“Fabryka świętych”
- 15 września, 2009
- przeczytasz w 5 minut
Właśnie skończyłem czytać książkę. Dzieło (484 strony!) zwie się w przekładzie polskim „Fabryka świętych”. Brzmi to, szczególnie jak na katolickie wydawnictwo M, mało życzliwie wobec „fabrykanta”, czyli oczywiście instytucję zwaną nieściśle Watykanem (nazwa precyzyjniejsza: Stolica Apostolska) — ale książka stanowczo nie jest antykatolicka. Księga Apokalipsy 14,1–3.4b‑5 ”Ja, Jan, ujrzałem: a oto Baranek stojący na górze Syjon, a z Nim sto czterdzieści cztery tysiące, mających […]
Właśnie skończyłem czytać książkę. Dzieło (484 strony!) zwie się w przekładzie polskim „Fabryka świętych”. Brzmi to, szczególnie jak na katolickie wydawnictwo M, mało życzliwie wobec „fabrykanta”, czyli oczywiście instytucję zwaną nieściśle Watykanem (nazwa precyzyjniejsza: Stolica Apostolska) — ale książka stanowczo nie jest antykatolicka.
Księga Apokalipsy 14,1–3.4b‑5
”Ja, Jan, ujrzałem: a oto Baranek stojący na górze Syjon, a z Nim sto czterdzieści cztery tysiące, mających imię Jego i imię Jego Ojca na czołach swoich wypisane. I usłyszałem z nieba głos jakby głos mnogich wód i jakby głos wielkiego grzmotu. A głos, który usłyszałem, brzmiał, jak gdyby harfiarze uderzali w swe harfy. I śpiewają jakby pieśń nową przed tronem i przed czterema Zwierzętami, i przed Starcami: a nikt tej pieśni nie mógł się nauczyć prócz stu czterdziestu czterech tysięcy wykupionych z ziemi. Ci Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie. Ci spośród ludzi zostali wykupieni na pierwociny dla Boga i dla Baranka, a w ustach ich kłamstwa nie znaleziono: są nienaganni”.
144000 to oczywiście liczba symboliczna. Zawiera świętą liczbę 12 podniesioną do kwadratu i pomnożoną przez tysiąc, czyli oznacza wielką mnogość. Można z tego wyciągnąć wniosek, że autor księgi ma optymistyczną wizję zbawienia ludzkości, bo ci „wykupieni z ziemi” to oczywiście święci, czyli ci, którzy osiągają radość i pokój Nieba. Zatem jest ich według owego Jana bardzo wielu, co potem było po wielekroć kwestionowane.
Właśnie skończyłem czytać książkę, którą tu już sygnalizowałem we wpisie na uroczystość Wszystkich Świętych. Dzieło (484 strony!) zwie się w przekładzie polskim „Fabryka świętych”. Brzmi to, szczególnie jak na katolickie wydawnictwo M, mało życzliwie wobec „fabrykanta”, czyli oczywiście instytucję zwaną nieściśle Watykanem (nazwa precyzyjniejsza: Stolica Apostolska) — ale książka stanowczo nie jest antykatolicka. Określenia użył w rozmowie z autorem, dziennikarzem amerykańskim Kennethem L. Woodwardem, któryś z jego rozmówców watykańskich i był to żart oczywiście dobrotliwy.
Książka nie tylko nie jest antykatolicka: służy wiernie mojemu Kościołowi ogromną mnogością wiadomości. Załadowała mi do reszty kompleksy zawodowe: chciałbym tyle wiedzieć o mechanizmach działania Kurii Rzymskiej; o Kościele w ogóle. Ale właśnie w szczególności o watykańskim urzędzie zajmującym się wynoszeniem na ołtarze, beatyfikacjami i kanonizacjami.
