać. Mam przed oczy­ma masę takich histo­rii, ludzi, któ­rzy tra­ci­li swo­je rodzi­ny. Te twa­rze i emo­cje zosta­ją. Ten strach. Pamię­tam, jak wjeż­dża­li­śmy do wio­sek nie­daw­no wyzwo­lo­nych przez armię ukra­iń­ską, wio­ząc pomoc huma­ni­tar­ną dla lud­no­ści cywil­nej. Roz­da­wa­li­śmy zabaw­ki dzie­ciom, któ­re się nie cie­szą, a w ich oczach widać prze­ra­że­nie, gdy cho­wa­ją się za mamą, bo widzą nie­zna­jo­me­go.

Jak czę­sto byłeś bez­po­śred­nio nara­żo­ny na nie­bez­pie­czeń­stwa?

Zasad­ni­czo czę­sto, szcze­gól­nie, gdy roz­po­czy­nał się – jak to mówią Ukra­iń­cy – obstrzał. Nie raz rakie­ty spa­da­ły dość bli­sko i musie­li­śmy się ewa­ku­ować do bez­piecz­nych miejsc. Kil­ka razy prze­ży­li­śmy ostrzał, gdy jecha­li­śmy w kon­wo­ju i nad gło­wą świ­sta­ły poci­ski albo wte­dy, gdy musie­li­śmy noco­wać w miej­sco­wo­ściach przy­fron­to­wych, gdzie masz świa­do­mość, że w każ­dej chwi­li poci­ski mogą spaść ci pro­sto na gło­wę. Tak było też w Bach­mu­cie w listo­pa­dzie minio­ne­go roku, gdy zawo­zi­li­śmy kolej­ny trans­port dla lud­no­ści cywil­nej i odłam­ki tra­fi­ły w nasz samo­chód.

Jak bar­dzo zmie­ni­ła się two­ja służ­ba duchow­ne­go w Pol­sce od począt­ku woj­ny na Ukra­inie? Czy jesteś innym pasto­rem niż byłeś?

Na pew­no zaj­mu­ję się wie­lo­ma inny­mi rze­cza­mi, niż dotych­czas. Oprócz kie­ro­wa­nia zbo­rem i koor­dy­no­wa­niem wszyst­kie­go tego, co się z tym wią­że, to w dużej mie­rze zaj­mu­ję się reali­za­cją róż­nych pro­jek­tów, pole­ga­ją­cych m. in. na inte­gra­cji uchodź­ców albo współ­or­ga­ni­zo­wa­niem kon­wo­jów huma­ni­tar­ny­mi do stre­fy kon­flik­tu. Spę­dzi­łem spo­ro cza­su w Ukra­inie w cią­gu tych dwóch lat.

Zmie­ni­ła się moja opty­ka – po powro­cie z takich miejsc, gdzie widzisz ludzi nocu­ją­cych w piw­ni­cach, cie­szą­cych się z paczek żyw­no­ścio­wych, bo nie mają już żad­nych zapa­sów, nie mają gazu, bie­żą­cej wody czy prą­du i nagle przy­wo­zisz butlę albo agre­gat to zda­jesz sobie spra­wę, że w obli­czu cier­pie­nia na woj­nie wie­le naszych pro­ble­mów w świe­cie bez woj­ny bled­nie. One sta­ją się nie­istot­ne. Widzisz ska­lę zła i nie­szczę­ścia, ludzi wal­czą­cych o bio­lo­gicz­ne prze­trwa­nie, a z dru­giej stro­ny sty­kasz się z pro­ble­ma­mi w Pol­sce, któ­re są banal­ne, a to, co bła­he ura­sta tu do ran­gi kata­stro­fy to, cóż… ten świat bez woj­ny bar­dzo draż­ni.

To jak odnieść się do biblij­nej nar­ra­cji o poko­ju, prze­ku­wa­nia mie­czy na lemie­sze wobec pożo­gi wojen­nej?

To są takie dywa­ga­cje snu­te w cie­peł­ku salo­nu na mięk­kim fote­lu, dyle­ma­ty, któ­re zasad­ni­czo nie doty­czą tych, któ­rzy odda­ją się takim dywa­ga­cjom, a ludzi, dla któ­rych nie jest to teo­re­tycz­na łami­głów­ka. Gdy­by Pol­ska musia­ła się bro­nić przed agre­sją Puti­na, jestem prze­ko­na­ny, że wie­lu z tych, któ­rzy zada­ją takie pyta­nia, nie waha­ła­by się ani chwi­li. Bro­ni­li­by swo­ich bli­skich, domy i sie­bie przed bar­ba­rzyń­ca­mi, któ­rzy przy­cho­dzą, aby ich zabić, okraść, porwać ich dzie­ci, a kobie­ty zgwał­cić, bo wła­śnie na tym pole­ga „spe­cjal­na ope­ra­cja woj­sko­wa”, na tym pole­ga tzw. „wyzwa­la­nie” Ukra­iny w wyko­na­niu Rosjan.

W Ukra­inie nie spo­tka­łem się z taki­mi roz­wa­ża­nia­mi – ludzie i Kościo­ły zaję­ci są rato­wa­niem życia innych i wal­ką o prze­ży­cie. Gdy ktoś przy­cho­dzi cię skrzyw­dzić to masz nie tyl­ko pra­wo, ale i obo­wią­zek bro­nić sie­bie i innych.


» Bez­po­śred­ni link z moż­li­wo­ścią wspar­cia kon­wo­jów z pomo­cą huma­ni­tar­ną dla Ukra­iny orga­ni­zo­wa­nych przez ks. Ada­ma Ciuć­kę


Pastor Adam Ciuć­ka jest duchow­nym Kościo­ła Boże­go w Pol­sce, pasto­rem zbo­ru Chry­stu­sa Dobre­go Paste­rza w Świ­dwi­nie. Wyzna­nie to jest czę­ścią naj­star­sze­go, glo­bal­ne­go Kościo­ła zie­lo­no­świąt­ko­we­go na świe­cie (Church of God). Zie­lo­no­świąt­kow­cy są obec­nie naj­dy­na­micz­niej roz­wi­ja­ją­cą się gałę­zią chrze­ści­jań­stwa na świe­cie – szcze­gól­nie w Ame­ry­ce Połu­dnio­wej, Afry­ce oraz Azji. Pastor Ciuć­ka był rów­nież współ­za­ło­ży­cie­lem i redak­to­rem por­ta­lu ekumenizm.pl.



Gale­ria
Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.