Arcybiskup Męczennik – Jan M. Michał Kowalski

12

26 maja br. minęła formalnie 75. rocznica śmierci Jana M. Michała Kowalskiego, Arcybiskupa Mariawitów, męczennika za wiarę. W odniesieniu do ostatnich lat jego życia wciąż jest wiele znaków zapytania. Kwerenda przeprowadzona przez portal ekumenizm.pl pozwoliła na ustalenie niektórych zagadnień formalnych i podjęcie tematów dotąd pomijanych: jak doszło do aresztowania abp. Kowalskiego i jak mogły wyglądać ostatnie chwile jego życia?

Arcybiskup Michał był, jest i zapewne pozostanie postacią kontrowersyjną – najbardziej dla samych mariawitów. Dla wielu – choć nie wszystkich – mariawitów nurtu płockiego (Kościół Starokatolicki Mariawitów) abp. M. Michał Kowalski jest symbolem rozłamu, nadużyć, zła, a więc nośnikiem tych cech, jakie mariawitom, nie wyłączając św. Marii Franciszki Kozłowskiej, przypisywała prasa narodowo-rzymskokatolicka w najgorętszym okresie polemiki antymariawickiej.

Po rozłamie w 1935 roku narracja uskuteczniana przez pokolenia, a wymierzona w abp. Kowalskiego, stała się nieodłącznym elementem oficjalnej i starannie wyreżyserowanej propagandy przeciwko samemu arcybiskupowi i „kowalszczakom”. Zresztą ci nie pozostali dłużni „feldmanowcom”. Abp Kowalski urósł do rangi nie tylko antybohatera, ale w jakiś sposób stał się także negatywnym elementem tożsamości wyznaniowej – kozłem ofiarnym, synonimem „całego zła”, jakie przytrafiło się mariawityzmowi. Atak na arcybiskupa był też narzędziem legitymizacji własnych działań i zacementowania podziału w mariawityzmie. O arcybiskupie mówiono albo źle albo w ogóle tudzież ukazywano okres jego rządów tylko z perspektywy pierwszych lat mariawityzmu. Później nie było miejsca na zróżnicowane spojrzenie, zmierzenie się z faktami, co w okresie najgorętszej polemiki wewnątrzmariawickiej jest z pewnością wytłumaczalne. Z kolei dla mariawitów, którzy pozostali wierni abp. Kowalskiemu (Kościół Katolicki Mariawitów), stał się on uosobieniem prawdziwego mariawityzmu, kustoszem Dzieła powierzonego mu przez samą Mateczkę, która niedługo przed śmiercią stwierdziła, że Dzieło Wielkiego Miłosierdzia przekazuje w pewne ręce.

Wciąż za mało wiemy o słynnej kapitule z 1935 roku, która doprowadziła do bolesnego rozłamu i radykalnego tąpnięcia w łonie mariawityzmu. Kryzys zręcznie i skutecznie został wykorzystany przez propagandę Kościoła rzymskokatolickiego, ale były to czasy, w których ekumenizm i szacunek wobec innych chrześcijan dopiero raczkował. Wielu wiernych porzuciło mariawityzm. Dramatyczny podział doprowadził do rozłamu instytucjonalnego, zasiał wrogość, której nie udało się wtłoczyć do mariawityzmu w okresie najcięższych prześladowań z zewnątrz. Niestety udało się od wewnątrz. Temat ten wciąż wymaga pogłębionych poszukiwań, jednak materiał badawczy jest bardzo skromny. Brakuje kluczowych dokumentów.

Czy to mariawici mariawitom zgotowali ten los? Trudno odpowiedzieć krótko i jednoznacznie, gdyż – znów – za mało wiemy o wydarzeniach z końca 1934 roku i początku 1935 roku. Niemniej pewnego rodzaju naiwnością byłoby stwierdzenie, że rozłam z 1935 roku był autonomiczną próbą samooczyszczenia się mariawityzmu czy osobliwie pojmowanym okrzepnięciem młodego ruchu religijnego w okresie naznaczonym trudnymi uwarunkowaniami społeczno-politycznymi. Lekkomyślne byłoby odrzucenie hipotezy, że w przygotowaniu rozłamu nie były zaangażowane czynniki państwowe i religijne z Kościoła większościowego, które nie zdołały dotąd złamać Kościoła mariawickiego na drodze procesów pokazowych wymierzonych m.in. przeciwko abp. Michałowi.

Co Niemcy wiedzieli o abp. Michale?

Niemieckie władze interesowały się sytuacją religijną w Polsce. Dokumenty zdobyte przez portal ekumenizm.pl poświadczają, że pozyskiwanie informacji na temat ruchów religijnych odbywało się już przed wojną. ‚Sprawa mariawicka’ zajmowała taże niemieckich urzędników. Sporządzono dossier nt. mariawitów, przetłumaczono na język niemiecki broszurę o mariawityzmie, ukazując go jedynie z perspektywy nurtu płockiego.

Dowodem są niepublikowane dotąd dokumenty z Ministerstwa Rzeszy ds. Kościelnych, a przechowywane w centralnych archiwach niemieckich. Nie ma ich dużo, są to zaledwie pojedyncze kopie akt sprawy. Redakcja ekumenizm.pl przeprowadziła również kwerendę w archiwach państwowych w Berlinie i Wiedniu. Odpowiednie zapytania zostały skierowane do archiwów państwowych w Moskwie i Sankt Petersburgu, ale przede wszystkim do archiwum dawnego obozu koncentracyjnego Dachau, placówki Hartheim oraz do międzynarodowego archiwum ITS Bad Arlosen. Inne dokumenty pochodzą z projektu badawczego otwartego wcześniej w Instytucie Pamięci Narodowej przy okazji sprawy w Grzmiącej (link) oraz inwigilacji Kościołów mariawickich przez komunistyczne służby bezpieczeństwa.

