Urodziny Prorokini — 150. urodziny św. Marii Franciszki Kozłowskiej
- 30 maja, 2012
- przeczytasz w 7 minut
26 i 27 maja br. odbyły się w Płocku i Felicjanowie centralne uroczystości związane z 150. rocznicą urodzin św. Marii Franciszki Kozłowskiej, mistyczki i apostołki Dzieła Miłosierdzia Bożego. Objawienia Mateczki dały początek ruchowi odnowy religijnej polskiego katolicyzmu na przełomie XIX i XX wieku, oraz doprowadziły do wyodrębnienia się niezależnego Kościoła mariawitów. W płockich uroczystościach – oprócz wiernych i duchownych mariawickich – uczestniczyli goście ekumeniczni. Uroczystości płockie rozpoczęły się […]
26 i 27 maja br. odbyły się w Płocku i Felicjanowie centralne uroczystości związane z 150. rocznicą urodzin św. Marii Franciszki Kozłowskiej, mistyczki i apostołki Dzieła Miłosierdzia Bożego. Objawienia Mateczki dały początek ruchowi odnowy religijnej polskiego katolicyzmu na przełomie XIX i XX wieku, oraz doprowadziły do wyodrębnienia się niezależnego Kościoła mariawitów. W płockich uroczystościach – oprócz wiernych i duchownych mariawickich – uczestniczyli goście ekumeniczni.
Uroczystości płockie rozpoczęły się 26 maja mszą świętą, której przewodniczył bp M. Ludwik Jabłoński, biskup naczelny Kościoła Starokatolickiego Mariawitów, w asyście bp. M. Włodzimierza Jaworskiego i bp. M. Bernarda Kubickiego, a także kapłanów z kilkunastu parafii. Udział w liturgii wziął ks. Jerzy Samiec, Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, a także delegacje Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego oraz Kościoła Polskokatolickiego. Zabrakło przedstawiciela Kościoła rzymskokatolickiego – krótki list z pozdrowieniami przesłał płocki ordynariusz bp Piotr Libera. Do Płocka przybyli również reprezentanci władz państwowych – Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji oraz wojewody mazowieckiego.
Okolicznościową naukę wygłosił bp M. Ludwik przypominając życie i służbę Założycielki. Zaapelował o odnowę życie duchowego poprzez jeszcze mocniejszą adorację Chrystusa Utajonego w Przenajświętszym Sakramencie.
W słowach pozdrowienia bp Jerzy Samiec podkreślił, że wspólna modlitwa mariawitów i luteranów nie jest przejawem okolicznościowej kurtuazji, a świadectwem wieloletniej współpracy w głoszeniu Ewangelii i praktycznym świadectwie, wyrażającym się we wspólnym użytkowaniu swoich świątyń przez obydwa wyznania. Zwierzchnik polskich luteran zakończył swoje pozdrowienia słowami wyjętymi z Objawień św. Marii Franciszki: Pokój całej ziemi, jeśli przyjmie Miłosierdzie.
Po liturgii odbyła się okolicznościowa akademia przygotowana przez warszawskich mariawitów oraz nabożeństwo majowe.
Święto w Felicjanowie
Również Kościół Katolicki Mariawitów obchodził 150. rocznicę urodzin Mateczki, a także 70. rocznicę męczeńskiej śmierci św. Jana M. Michała Kowalskiego, pierwszego ministra generalnego Zgromadzenia Księży Mariawitów i biskupa mariawickiego, a po rozłamie z 1935 roku zwierzchnika Kościoła Katolickiego Mariawitów.
Do Felicjanowa przybyli wierni z całej Polski i zagranicy – ponad 300 osób uczestniczyło w liturgii mszy świętej na Zesłanie Ducha Świętego sprawowanej przez s. biskupkę M. Rafaelę Woińską w asyście sióstr biskupek M. Beatrycze Szulgowicz oraz s. M. Almy Białkowskiej. W liturgii uczestniczyły kapłanki i kapłani ludowi, a także spora grupa mariawitów płockich.
