- 9 kwietnia, 2026
- przeczytasz w 6 minut
Kościoły ewangelikalne różnego typu od kilku lat podbijają świat, zmieniają krajobraz kościelny i zdobywają salony polityczne. Jednocześnie słabną Kościoły protestanckie głównego nurtu, które niegdyś nadawały ton życiu społeczno-politycznemu.
Bądźcie wyrozumiali dla “ekswangelikałów”
Kościoły ewangelikalne różnego typu od kilku lat podbijają świat, zmieniają krajobraz kościelny i zdobywają salony polityczne. Jednocześnie słabną Kościoły protestanckie głównego nurtu, które niegdyś nadawały ton życiu społeczno-politycznemu.
O tym, że ewangelikalizm rośnie w siłę nie trzeba nikogo przekonywać. Dotyczy to nie tylko USA, ale również Ameryki Południowej, Afryki, Azji, a nawet w Europie zauważalne są wpływy ruchów i Kościołów ewangelikalnych. Nieco upraszczając: łączy je biblicyzm, rygoryzm moralny, pochwała patriarchalizmu i niejednokrotnie skrajnie prawicowa agenda polityczna, ale jest to niepełna część obrazu, o czym za chwilę.
Kościoły ewangelikalne rekrutują swoich wyznawców najczęściej z innych wyznań, głównie z tradycyjnych Kościołów protestanckich (anglikanie, luteranie, reformowani, metodyści i in.), ale jeszcze mocniej z Kościoła rzymskokatolickiego, a w krajach zdominowanych przez prawosławie właśnie z lokalnych Kościołów tradycji wschodniej.
Konfesyjne wędrówki są głównym rezerwuarem kadrowym Kościołów ewangelikalnych, a wspomniane Kościoły protestanckie głównego nurtu są naturalnym „środowiskiem łownym”, a to z powodu wspólnych fundamentów historycznych, teologicznych, a co za tym idzie także językowych i liturgicznych. Drugim zasobem kadrowym są osoby indyferentne religijnie, które poznają chrześcijaństwo dzięki intensywnej pracy misyjnej Kościołów ewangelikalnych, choć nie muszą się tam na stałe zadomowić.
Kroplówka dla konającego?
Czy to jednak oznacza, że tradycyjne Kościoły protestanckie skazane są na wymarcie, a podejmowane działania to jedynie podawanie kroplówki pacjentowi w stanie terminalnym? Niekoniecznie.
Przyczyn dramatycznego spadku liczby wiernych w Kościołach protestanckich jest wiele – inaczej sytuacja wygląda w Ameryce Południowej, Północnej, a jeszcze inaczej w Europie, gdzie w takich krajach jak Wielka Brytania, Niemcy czy Szwecja, Kościoły protestanckie, a konkretnie ewangelickie czy anglikańskie, wyrastają z długiej tradycji zespawania Kościoła i państwa. I choć te więzi są znacznie słabsze niż jeszcze parę dekad temu to jednak dziedzictwo tronu i ołtarza wciąż rezonuje. Do tego dochodzą inne czynniki natury demograficznej i ideowej, choć nie tylko.
Bez wątpienia tradycyjnym Kościołom protestanckim ubywa wiernym, a ewangelikalym przybywa. Być może jest to zjawisko stałe, a być może pewien etap w historii Kościoła rozpisany na dłuższy lub krótszy czas.
Nie zmienia to faktu, że nowych wiernych, choć nieporównywalnie mniej, zdobywają także tradycyjne Kościoły protestanckie właściwie we wszystkich szerokościach geograficznych, także w USA, gdzie religijna mozaika jest szczególnie odczuwalna.
Odejście od ewangelikalizmu – czyli ekswangelikalsi
W marcowym wydaniu ponad 140-letniego czasopisma The Christian Century, reprezentującego szerokie spektrum tradycyjnego protestantyzmu w USA, ukazał się tekst Michelle Van Loon, przez lata związanej z Kościołami ewagelikalnymi. Van Loon odnalazła swój duchowy dom w Kościele episkopalnym (anglikańskim). Już na wstępie opisała to, w jaki sposób ewangelikałowie postrzegają Kościoły głównego nurtu: ‘nie znajdziesz tam nic innego poza rozmytą wiarą’.
I rzeczywiście, jednym z głównych zarzutów Kościołów ewagelikalnych w stosunku do starszych Kościołów wyrosłych z XVI-wiecznej Refomacji jest “argument” o rozcieńczeniu substancji wiary, mariażu ze światem złym, duchem czasów zamiast z Duchem Świętym czy po prostu reformacyjnego półproduktu (“nie dokończyli Reformacji, zatrzymali się”).
