XII. Niedziela po Trójcy Świętej — Bóg, sędzia i cierpliwa wdowa
- 30 sierpnia, 2004
- przeczytasz w 5 minut
“Powiedział im też podobieństwo o tym, że powinni zawsze się modlić i nie ustawać, mówiąc: Był w jednym mieście pewien sędzia, który Boga się nie bał, a z człowiekiem się nie liczył. Była też w owym mieście pewna wdowa, która go nachodziła i mówiła: Weź mię w obronę przed moim przeciwnikiem. I przez długi czas nie chciał. Potem zaś powiedział sobie: Chociaż i Boga się nie boję ani z człowiekiem się nie liczę, jednak ponieważ naprzykrza mi się […]
“Powiedział im też podobieństwo o tym, że powinni zawsze się modlić i nie ustawać, mówiąc: Był w jednym mieście pewien sędzia, który Boga się nie bał, a z człowiekiem się nie liczył. Była też w owym mieście pewna wdowa, która go nachodziła i mówiła: Weź mię w obronę przed moim przeciwnikiem. I przez długi czas nie chciał. Potem zaś powiedział sobie: Chociaż i Boga się nie boję ani z człowiekiem się nie liczę, jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, by w końcu nie przyszła i nie uderzyła mnie w twarz. I rzekł Pan: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia powiada! A czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do niego we dnie i w nocy, chociaż zwleka w ich sprawie? Powiadam wam, że szybko weźmie ich w obronę. Tylko czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” Łk 18, 1–8.
Jest taka piosenka Tiny Turner, której refren brzmi: ‘what you get is what you see — and nothing else to it” co można przetłumaczyć jako „Dostajesz to, co widzisz. I nie ma nic ponadto” i tak mniej więcej instynktownie traktujemy dzisiejszy opis z Ewangelii.
To przypowieść o modlitwie. Mamy sędziego, postać dość nieczułą i zimną.I mamy kobietę, która dzień w dzień przychodzi na rynek, gdzie wymierza się sprawiedliwość i dzień w dzień, do znudzenia krzyczy do sędziego „daj mi sprawiedliwość”. Ten, w końcu znudzony jej natarczywością, „bo przecież może mi w końcu dać w twarz” wydaje wyrok na jej korzyść. Tak oto wytrwałość i namolność, nie bójmy się tego słowa, tej kobiety doprowadzi do tego, iż sprawiedliwości stanie się zadość. Tak też ma być z naszą modlitwą.
Jeśli będziemy wystarczająco cierpliwi, by nie powiedzieć namolni, jeśli co noc, co dzień będziemy się modlić do Boga, o to samo, to on, zmęczony naszymi wołaniami w końcu nas wysłucha. Wytrwałość w modlitwie ma być nagrodzona. „What you get is what you see.” Świat prostych wartości. No właśnie. Tylko z własnego doświadczenia wiemy, że wcale wytrwałość naszych modlitw nie jest gwarancją sukcesu. Co więcej, z własnego doświadczenia wiemy, że czasami jest wprost przeciwnie.
W „Przygodach Huckleberry Finn’a” ten opisuje sytuację wprost przeciwną. „Pani Watson, powiedziała mi, by się modlić codziennie, i cokolwiek, o co poproszę będzie mi dane. Ale to nie była prawda. Spróbowałem raz. Dostałem wędkę, ale bez haczyków. Ona była przecież do niczego bez haczyków! Próbowałem potem się modlić o haczyki trzy albo cztery razy, ale jakoś to przestało działać.” I Huckelbery przestał się modlić w ogóle. Więc może coś źle odczytujemy w tej dzisiejszej przypowieści? Może dla własnej wygody poprzestawialiśmy role? A może w swojej opowieści Jezus chce byśmy dostrzegli cos więcej. On wcale nie mówi, że Bóg jest jak ten sędzia, wręcz przeciwnie, mówi, że Bóg jest zupełnie inny! Gdzie jest, zatem Bóg i gdzie jesteśmy my w tej przypowieści? A może to my jesteśmy jak ten sędzia? Pośród zamętu naszego szybkiego życia w XXI wieku, pomiędzy Igrzyskami, wyborami, wojną w Iraku, przekształceniami, pracą, urlopem i innymi podobnymi rzeczami, jesteśmy sędzią, który Boga i ludzi się nie boi. Bo gdybyśmy się bali, to by nie było na świecie głodu, wojen i nienawiści.