Z dokumentów wynika, że władze III Rzeszy miały dość szeroką wiedzę na temat Kościoła mariawitów w Polsce. Jeszcze przed agresją Niemiec na Polskę (!) 1 września 1939 roku, minister Rzeszy ds. religijnych Hanns Kerrl otrzymał pisma, dotyczące mariawitów. Nadawcą był Erwin Kreuzer – od 1935 roku Biskup Kościoła Starokatolickiego w Niemczech. Kreuzer, podobnie jak zdecydowana część starokatolickiego duchowieństwa III Rzeszy, sprzyjała nowemu reżimowi i to nie bez korzyści. W piśmie o numerze 1877 wysłanym z Bonn 5 września 1938 r., bp Kreuzer dziękuje ministrowi Kerrlowi za udostępnienie raportu niemieckiej ambasady w Warszawie. Nie znamy treści raportu, ale z pewnością dotyczył on Kościoła mariawickiego, gdyż pozostała część listu bp. Kreuzera to krótki opis dziejów Kościoła w formie uzupełnienia do przedmiotowego raportu.

galeria

Kreuzer przedstawia kontekst wprowadzenia w 1908 roku usamodzielnionego już Kościoła mariawickiego na arenę Kongresu Starokatolickiego w Wiedniu, nadmieniając, że w 1909 r. wybrany przez mariawitów biskup otrzymał sakrę od Kościoła starokatolickiego Unii Utrechckiej. Kreuz stwierdza, że po wojnie (I wojnie światowej) występują u mariawitów „sekciarskie tendencje”, które prowadzą w 1925 roku do zerwania relacji z Kościołem mariawickim i bp. Kowalskim. Następnie bp Kreuzer relacjonuje, że podczas pobytu służbowego w Bytomiu w dniach 2-3 października 1937 r., przyjął na spotkaniu bp. M. Filipa Feldmana – po rozłamie zwierzchnika Kościoła Starokatolickiego Mariawitów. Feldman poinformował bp. Kreuzera o wprowadzanych od 1935 roku zmianach oraz zamiarze Feldmana, aby w listopadzie lub grudniu tego roku (1938) ubiegać się o ponowne przyjęcie do Unii Utrechckiej (faktycznie chodziło o przywrócenie w prawach członka).

Według Kreuzera zaplanowano wysłanie delegacji Unii Utrechckiej do Polski, jednak do przybycia wizytatorów nie doszło. Bp Kreuzer poinformował ministra, że w sierpniu 1938 dwóch biskupów mariawickich miało uczestniczyć w konferencji biskupów starokatolickich w Zurychu, jednak ich udział nie doszedł do skutku ze względu na problemy paszportowe. W spotkaniu w Szwajcarii uczestniczył jednak bp Józef Padewski, biskup diecezji misyjnej Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego, więziony przez Niemców, a zakatowany przez komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa w 1951 r. Bp Padewski doradzał Unii Utrechckiej, aby wobec mariawitów zachowała ostrożność. O tym dowiedzieli się najprawdopodobniej mariawici, gdyż Kreuzer stwierdza, że wniosek o przywrócenie w prawach członka, został wycofany, a do Polski ma przyjechać ks. Luketić, wikariusz generalny z Kościoła starokatolickiego w Chorwacji.

Niestety, nie zachowała się cała korespondencja, dotycząca zainteresowania przyszłych okupantów mariawitami, jednak w IPN pozostały odokumenty niemieckich urzędników i oficerów w odniesieniu do Kościoła mariawickiego już po napaści hitlerowców na Polskę.

Dlaczego aresztowano arcybiskupa?

Dość rozpowszechniony jest pogląd, że abp Kowalski został aresztowany przez niemieckie władze ze względu na swoje wypowiedzi, dotyczące Adolfa Hitlera. Z pewnością była to jedna z okoliczności, która uniemożliwiła zwolnienie arcybiskupa z płockiego aresztu śledczego. Wiele wskazuje na to, że sprawa wypłynęła dopiero w trakcie śledztwa. Niemcy weszli w posiadanie materiału dowodowego, obciążającego arcybiskupa. Z korespondencji między bp. Kreuzerem a nazistowskimi urzędnikami, nie wynika, aby Niemcy wiedzieli o sprawie wcześniej.

Jakkolwiek trudno stuprocentowo wykluczyć hipotezę polityczną to jednak w świetle dokumentów wydaje się ona mało prawdopodobna, o czym za chwilę.

Sprawą arcybiskupa interesowały się różne formacje i organizacje okupanta. Pozostały jedynie skrawki dokumentacji, stąd trudno o całościowy obraz sytuacji, niemniej pojawiające się stwierdzenia pokazują, że za aresztowaniem duchownego stały działania konkretnych osób/osoby.

