Odszedł Jacek Kuroń
- 17 czerwca, 2004
- przeczytasz w 2 minuty
W nocy zmarł Jacek Kuroń. Choć nie określał sam siebie, jako praktykującego chrześcijanina, to jednak jego życie i ideały które wyznawał były w swojej istocie głęboko chrześcijańskie: służba drugiemu człowiekowi, pojednanie między ludźmi i walka o godność drugiego człowieka. Urodził się 3 marca 1934 roku we Lwowie, studiował historię w Uniwersytecie Warszawskim. W 1964 roku został wyrzucony z partii za “List Otwarty” napisany wspólnie z Karolem Modzelewskim. Jedenaście […]
W nocy zmarł Jacek Kuroń. Choć nie określał sam siebie, jako praktykującego chrześcijanina, to jednak jego życie i ideały które wyznawał były w swojej istocie głęboko chrześcijańskie: służba drugiemu człowiekowi, pojednanie między ludźmi i walka o godność drugiego człowieka.
Urodził się 3 marca 1934 roku we Lwowie, studiował historię w Uniwersytecie Warszawskim. W 1964 roku został wyrzucony z partii za “List Otwarty” napisany wspólnie z Karolem Modzelewskim. Jedenaście lat później kolejnym listem znowu naraził się władzom, będąc jednym ze współautorów listu 59 intelektualistów, którzy wystąpili w obronie praw człowieka w PRL, współtworzył Komitet Obrony Robotników (KOR). Władza wielokrotnie wsadzała go do więzenia, gdzie spędził w sumie prawie 10 lat.
Uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu. Po 1989 roku został posłem na Sejm trzech kadencji, będąc jednocześnie jednym z liderów Unii Demokratycznej, ministrem pracy i polityki socjalnej. Pod jego kierownictwem opracowano pierwszą w powojennej Polsce ustawę o bezrobociu i utworzono Fundusz Pracy. Potem był związany z Unią Wolności, z ramienia której startował w wyborach prezydneckich w 1995 roku. Zajął wtedy trzecie miejsce. W 1994 roku został odznaczony medalem św. Jerzego, przyznawanym przez “Tygodnik Powszechny”, a także Orderem Orła Białego, Wielkim Krzyżem Zasługi Republiki Federalnej Niemiec, francuską Legią Honorową oraz ukraińskim Orderem Jarosława Mądrego.
Nie zawsze się z nim zgadzano. Wyrzucano mu jego lewicowość, dystans do kościoła jako instytucji oraz żydowskie pochodzenie — szczególnie obrzydliwa była pod tym względem kampania prezydencka w 1995 roku. A jednak, pomimo wszystko, robił swoje. Gdy wypowiadał się na temat stosunków polsko — niemieckich, ukraińskich czy zbrodni w Jedwabnem, mówił mądrze, szczerze aż do bólu, ale wzywał do opamiętania i pojednania. Jego wrażliwość na ludzką biedę i krzywdę była szczera, a nie udawana czy sezonowa. Na mnie osobiscieszczególne wrażenie wywarł jego felieton o karze śmierci i jej (nie)zasadności.
Jego życie i głos były wielkim darem Najwyższego dla nas wszystkich.