Kościoły katolickie

Popioły czy płomień? Mariawici po 120 latach


Maria­wi­tyzm nie jest histo­rycz­nym wypad­kiem przy pra­cy. To Kościo­ły, któ­re wciąż mają innym coś do powie­dze­nia, i to po 120 latach.


4 listo­pa­da br. odby­ła się w Chrze­ści­jań­skiej Aka­de­mii Teo­lo­gicz­nej kon­fe­ren­cja nauko­wa w ramach obcho­dów 120. rocz­ni­cy wyzna­nio­wej nie­za­leż­no­ści Kościo­ła Sta­ro­ka­to­lic­kie­go Maria­wi­tów.

Kon­fe­ren­cja podzie­lo­na była na trzy blo­ki – histo­rycz­ny, spo­łecz­ny i zagad­nień ducho­wo­ści. Pod­czas pierw­szej sesji kapł. dr M. Augu­styn Jemie­li­ta zapre­zen­to­wał zarys histo­rycz­ny powsta­nia ruchu maria­wic­kie­go. Następ­nie odczy­ta­ny został refe­rat prof. dr. hab. Tade­usza J. Zie­liń­skie­go o praw­nych aspek­tach maria­wi­ty­zmu w prze­szło­ści i współ­cze­sno­ści. Bar­ba­ra Zie­liń­ska pod­ję­ła temat zaso­bów Archi­wum Kościo­ła.

W dru­giej sesji przed­sta­wio­no doko­na­nia spo­łecz­ne maria­wi­tów (prof. Maciej Dusz­czyk), omó­wio­no zna­cze­nie pra­sy maria­wic­kiej na prze­strze­ni lat (dr Hali­na Guzow­ska) oraz kul­tu­rę muzycz­ną maria­wi­tów w latach 1904–1914 (dr Bar­tło­miej Sło­jew­ski).

Ostat­nia część doty­czy­ła klu­czo­wych dla maria­wi­ty­zmu Obja­wień Dzie­ła Wiel­kie­go Miło­sier­dzia danych św. M. Fran­cisz­ce Kozłow­skiej (bp M. Ludwik Jabłoń­ski), eku­me­nicz­nych impli­ka­cji maria­wi­ty­zmu (bp dr Andrzej Gon­ta­rek) oraz rela­cji mię­dzy ducho­wo­ścią fran­cisz­kań­ską a maria­wic­ką (Michał Piotr­ko­wicz). Tyle suchych fak­tów.


Komen­tarz

Kon­fe­ren­cja wpi­su­je się w sze­reg przed­się­wzięć Kościo­ła Sta­ro­ka­to­lic­kie­go Maria­wi­tów zwią­za­nych z rocz­ni­cą unie­za­leż­nie­nia się tra­dy­cji maria­wic­kiej od Rzy­mu i stop­nio­we­go uzy­ski­wa­nia dok­try­nal­nej i litur­gicz­nej samo­dziel­no­ści.

Nale­ży wspo­mnieć, że była to pierw­sza nauko­wa kon­fe­ren­cja maria­wic­ka zor­ga­ni­zo­wa­na w murach Chrze­ści­jań­skiej Aka­de­mii Teo­lo­gicz­nej (ChAT). Wobec obszer­ne­go mate­ria­łu badaw­cze­go i liczeb­no­ści maria­wi­tów wśród wyznań mniej­szo­ścio­wych w Pol­sce to duże wyda­rze­nie. Moż­na tyl­ko żało­wać, że maria­wi­tyzm nie wygo­spo­da­ro­wał sobie w ChAT sta­łe­go miej­sca w eku­me­nicz­nym dys­kur­sie nauko­wym w prze­ci­wień­stwie do mniej­szych wyznań.