Abp. Kowalskiego aresztowano 25 stycznia 1940 r. Sprawie nadano charakter tajny. Główna placówka Służby Bezpieczeństwa Reichsführera SS (SD) w Ciechanowie, instytucji (kontr)wywiadowczej, posiadającej na terenach okupowanych rozległe prerogatywy, wysłała 20 kwietnia 1940 r. do tajnej policji (Gestapo) w Ciechanowie pismo, w którym informuje o przeprowadzonych działaniach wobec mariawitów i abp. Kowalskiego. Gestapo wchodziło w skład policji bezpieczeństwa (Sipo), podczas gdy SD była osobną jednostką. Obydwie jednak były częścią Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Jak czytamy w tekście korespondencji, zrezygnowano „ze względu na zbyt duży nakład pracy związany z pracami translatorskimi” z przedstawienia wszystkich zeznań spisanych w śledztwie i zdecydowano się na przedstawienie jedynie czterech protokołów z przesłuchań, w których brało udział po dwóch oficerów SD i Gestapo. Śledztwo dotyczyło domniemanych czynów lubieżnych, o które oskarżany był abp. Kowalski. Niemcy powołują się na oskarżenia czterech byłych sióstr, które uznają za wiarygodne. Ponadto abp Kowalski scharakteryzowany jest jako radykalny polski nacjonalista, a jego przedwczesne zwolnienie z więzienia przez polskie władze, wiążą Niemcy z talentem oratorskim duchownego na rzecz sprawy polskiej. Abp Kowalskiemu zarzucano, że nie uznaje różnic rasowych i jako dowód przytacza się apel arcybiskupa skierowany do Żydów, aby wpisywali się do Księgi Żywota przechowywanej w Felicjanowie. Do pisma dołączona jest kopia „Lucyfera”, artykułu, jaki napisał abp Kowalski w lipcu 1939 roku. Opisywał w nim „pysk diabła, którego trzy twarze symbolizują narody Mussoliniego, Stalina i Führera Adolfa Hitlera“.

galeria

Zachowały się również inne dokumenty, które, zgodnie z drogą służbową, zaadresowane były do jednostek centralnych w Berlinie. Ministerium Rzeszy otrzymało krótki życiorys abp. Kowalskiego, a także fragmenty tłumaczeń jego pism z „Królestwa Bożego na ziemi” – wszystkie przytoczone fragmenty podejmują tematy polityczne. Z późniejszego, datowanego na 31 maja 1940 r. zapytania lokalnej placówki Gestapo w Płocku do przełożonych w Ciechanowie, wynika, że na pewnych etapach postępowania Niemcy nie do końca wiedzieli, co zrobić z arcybiskupem. Krótka notka, która do Ciechanowa dotarła po trzech dniach, stwierdza: „Proszę o informację, czy wobec ww. powinno zostać wszczęte postepowanie karne z powodu nieobyczajnych zachowań, a jeśli nie, co powinno się z nim stać. Kowalski znajduje się od 25.1.1940 w zakładzie karnym w Płocku.”

Z przytoczonych dokumentów wynika, że abp Kowalski nie został aresztowany ze względu na poglądy polityczne – sprawa ta pojawiła się dopiero po aresztowaniu Arcybiskupa – ale z przyczyn obyczajowych, z powodu których sądziły go polskie władze. Zdecydowały się jednak na przedterminowe zwolnienie arcybiskupa Kowalskiego z odbywania kary. Pojawia się pytanie: kto i dlaczego doprowadził do aresztowania arcybiskupa z powodu starej sprawy. Przypomnijmy, arcybiskup miał już wtedy 70 lat.

Kolejnym zastanawiającym dokumentem jest pismo z Labiawy, miasta położonego w obwodzie kaliningradzkim. Szef okręgowej komórki NSDAP skierował 16 lipca 1940 r. do gauleitera w Królewcu (Kaliningrad) pismo ws. arcybiskupa Kowalskiego: „W załączeniu przesyłam panu zarys walki arcybiskupa mariawitów M. Kowalskiego w Polsce. Szkic ten został mi dostarczony przez towarzysza partyjnego, który przebywał wraz z komisją nadzorującą politykę gruntową w Płocku. Jak mnie poinformował, arcybiskup Kowalski miał być już przez nas aresztowany pół roku temu. Miało to nastąpić na polecenie arcybiskupa Feldmana, który rzekomo jest pół-Żydem. Przypuszczam, że dowództwo okręgu zainteresuje się sprawą, gdyż z mojego punktu widzenia, arcybiskup Kowalski dałby się wykorzystać w walce z Kościołem katolickim. Być może byłoby celowe zwrócenie uwagi reichsleitera Rosenberga (naczelnika rzeszy – DB).”

NSDAP sprawdziło informacje nt. aryjskiego pochodzenia biskupa Feldmana, który uzyskał osobiste poręczenie kuzyna z NSDAP. Informacja o żydowskim pochodzeniu Feldmana miała pochodzić od sióstr z klasztoru w Felicjanowie. Nie ma jednak bezpośrednich zeznań. Po wojnie bp M. Szymon Bucholc sugerował, że to abp Kowalski miał donieść na bp. Feldmana. W ramach tych samych zeznań bp Bucholc przyznał, że donosił na abp. Kowalskiego Niemcom także w okresie, gdy ten już był w areszcie. Swoje działania tłumaczył zemstą i nieświadomością, że abp Kowalskiemu może się coś złego przytrafić.

W aktach IPN znajduje się przytaczany już na łamach ekumenizm.pl raport niemieckiego prawnika z SS, dr. Kinza, który został skierowany do zbadania sprawy w Felicjanowie. Spędził tam kilka dni na przesłuchiwaniu sióstr. Obszerny tekst zawiera informacje historyczne na temat mariawitów, a także zasady wiary nurtu felicjanowskiego, ze szczególnym uwzględnieniem reform abpa Kowalskiego.  Już na samym początku dr Kinz stwierdza to, co jasno wynikach z przytoczonych wyżej informacji: „Arcybiskup Jan Maria Kowalski, urodzony 25 grudnia 1871 (…) został aresztowany 25 stycznia br. przez tajną policję państwową i umieszczony w reszcie śledczym z powodu domniemanych gwałtów i innych aktów nieobyczajnych.” Dr Kinz zrelacjonował nie tylko wypowiedzi sióstr, ale też treści oskarżeń wysuwanych pod adresem abp. Kowalskiego w trakcie procesów karnych wytoczonych mu przez polskie władze. Akta procesowe, które dziś uchodzą za zaginione lub zniszczone, Gestapo pozyskało z kurii płockiej od abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego.