Chciałbym tyle wiedzieć o historii tych działań, związanych najpierw ściśle z relikwiami i grobami świętych, początkowo głównie oddolnych, potem coraz bardziej centralizowanych. Tyle o kształtującym się później i wciąż ewoluującym systemie prawnym, służącym owym decyzjom. Książka jednak jest dziełem dziennikarza, nie uczonego, przedstawia zatem całą tę problematykę operując licznymi przykładami. Spis problemów — rozdziałów zawiera zatem między innymi takie hasła: „Świadectwo męczenników”, „Mistycy”, „Wizjonerzy i sprawcy cudów”, „Nauka o cudach, cuda nauki”, „Struktura świętości — dowód heroiczności cnót”, „Święci papieże — kanonizacja jako polityka Kościoła”, „Świętość i seks”, „Świętość i życie umysłowe”. To sprawy — a ludzie między innymi tacy: Dorothy Day, amerykańska działaczka na rzecz robotników, Oscar Romero, arcybiskup San Salwadoru, zamordowany przez bojówki skrajnej prawicy, Maria Goretti, zamordowana przez sąsiada dziewczynka, która nie dała się zgwałcić, Edyta Stein (wiadomo, kto), Titus Brandsma, pierwszy katolicki męczennik epoki nazistowskiej, Maksymilian Kolbe (jak wyżej), Marcelo Callo, też ofiara nazizmu, Padre Pio, mistyk, stygmatyk, wizjoner i spowiednik niesamowity, ale również obiekt takiej miłości płci nadobnej (z wzajemnością), że nie można wyśmiać podejrzeń o erotyczność tych relacji. No właśnie: są to — i wiele innych — postacie nieraz w ogóle znane, ale autor podaje tyle mniej znanych szczegółów, problemów, jakie osoby te stwarzały rzymskim ”fabrykantom”, że książka jest naprawdę warta lektury.
Czasem co prawda Woodward opowiada nie o problemach, które stwarzali kandydaci na ołtarze, ale których nie stwarzali, choć jego zdaniem powinni. Chodzi mi tu głównie o założyciela Opus Dei, Josemarię Escrivę de Balaguera. Jak wielu katolików i niekatolików zachodnich, autor nie darzy go sympatią. Nie tyle z racji konserwatywnych poglądów, ile jego zdaniem nieświętych cech charakteru. Co do mnie, wydaje mi się, że miary polskie i zachodnie są wciąż zupełnie inne. W Polsce Opus Dei to raczej jakieś „centrum”, w zestawieniu z radiomaryjną nienawiścią do świata. Przydało się mojemu polskiemu Kościołowi bardzo, gdy lokalne władze kościelne nie kwapiły się, by pohamować chucie arcybiskupa Paetza.
A zresztą — zaznaczam — Woodward naprawdę jest informatorem, nie pamflecistą. Starał się dowiedzieć jak najwięcej i najgłębiej, przedstawia racje za i przeciw w sprawach dyskutowanych za Spiżową Bramą. Pokazuje złożoność problematyki, która stała się jego pasją. Dowiadujemy się, jak nieproste są sprawy, które laikom wydają się oczywiste. Nawet przecież męczeństwo ojca Kolbego wydaje się na pozór bezsporne — ale stwarzało papieżowi Pawłowi VI takie problemy, że był początkowo przeciwny jego beatyfikacji. No bo, owszem, męczennik, ale czy rzeczywiście za wiarę? Czy został zabity dlatego, że był księdzem katolickim? Gdyby tak było, zginąłby od razu, nie dopiero wtedy, gdy poszedł na śmierć za bliźniego swego. Stworzono zatem termin „męczeństwo miłosierdzia”. A Edyta Stein? Przecież poszła do gazu dlatego, że była Żydówką, nie dlatego, że była konwertytką na katolicyzm. Tak w każdym razie uważają autorzy żydowscy, których jej wyniesienie na ołtarze nie podobało się. Jan Paweł II poradził sobie jakoś z tym problemem, argumentując w homilii beatyfikacyjnej między innymi tak, że powodem jej męczeństwa był list biskupów holenderskich protestujący przeciw deportacji Żydów, którego ogłoszenie (wbrew naciskom władz niemieckich) sprowokowało nazistów. Zresztą to argument obrońców Piusa XII, dowodzących, że milczenie było lepsze niż protesty.
Zaledwie liznąłem materiał „Fabryki”. Wrócę do niej jeszcze.
Jan Turnau