Gniewni święci z Afryki
- 22 czerwca, 2004
- przeczytasz w 6 minut
Ich kraje od co najmniej 50 lat toczą kolejne skandale korupcyjne, bardzo często panują tam wojskowi dyktatorzy, ludność pogrąża się w biedziei zacofaniu. W niektórych krajach od lat toczą się wojny domowe albo niedługo takie wybuchną. W prawie wszystkich pandemia AIDS zaczyna dopiero zbierać żniwo, które doprowadzi najprawdopodobniej do katastrofy humanitarneji demograficznej na skalę wcześniej nie spotykaną. A jednak biskupii hierarchowie, duchowni tych krajów od lat trwają […]
Ich kraje od co najmniej 50 lat toczą kolejne skandale korupcyjne, bardzo często panują tam wojskowi dyktatorzy, ludność pogrąża się w biedziei zacofaniu. W niektórych krajach od lat toczą się wojny domowe albo niedługo takie wybuchną. W prawie wszystkich pandemia AIDS zaczyna dopiero zbierać żniwo, które doprowadzi najprawdopodobniej do katastrofy humanitarneji demograficznej na skalę wcześniej nie spotykaną. A jednak biskupii hierarchowie, duchowni tych krajów od lat trwają w samozadowoleniui z godnym podziwu uporem maniaka udają, że nie widzą problemów, za to mają pełno rad dla swoich partnerów na Zachodzie. Mowa oczywiście o biskupach z Afryki.
Po arabskiej inwazji w VII i VIII wieku oraz mniej lub bardziej przymusowej islamizacji do końca XII wieku chrześcijaństwo w Afryce przetrwało tylko w trzech miejscach: w Egipcie, gdzie do dziś mieszka kilkumilionowa grupa Koptów, w Sudanie, gdzie na skutek inwazji arabskich lub zarabizowanych plemion, zaniknęło ono prawie całkowiecie na przełomie XIII i XIV wieku oraz w Etiopii, gdzie jako Kościół państwowy i ustanowiony przetrwał iistnieje do dziś (Etiopski Kościół Prawosławny).
Chrześcijaństwo do Afryki przynieśli w XV i XVI wieku kolonizatorzy z Portugalii (Kongo) i Holandii (RPA), ale tak naprawdę rozwinęło się ono dopiero w XIX wieku wraz z władzą kolonialną. Wtedy to, przy pomocy wojsk z Europy, dzisiejsze Malawi stało się prawie w zupełności prezbiteriańskie, Zair katolicki, a Uganda anglikańska. Gdy odeszli europejscy kolonizatorzy, kościoły pozostały. Początkowo zarządzali nimi biali biskupi z Europy, ale w latach 60-tych XX wieku na sktuek różnych nacisków coraz częściej na czele diecezji i Kościołów zaczęli stawać lokalni, “afrykańscy” biskupi.
Ostatnio biskupi z Afryki coraz częściej napominają dawne kraje misjonarskie, oskarżając je o odejście od “prawdziwej Ewangelii” i wzywają je do “pokuty”. Jak zatem wygladają kraje, gdzie Kościoły od tej “prawdziwej Ewangelii” rzekomo nie odeszły?
W Nigerii, gdzie Kościół Anglikański jest największym Kościołem w kraju, ale także i we Wspólnocie Anglikańskiej, od kilkunastu lat państwem wstrząsają coraz bardziej krwawe walki pomiędzy chrześcijańskim południem a muzułmańską północą. Gdy niektóre stany na północy wprowadziły tam szariat, czyli prawo koraniczne, anglikański prymas Nigerii Peter Akinola wyraził co prawda zaniepokojenie, ale większość swojej konferencji prasowej poświęcił krytykowaniu amerykańskiego Kościoła Episkopalnego za ordynację biskupa geja. W ciągu ostatniego roku, gdy biskup Akinola bezustannie podróżował od Europy po Australię, by organizować antygejowską krucjatę i bez ustanku wypowiadał się na temat homoseksualizmu, nie znalazł nawet chwili, aby wyrazić swoje stanowisko w sprawie ukamieniowania dziewczyny skazanej przez islamski sąd za cudzołówstwo w Nigerii. Gdy poirytowany takim stanem arcybiskup Cape Town zwrócił mu na to uwagę, Akinola zrewanżował mu się niezaproszeniem go na kolejne spotkanie biskupów Afryki.
Przypadek Nigerii nie jest ososobniony. Biskupi i zwierzchnicy Kościołów w takich krajach jak: Gabon, Nigeria, Kenia czy Uganda od lat przez palce patrzyli na korupcję kolejnych bonzów i watażków rządzących ich krajami, pod warunkiem, że ci zostawią Kościół (Kościoły) w spokoju. Gdy w Zimbabwe przeprowadzano słynną “reformę rolną” Kościoły zachowały daleko idącą wstrzemięźliwość, gdyż kilka lat wcześniej Mugabe (katolik) zdelegalizował homosekusalizm oraz oficjalnie wziął ślub z (kolejną) swoją żoną.