Dlaczego rzymskokatolicki arcybiskup, zagorzały przeciwnik mariawitów, dysponował dokumentami, a nie ma ich w archiwach sądowych i miejskich w Płocku, można jedynie spekulować podobnie jak w kwestii, czy kuria płocka nie dysponuje obecnie kopiami akt procesowych. Kinz obszernie powołuje się na dokumenty sądowe, przytacza numery sygnatur wraz z konkretnymi załącznikami, które według obrońców arcybiskupa dowodziły o jego niewinności i sfingowanym procesie. Sam Kinz zadaje pytanie, czy aresztowanie abp. Kowalskiego mogłoby być spowodowane tym, że jest osobą „nienawidzącą Niemców i polskim szowinistą”. Kinz stwierdza, że na to pytanie można by odpowiedzieć pozytywnie jedynie na podstawie tłumaczenia „Boskiej komedii Dantego” z ręcznymi dopiskami arcybiskupa na marginesie. Kinz usprawiedliwia nawet notatki Kowalskiego, twierdząc, że nie miały one charakteru politycznego, a religijny (renesans kultów pogańskich wspierany przez Hitlera) i były formułowane w okresie „wzmożonej propagandy antyniemieckiej w Polsce”. Kinz powołuje się również na dokumenty sądowe z okresu międzywojennego, oskarżające o czyny lubieżne niektórych biskupów i kapłanów mariawickich, w tym szczególnie bp. Feldmana, i jedną siostrę z Płocka. Kinz wnioskuje, że na podstawie akt również inne osoby powinny zostać aresztowane. Pojawia się również interesujący passus: przy aresztowaniu abp. Kowalskiego gestapo skonfiskowało drogocenny kielich podarowany mu przez biskupów z okazji rocznicy otrzymania sakry z Utrechtu. Skąd Niemcy wiedzieli o prezencie przekazanym arcybiskupowi? Nie wiadomo. Kinz referuje oczekiwania sióstr, a wśród nich żądanie zwrócenia kielicha. Raport Kinza nie został pozytywnie przyjęty przez przełożonych, którzy uznali, że jest zbyt stronniczy i gloryfikuje abp. Kowalskiego.

25 kwietnia 1941 roku arcybiskup Kowalski został odtransportowany do obozu koncentracyjnego Dachau w Bawarii, skąd odbył tylko jedną podróż – do Zamku Hartheim.

Jak i kiedy zginął abp Kowalski?

W styczniu 2016 roku dziennik Rzeczpospolita poinformował o wynikach kilkuletniego śledztwa (sygn. Akt 21/14/Zn) prowadzonego przez prokuratora Komisji ds. Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej (Oddział Szczecin), Marka Rabiegi ws. Polaków zamordowanych w zamku Hartheim (Austria). Śledztwo dotyczyło ponad 1600 osób. Zaplanowany na przemysłową skalę program uśmiercania wpierw osób niepełnosprawnych, a później więźniów niezdolnych do pracy lub osób społecznie podejrzanych (np. duchowni) został opisany w prokuratorskim postanowieniu o umorzeniu śledztwa.

Redakcja ekumenizm.pl zwróciła się do prokuratora Rabiegi o informację ws. abp. Kowalskiego, który zginął na Zamku Hartheim. W otrzymanej odpowiedzi czytamy, że niemożliwe było odtworzenie i ustalenie losów oraz przebiegu represji wszystkich 1604 pokrzywdzonych. Jedynym kryterium przyjętym podczas prowadzenia śledztwa było obywatelstwo polskie. W sentencji postanowienia zawarta jest lista z nazwiskami wszystkich ofiar, w tym abp. Kowalskiego, jednak tylko w przypadku paru osób, w tym trzech duchownych rzymskokatolickich, zawarta jest krótki biogram.

Hartheim – od krajoznawstwa do fabryki śmierci

Naziści zajęli Zamek Hartheim w 1940 roku. Wywłaszczono poprzedniego właściciela – Krajowe Towarzystwo Dobroczynności. W 1940 r. przyjęto pierwsze transporty, które obsługiwał ok. 70-osobowy personel, w tym pielęgniarki i lekarze, którzy obsługiwali wraz z palaczami komory gazowe. Placówka Hartheim działała w ramach szerokiego programu eksterminacji „bezwartościowych istnień” zatwierdzonego przez najważniejszych urzędników rzeszy na rozkaz Adolfa Hitlera. Spotkanie odbyło się we wrześniu w Sopocie z udziałem Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera w istniejącym do dziś Grand Hotelu. Dyrektywa została opublikowana w październiku 1939 roku, ale antydatowana na wrzesień. Całe przedsięwzięcie zarejestrowano pod obłudną nazwą „Spółka Pracownicza Rzeszy – Zakłady Pielęgnacyjne i Opiekuńcze”. Kierownikiem placówki Hartheim był dr Rudolf Lonauer, porucznik SS. Istnieją opracowania naukowe, dowodzące, że w Hartheim prowadzono również eksperymenty na więźniach.