Abs­tra­hu­jąc od bra­ku klu­czo­wych bada­czy teo­lo­gii i histo­rii maria­wic­kiej pod­czas kon­fe­ren­cji – nie­ko­niecz­nie z reak­cyj­ne­go spek­trum rzym­sko­ka­to­lic­kich inte­gry­stów – zasta­na­wiać może pomi­nię­cie tema­tów, któ­re uka­za­ły­by maria­wi­tyzm w jego inno­wa­cyj­no­ści, goto­wo­ści do pod­ję­cia pole­mi­ki teo­lo­gicz­nej wewnątrz szer­szej eku­me­nii. Tema­ty­ka widocz­na już w pro­gra­mie kon­fe­ren­cji anon­so­wa­ła zacho­waw­czość i dość prze­wi­dy­wal­ną tem­pe­ra­tu­rę dys­ku­sji.

Wiel­ka, napraw­dę ogrom­na szko­da, że ponad 90 lat po roz­ła­mie i w 120. rocz­ni­cę usa­mo­dziel­nie­nia się maria­wi­ty­zmu, oby­dwa Kościo­ły maria­wic­kie obcho­dzi­ły jubi­le­usz osob­no, a kon­fe­ren­cję zor­ga­ni­zo­wał jeden Kościół. Nawet jeśli róż­ni­ce w nie­któ­rych aspek­tach dok­try­nal­nych i prak­tycz­nych są zauwa­żal­nie spo­re, a nie­uf­ność wciąż obec­na, to dra­ma­tycz­ne wyda­rze­nia roku 1906 są – bez wzglę­du na kon­fe­ren­cję i inne przed­się­wzię­cia – wspól­ne.

Sym­bo­licz­nie egzem­pli­fi­ku­je to kart­ka przed­sta­wia­ją­ca mon­stran­cję, wrę­cza­na uczest­ni­kom kon­fe­ren­cji. Na niej wid­nie­je tekst modli­twy, któ­ry mówi o jed­nym maria­wi­ty­zmie i nie róż­ni­cu­je dwóch jurys­dyk­cji.

Ze smut­kiem nale­ży przy­jąć fakt, że udział pol­skiej eku­me­ny w tym waż­nym dla maria­wi­tów dniu był skrom­ny. To nie jest budu­ją­ce świa­dec­two eku­me­nicz­nej soli­dar­no­ści. Zasta­na­wia nie­obec­ność wyso­kiej ran­gi przed­sta­wi­cie­li Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go, bio­rąc pod uwa­gę fakt, że w łódz­kiej kon­fe­ren­cji 20 lat temu, udział wzię­li czo­ło­wi bisku­pi i teo­lo­dzy rzym­sko­ka­to­lic­cy zaan­ga­żo­wa­ni w nie­ist­nie­ją­cy już dziś dia­log teo­lo­gicz­ny maria­wic­ko-rzym­sko­ka­to­lic­ki.

Rok Jubi­le­uszo­wy

Pozo­sta­jąc przy Koście­le Sta­ro­ka­to­lic­kim Maria­wi­tów, nale­ży pod­kre­ślić, że poprzed­ni i bie­żą­cy rok nie były naj­ła­twiej­sze, bio­rąc pod uwa­gę kil­ka czyn­ni­ków.

Jesz­cze pod koniec 2024 roku, po 90 latach prze­rwy Kościół maria­wic­ki powró­cił do sta­ro­ka­to­lic­kiej prak­ty­ki syno­dal­nej, któ­ra, wie­lo­krot­nie zapo­wia­da­na i odwle­ka­na, wresz­cie cia­łem się sta­ła. Jak się moż­na było spo­dzie­wać, pro­ces ten nie był i nie jest łatwy zarów­no w aspek­cie kul­tu­ry syno­dal­nej, przy­ję­cia oraz prze­strze­ga­nia regu­la­cji praw­nych, zobo­wią­zań, w tym sku­tecz­ne­go spo­so­bu roz­wią­zy­wa­nia wewnętrz­nych pro­ble­mów.

W tym pro­ce­sie Lud Maria­wic­ki poprzez świec­kich przed­sta­wi­cie­li Syno­du fak­tycz­nie odzy­skał to, co teo­lo­gicz­nie i ducho­wo zawsze posia­dał – pod­mio­to­wość. Widać to choć­by w aktyw­nym, a nie sta­tycz­no-fasa­do­wym udzia­le świec­kich w pro­ce­sie syno­dal­nym, ich real­nym (spraw­czym) uczest­nic­twie w wyko­naw­czych gre­miach Kościo­ła (Rada Kościo­ła).