Innym przykładem jest patriarcha koptyjski papież Szenuda III, który zaofiarował się stanąć na czele “antyhomoseksualnej krucjaty”. Widać trawjące od lat dyskryminacja i prześladowania koptów i innych chrześcijan w Egipcie, oraz brak fundamentalnych praw człowieka w tym kraju, nie zaprzątają za bardzo jego uwagi. Zachowania niektórych afrykańskich kacyków kościelnych zaczynają do złudzenia przypominać podróże dostojników Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej za czasów Breżniewa, która przekonywała, że w Związku Radzieckim występuje zupełna swoboda religijna i podczas wizyt pouczali swoich zachodnich partnerów kościelnych jak rozwiązywać problemy.
Innym przykładem jest epidemia AIDS. Przez całe ostatnie 20 lat Kościoły ramię w ramię z rządami systematycznie ignorowały rozprzestrzenianie się pandemii, twierdząc, że to choroba białych ludzi, w dodatku dotykająca tylko homoseksualistów i narkomanów. Wielu biskupów wprost mówiło, że afrykańska tradycja poligamii jest najlepszą ochroną przed takimi chorobami. Dopiero niedawno przyszło otrzeźwienie: w Ugandzie nosicielami wirusa jest prawie 50% populacji, w Zibabwe, Zambii, Malwii liczba przekracza 30% i ciągle rośnie. Rok temu jeden z anglikańskich biskupów w Zambii dostał załamania nerwowego na skutek prowadzenia zbyt wielu pogrzebów, po których dodatkowo musiał zabierać do domu pozostałe sieroty. Opamiętanie, ale częściowe, przyszło w zeszłym roku gdy zgromadzone w Kamerunie Kościoły Afryki ogłosiły walkę z AIDS i biedą swoim głównym celem.
Trzeba jednak powiedzieć, że Europejczycy nie są bez winy. Od lat było wiadomo, że z kilkoma wyjątkami afrykańskie Kościoły dyskryminują kobiety, traktują je jak podludzi, akceptują poligamię. I nie robiły nic. Dały się zakrzyczeć, że to afrykański zwyczaj i trzeba uszanować różnorodność. Konserwatyści kościelni poszukując sojuszników w walce z ordynacją kobiet, aborcją i homoseksulizmem, przymykali oczy na legendarną wprost korupcję panującą w afrykańskich Kościołach. W ten oto sposób obie grupy wręcz rozwydrzyły swoich afrykańskich kolegów.
Co robić dziś z tym fantem, którego mam na myśli?
Wydaje się, że na początku XXI wieku sytuacja się zmienia. Niektóre, ale wciąż bardzo nieliczne, Kościoły w Afryce przeprowadziły albo są w trakcie przeprowadzania rachunku sumienia: w RPA, Botswanie, Zambii Kościoły zrywają z praktyką dyskryminacji kobiet, wypowiedziały walkę poligamii i jako pierwsze zaczęły wołać o pandemii AIDS. To pozytywna zmiana.
Liberałowie w Europie i USA zaczynają mieć dość szantażu swoich kolegów z Afryki i pomówień o rasizm. “Argument różnorodności nie może obowiązywać tylko w jedną stronę” — powiedział mi znajomy z Kościoła Szkocji. Coraz więcej parafii zamiast wysyłać pieniądze (i tak kurczące się) do Kościołów w Afryce, przesyła je na konkretne projekty: w ten sposób nie giną one w przepastnych kasach kościelnych dostojników. Czują też to kościelni watażkowie, którzy buńczucznie zapowiadają, że nie przyjmą pieniędzy od “heretyków z Europy”, nie dodając wszakże, że od lat pieniądze te płyną coraz cieńszą stróżką.
Zażenowanie swoimi sojusznikami zaczynają także odczuwać konserwatyści: synodałowie anglikańscy w jednej z diecezji w Kanadzie zagrozili, że oni także zaczną zgłaszać swoje żądania i zaproponują usunięcie z Konferencji Lambeth wszystkic
h biskupów popierających lub tolerujących poligamię, jako heretyków.
Kościół w Afryce ma przed sobą trudne lata: walkę z biedą, która nie zanika, ale się pogłębia, walkę z AIDS, odbudowę krajów ze zgliszcz wojen domowych. Wreszcie, wcale nie mniejszym problemem jest rosnący w siłę islam, który od lat jest wspierany ogromym zastrzykiem pieniędzy przez kraje Bliskiego Wschodu. Jeżeli chrześcijaństwo ma sprostać tym wyzwaniom, nie może sobie pozwolić na posiadanie pasterzy, którzy ignorują otaczającą ich rzeczywistość, ale pouczają za to cały świat jak należy żyć.
Dewiza “Lekarzu, ulecz się sam” obowiązujetakże w Afryce.
Kazimierz Bem
foto: grendelarthouse.de