Zgodnie z ustaleniami śledztwa szczecińskiego IPN śmierć więźniów, w tym i abp Kowalskiego, wyglądała podobnie. Sprawny system zabijania nie znał litości. Więźniowie przybywali do Hartheim w transportach 40-150 osobowych. Transportowani byli koleją lub ciężarówkami opatrzonymi znakiem firmowym Niemieckiej Poczty Rzeszy. Po przywiezieniu do Hartheim więźniowie byli poddawani oględzinom, ale miały one jedynie formalny charakter, celem ustalenia przyczyny śmierci, którą później wpisywano do aktów zgonu. Ponieważ chciano uniknąć podejrzeń, urzędnicy i lekarze posługiwali się zestawem przyczyn zgonu przygotowanym przez centralę programu T-4. Program T-4 (skrót od Tiergartenstrasse 4, ulicy w Berlinie, gdzie znajdowała się centrala akcji zabijania niepełnosprawnych) pochłonął ponad 70 tys. osób. W kwietniu 1941 program T-4 poszerzono o akcję 14f13, która na wniosek Heinricha Himmlera, została poszerzona o osoby niezdolne do pracy. W toku śledztwa, IPN ustalił, że „personel obozów samodzielnie (i nawet wbrew założeniom akcji) kierował do uśmiercania osoby dowolnie przez siebie wybrane (…) decydowały także kryteria społeczne (np. stwierdzona nienawiść do Niemców, stan duchowny, określone przekonania polityczne), a nawet zwykła antypatia do danej osoby.” Formalnie akcja 14f13 została przerwana w 1943 r., ale praktycznie trwała do 29 grudnia 1944 roku i to tylko w jednym z trzech ośrodków uśmiercania – w Zamku Hartheim.

Więźniom kazano się rozebrać. Nie zwracano uwagę na płeć czy wiek. Każdy więzień otrzymywał stempel na ramię lub pierś.  A następnie grupkami byli zapędzani do imitujących łaźnię komór gazowych. Śmierć trwała długo i w męczarniach. Komorę otwierano po ok. 1,5 godziny. Zwłoki przenoszono do krematorium, a następnie spalano w specjalnych wannach, w których mieściło się od 2 do 8 osób. Pozostałości zwłok były mielone w specjalnych maszynach, a prochy wysypywane do Dunaju lub rozrzucane na okolicznych polach lub zakopywane po wschodniej stronie zamku.

Arcybiskup trafił do Hartheim pierwszym transportem 18 maja 1942 roku w ramach akcji 14f13, polegającej na selekcji więźniów niezdolnych do pracy w obozach koncentracyjnych.

Według IPN za datę śmierci więźnia należy uznać datę transportu, a dane wpisywane przez administrację III Rzeszy należy uznać za nieprawdziwe, podobnie jak i przyczynę śmierci. Zgodnie z dokumentacją obozową abp M. Michał Kowalski trafił do obozu 18 maja br. i najpewniej został zamordowany tego samego dnia. Redakcja ekumenizm.pl zwróciła się z zapytaniem do austriackich i niemieckich archiwów, przechowujących informacje nt. zbrodni nazistowskich, z prośbą o udostępnienie danych i otrzymaliśmy pozytywną odpowiedź.

Według aktu zgonu (1820/42) wystawionego przez urząd stanu cywilnego w Dachau, gdzie wcześniej przebywał arcybiskup, zgon miał nastąpić 26 maja o godz. 23:50. Identyczna informacja znajduje się na powiadomieniu z 3. 06. 1942 wysłanym do Berlina, dotyczącym spadku. Takie same dane zawiera kolejny akt zgonu wystawiony już po wojnie, 15 sierpnia 1946 roku w Dachau. W akcie zgonu z 1942 r. jako przyczyna śmierci widnieje zatrzymanie krążenia i nieżyt żołądkowo-jelitowy.

galeria

Zakończenie

Osoba abp. M. Michała Kowalskiego będzie jeszcze długo polaryzować, nie tylko środowiska mariawickie. Zazwyczaj tak bywa w przypadku wielkich postaci, szczególnie reformatorów życia religijnego. Mariawityzm, jako wyznanie rdzennie polskie, miał tylko dwóch reformatorów – była nim św. Maria Franciszka i arcybiskup męczennik, św. M. Michał Kowalski.

Szkoda, że 75 lat po jego śmierci i ponad 120 lat po objawieniu Dzieła Wielkiego Miłosierdzia nie jest możliwe autentyczne pojednanie mariawitów, które z kolei umożliwiłoby konstruktywne i krytyczne korzystanie z wielkiego dziedzictwa duchowego Brata Arcybiskupa.

Z pewnością złą reakcją jest demonizacja abp. Kowalskiego lub wymazywanie go z pamięci ludu mariawickiego. Takie zabiegi utrudniają również rzeczowe spojrzenie na Męczennika.

Piękny byłby dzień, w którym mariawici obydwu konfesji WSPÓLNIE, przy jednym ołtarzu podziękowali by Panu Jezusowi Utajonemu w Przenajświętszym Sakramencie za życie Brata Arcybiskupa.


>> Ekumenizm.pl: Rozłam mariawityzmu w pigułce

  • Jakub Pytel

    Bardzo to interesujące. Równie interesujące jak stronnicze.
    Może warto choć wspomnieć na czym polegały owe „reformy” bp. Kowalskiego, który
    jako głowa swego „Kościoła” podobny był Henrykowi VIII (choć może to dla króla
    porównanie niesprawiedliwe, bo nawet on miał tyle rozumu, żeby nie głosić, że
    współżyjące z nim kobiety dzięki łasce Bożej pozostają dziewicami). Mniejsza
    jednak o to. Warto poprawić niektóre drobne błędy. Abp Nowowiejski miał na imię
    Antoni, a nie Anton. Podobnie nazwisko bp. Erwina Kreuzera, który w tekście
    kilkakrotnie nazywany jest „Kreuzem”. Niefortunnie, w kontekście lat 40 XX
    wieku, brzmi stwierdzenie, że Labiawa leży w obwodzie kaliningradzkim, a zapis „Królewiec
    (Kaliningrad)” łatwo może zostać poczytany za obrazę inteligencji czytelników.

  • Michael Monikowski

    „Meczennik za wiare” to bardzo wielka przesada. I to jak najbardziej w swietle cytowanych tu w artykule dokumentow. Nie ma ani jednego skrawka informacji, ze chodzilo o wiare. Mowa jest o czynach lubieznych (w tym gwaltach) oraz, niejako na marginesie, o czynniku politycznym…

  • Uwagi, dotyczące literówek zawsze są powodem do ogromnej wdzięczności. Dziękuję.