Po mszy odbyła się procesja z Przenajświętszym Sakramentem wokół klombu, gdzie znajdują się trzy groby – s. arcykapłanki M. Izabeli Wiłuckiej Kowalskiej oraz abp. M. Rafaela Wojciechowskiego, a także symboliczna mogiła abp. M. Michała Kowalskiego. Również w Felicjanowie odbyła się okolicznościowa akademia oraz odprawiono nieszpory.
+++
Refleksje
Udział ewangelika w obchodach 150. rocznicy urodzin Mateczki nie jest czymś oczywistym. Wielu ewangelików z przymrużeniem oka i nie bez poczucia wyższości patrzy na mariawityzm jako coś zupełnie egzotycznego, nieczytelnego, a nawet zabobonnego. Kilka lat temu przeczytałem Dzieło Wielkiego Miłosierdzia, a także korespondencję Mateczki wydaną przez felicjanowskich mariawitów i mimo iż XIX-wieczna pobożność katolicka daleka jest od ewangelickiego wyznawania wiary, mimo iż mariawityzm – inaczej niż reformacja – nie miał globalnego zasięgu, to jednak odnalazłem w wielu fragmentach Objawień treści przepełnione wielką miłością do Chrystusa, mistyką, która jest śmiertelnym ciosem dla wszelkich przejawów ludzkiej hybris, wielkim odsłonięciem ludzkiej słabości koniecznym dla ratowania człowieka.
Z tym większym zdziwieniem wczytałem się w relacje teologów ewangelickich, którzy „na gorąco” komentowali rozwój idei mariawickich, a w szczególności słowa pastora Artura Rhodego, pierwszego ewangelickiego duchownego, który spotkał się z Założycielką i odbył z nią wielogodzinne rozmowy. Wspominając Mateczkę i jej mistyczne przeżycia ks. Rhode pisał: „Ja nazywam Ją Prorokinią, ponieważ Jej objawienia, albo powiedzmy wewnętrzne przeżycia., stoją dokładnie na tym samym poziomie co i proroków Starego Testamentu. Są to objawienia czysto duchowego, pojęciowego rodzaju: słów Jezusa może Ona nie słyszeć, ale Jezus przemawia do niej w Niej samej, w formie wewnętrznego rzeczywistego stawania się Jego woli (…) Maria Franciszka przeżyła mękę Jezusa czysto duchowo. O współudziale ciała nie było mowy; zakosztowała do głębi duchowej poniewierki Jego czci; to wszystko było dla Niej wzorem, gdy sama podczas prześladowań musiała ucierpieć w duszy, gdy poniewierano Jej dobrą sławę. Maria Franciszka przeżyła zaślubiny z Jezusem jako wewnętrzne doświadczenie zesłane bez Jej przyczynienia się; czysto duchowe, w rodzaju tego jakiego doświadczył Paweł Apostoł, gdy mówił ‘żyję już nie jam tylko Chrystus żyje we mnie’ lub w rodzaju unio mistica naszej ewangelickiej nauki, w której jest mowa i najwyższym stopniu doświadczenia ewangelicznego ucznia Pańskiego.”
Pozytywnie o św. Marii Franciszce, choć nie bez wątpliwości wobec niektórych elementów nauki i praktyki mariawickiej, wypowiadali się inni duchowni ewangeliccy, w tym znany ks. August Loth czy ks. Adolf Rondthaler.
