Ekumenizm w Polsce i na świecie

“Fabryka świętych”


Wła­śnie skoń­czy­łem czy­tać książ­kę. Dzie­ło (484 stro­ny!) zwie się w prze­kła­dzie pol­skim „Fabry­ka świę­tych”. Brzmi to, szcze­gól­nie jak na kato­lic­kie wydaw­nic­two M, mało życz­li­wie wobec „fabry­kan­ta”, czy­li oczy­wi­ście insty­tu­cję zwa­ną nie­ści­śle Waty­ka­nem (nazwa pre­cy­zyj­niej­sza: Sto­li­ca Apo­stol­ska) — ale książ­ka sta­now­czo nie jest anty­ka­to­lic­ka. Księ­ga Apo­ka­lip­sy 14,1–3.4b‑5 ”Ja, Jan, ujrza­łem: a oto Bara­nek sto­ją­cy na górze Syjon, a z Nim sto czter­dzie­ści czte­ry tysią­ce, mają­cych […]


Wła­śnie skoń­czy­łem czy­tać książ­kę. Dzie­ło (484 stro­ny!) zwie się w prze­kła­dzie pol­skim „Fabry­ka świę­tych”. Brzmi to, szcze­gól­nie jak na kato­lic­kie wydaw­nic­two M, mało życz­li­wie wobec „fabry­kan­ta”, czy­li oczy­wi­ście insty­tu­cję zwa­ną nie­ści­śle Waty­ka­nem (nazwa pre­cy­zyj­niej­sza: Sto­li­ca Apo­stol­ska) — ale książ­ka sta­now­czo nie jest anty­ka­to­lic­ka.

Księ­ga Apo­ka­lip­sy 14,1–3.4b‑5

”Ja, Jan, ujrza­łem: a oto Bara­nek sto­ją­cy na górze Syjon, a z Nim sto czter­dzie­ści czte­ry tysią­ce, mają­cych imię Jego i imię Jego Ojca na czo­łach swo­ich wypi­sa­ne. I usły­sza­łem z nie­ba głos jak­by głos mno­gich wód i jak­by głos wiel­kie­go grzmo­tu. A głos, któ­ry usły­sza­łem, brzmiał, jak gdy­by har­fia­rze ude­rza­li w swe har­fy. I śpie­wa­ją jak­by pieśń nową przed tro­nem i przed czte­re­ma Zwie­rzę­ta­mi, i przed Star­ca­mi: a nikt tej pie­śni nie mógł się nauczyć prócz stu czter­dzie­stu czte­rech tysię­cy wyku­pio­nych z zie­mi. Ci Baran­ko­wi towa­rzy­szą, dokąd­kol­wiek idzie. Ci spo­śród ludzi zosta­li wyku­pie­ni na pier­wo­ci­ny dla Boga i dla Baran­ka, a w ustach ich kłam­stwa nie zna­le­zio­no: są nie­na­gan­ni”.

144000 to oczy­wi­ście licz­ba sym­bo­licz­na. Zawie­ra świę­tą licz­bę 12 pod­nie­sio­ną do kwa­dra­tu i pomno­żo­ną przez tysiąc, czy­li ozna­cza wiel­ką mno­gość. Moż­na z tego wycią­gnąć wnio­sek, że autor księ­gi ma opty­mi­stycz­ną wizję zba­wie­nia ludz­ko­ści, bo ci „wyku­pie­ni z zie­mi” to oczy­wi­ście świę­ci, czy­li ci, któ­rzy osią­ga­ją radość i pokój Nie­ba. Zatem jest ich według owe­go Jana bar­dzo wie­lu, co potem było po wie­le­kroć kwe­stio­no­wa­ne.

