Niedziela Jubilate — 5. Niedziela po Wielkanocy
- 6 maja, 2006
- przeczytasz w 5 minut
“A gdy to mówili, On sam stanął wśród nich i rzekł im: Pokój wam! Wtedy zatrwożyli się i pełni lęku mniemali, że widzą ducha. Lecz On rzekł im: Czemu jesteście zatrwożeni i czemu wątpliwości budzą się w waszych sercach? Spójrzcie na ręce moje i nogi moje, że to Ja jestem. Dotknijcie mnie i popatrzcie: Wszak duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. A gdy to powiedział, pokazał im ręce i nogi. Lecz gdy oni jeszcze nie wierzyli z radości i dziwili się, […]
“A gdy to mówili, On sam stanął wśród nich i rzekł im: Pokój wam! Wtedy zatrwożyli się i pełni lęku mniemali, że widzą ducha. Lecz On rzekł im: Czemu jesteście zatrwożeni i czemu wątpliwości budzą się w waszych sercach? Spójrzcie na ręce moje i nogi moje, że to Ja jestem. Dotknijcie mnie i popatrzcie: Wszak duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. A gdy to powiedział, pokazał im ręce i nogi. Lecz gdy oni jeszcze nie wierzyli z radości i dziwili się, rzekł im: Macie tu co do jedzenia? A oni podali mu kawałek ryby pieczonej i plaster miodu. A On wziął i jadł przy nich. Potem rzekł do nich: To są moje słowa, które mówiłem do was, będąc jeszcze z wami, że się musi spełnić wszystko, co jest napisane o mnie w zakonie Mojżesza i u proroków, i w Psalmach. Wtedy otworzył im umysły, aby mogli zrozumieć Pisma. I rzekł im: Jest napisane, że Chrystus miał cierpieć i trzeciego dnia zmartwychwstać i że, począwszy od Jerozolimy, w imię jego ma być głoszone wszystkim narodom upamiętanie dla odpuszczenia grzechów. Wy jesteście świadkami tego.” Łk 24, 36–48
Ci z was, którzy mnie znają, wiedzą, że wprost uwielbiam seriale komediowe. Jednym z nich jest „The Nanny” (pol. „Pomoc domowa”), która opowiada o losach pewnej żydowskiej niani z Nowego Jorku – Fran Fine. Niania Fran ma dwa marzenia: pierwsze, to wyjść za mąż. Drugie – to spotkać jej idolkę, Barbarę Streisand. Niania Fine, marzy o tym od lat i robi, wszystko, by jej marzenie się spełniło. W jednym z odcinków, jej bogaty pracodawca, Pan Sheffield, postanawia ją zabrać na uroczyste przyjęcie dobroczynne. Chcąc jej zaimponować wspomina: „Wie Pani, kto tam będzie? Prezydent Clinton!”. Niania jest pod wrażeniem: „Prezydent Bill Clinotn!” krzyczy, „On na pewno zna Barbarę Streisand!”
Tyle jeśli chodzi o Nianię Fine. Dzisiejszy tekst z Ewangelii prawdę mówiąc, niewiele się różni od tej historii. Apostołowie są przejęci, czekają na Jezusa, a gdy Ten się ukazuje, znowu z mieszaniną strachu, podziwu i niedowierzania czekają na kolejny znak, na kolejny cud. I w odpowiedzi na ich oczekiwania Jezus pyta ich: „Czy macie coś do jedzenia?”
Szczerze rzecz biorąc, trudno im się dziwić. Apostołowie byli, i być może też i my sami jesteśmy na religijnym haju od dłuższego czasu. Zaczęło się od Niedzieli Palmowej, następnie był Wieli Czwartek, potem Wielki Piątek, Niedziela Wielkanocna z pustym grobem, ukazanie się apostołom w drodze do Emaus, wreszcie tydzień temu ukazał się w słynnej scenie Tomaszowie. Zatem gdy znowu pokazuje się uczniom, jest zupełnie naturalne, że ci oczekują od Jezusa kolejnego cudu, kolejnego znaku.
I w odpowiedzi na ich oczekiwania, Jezus pyta ich: „Czy macie coś do jedzenia.”
Gdy byłem małych chłopcem, chodziłem co niedziela do kościoła z moim Tatą. Pamiętam, że kiedyś zapytałem go czy rzeczywiście musimy chodzić co niedzielę do kościoła? Spodziewałem się, że mi odpowie „Tak, bo jesteśmy katolikami”, ale nie do końca. Mój Tata powiedział mi wtedy, że do kościoła chodzimy nie tylko z religijnego obowiązku, albo przyzwyczajenia, ale po to, by przeżywać proklamację Bożej miłości do świata co tydzień i by następnie tą miłością żyć w nadchodzącym tygodniu.