Synod nie roz­wią­zał i praw­do­po­dob­nie nie roz­wią­że wszyst­kich pro­ble­mów, jakie były, są i pew­nie poja­wią się. Nie jest on z pew­no­ścią pana­ceum na wszyst­kie bolącz­ki, podob­nie jak nie jest nim jedy­no­władz­two kapłań­stwa. Nie­mniej Synod jest bez wąt­pie­nia prak­tycz­nym świa­dec­twem tego, że 120. rocz­ni­ca nie­za­leż­no­ści wyzna­nio­wej maria­wi­ty­zmu, nie jest admi­ni­stro­wa­niem popio­ła­mi pamię­ci, ale uka­zu­je maria­wi­tyzm jako orga­nicz­ną wspól­no­tę zdol­ną do radze­nia sobie z kry­zy­sa­mi – mniej­szy­mi i więk­szy­mi, teo­lo­gicz­ny­mi i ducho­wy­mi, ale też admi­ni­stra­cyj­no-dys­cy­pli­nar­ny­mi tudzież finan­so­wy­mi, co też poka­zu­ją ostat­nie lata.

Bez wąt­pie­nia wiel­kim wyzwa­niem cza­sów nad­cho­dzą­cych jest zapew­nie­nie opie­ki dusz­pa­ster­skiej we wszyst­kich pla­ców­kach przy nie­wiel­kiej, choć względ­nie sta­bil­nej, póki co, licz­bie kapła­nów. Poten­cjał ewan­ge­li­za­cyj­ny maria­wi­ty­zmu nie jest ska­za­ny na klą­twę histo­rycz­nych rumi­na­cji, repro­du­ko­wa­nie sen­ty­men­tal­nych opo­wia­stek o ochron­kach i legend o wykształ­ce­niu oraz hero­icz­nych cno­tach moral­nych pierw­szych maria­wi­tów.

Maria­wi­tyzm jest czymś znacz­nie wię­cej: ma poten­cjał, któ­ry — bez poczu­cia zawsty­dze­nia wobec innych tra­dy­cji — może z dumą pie­lę­gno­wać, roz­wi­jać, a ponad­to zaofe­ro­wać innym Kościo­łom chrze­ści­jań­skim swo­je dary w ramach ich ducho­wej wymia­ny. To, czym jest maria­wic­ka eucha­ry­sto­lo­gia, ekle­zjo­lo­gia, ducho­wość czy wie­le innych aspek­tów życia maria­wic­kie­go może być inspi­ru­ją­ce. To wszyst­ko wyma­ga jed­nak wiel­kich nakła­dów pra­cy, deter­mi­na­cji, zmian, ini­cja­tyw, a że nie jest to nie­moż­li­we, poka­zu­je komu­ni­kat z ostat­niej V sesji Syno­du.

Pisa­łem o nie­ła­twym cza­sie, tak­że w kon­tek­ście wewnętrz­nych pro­ble­mów, któ­re Kościół Sta­ro­ka­to­lic­ki Maria­wi­tów w róż­nych prze­strze­niach podej­mu­je.

Nie­zwy­kle donio­słe – i to w aspek­cie prak­tycz­nym, jak i głę­bo­ko teo­lo­gicz­nym – jest odro­dze­nie Świą­ty­ni jako cen­tral­ne­go ośrod­ka maria­wic­kiej toż­sa­mo­ści. Nawet jeśli płoc­ka para­fia maria­wic­ka nigdy nie była licz­na i żyła życiem klasz­to­ru, to była i jest punk­tem odnie­sie­nia dla toż­sa­mo­ści maria­wi­tów.