Z pewnością Mateczka jest i pozostanie kontrowersyjną postacią i chyba źle by się stało, gdyby jej postać utonęła w morzu przesłodzonej hagiografii czy recytowanych bez pamięci peanów tudzież wierszyków. Życie M. Franciszki, jej działalność eklezjalna to wszystko inne niż święty spokój. Była kobietą, która miała odwagę „stanąć przed królami” i składać świadectwo, szanując autorytety nie bała się upominać o większy autorytet Tego, który powierzył Jej Dzieło Wielkiego Miłosierdzia. Była kobietą pokorną, ale i zdeterminowaną, szczególnie wobec sióstr i braci mariawitów, aby nie porzucali Dzieła w chwilach najbardziej brutalnych prześladowań i nie poprzestawali na próżnej satysfakcji bezdźwięcznego status quo, gdy mariawityzm na dobre zakorzenił się w Polsce. Jej listy, słowa, a przede wszystkim całe życie pokazało, że była misjonarką Bożego Miłosierdzia, że misja, głoszenie Chrystusa i rozszerzanie Jego czci było naczelnym, jeśli nie jedynym celem jej życia. Nie żądała przywilejów dla siebie, ani chwały – oczekiwała duchowego zrywu i konkretnego działania. Mocno karciła duchową ospałość i bylejakość, życie pozbawione pasji dla Chrystusa i rozwoju Kościoła, próżność kapłanów i sióstr, pusty formalizm i kościółkowatą uprzejmość, pilnowała, by Kościół nie zarósł pajęczyną marazmu i zadowolenia z samego siebie. Taki obraz Założycielki wyłania się nie tylko z Dzieła Miłosierdzia Bożego, opowieści samych mariawitów, ale i świadectw nie mariawitów na przestrzeni lat. Jak jest teraz?
***
Felicjanów
Z okazji urodzin Mateczki i zainspirowany tekstem braci mariawitów z ekumenicznego zgromadzenia, postanowiłem święto Zesłania Ducha Świętego spędzić z mariawitami felicjanowskimi – kilku z nich poznałem w Długiej Kościelnej i w Warszawie. Wreszcie udało mi się odwiedzić Felicjanów owiany w niektórych środowiskach, w tym i mariawickich, ‘sławą’ hermetycznej, nieco zdziwaczałej i wymierają
cej wspólnoty. Słyszałem też inne głosy ze strony młodych mariawitów z Kościoła Starokatolickiego Mariawitów, którzy inaczej niż starsze pokolenie z podziwem i szacunkiem odnosili się do służby felicjanowskich sióstr.
Pojechałem i doświadczyłem duchowej przygody. Zobaczyłem tłumy ludzi, w tym naprawdę bardzo wielu młodych, zobaczyłem dopracowane do ostatniego szczegółu, wypieszczone z wielką troską budynki klasztorne, pamiątki wielkiej historii, ale przede wszystkim zobaczyłem żywy Kościół, modlący się Zbór, który wprawdzie inaczej wyraża swoje uwielbienie dla Chrystusa, a jednak potrafi swoim przejęciem i autentyczną świadomością chwili adoracji ująć tych stojących nieco z boku. Liturgia sprawowana przez siostry biskupki była namaszczona, jednak nie było to namaszczenie spod znaku klerykalnej autoinscenizacji, nie był to teatr, ale prawdziwa adoracja wypowiedziana i wyśpiewana w modlitwie. Szczególną chwilą była śpiewana przez siostrę biskupkę i cały mariawicki zbór prefacja i Słowa Ustanowienia.
Nie jestem w stanie przeniknąć do serc tych chrześcijan, nie mogę zweryfikować ich duchowego życia, ani niczego udowodnić niemniej jednak miałem świadomość spotkania z wielką świętością, której źródłem jest Chrystus, usłyszałem polifonię Ducha Świętego, a gesty i słowa przypomniały mi jedną z najbardziej znanych ewangelickich pieśni nie bez powodu śpiewanej nieraz przed liturgią Sakramentu Ołtarza: „Pan Bóg jest obecny! Pokłon Mu oddajmy, kornie Jego wysławiajmy! Wpośród nas Wszechświęty! Serca zamilknijcie, czołem wszyscy przed Nim bijcie! Kto Go zna, w sercu ma, niechaj doń się zbliży, przed Nim się uniży.” (ŚE 307,1)
Po wizycie w Felicjanowie jestem spokojny o przyszłość Kościoła Katolickiego Mariawitów. To Kościół Jezusa Chrystusa, któremu nie brak odwagi, który z pewnością nie jest pozbawiony wad, problemów i wyzwań, ale z pewnością jest to Kościół żyjący, a nie umierający. To imponujące jak tak mała społeczność potrafi zrobić tak wiele, potrafi zachwycić tych dużo większych od siebie i tak od siebie innych.