To my, wielcy, mocarni sędziowie, mocarni decydenci, zachowujemy się tak jak gdyby Boga nie było, a ludzie się dla nas w ogóle nie liczyli. W skali macro i micro. I co dzień, wiednie lub bezwiednie mówimy, „chociaż Boga się nie boje i ludzi mam za nic”. Tak, ten sędzia to każdy z nas. A zatem Bóg jest tutaj tą cierpliwą wdową. Przychodzi do nas ciągle, co dnia, bez zniechęcenia i bez ustanku. I mówi „Oddaj mi sprawiedliwość”. Codziennie obserwuje nas, gdy wydajemy wyroki, podejmujemy decyzje, patrzy na nas i z tym samym uporem, wzywa nas do opamiętania. Za każdym razem, gdy idziemy na drogę obłudy i egoizmu woła donośnie „DAJ MI SRAWIEDLIOWŚĆ”. Przyznaj przede mną, ale co ważniejsze przed samym sobą, że jestem i że nie bierzesz mnie w obronę. Za każdym razem, gdy widzimy głodujących ludzi, wypędzonych, prześladowanych i samotnych Bóg woła z nimi „ DAJCIE MI SPRAWIEDLIWOŚĆ!!” by zacytować inny fragment pisma „U drzwi Twoich stoję i kołaczę.” My jako sędzia — decydent, Bóg jako cierpliwa wdowa, wołająca i prosząca o uznanie.
No dobrze, ale dzisiejszy tekst jest o modlitwie, więc cóż ten tekst mówi nam o modlitwie. Sędzia nie jest osobą religijną „ Boga się nie boję” mówi i trudno przypuszczać w związku z tym by, co niedziele chodził do kościoła. Ale jednak Boga dostrzega. Tylko, kiedy? Jego słowa, są w pewien sposób szokująco szczere: „chociaż Boga się nie boje i ludzi mam za nic, to wezmę ją w obronę, bo może mi przyłożyć w twarz”. Nie jest to kwiecisty język, do jakiego przywykliśmy w modlitwach. Przyznam się, że mam sam problemy z tą modlitwa. Król Klaudiusz z Szekspirowskiego „Hamleta”, skarżył się, iż nie może się modlić: „ Moje słowa wzlatują, lecz myśli na ziemi pozostają. Słowa bez myśli nigdy nieba nie osiągają”. I ja mam ten sam problem; szczerze wypowiadam może ze dwa zdania, a potem, myśli przy mnie pozostają. Szczere jest tylko kilka pierwszych zdań. Bardzo prostych. Ale jak Jezus wielokrotnie podkreślał, nie o kwiecistość modlitwy chodzi, ale o jej SZCZEROŚĆ.
Sędzia jest szczery do bólu, ale właśnie wtedy dostrzega istnienie Boga. On nie modli się formułkami, po łacinie czy według anglikańskiego “Book of Common Prayer” — mówi prawdę prosto z mostu, i wtedy dostrzega Boga — cierpliwego jak wdowa. I tak modlitwa, ta świadomość zmienia go. I świat wokół niego. Lewis pisał kiedyś: “Nasza modlitwa nie zmienia Boga. Ona zmienia nas. A kiedy my się zmieniamy, zmieniamy innych i przez to cały świat.” A zatem bądźmy w modlitwach brutalnie szczerzy i prości. Bo czasami, “Nie potrafię się dzisiaj modlić Boże” jest dużo bardziej szczere niż długa i kwiecista modlitwa. Bo tylko wtedy dostrzeżemy Boga — cierpliwą wdowę, wołająca nas codziennie, bez ustanku “DAJ MI SPRAWIEDLIWOŚĆ.” I wraz z dostrzeżeniem go, zmienimy siebie i świat by spełniły się słowa innej modlitwy “Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi.” Daj nam Ciebie dostrzec O Panie Wieków. AMEN.
Kazanie wygłoszone 29.08.2004 przez autora podczas nabożeństwa w kościele ewangelicko — reformowanym w Łodzi.