Wła­śnie skoń­czy­łem czy­tać książ­kę, któ­rą tu już sygna­li­zo­wa­łem we wpi­sie na uro­czy­stość Wszyst­kich Świę­tych. Dzie­ło (484 stro­ny!) zwie się w prze­kła­dzie pol­skim „Fabry­ka świę­tych”. Brzmi to, szcze­gól­nie jak na kato­lic­kie wydaw­nic­two M, mało życz­li­wie wobec „fabry­kan­ta”, czy­li oczy­wi­ście insty­tu­cję zwa­ną nie­ści­śle Waty­ka­nem (nazwa pre­cy­zyj­niej­sza: Sto­li­ca Apo­stol­ska) — ale książ­ka sta­now­czo nie jest anty­ka­to­lic­ka. Okre­śle­nia użył w roz­mo­wie z auto­rem, dzien­ni­ka­rzem ame­ry­kań­skim Ken­ne­them L. Woodwar­dem, któ­ryś z jego roz­mów­ców waty­kań­skich i był to żart oczy­wi­ście dobro­tli­wy.

Książ­ka nie tyl­ko nie jest anty­ka­to­lic­ka: słu­ży wier­nie moje­mu Kościo­ło­wi ogrom­ną mno­go­ścią wia­do­mo­ści. Zała­do­wa­ła mi do resz­ty kom­plek­sy zawo­do­we: chciał­bym tyle wie­dzieć o mecha­ni­zmach dzia­ła­nia Kurii Rzym­skiej; o Koście­le w ogó­le. Ale wła­śnie w szcze­gól­no­ści o waty­kań­skim urzę­dzie zaj­mu­ją­cym się wyno­sze­niem na ołta­rze, beaty­fi­ka­cja­mi i kano­ni­za­cja­mi.

Chciał­bym tyle wie­dzieć o histo­rii tych dzia­łań, zwią­za­nych naj­pierw ści­śle z reli­kwia­mi i gro­ba­mi świę­tych, począt­ko­wo głów­nie oddol­nych, potem coraz bar­dziej cen­tra­li­zo­wa­nych. Tyle o kształ­tu­ją­cym się póź­niej i wciąż ewo­lu­ują­cym sys­te­mie praw­nym, słu­żą­cym owym decy­zjom. Książ­ka jed­nak jest dzie­łem dzien­ni­ka­rza, nie uczo­ne­go, przed­sta­wia zatem całą tę pro­ble­ma­ty­kę ope­ru­jąc licz­ny­mi przy­kła­da­mi. Spis pro­ble­mów — roz­dzia­łów zawie­ra zatem mię­dzy inny­mi takie hasła: „Świa­dec­two męczen­ni­ków”, „Misty­cy”, „Wizjo­ne­rzy i spraw­cy cudów”, „Nauka o cudach, cuda nauki”, „Struk­tu­ra świę­to­ści — dowód hero­icz­no­ści cnót”, „Świę­ci papie­że — kano­ni­za­cja jako poli­ty­ka Kościo­ła”, „Świę­tość i seks”, „Świę­tość i życie umy­sło­we”. To spra­wy — a ludzie mię­dzy inny­mi tacy: Doro­thy Day, ame­ry­kań­ska dzia­łacz­ka na rzecz robot­ni­ków, Oscar Rome­ro, arcy­bi­skup San Sal­wa­do­ru, zamor­do­wa­ny przez bojów­ki skraj­nej pra­wi­cy, Maria Goret­ti, zamor­do­wa­na przez sąsia­da dziew­czyn­ka, któ­ra nie dała się zgwał­cić, Edy­ta Ste­in (wia­do­mo, kto), Titus Brand­sma, pierw­szy kato­lic­ki męczen­nik epo­ki nazi­stow­skiej, Mak­sy­mi­lian Kol­be (jak wyżej), Mar­ce­lo Cal­lo, też ofia­ra nazi­zmu, Padre Pio, mistyk, styg­ma­tyk, wizjo­ner i spo­wied­nik nie­sa­mo­wi­ty, ale rów­nież obiekt takiej miło­ści płci nadob­nej (z wza­jem­no­ścią), że nie moż­na wyśmiać podej­rzeń o ero­tycz­ność tych rela­cji. No wła­śnie: są to — i wie­le innych — posta­cie nie­raz w ogó­le zna­ne, ale autor poda­je tyle mniej zna­nych szcze­gó­łów, pro­ble­mów, jakie oso­by te stwa­rza­ły rzym­skim ”fabry­kan­tom”, że książ­ka jest napraw­dę war­ta lek­tu­ry.