Świą­ty­nia Miło­sier­dzia i Miło­ści, zbu­do­wa­na zale­d­wie osiem lat po uzy­ska­niu nie­za­leż­no­ści, to coś wię­cej niż archi­tek­to­nicz­ny magnes. To teo­lo­gicz­na prze­strzeń, w któ­rej wizu­ali­zu­je się zło­żo­na teo­lo­gia i histo­ria maria­wi­tów. Stąd jej misyj­no-ewan­ge­li­za­cyj­no odro­dze­nie, odpo­wie­dzial­ność prze­ło­żo­nych za to miej­sce, real­ne współ­kre­owa­nie rze­czy­wi­sto­ści oko­ło­świą­tyn­nej, nie mogą być pra­cą na zle­ce­nie lub z dosko­ku, ale pra­cą nad sobą powie­rzo­ną nie tyl­ko jed­nej oso­bie, ale całej wspól­no­cie.

Nie­ła­twe­go cza­su maria­wi­ci doświad­cza­li nie­daw­no w związ­ku z bul­wa­ro­wy­mi publi­ka­cja­mi prze­bra­ny­mi za poważ­ne opra­co­wa­nia histo­rycz­ne. Wyrzą­dzo­no wie­le szko­dy, ale maria­wi­ci nie usie­dli nad brze­ga­mi Wisły roz­pa­cza­jąc bez­sil­nie nad swo­im losem (por. Ps 137,1), lecz po pro­stu robi­li swo­je. Co cie­szy i inspi­ru­je, to fakt, że nastę­pu­je nowe poko­le­nie, któ­re real­nie przej­mu­je odpo­wie­dzial­ność w Koście­le i za Kościół, co nie zawsze jest oczy­wi­ste w innych Kościo­łach mniej­szo­ścio­wych.

I jesz­cze jed­na reflek­sja. Jeden z zapro­szo­nych na kon­fe­ren­cję poli­ty­ków w nie­co kula­wych sło­wach pozdro­wie­nia odno­sił się do nie­moż­no­ści świę­to­wa­nia nie­za­leż­no­ści maria­wi­ty­zmu, a to z powo­du jego oso­bi­stej przy­na­leż­no­ści do Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go. Na tym tle ożyw­czo wybrzmia­ły sło­wa pozdro­wie­nia prze­sła­ne przez pra­wo­sław­ne­go metro­po­li­tę war­szaw­skie­go i całej Pol­ski Sawę (Hry­cu­nia­ka), któ­ry zwró­cił uwa­gę na ducho­wo twór­czy ele­ment kształ­to­wa­nia się maria­wic­kiej nie­za­leż­no­ści.

Muszę przy­znać, że – prze­pra­szam za kolo­kwia­lizm – mój żołą­dek zgła­sza votum nie­uf­no­ści, gdy sły­szę uty­ski­wa­nia nie­któ­rych teo­lo­gów po róż­nych stro­nach eku­me­nicz­nych murów, pła­czą­cych nad podzia­ła­mi w chrze­ści­jań­stwie – czy to będzie schi­zma wschod­nia, refor­ma­cja czy maria­wi­ci. Brzmi to tak, jak­by natu­ral­nym śro­do­wi­skiem chrze­ści­jań­stwa był uni­for­mizm w każ­dym aspek­cie życia. Wyda­je mi się, że roz­pa­cza­nie nad róż­no­rod­no­ścią, nad tym, że są odmien­ne tra­dy­cje chrze­ści­jań­skie jest w jakiejś mie­rze nie­po­waż­nym trak­to­wa­niem tych­że eku­me­nicz­nych part­ne­rów i powie­dze­niem im: „szko­da, że jeste­ście, ale jak już jeste­ście, to ok”.

120-lecia nie­za­leż­no­ści Kościo­ła maria­wic­kie­go to dobra oka­zja do per­spek­ty­wicz­ne­go spoj­rze­nia na doko­na­nia maria­wi­tów i impo­nu­ją­cą ścież­kę roz­wo­ju ducho­we­go oraz teo­lo­gicz­ne­go w nie­zwy­kle krót­kim cza­sie. W tym kon­tek­ście maria­wi­tyzm jest odbi­ciem histo­rii chrze­ści­jań­stwa w całej jego ducho­wo-egzy­sten­cjal­nej ambi­wa­len­cji.



Gale­ria
Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.