  • Jakub Pytel

    You’re welcome. Rozumiem, że inne uwagi takiego uczucia nie wzbudzają.

    Czy Szanowny Autor jest pewien, że bp Kowalski rzeczywiście był odesłany PIERWSZYM transportem z Dachau do Zamku Hartheim? Pytam, dlatego że inni duchowni-więźniowie Dachau mieli ponieść śmierć w Hartheim w dniach wcześniejszych niż 18 maja 1942 r.: ks. Formanowicz – 4 maja, o. Huchracki OFM – 5 maja, bł. o. Pankiewicz OFM – 20 maja. Teodor Musioł w swojej książce „Dachau 1933-1945” podaje, że ks. Formanowicz dotarł do Hartheim właśnie „transportem inwalidów”. Jeśli to prawda, to takie transporty musiały być organizowane już przed 18 maja 1942 r. I rzeczywiście – w niemieckiej Wikipedii czytam, że „transporty inwalidów” odbyły się w czterech etapach: 15 stycznia – 3 marca, 4 maja – 6 czerwca, 10 i 12 sierpnia i 7 – 14 października 1942 r.

    Szanowny Autor napisał, że „akta procesowe, które dziś uchodzą za zaginione lub zniszczone, Gestapo pozyskało z kurii płockiej od abp.
    Antoniego Juliana Nowowiejskiego”. Czy wolno zapytać, co oznaczają słowa „pozyskało… od”? Nie śmiem posądzać Autora, tak przecież życzliwego Kościołowi katolickiemu, o chęć wywołania wrażenia, że abp Nowowiejski zadenuncjował Kowalskiego, dlatego domyślam się, że chodzi o wydarzenia z 8 lutego 1940 r., gdy Gestapo internowało abp. Nowowiejskiego i dokonało rabunku w podległych mu instytucjach. Jeśli tak, to termin „pozyskać” wydaje się być chyba nazbyt eufemistyczny.

    Dalej Autor pyta: „Dlaczego rzymskokatolicki arcybiskup, zagorzały przeciwnik mariawitów, dysponował dokumentami, a nie ma ich w
    archiwach sądowych i miejskich w Płocku można jedynie spekulować podobnie jak w kwestii, czy kuria płocka nie dysponuje obecnie kopiami akt procesowych”. Czy dobrze rozumiem, że Szanowny Autor sugeruje, że akta procesowe zostały jeszcze przed wojną przekazane przez urzędy państwowe abp. Nowowiejskiemu? Na czym Autor opiera przypuszczenie, że Kuria płocka może dziś – w dobie ożywionych kontaktów – chcieć taić fakt posiadania kopii zrabowanych przez Niemców dokumentów i do jakich to niecnych celów mogłaby ich teraz użyć?

    Gdzie indziej Autor napisał: „Lekkomyślne byłoby odrzucenie hipotezy, że w przygotowaniu rozłamu nie były zaangażowane czynniki państwowe i religijne z Kościoła większościowego”. Charakterystyczne dla Autora węszenie jezuickich spisków pozwala przypuszczać, że owo „nie” pojawiło się w zdaniu zupełnym przypadkiem (lekkomyślne byłoby przyjęcie takiej hipotezy). Inna rzecz, to czy naprawdę Autor uważa, że mariawici w spokoju mogli tolerować kolejne szaleństwa bp. Kowalskiego i że potrzeba było aż zorganizowanej akcji aparatu państwa i Kościoła katolickiego, żeby w końcu jakoś się temu szaleństwu przeciwstawili?

    Gdy idzie o wspomniane literówki, to owszem, liczba Kreuzów w tekście się zmniejszyła, ale i tak część z nich się uchowała. W akapicie rozpoczynającym się od słów „Kreuzer przedstawia kontekst” jest dwóch Kreuzów, a w następnych, rozpoczynającym się od słów „Według Kreuzera zaplanowano” – dwóch kolejnych. Pozwolę sobie zaproponować skorzystanie ze skrótu klawiszowego Ctrl+F, co znacznie ułatwi korektę. I jeszcze: dr Lonauer miał na imię Rudolf (jest Rudol), w zdaniu „Ponadto abp. Kowalski scharakteryzowany jest” warto usunąć kropkę po „abp”. I to zdaje się wszystko. W tej chwili.

  • Jakub Pytel

    You’re welcome. Rozumiem, że inne uwagi takiego uczucia nie wzbudzają.

    CzySzanowny Autor jest pewien, że bp Kowalski rzeczywiście był odesłany
    PIERWSZYM transportem z Dachau do Zamku Hartheim? Pytam, dlatego że inniduchowni-więźniowie Dachau mieli ponieść śmierć w Hartheim w dniach wcześniejszych niż 18 maja 1942 r.: ks. Formanowicz – 4 maja, o.
    Huchracki OFM – 5 maja, bł. o. Pankiewicz OFM – 20 maja. Teodor Musioł wswojej książce „Dachau 1933-1945” podaje, że ks. Formanowicz dotarł do
    Hartheim właśnie „transportem inwalidów”. Jeśli to prawda, to takie
    transporty musiały być organizowane już przed 18 maja 1942 r.

    I rzeczywiście – w niemieckiej Wikipedii czytam, że „transporty inwalidów”
    odbyły się w czterech etapach: 15 stycznia – 3 marca, 4 maja – 6
    czerwca, 10 i 12 sierpnia i 7 – 14 października 1942 r.