Wśród litanii zarzutów znajduje się też “sucha, powtarzalna liturgia”, “lewacka mentalność” czy “niepoważne traktowanie Pisma”, a nawet brak żywej relacji z Jezusem. Van Loon ukazuje zderzenie estetyczne, a wręcz psycho-somatyczne z anglikanizmem (najwyraźniej wysokiego nurtu) — z jednej strony klęczniki, witraże i kadzidło “wypalające płuca”, a z drugiej przestrzenie modlitwy urządzane ad hoc w magazynach czy innych budynkach użyteczności publiczej.
Van Loon przytacza wyniki badań Public Religion Research Institute, według których 1/5 osób odchodzących z tradycyjnych Kościołów protestanckich ląduje poza spektrum zorganizowanego chrześcijaństwa. Jednocześnie tylko 3% Amerykanów, która wcześniej wychowywana była w różnych Kościołach, deklaruje obecnie przynależność do tradcycyjnych lub nieewangelikalnych Kościołów protestanckich.
Dla tych 3% Kościół episkopalny czy luterański (ELCA) jest “ucieczką od ewangelikalizmu”, a konkretnie przed tzw. ewangelią sukcesu i innymi nadużyciami natury duchowej, co, oczywiście, nie oznacza, że i w tych Kościołach takie zjawiska nie mają miejsca. – Ewangelikalna tożsamość bywa zakorzeniona w narracji nawrócenia wg schematu ‘kiedyś byłam zagubiona, a teraz zostałam odnaleziona. To może być problematyczne dla ludzi, którzy uurodzili się w ewangelikalnych rodzinach i nie mogą wskazać na krytyczny moment w swoim życiu, w którym rozpoczeła się ich podróż wiary – wyjaśnia Van Loon. – To może prowadzić do dezorientacji, czy aby na pewno jestem narodzona na nowo. Tymczasem w Kościołach głównego nurtu spoktałam ludzi, którzy byli ochrzczeni w wieku niemowlęcym i nie mają problemu z tym, że nie potrafią wskazać duchowego punktu zwrotnego w swoim zyciu – podsumowuje.
Autorka wskazuje na znaczenie Eucharystii. W jej poprzednich wspólnotach Sakrament Wieczerzy Pańskiej był zaledwie przypisem do niedzielnego nabożeństwa, najczęściej raz w miesiącu. Van Loon mówi, że jej przejście z ewangelikalizmu do tradycyjnego protestantyzmu było pełne dziwnych momentów (wręcz czkawek), a to między innymi dlatego, że nowe siostry i bracia w zborze zakładali nie tylko znajomość kościelnego slangu, ale i zwyczajów.
Jak postępować z eksami?
To skłoniło Van Loon do udzieleniu kilku wskazówek na łamach The Christian Century pod adresem duchownych i wiernych Kościołów tradycyjnych wobec byłych ewangelikalsów/ewangelikałów, a więc ekswangelikalsów:
- Ludzie przychodzą z własną historią. Jeśli przychodzą to znaczy, że poszukują nowego startu, czegoś im brakuje, być może przychodzą z wątpliwościami, poobijani, rozżaleni, mają za sobą lub przeżywają duchową traumę, do której trzeba w należyty sposób podejść. Duszpasterstwo!
- Ewangelikalizm nie jest monolitem, tak samo jak Kościoły protestanckie głównego nurtu. Zasięgnij informacji na temat wspólnoty, z której przychodzi nowa osoba. To działanie pozwoli także odświeżyć wiedzę na temat wiary Twojego własnego Kościoła (szczególnie kwestia sakramentów).
- Trzeba być cierpliwym – ludzie przychodzą z różnych tradycji, w których to, co oczywiste dla nas, może być niejasne dla nich, jak choćby kwestie związane ze świętami (kalendarz liturgiczny) czy porządkiem nabożeństw.
- Gościnność uzdrawia. Bądźcie otwarci wobec tych, którzy mogli właśnie stracić kontakt z dotychczasową wspólnotą i brakuje im więzi społecznych, chrześcijańskiej wspólnoty.
Zagadnienie ekswangelikałów dotyczy także rzeczywistości Kościołów protestanckich w Polsce.
Największym z nich jest Kościół Ewangelicko-Augsburski, tradycyjny Kościół protestancki, który również jest wewnętrznie zróżnicowany zarówno co do pobożności, jak i liturgii. I choć w niektórych parafiach większość zborowników stanowią już konwertyci z katolicyzmu (szczególnie duże aglomeracje) to jednak w niektórych parafiach pielęgnujących bardziej tradycyjne życie liturgiczne pojawiają się osoby, które właśnie wyszły lub rozważają wyjście z Kościołów ewangelikalnych różnego typu. Są to osoby poszukujące „zbilansowanej diety religijnej” – reformacyjnego, chrystocentrycznego przekazu w połączeniu z liturgicznym zadomowieniem i porządkiem.
Podobne zjawiska, choć w innej skali, można zaobserwować także w Kościele reformowanym czy metodystycznym w Polsce.