Cza­sem co praw­da Woodward opo­wia­da nie o pro­ble­mach, któ­re stwa­rza­li kan­dy­da­ci na ołta­rze, ale któ­rych nie stwa­rza­li, choć jego zda­niem powin­ni. Cho­dzi mi tu głów­nie o zało­ży­cie­la Opus Dei, Jose­ma­rię Escri­vę de Bala­gu­era. Jak wie­lu kato­li­ków i nie­ka­to­li­ków zachod­nich, autor nie darzy go sym­pa­tią. Nie tyle z racji kon­ser­wa­tyw­nych poglą­dów, ile jego zda­niem nie­świę­tych cech cha­rak­te­ru. Co do mnie, wyda­je mi się, że mia­ry pol­skie i zachod­nie są wciąż zupeł­nie inne. W Pol­sce Opus Dei to raczej jakieś „cen­trum”, w zesta­wie­niu z radio­ma­ryj­ną nie­na­wi­ścią do świa­ta. Przy­da­ło się moje­mu pol­skie­mu Kościo­ło­wi bar­dzo, gdy lokal­ne wła­dze kościel­ne nie kwa­pi­ły się, by poha­mo­wać chu­cie arcy­bi­sku­pa Paet­za.

A zresz­tą — zazna­czam — Woodward napraw­dę jest infor­ma­to­rem, nie pam­fle­ci­stą. Sta­rał się dowie­dzieć jak naj­wię­cej i naj­głę­biej, przed­sta­wia racje za i prze­ciw w spra­wach dys­ku­to­wa­nych za Spi­żo­wą Bra­mą. Poka­zu­je zło­żo­ność pro­ble­ma­ty­ki, któ­ra sta­ła się jego pasją. Dowia­du­je­my się, jak nie­pro­ste są spra­wy, któ­re laikom wyda­ją się oczy­wi­ste. Nawet prze­cież męczeń­stwo ojca Kol­be­go wyda­je się na pozór bez­spor­ne — ale stwa­rza­ło papie­żo­wi Paw­ło­wi VI takie pro­ble­my, że był począt­ko­wo prze­ciw­ny jego beaty­fi­ka­cji. No bo, owszem, męczen­nik, ale czy rze­czy­wi­ście za wia­rę? Czy został zabi­ty dla­te­go, że był księ­dzem kato­lic­kim? Gdy­by tak było, zgi­nął­by od razu, nie dopie­ro wte­dy, gdy poszedł na śmierć za bliź­nie­go swe­go. Stwo­rzo­no zatem ter­min „męczeń­stwo miło­sier­dzia”. A Edy­ta Ste­in? Prze­cież poszła do gazu dla­te­go, że była Żydów­ką, nie dla­te­go, że była kon­wer­tyt­ką na kato­li­cyzm. Tak w każ­dym razie uwa­ża­ją auto­rzy żydow­scy, któ­rych jej wynie­sie­nie na ołta­rze nie podo­ba­ło się. Jan Paweł II pora­dził sobie jakoś z tym pro­ble­mem, argu­men­tu­jąc w homi­lii beaty­fi­ka­cyj­nej mię­dzy inny­mi tak, że powo­dem jej męczeń­stwa był list bisku­pów holen­der­skich pro­te­stu­ją­cy prze­ciw depor­ta­cji Żydów, któ­re­go ogło­sze­nie (wbrew naci­skom władz nie­miec­kich) spro­wo­ko­wa­ło nazi­stów. Zresz­tą to argu­ment obroń­ców Piu­sa XII, dowo­dzą­cych, że mil­cze­nie było lep­sze niż pro­te­sty.

Zale­d­wie lizną­łem mate­riał „Fabry­ki”. Wró­cę do niej jesz­cze.

Jan Tur­nau

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.