    Szanowny Autor napisał, że „akta procesowe, które dziś uchodzą za zaginione lub zniszczone, Gestapo pozyskało z kurii płockiej od abp.
    Antoniego Juliana Nowowiejskiego”. Czy wolno zapytać, co oznaczają słowa
    „pozyskało… od”? Nie śmiem posądzać Autora, tak przecież życzliwego
    Kościołowi katolickiemu, o chęć wywołania wrażenia, że abp Nowowiejski
    zadenuncjował Kowalskiego, dlatego domyślam się, że chodzi o wydarzenia z8 lutego 1940 r., gdy Gestapo internowało abp. Nowowiejskiego i
    dokonało rabunku w podległych mu instytucjach. Jeśli tak, to termin
    „pozyskać” wydaje się być chyba nazbyt eufemistyczny.

    Dalej Autor pyta: „Dlaczego rzymskokatolicki arcybiskup, zagorzały przeciwnik mariawitów, dysponował dokumentami, a nie ma ich w
    archiwachsądowych i miejskich w Płocku można jedynie spekulować podobnie jak w kwestii, czy kuria płocka nie dysponuje obecnie kopiami akt
    procesowych”. Czy dobrze rozumiem, że Szanowny Autor sugeruje, że akta
    procesowe zostały jeszcze przed wojną przekazane przez urzędy państwowe abp. Nowowiejskiemu? Na czym Autor opiera przypuszczenie, że Kuria płocka może dziś – w dobie ożywionych kontaktów – chcieć taić fakt
    posiadania kopii zrabowanych przez Niemców dokumentów i do jakich to
    niecnych celów mogłaby ich teraz użyć?

    Gdzie indziej Autor napisał: „Lekkomyślne byłoby odrzucenie hipotezy, że w przygotowaniu rozłamu nie były zaangażowane czynniki państwowe i religijne z Kościoła większościowego”. Charakterystyczne dla Autora węszenie jezuickich spisków pozwala przypuszczać, że owo „nie” pojawiło się w zdaniu zupełnym przypadkiem (lekkomyślne byłoby przyjęcie takiej hipotezy). Inna rzecz, to czy naprawdę Autor uważa, że mariawici w spokoju mogli tolerować kolejne szaleństwa bp. Kowalskiego i że potrzeba było aż
    zorganizowanej akcji aparatu państwa i Kościoła katolickiego, żeby w
    końcu jakoś się temu szaleństwu przeciwstawili?

    Gdy idzie o wspomniane literówki, to owszem, liczba Kreuzów w tekście się
    zmniejszyła, ale i tak część z nich się uchowała. W akapicie
    rozpoczynającym się od słów „Kreuzer przedstawia kontekst” jest dwóch
    Kreuzów, a w następnych, rozpoczynającym się od słów „Według Kreuzera
    zaplanowano” – dwóch kolejnych. Pozwolę sobie zaproponować skorzystanie ze skrótu klawiszowego Ctrl+F, co znacznie ułatwi korektę. I jeszcze: dr Lonauer miał na imię Rudolf (jest Rudol), w zdaniu „Ponadto abp. Kowalski scharakteryzowany jest” warto usunąć kropkę po „abp”. I to
    zdaje się wszystko. W tej chwili.

  • Szanowny Panie

    W dokumentach, jakie posiadam, stwierdzone jest, że abp Kowalski trafił do obozu pierwszym transportem 18 maja. Nie oznacza to, że był to pierwszy transport w ogóle, ale pierwszy transport tego dnia. Data przetransportowania abpa do Hartheim nie jest podważana w przeciwieństwie do daty jego zamordowania. Wyjaśnienia IPN w tej materii są sensowne: więźniów mordowano bezzwłocznie. Oczywiście trudno na 100% wykluczyć, że w niektórych przypadkach mogło być inaczej. Po likwidacji programu 14f13 Hartheim funkcjonował dalej aż do przyjazdu Amerykanów pod koniec 1944 r.

    Stwierdzenie owo odnosi się do pisemnego polecenia służbowego wydanego przez Gestapo. Tekst w żadnym wypadku nie sugeruje jakiejkolwiek denuncjacji ze strony abpa Nowowiejskiego, a „jedynie” to, że kuria płocka dysponowała aktami. Proszę wybaczyć, ale nie odpowiadam za treść niemieckich pism urzędowych z lat 40. Forma „pozyskania” jest tutaj drugo-, a nawet trzeciorzędna. Najbardziej interesujące – przynajmniej dla mnie – jest to, że Niemcy dysponowali najprawdopodobniej kompletem dokumentacji sądowej skierowanej przeciwko abp. Kowalskiemu.

    Tak, autor pyta, jakim cudem/prawem dokumenty te znalazły się w kurii płocku. Tak, uważam, że te dokumenty mogą znajdować się do dziś w kurii płockiej, bo nie sposób tego wykluczyć. Swego czasu zadałem takie pytanie drogą elektroniczną i nie dostałem odpowiedzi.

    Na kolejną część Pańskich pytań z tezą nie mam zamiaru odpowiadać. Dyskwalifikują je Pańskie tezy o rzekomych szaleństwach abpa Kowalskiego.

    Niezmiennie wyrażam szczególną wdzięczność za wszelkie uwagi, dotyczące literówek. Portal ekumenizm.pl działa na zasadach wolontaryjnych i nie ma możliwości zatrudnienia korektora, tym bardziej korekty płynącego z autentycznej troski są mile widziane. Jak to mówią: Bóg zapłać.

  • Jakub Pytel

    Szanowny Panie Redaktorze!

    Pytałem o kolejność transportów tylko dlatego, że obawiałem się, że do tekstu wkradła się nieścisłość. Rzeczywiście, napisał Pan: „Arcybiskup trafił do Hartheim pierwszym transportem 18 maja 1942 roku” – przyznaję, że zrozumiałem to opacznie.