Gdy Jezus w dzisiejszej Ewangelii je ze swoimi uczniami, to nie jest to tylko przekąska z kolegami. Nie jest to też symboliczna pamiątka Wielkiego Czwartku. Jak wyraźnie mówi, robi to by wypełniły się proroctwa, obietnice i by boża miłość, miłosierdzie i odpuszczenie grzechów było głoszone na całym świecie. Znów przypomina nam, że Boży Syn nie tylko umarł na krzyżu, ale też powstał z grobu w niedzielny poranek. A zrobił to, byśmy my mogli głosić, że nie zawsze wszystko jest tak proste jak się innym wydaje.
Ale dlaczego, pytamy, bo możemy zapytać, dlaczego Jezus nie uczynił nowego cudu, nowego znaku, raz jeszcze. W końcu robił to tyle raz, cóż szkodziło mu zrobić to raz jeszcze? Być może odpowiedzią jest stwierdzenie, że Jezus nie jest Dawidem Copperfieldem. Jego przesłanie nie jest uzależnione od nieustannego robienia cudów. A dzisiejsza Ewangelia ma nas nauczyć, że mamy żyć nie spektakularnie, a wiernie.
Jedna z anegdot o świętej Teresie z Avila wspomina, że pewnego razu przyszła do niej młoda zakonnica. Poprosiła ją, by wyznaczyła jej pracę, zadanie, przez które udowodniłaby swoją wielką wiarę i oddanie Chrystusowi. Teresa miała się uśmiechnąć, po czym podała młodej zakonnicy szczotkę i powiedziała: „Zamieć podłogę w refektarzu.” Anegdota ta, jeżeli prawdziwa, mówi nam, że Teresa z Avila doskonale rozumiała istotę chrześcijaństwa. Mamy głosić Zmartwychwstanie Pana nie tylko w niedziele w kościołach na nabożeństwach, ale przede wszystkim w naszym codziennym życiu. W naszym wiernym życiu, nawet, jeśli sprowadza się ono do zamiatania podłogi.
Tak oczywiście, Apostołowie widzieli cuda od Niedzieli Palmowej i uczestniczyli w cudach, jakie nastąpiły potem. Jednak ich życie nie skończyło się na podziwianiu ich w małym zamkniętym pokoiku w Jerozolimie. Ich późniejsze życie było wiernym przeżywaniem Ewangelii i pustego grobu z Wielkanocnego Poranka.
I my ich wzorem musimy odnaleźć każdy dla siebie, co to znaczy życie wiernie. Ja nie mam odpowiedzi dla was wszystkich. Wiem natomiast tyle, że Bóg powołuje was: lekarzy, prawników, nauczycieli, sprzątaczy, studentów i rodziców do naśladowania go i do życia wiernie Ewangelii. I że to nasze życie wierne Ewangelii oznacza bycie miłosiernym, przebaczającym, i pełnym miłości.
I być może, zatem, słowa Jezusa „Czy macie coś do jedzenia” nie są przypadkowe. Być może Jezus kieruje naszą uwagę na Wieczerzę Pańską. Gdy bowiem jesteśmy zmęczeni, gdy mamy już dość robienia tego co robimy, Jezus zaprasza nas byśmy usiedli z nim i z nim jedli. W Komunii możemy odnaleźć odnowę, oraz radość i rewolucyjność pustego grobu w Wielkanoc. A potem, orzeźwieni i pocieszeni jesteśmy znów wysłani do tego złamanego i umierającego świata, by głosić w nim naszym wiernym życiem, nowinę, że grób był pusty.
I gdy nasi sąsiedzi spytają nas, dlaczego żyjemy, tak jak żyjemy, dlaczego zamiatamy podłogę tak jak zamiatamy, wtedy możemy im odpowiedzieć:
Albowiem po swojej śmierci na krzyżu.
Po pokonaniu śmierci i zmartwychwstaniu,
Nasz Pan Jezus Chrystus kochał nas tak bardzo,
Że przyszedł do nas z powrotem i usiadł i jadł ze swoimi uczniami,
I robi to samo z nami do dziś.
To właśnie uczynił Pan,
I to jest wspaniałe w naszych oczach!
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Amen.
***
Kazanie to zostało wygłoszone przez autora po angielsku w dniu 30 kwietnia 2006 roku w Angielskim Kościele Reformowanym w Amsterdamie