    Stwierdza Pan, że „Tekst w żadnym wypadku nie sugeruje jakiejkolwiek denuncjacji ze strony abpa Nowowiejskiego”. Owszem, sugeruje, bo słowa o „pozyskaniu” dokumentów od abp. Nowowiejskiego można tak właśnie rozumieć; forma „pozyskania”
    może nie jest istotna, gdy idzie o całokształt prezentowanego zagadnienia, ale bardzo ważna, gdy idzie o dobre imię Błogosławionego. Rozumiem jednak, że nie było Pańską intencją uwłaczanie pamięci płockiego biskupa.

    Owszem, pytanie o to, w jaki sposób dokumenty znalazły się w płockiej kurii jest zupełnie uprawnione – sam chętnie poznałbym na nie odpowiedź. Czy jednak są tam teraz ukrywane? Może warto pytać nie tylko drogą elektroniczną, ale też „na papierze” i w ramach jakiegoś projektu badawczego firmowanego przez naukowców cieszących się opinią obiektywnych lub zmobilizować do tego samych mariawitów. Przecież musi Pan mieć świadomość, że nazwisko Bruncz nie jest zaklęciem, na dźwięk którego szeroko otwierałyby się drzwi katolickich instytucji; znając ich specyfikę domyślam się, że niekiedy może być wręcz przeciwnie.

    Lektura innych tekstów w portalu uświadomiła mi, że Pańskie zainteresowanie mariawityzmem i osobą bp. Kowalskiego stanowi rodzaj głębszej fascynacji, która wykracza poza zainteresowanie badacza-historyka czy religioznawcy, dlatego gotów jestem przyznać, że moje słowa o „szaleństwie” bp. Kowalskiego były zbyt
    ostre. Jednak, nie gwałcąc własnego sumienia i poczucia zdrowego rozsądku, mogę jedynie poczynić rozróżnienie pomiędzy kondycją osoby i treścią jej nauczania, ale nie spodziewam się, żeby było to satysfakcjonujące.

    Osobiście żałuję, że bp. Kowalski nie skorzystał ze złożonej mu w obliczu śmierci przez bł. bp. Michała Kozala propozycji powrotu na łono Kościoła katolickiego. Ja widzę w tym upór godny lepszej sprawy, a inni zobaczą niezachwianą wiarę – Bóg widział, Bóg osądzi.

    Co się tyczy uwag dotyczących błędów czy literówek, to proszę przyjąć moje zapewnienie, że działam z najlepszymi intencjami, bo od lat cenię sobie lekturę tekstów publikowanych na łamach portalu ekumenizm.pl – pobudzają do myślenia i są dobrym źródłem wiedzy – i rozumiem na jakich zasadach działa.

  • Przyznam, że niezmiernie rozbawił mnie Pan niezmiernie swoim komentarzem na temat mojego nazwiska. Podobnie jak i Pańska analiza mojego zainteresowania. I to tak na noc. Niemniej dziękuję. Ps. Działania biskupów katolickich wobec abpa Kowalskiego w Dachau pozostawiają poważne wątpliwości co do ich chrześcijańskiego charakteru.

  • Defender

    „Tekst w żadnym wypadku nie sugeruje jakiejkolwiek denuncjacji ze strony abpa Nowowiejskiego”
    Powiem szczerze, że jak przeczytałem pańskie „pozyskało”, to byłem przekonany, że kuria ochoczo udostępniła te dokumenty Gestapo. Wydaje mi się, że czasem Pana uwielbienie dla mariawitów i niechęć do Kościoła katolickiego zbyt mocno zakłóca przekaz.
    Dlatego wielkie podziękowania dla pana Pytla za tak rzeczowe wyjaśnienia.

  • Nie chrześcijański? To jaki charakter zatem wg pana miały?

  • Jakub Pytel

    Cieszę się, bo oznacza to, że łączy nas pogląd, że najzabawniejsze są historie oparte na prawdzie. Mam wrażenie, że i tak już za bardzo nadwerężam Pański czas i cierpliwość, ale – skoro ma Pan wątpliwości dotyczące chrześcijańskiego charakteru działań biskupów katolickich wobec bp. Kowalskiego w Dachau – czuję się w obowiązku zapytać o to, co Pan przez to rozumie, bo czytelnicy mogą odnieść wrażenie, że ma Pan skłonność do insynuacji. Inna rzecz, że w Dachau nie było żadnych więcej biskupów katolickich niż ten jeden — bł. Michał Kozal, biskup pomocniczy włocławski (ks. Koroszyński otrzymał sakrę biskupią rok, a księża Jeż, Kozłowiecki czy Majdański 10-15 lat po wojnie). O jakich więc „biskupach katolickich” mowa? Gdy zaś idzie o stosunek bp. Kozala do bp. Kowalskiego, to pamiętam, że w „Jasnych promieniach Dachau” pisał o tym bp Koroszyński. Pisał bez jakiejś sympatii do Kowalskiego, ale nie ma tam mowy o niczym więcej niż przekonywaniu go do powrotu do Kościoła katolickiego czy kwestionowaniu jego tytułu „arcybiskupa” (nie sakry biskupiej, ale tytułu – bp. Kozal miał stwierdzić, że to uzurpacja). Pamiętam też, że bp. Kowalskiego Niemcy pobili, gdy wraz z duchownymi katolickimi przekraczał bramę obozu, ale przyczyną było to, że jako jedyny zachował strój duchowny, a nie to, że np. był mariawitą zadenuncjowanym przez nienawidzących go katolików. O co więc chodzi?

  • Zdaję sobie sprawę, że jako punkt wyjścia przyjmuje Pan (raczej/zawsze) „aksjomat”, że jestem niechętny Kościołowi rzymskokatolickiemu. To wiele wyjaśnia.